Heike chwycił ją za nadgarstki i trzymał mocno; ale nie sprawiał wrażenia rozgniewanego. Przeciwnie, śmiał się z jej złości.
– Ja się tym przejmuję – powiedział. – Ja nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym naruszył twoją cześć,
– Znowu traktujesz mnie jak boginkę – syknęła. Po chwili jednak zaczęła się do niego łasić, uśmiechała się po szelmowsku i kokietowała go. Och, znał wszystkie jej sztuczki! – Heike – starała się go przekonać. – przeżyliśmy takie piękne chwile wtedy na wazie, prawda? A stało się tak dlatego, że jeden jedyny raz zrezygnowałeś ze swojego uporu.
– Tak, Vingo, to były piękne chwile. Coś takiego można wspominać przez całe życie.
– Prawda? Ja pomogłam tobie, a ty pomogłeś mnie i żadne z nas nie straciło swojego dziewictwa ani niewinności czy jak się to nazywa. Och, marzyłam o tym tyle razy! Tęskniłam za tym. Ale pozostaje mi tylko radzić sobie samej, a to naprawdę nie to samo!
– Vinga, na Boga! – jęknął zaszokowany.
– A coś ty myślał? Powiedziałam a przecież, że jestem dorosłą kobietą, że cię kocham i pożądam. Ileż to razy w nocy śnisz mi się w najbardziej rozkosznych sytuacjach, a potem budzę się i jestem sama. Albo leżę i wyobrażam sobie, że jesteś przy mnie, wyobrażam sobie, co robimy, a potem muszę się jakoś uwolnić od napięcia, pozbyć się tego bolesnego podniecenia. Czy ty tego nie robisz?
Heike się zaczerwienił.
– Nie robisz? – nalegała.
– O Boże, Vinga, to są rzeczy, które, wydaje mi się, dotyczą tylko mnie!
– Aha, więc robisz to! Albo nasze zaufanie nie jest wzajemne. A przecież właśnie to było między nami najpiękniejsze, że mogliśmy rozmawiać o wszystkim!
Czuła się dotknięta, widział to.
– Oczywiście, nadal możemy rozmawiać o wszystkim, ale nie mógłbym nawet marzyć, że ty… Naturalnie, ja też nocami wyobrażam sobie, że leżysz w moich ramionach, Vingo! Przyciskam ciało do materaca i wyobrażam sobie, że to ty leżysz pode mną i… Nie, kochanie, skończmy z tym! To jest igranie z ogniem.
Vinga, dziecko natury, rozpromieniła się słysząc jego wyznanie i nie żądała już niczego więcej. Dowiedziała się, że oboje przeżywają to samo. Heike zaś położył ręce na jej ramionach, pochylił się i pocałował ją w czoło.
– Tylko tyle potrafisz? – zapytała.
– Tymczasem tak.
– Świetnie. To przynajmniej jest obietnica. Ale naprawdę nie moglibyśmy powtórzyć tamtych rozkosznych chwil, jakie przeżyliśmy na wozie? Nie możemy tego zrobić tutaj? Teraz?
– Tym razem nie zdołałbym się na czas powstrzymać!
– To wspaniale!
– Vinga, to jest poważna sprawa. Postaraj się choć trochę mi pomóc!
Vinga odeszła od niego. W milczeniu wróciła do swego fotela.
– No, więc co słychać w sprawie Grastensholm? – zapytała takim tonem, jakby się nagle poczuła bardzo zmęczona albo jakby się wstydziła swojej natarczywości.
Heike zauważył, że jest jej nieprzyjemnie i czuje się upokorzona, podszedł więc i ujął ją za rękę.
– Najdroższa Vingo, czy pozwolisz mi powiedzieć coś i nie będziesz mi się rzucać na szyję, zanim skończę?
– Dobrze, mów – rzekła obojętnie.
– Kocham cię bardziej, niż jestem w stanie wypowiedzieć. I właśnie dlatego tak się o ciebie boję. Pomyśl, jaki okropny byłby dla ciebie ten dzień, w którym spotkasz mężczyznę swojego życia! Nie, nie protestuj, teraz ja mówię! Na razie chcę dać ci czas na znalezienie mężczyzny, za którego chciałabyś wyjść za mąż. Bądź jednak przygotowana na to, że jeśli tego nie zrobisz do osiemnastych urodzin, to będziesz moja w chwili, gdy zegar wybije północ, i wtedy nie oczekuj ode mnie litości! O ile oczywiście, nadal będziesz mnie chciała!
Na to Vinga roześmiała się najradośniejszym, najszczęśliwszym ze swoich śmiechów i zaczęła jak szalona całować jego ręce. Bo Vinga nigdy długo się nie gniewała.
