– I on właśnie tak robi – roześmiała się Vinga. – Tylko że, jak pan widzi, nie odwiedza mnie sam.
– Co ci się stało w rękę? – zapytał Heike.
– Porozmawiamy o tym później. Teraz jednak muszę panów przeprosić na chwilę, jeśli mamy dziś mieć coś dobrego na kolację. Powinno być wytwornie. Z winem!
Okropna myśl przyszła Heikemu da głowy.
– Vinga, czy ty nie popijasz tu w samotności? Mam na myśli wino lub piwo.
– O, tak, tatusiu! Wódka do śniadania, dwie butelki wina przed południem i… Nie, no wiesz co! Cóż to za podejrzenia! Nie jestem przecież głupia, bo tylko głupi ludzie niszczą sobie w ten sposób życie.
– Nie, po prostu się przestraszyłem, bo jesteś taka nienasycona życiem! Nie zachowujesz umiaru w niczym, co robisz!
– Dobrze, teraz będę bez umiaru zachowywać umiar! Wejdźcie, proszę, i rozgośćcie się. Ja za chwilę wrócę. Muszę się zrobić na bóstwo.
Znowu, jak poprzednim razem, rozsiedli się przed kominkiem. Tylko że teraz było ich troje, a to duża różnica. Vinga wyglądała naprawdę prześlicznie. Obaj młodzi mężczyźni nie mogli oderwać od niej oczu.
Znakomity posiłek podano im tam, gdzie siedzieli.
– Pogoda jest taka, że człowiek najchętniej spędza czas przy piecu – powiedziała Vinga. – Uff, lękam się wiosennego zrównania dnia z nocą. Musimy się trochę ogrzać, zanim ta noc nadejdzie.
Miała, oczywiście, na myśli to, że będzie się musiała w lesie na wzgórzach rozebrać do naga. Heike wolałby, żeby nie mówiła o tym teraz tak otwarcie. Chyba nie zamierzała opowiedzieć Nilsowi, jakie to mają plany?
Nie, skąd, widząc lęk na twarzy kuzyna, posłała mu promienny, uspokajający uśmiech.
Ten uśmiech przyprawił go o zawrót głowy.
Nils i Vinga przypadli sobie do gustu od pierwszej chwili. Heike siedział nachmurzony i słuchał ich ożywionej rozmowy, czuł się jak milczek, ponury i nudny, ale naprawdę nie był w stanie wtrącić ani słowa. Miał wrażenie, że coś ściska go za gardło.
Vinga chciała pokazać Nilsowi dom i całą posiadłość. Na oglądanie zabudowań nie było czasu, ale pokoje musiał Nils zobaczyć i nie szczędził słów zachwytu dla ich gustownego urządzenia.
Heike jakoś nie umiał dzielić jego entuzjazmu. Alexander Paladin żył półtora wieku temu i ów przesadny barokowy styl nie bardzo pasował do tak małego dworu gdzieś na norweskiej prowincji. Zwłaszcza obecnie, kiedy styl zdobnictwa w ogóle stawał się znacznie lżejszy, bardziej linearny i po prostu praktyczniejszy. Rokoko powoli ustępowało miejsca neoklasycyzmowi. Tych nazw Heike, oczywiście, nie znał. On po prostu patrzył i rejestrował zmiany.
Vinga, jak zawsze spontaniczna, otworzyła także drzwi do swojej sypialni i tutaj wyszły na jaw pewne sprawy wymagające raczej dyskrecji, jak rozrzucona po pokoju nocna bielizna czy pewna skłonność właścicielki do zbytku. Przebierała się pospiesznie i nie zdążyła posprzątać.
– Och – roześmiała się zawstydzona i zatrzasnęła z powrotem ciężkie barokowe drzwi. – Tutaj mieszka osoba bardzo roztrzepana, nie będziemy wymieniać jej nazwiska.
Nils przyjął to ze śmiechem. Był całkowicie zawojowany przez Vingę.
– Gdzieś człowiek musi być sobą – powiedział.
– Och, kocham cię za te słowa! – zawołała Vinga i uścisnęła go.
– Nie bierz tego dosłownie – wtrącił Heike cierpko. – Takie wyznania czyni ona na prawo i lewo.
Tamtych dwoje śmiało się radośnie, a Heike po raz pierwszy w życiu poczuł ból prawdziwej zazdrości.
Kiedy schodzili na dół, poprosił Nilsa, by poczekał na niego w powozie. On musi chwilę porozmawiać ze swoją podopieczną o interesach, wyjaśnił.
