– Nie, nie! Tylko że ten dwór trudno jest prowadzić komuś, kto ma niewiele pieniędzy. Ja myślałem, że powinniśmy wydzierżawić Elistrand, czerpać z niego zyski, a odebrać dopiero, kiedy nasze dzieci będą w nim mogły zamieszkać.
Usiadła mu na kolanach i oparła głowę na jego ramieniu.
– Teraz marzenia o szczęściu mieszasz ze smutnymi sprawami, Heike. To za dużo jak na jeden raz. Z jednej strony niemal oświadczyny, które chętnie przyjmuję, a z drugiej takie przykre sprawy. Nie mówiąc już o tym, że nie będziemy mieć tyle dzieci, żeby je ulokować w Elistrand. Powinniśmy być wdzięczni losowi, jeśli w ogóle doczekamy się dziedzica, wiesz przecież, że Ludzie Lodu nie miewają zbyt licznego potomstwa.
– Owszem. Ale wiem też coś innego. To mianowicie, że czasy są coraz cięższe. Może się skończyć i tak, że trzeba będzie wydzierżawić nawet Grastensholm i osiedlić się w Lipowej Alei.
– A dlaczego nie? Z tobą mogłabym mieszkać nawet w szałasie.
Ucałował jej piękne włosy.
– Tymczasem jednak musimy się skupić na Grastensholm. Nie ulega bowiem wątpliwości, że tam na strychu znajduje się coś, co mogłoby nam pomóc w rozwiązaniu zagadki Ludzi Lodu.
– Nie nam. Ani tobie, ani mnie, lecz jednemu z tych, którzy nadejdą po nas. Temu obdarzonemu wyjątkową siłą.
– Tak. I dlatego musimy uratować Grastensholm.
– A przede wszystkim przegonić stamtąd Snivela.
Wstali.
– Ale szary ludek martwi mnie nie na żarty, Heike. Naprawdę nie ma innej możliwości pozbycia się Snivela?
– Próbowałem już wszystkiego z wyjątkiem morderstwa. A nawet o tym myślałem.
– Nie, na Boga! No i nie możemy oczekiwać, że on ustąpi z własnej woli. A musimy odebrać majątek już teraz, zanim on zdąży zniszczyć to, co znajduje się na strychu. A zatem: tylko szary ludek! Odważymy się?
– Jeśli mi pomożesz, jestem gotów.
– Wiesz, że możesz na mnie liczyć. A poza tym żałuję tego, co powiedziałam wcześniej. Zgadzam się, żeby później szary ludek został w Grastensholm jeszcze przez jakiś czas. Możemy zacząć czytać?
Zagłębili się w prastarych recepturach. Heike wiedział, w jakiej kolejności przygotowywać mikstury, dla pewności jednak Vinga wszystko zapisywała, a od czasu do czasu wstrząsał nią dreszcz, gdy sobie uświadamiała, jakich składników będą musieli używać.
Ważnym elementem była alrauna. Odrobina korzenia wchodziła w skład niemal wszystkich mikstur, Heike zaczynał się już obawiać, że zbyt dużo trzeba go będzie zużyć. Korzeń był jednak spory i zachował kilka rozgałęzień, jeśli więc będą ostrożni…
– Heike, ten środek, do którego potrzebna jest ziemia z cmentarza, będzie dość łatwo przygotować.
– Tak. Gorzej z ziemią spod szubienicy. W dzisiejszych czasach nie wieszają już ludzi tak często jak dawniej.
– Okropnie dużo w tych przepisach różnych rzeczy z grobów i cmentarzy. Nie podoba mi się to. Groby, śmierć i… Uff!
– Tak, ale przecież mam przekroczyć granicę. Przejść na drugą stronę!
– Tu! Tu jest coś o dziewicy! To ja. Nie, fe! Cóż za obrzydliwość! Muszę to wszystko zrobić? Z nieczystą krwią i… Nie! Spójrz tutaj!
Heike, który co prawda czytać nie umiał, ale wszystko to już słyszał od czworga opiekunów, wiedział, co Vinga ma na myśli.
– Owszem. Będziesz musiała rozebrać się do naga. I zrobić wszystko, co tu jest napisane. Ingrid było dużo trudniej, jej żadna dziewica nie pomagała. Gdyby ci jednak było zbyt trudno, postaram się działać sam. Myślę, że mogłoby mi się udać.
– Wiesz, że nigdy nie miałam specjalnych oporów przed rozbieraniem się.
– Owszem, wiem bardzo dobrze.
Czytali dalej. Vinga uważała, że Heike będzie musiał robić okropne rzeczy, ale on już się zdecydował. Niech się dzieje, co chce. Wóz albo przewóz.
