Teraz jednak pokój się odmienił. Dla Vingi nigdy już nie będzie taki jak dawniej. Bo oto, w jej obecności, odbył się tu niesamowity seans. Wybrani z Ludzi Lodu uznali, że właśnie tu może się odbyć spotkanie. Zmarli z Ludzi Lodu opiekują się swoimi żyjącymi potomkami, nieustannie i bardzo troskliwie.
Och, tak niewielu zostało żyjących członków rodu! Garstka zaledwie.
Vinga odetchnęła głęboko.
– No i jak poszło? – zapytała szeptem.
Heike uśmiechnął się.
– Nie musisz już szeptać. Oni odeszli.
Zauważyła jednak, że sam ma trudności z uwolnieniem się od ogromnego napięcia, jakie towarzyszyło spotkaniu.
Chyba i on czuł się przy tamtych maleńki i słaby. Jak zawsze czuje się istota ludzka, gdy stanie twarzą w twarz z niepojętym.
Jego ręce wciąż z drżeniem przesuwały się po rozłożonych na stole przedmiotach.
– Poszło dobrze – rzekł. – Ale sam nie wiem… Wymagania wobec nas nie będą małe.
– Wobec nas? – zapytała Vinga, nie dowierzając, że i jej to dotyczy.
– Tak, wobec ciebie także. I możesz teraz podziękować mnie, swojemu stwórcy albo okolicznościom, czy nie wiem już komu za to, że pozostałaś nietknięta. W tym, co zamierzamy, niezbędny jest udział dziewicy.
– Tak? To jakim cudem Ingrid sobie z tym poradziła? – zawołała Vinga tak przejęta, że nie była w stanie zachowywać się należycie. – Jak sobie poradziła, kiedy chciała nawiązać kontakt z szarym ludkiem? I Sol? Ona też nie żyła w cnocie.
– Jak sobie radziła Sol, to ja nie wiem – uśmiechnął się Heike, na jego twarzy nadal malowało się napięcie. – Ingrid natomiast musiała przejść przez inny rytuał, także nie bardzo przyjemny, ale nie było rady, skoro nie chciała narażać nikogo innego. Nie mogła przecież jakiejś młodej dziewczyny wtajemniczać w takie sprawy. Oni mówią, że ja mam szczęście. Z tobą wszystko będzie łatwiejsze.
– Chcesz powiedzieć, że my oboje będziemy się kontaktować z szarym ludkiem?
– Nie, ty nie. Ty musisz mi tylko pomóc przekroczyć granicę.
– Mogłam się tego spodziewać – mruknęła. – Zawsze jestem tylko potrzebna do… – Nagle ocknęła się: – Przekroczyć? Jak to przekroczyć?
– Przejść granicę tamtego świata. Tego, który znajduje się poza nami.
– To znaczy, że mnie opuścisz? – krzyknęła przerażona.
– Nie. Ja też się tego bałem, też mi się to wydawało okropne. Ale tu chodzi jedynie o zdolność widzenia tego, co zamknięte przed ludźmi, o zdolność komunikowania się z tamtymi istotami.
– No, ale… no, ale… – bąkała zakłopotana. – Mama właściwie mogła je widzieć. A przecież ona nie przekraczała żadnej granicy!
– Cienie wszyscy widzimy. Mnie jednak będzie potrzebny bliższy kontakt z nimi. Będę musiał z nimi rozmawiać. I jeszcze ważniejsze: będę musiał nad nimi panować! I tego właśnie tych czworo śmiertelnie się boi.
Vinga uśmiechnęła się pod nosem.
– Co ty mówisz? Czy oni mogą się śmiertelnie bać? Przecież oni przekroczyli już granicę śmierci.
– No, powiedzmy, boją się w moim imieniu. Niech ci będzie. Czy ty zawsze musisz się czepiać słów?
– O, tak! Uwielbiam to! To cudowna zabawa!
– Owszem, wiem.
Potem Heike opowiedział o niektórych rzeczach, które będą musieli zrobić. Ale nie o wszystkim, żeby jej nie przerażać. Bo już nie wątpił, że Vinga przestraszona jest nie na żarty.
Przyglądał jej się z uwagą, kiedy odczytywała wskazane im przez opiekunów przepisy. Vinga była jedną z tych istot, które powinny należeć do wybranych lub dotkniętych, miała ten sam charakter co Ingrid, Villemo, a może nawet Sol. Równie gwałtowna, równie nienasycona. Przyszła jednak na świat jako całkiem zwyczajna dziewczyna. Tylko że tego nie mógł jej mówić, bo to wywoływało w niej okropną złość.