– Nie rozumiem twojego zachowania – zaprotestowała Vinga. – Nils może zaczekać w salonie przy kominku, a my pójdziemy do gabinetu. Jest to co prawda tylko biblioteka, ale ja lubię nazywać ten pokój gabinetem, kiedy chcę być elegancka i zaimponować moim wierzycielom. Chodź, Heike! On lubi grać rolę opiekuna – powiedziała do Nilsa.
W bibliotece panował mrok. Heike chciał zapalić świecę, lecz Vinga nie uważała, że to konieczne. Tak będzie bardziej intymnie!
No właśnie, tego bał się najbardziej.
Rozmawiali półgłosem, by ich nikt nie słyszał. Nareszcie mógł zapytać, co się stało z jej ręką.
– Zostałam napadnięta – wyjaśniła, stojąc niemożliwie blisko niego. – Byłam na cmentarzu, a gdy wracałam, zaczaił się na mnie w krzakach jeden z ludzi, wiesz kogo.
Posługiwał się nożem, ale ja mam kolana. Kopnęłam go w przyrodzenie, a kiedy zwijał się z bólu, uciekłam.
Heike uścisnął jej zdrową rękę.
– Czas najwyższy, żeby coś z tym zrobić.
– Tak – przyznała szeptem.
– Nie wychodź więcej sama z domu. Wrócę do ciebie w czwartek.
– Heike, w receptach jest coś o krwi kozła. I o krwi koguta, którą należy zmieszać z krwią dziewicy. Heike, ja nie mogę z tego powodu mordować zwierząt! Nie zgadzam się na to!
– Uspokój się – powiedział. – Już to wszystko załatwiłem. I wcale nie zabiłem kozła, tylko trochę zraniłem. Rana zresztą już się zagoiła.
– Och, jak dobrze! A kogut?
– To było jeszcze łatwiejsze. To także załatwiłem.
– Ale to nie wszystko! Do innego napoju potrzebna jest głowa czarnego kota. Heike, najdroższy, ja nie mogę, ja tak kocham zwierzęta! Nie, to nie jest potrzebne do sporządzenia napoju. To ty będziesz musiał mieć przy sobie tę głowę.
– I mam. Głowa czarnego kota znajdowała się w zbiorach Ludzi Lodu. Kompletnie wysuszona, leżała tam zapewne kilkaset lat, ale to nie ma znaczenia. Została przygotowana przez jakąś mądrą wiedźmę i na pewno nadal jest w niej magiczna moc. Kochanie, mówiłaś o wierzycielach. Czy ty masz kłopoty?
Vinga skuliła się.
– Tak, chociaż nie powinieneś o tym wiedzieć.
– Czy ty masz źle w głowie? Przecież właśnie po to tutaj jestem. No więc?
– Musiałam kupić siano dla zwierząt, bo nasze już się skończyło. I nie mam czym zapłacić.
– Ile tego jest?
Vinga wymieniła sumę i Heike obiecał, że załatwi sprawę.
– Dziękuję – szepnęła. – Co ja bym bez ciebie zrobiła? Czy zdobyłeś już wszystko? Wszystko, co będzie nam potrzebne w czwartek w nocy?
– Tak. Nils bardzo mi pomógł.
– Czy on wie?
– Nie. Oszalałaś? Gdyby coś takiego się wydało, oboje wylądowalibyśmy w więzieniu. Albo jeszcze gorzej, ciemny naród może wziąć sprawy w swoje ręce i skończymy na stosie. Lubisz Nilsa? – zakończył drżącym głosem.
– Tak, bardzo.
Teraz moje serce przestanie bić, pomyślał Heike, ale nic takiego się nie stało, rzecz jasna.
– Ja mam przecież środek – wypowiedział nieoczekiwanie głośno to, co pomyślał.
– Jaki środek?
– Ach, nieważne.
Vinga chwyciła go za ramię.
– Masz na myśli te zioła, które poleciła ci Sol? Wspominałeś mi kiedyś o nich. Te zioła, które tłumią pożądanie – syknęła. – Zioła, które zgaszą twoje uczucie do mnie. Dlaczego chciałbyś to zrobić?
– Po to, żeby ciebie uwolnić.
– Nie prosiłam cię a wolność! Tylko spróbuj zażyć tych ziół! Nie wolno ci, słyszysz? Nie wolno!
Rozpłakała się! Vinga płakała, łzy toczyły się po policzkach.
– Przecież ty jesteś mój – łkała żałośnie.
Czy można zachować równowagę wobec czegoś takiego?
– Nie będę niczego zażywał – obiecał. – Nawet gdybyś miała mi odebrać wszelką radość życia, niczego takiego nie zrobię.
Słysząc to Vinga pospiesznie otarła łzy i znowu była dawną radosną dziewczyną.
Читать дальше