– Heike, ale ryzyko istnieje, prawda? Nadejdzie taki moment, w którym oni będą mogli przejąć władzę nad tobą? jeśli nie będziesz dość silny, dość… władczy. Wtedy przepadłbyś na zawsze w ich świecie, prawda?
– Tak, ostrzeżono mnie także przed tym. Może się zdarzyć, że szary ludek przejmie Grastensholm i uczyni z niego najstraszniejszy na świecie dom upiorów, do którego nie odważy się wejść żadna żywa istota. W świecie cieni dzieją się różne rzeczy, jak zapewne się domyślasz.
Vinga patrzyła na niego i zmartwiona kręciła głową. Grastensholm mogło zostać unicestwione, choć bardzo by go żałowała. Ale że Heike mógłby na zawsze zniknąć na tamtym świecie… Nie, tego by nie zniosła! Wtedy i ona nie chciałaby już żyć.
To w związku z poszukiwaniem rozmaitych ingrediencji do czarodziejskiego napoju Heike spotkał Nilsa.
Od pierwszej chwili wiedział, że jeśli Vinga miałaby kiedyś zakochać się w innym młodym człowieku, to musiałby to być właśnie ten uczeń aptekarski o niesfornych blond włosach, życzliwych błękitnych oczach i nieprawdopodobnie ujmującym uśmiechu. Nils był wysoki, przystojny, urodziwy, wyglądał na równolatka Heikego, czyli na jakieś dwadzieścia jeden lat, a sprawiał przy tym wrażenie inteligentnego i bystrego. Poczucie humoru ma takie samo jak Vinga, myślał Heike, gdy śmiali się oboje z tego, co młody aptekarczyk proponował zamiast trudnego o tej porze do zdobycia korzenia konwalii, wymienianego w recepturach.
Przy okazji Heike dowiedział się, że konwalia jest rośliną silnie trującą, i wzdrygał się na myśl, co będzie musiał jeszcze wypić za niespełna dwa tygodnie. Konwalia nie była jedyną trucizną. Sama alrauna już by wystarczyła. Naprawdę, w tych dniach Heike nie był w najlepszym nastroju.
On i młody Nils zostali przyjaciółmi. Oczywiście Nils nie miał pojęcia, jakie to dziwne mikstury szykuje jego nowy przyjaciel, ale był bardzo pomocny. No i pewnego dnia Heike zaprosił go do Elistrand…
Nils zgodził się bardzo chętnie, nie miał zbyt wielu znajomych w stolicy, pochodził bowiem z małego miasteczka na prowincji.
Był poza tym jedynym człowiekiem, który przyjął Heikego najzupełniej naturalnie, tak jak traktuje się każdą inną ludzką istotę. Już tylko z tego powodu zasługiwał na sympatię.
Mimo to Heike w ponurym nastroju wsiadał z nim do powozu, by pojechać do Elistrand. Nie miał wątpliwości, że postępuje słusznie, prezentując Nilsa Vindze. Podejmował już i przedtem takie próby, przedstawił jej kilku młodych ludzi, których poznał w Christianii. Wszyscy pochodzili z dobrych rodzin, z tych samych kręgów społecznych co ona. Spotykali się z nią wszyscy, zapraszali do teatru i na eleganckie kolacje, potem jednak każda kolejna znajomość wygasała. Vinga zwykle oświadczała, że nie ma czasu na rozrywki, i uprzejmie, choć stanowczo, zrywała kontakty. Po prostu jej to nie interesowało.
Teraz chciał spróbować jeszcze z Nilsem, chłopcem niższego rodu niż tamci. Z usposobienia jednak znacznie bardziej do niej podobnym.
Obowiązkiem Heikego jako opiekuna Vingi było znaleźć jej dobrego męża. Wiedział, że sam długo nie potrafi się jej opierać, a przecież nie umiał się też pozbyć myśli, że gdyby Vinga znała więcej rówieśników, bardzo szybko przestałaby zwracać na niego uwagę. Pamiętał bardzo dobrze, jak wychylała się z wozu w czasie ich pierwszej podróży do Christianii, kiedy zobaczyła jakiegoś przystojnego chłopca, z jakim zachwytem machała do niego ręką. I jak jej pochlebiał podziw innych mężczyzn. Czy powinno się polegać na takim radosnym motylu?
Nils mógł być odpowiednim dla niej młodzieńcem.
Mimo to Heike czuł się, jakby ostra włócznia przebijała mu serce. To był czyśćcowy ogień, przez który musi przejść, przecież i tak utraci swoją ukochaną Vingę. Lepiej więc, żeby się to dokonało jak najprędzej, zanim oboje zdążą się do siebie zbyt mocno przywiązać. I zanim on zdąży naruszyć jej cześć. Zwłaszcza że Vinga nieustannie go kusi…
Читать дальше