Duchy powiedziały, że Heike i Vinga muszą czekać. Muszą zaczekać na pełnię księżyca po wiosennym zrównaniu dnia z nocą. Heike wiedział, kiedy to nastąpi, wszyscy bowiem pilnie śledzą przemiany księżyca, co jest takie ważne dla zasiewów i innych spraw. Będzie to noc z czwartku na piątek, co, zdaniem Ingrid, jest wyjątkowo pomyślne. Teraz mieli koniec lutego, pozostały im zatem nie więcej niż trzy tygodnie…
Ten czas powinni przeznaczyć na przygotowanie wszystkich potrzebnych eliksirów i magicznych środków. Po to właśnie zostały wybrane przepisy i recepty. Przygotowanie mikstur tego rodzaju wymaga czasu, zwłaszcza że w zimie trudniej dostać niezbędne składniki.
– Poradzimy sobie z tym – rzekła Vinga, jak zawsze pełna optymizmu. – Ale potem? Kiedy czas się dopełni?
Wtedy będą musieli wejść na wzgórza, skąd rozciąga się widok na Grastensholm, wyjaśniał Heike. Na najdalszym z nich znajduje się niewielkie wzniesienie osłonięte lasem. Sol znała to miejsce. Kolgrim także. Tam miało się to dokonać.
– Co to będzie?
– Zobaczymy, kiedy przyjdzie czas. – Heike zadrżał. – To nie będzie chyba nic zabawnego… Będę musiał wypić wywar, który przygotujemy. Potem dokonamy różnych rytuałów, potrzebne będą zaklęcia.
Heike westchnął.
Vinga zastanawiała się przez chwilę. A potem rzekła dość nieoczekiwanie:
– Jesteś pewien, że dostaliśmy właściwe przepisy? Że nie sprowadzimy tu Tengela Złego lub coś w tym rodzaju… albo tak jak się kiedyś zdarzyło Sol, nie zobaczymy naszych obciążonych dziedzictwem przodków w złych i dobrych uczynkach?
– Czworo naszych opiekunów bardzo dobrze wie, co robimy – odparł Heike ze śmiechem.
– Hm – westchnęła Vinga. – A kiedy już odzyskamy Grastensholm…
– Jeżeli je odzyskamy
– Tak, oczywiście. Ale potem, kiedy już je odzyskamy… Jak się wtedy pozbędziemy szarego ludku? Powiedzieli ci, co masz zrobić?
Heike pogrążył się w marzeniach, błądził gdzieś wzrokiem i uśmiechał się tajemniczo.
– Wcale nie jest takie pewne, że się ich pozbędziemy.
– Heike! Jesteś okropny. Nie wolno ci tak mówić!
– Masz rację, ale pomyśl tylko, ile pożytku moglibyśmy mieć, gdyby szary ludek tu został! Ingrid i Ulvhedin mieli go tu aż do samej śmierci. Dopiero potem szary ludek musiał opuścić Grastensholm.
– Powiedzieli ci, jak można się pozbyć tych istot?
– Ingrid mówi, że szary ludek dobrze się czuł w Grastensholm i bardzo niechętnie opuszczał dwór. Dzięki temu znacznie łatwiej będzie nam go tu sprowadzić.
– Heike! Ocknij się nareszcie i odpowiedz na moje pytanie! Boję się o ciebie!
Zwrócił ku niej twarz.
– Co? A, tak. Dostałem niezbędne wskazówki, reszty dowiemy się później. Jest jednak faktem…
Znowu popadł w zamyślenie.
Vinga szarpnęła go za ramię.
– Co takiego, Heike? Odpowiadaj jak należy!
Roześmiał się trochę niepewnie.
– Och, wiesz, Ingrid mówi, że jej się zdawało… Tak, ona mogła trzymać u siebie szary ludek, bo miała nad nim władzę. Ale zdawało jej się, że kiedyś… Krótko mówiąc chciała podjąć próbę odesłania wszystkich z powrotem do świata cieni i jej się to nie udało.
– Co? Nie, Heike, machnijmy na to ręką. Dajmy spokój! Sprowadzisz się do mnie i wspólnie będziemy gospodarować w Elistrand. Po co nam dwa dwory?
Heike usiadł i ujął jej dłonie. Patrzył na nią poważnie.
– Ja też tak myślałem. Może tylko z tą różnicą, że to w Grastensholm powinniśmy wspólnie gospodarować. Ty i ja. Jeśli po skończeniu osiemnastu lat nadal będziesz mnie chciała.
Vindze zaczęła drżeć broda.
– Sprzedać Elistrand?
Читать дальше