Kręciła się potem po pokoju i śpiewała na cały głos:
– Do jesieni, byle do jesieni, a potem będzie naprawdę cudownie!
Heike nie mógł ukryć rozbawienia.
Ona uspokoiła się nareszcie, wróciła na fotel, skuliła się i patrzyła na niego rozpromienionym wzrokiem.
– No, teraz jestem gotowa poważnie porozmawiać o Grastensholm.
Heike nalał sobie jeszcze jeden kieliszek wina. Uznał, że zasłużył na to. Vinga nie dopiła jeszcze pierwszego, zresztą i tak nie zamierzał jej dolewać. Skoro się jest opiekunem, to trzeba się odpowiednio zachowywać!
Usiadł i zaczął opowiadać:
Próbowałem wszystkich możliwych rozwiązań. Nic to nie dało, więc Snivel może sam sobie dziękować za to, co się teraz stanie.
Vinga zniżyła głos:
– Zdecydowałeś się wezwać szary ludek?
– Tak. Wzywam szary ludek!
– Nie boisz się?
Milczał przez chwilę.
– Wiele rozmawiałem z naszymi… opiekunami.
– Z naszymi nieżyjącymi przodkami? Dlaczego ja nigdy nie mogę ich zobaczyć?
– Dlatego, że jesteś zwykłym człowiekiem.
– Wcale nie jestem zwykła!
– O, nie! Bogowie wiedzą, że nie! Nie należysz jednak ani do obciążonych dziedzictwem, ani do wybranych.
– To niesprawiedliwe, że tobie wolno z nimi rozmawiać, a mnie nie! No dobrze, którzy to byli tym razem ci opiekunowie? Ciocia Ingrid, pradziadek Ulvhedin… Młody Trond i… zapomniałam.
– Dida. Kobieta, która żyła bardzo dawno temu.
– I oni doradzają ci wezwać szary ludek?
– Nie, absolutnie nie doradzają. Wprost przeciwnie, przestrzegają mnie. Ale obiecują mi pomóc, jeśli zdecyduję się zrobić ten krok w nieznane.
– Heike, kim są te istoty, które nazywamy szarym ludkiem?
– Nie jestem w stanie wyjaśnić ci tego dokładnie. Wiesz przecież, że Ingrid korzystała z ich pomocy, kiedy mieszkała samotnie w Grastensholm. Twoja matka, Elisabet, opowiadała, że czasem któreś z nich mignęło jej gdzieś niczym cień…
Vinga rzekła w zamyśleniu:
– Ciocia Ingrid nazywała te istoty małym ludkiem. Mama jednak mówiła, że nie sprawiały one wrażenia małych, raczej wprost przeciwnie!
– No właśnie, a kiedy Ulvhedin przeprowadził się do Grastensholm, szary ludek nadal tam pozostawał, bo Ulvhedin także należał do obciążonych. On i Ingrid panowali nad szarym ludkiem bez trudu. Ingrid ma wątpliwości, czy ja to potrafię.
– A ja nie wątpię. Ty potrafisz wszystko. I poza tym masz przecież alraunę!
– Dzięki za zaufanie! Sol także bardzo dobrze znała szary ludek, te istoty należą do świata, w którym i ona czuła się bardzo dobrze.
– Tak, ale kim te stwory są?
Heike zapatrzył się w dal.
– Szary ludek tworzą wszystkie te istoty, które żyją w świecie cieni, poza granicami naszego świata. Jest ich wiele i są bardzo różne. To one migną u czasem gdzieś z boku, dostrzegasz je kątem oka, ale kiedy się obejrzysz, niczego już nie widzisz. To one pojawiają się jako cienie w księżycowe noce, one straszą w opuszczonych domostwach. Są tymi siłami natury, w które wierzą prości ludzie, bywają złe i dobre, niebezpieczne lub przyjazne człowiekowi, nieszczęśliwe lub żądne zemsty. Należą do nich zmarli, którzy bez wytchnienia krążą po wszechświecie, bo w godzinę ich śmierci stało się coś, co sprawiło, że zostali pochowani w nie poświęconej ziemi, oraz ci, którzy nie zdążyli zrobić w życiu nic ważnego. Są wśród nich demony, duchy otchłani, elfy, istoty niebieskie i mieszkańcy podziemi, nieśmiertelni…
Przy tym ostatnim słowie Heike zadrżał.
– Ja wiem – powiedziała Vinga. – Ty kiedyś spotkałeś kogoś takiego. Czyli że szary ludek to mnóstwo różnych istot, z których nie wyliczyłeś jeszcze nawet połowy. Ale czy są tam również dotknięci z Ludzi Lodu?
Читать дальше