Jej osiemnaste urodziny? Co też on sobie wyobraża? Że Vinga nagle uświadomi sobie, czego chce od życia? I że on uwierzy w jej miłość po wieczne czasy? On, ze swoim odpychającym wyglądem? Vinga była tylko ciekawa, to wszystko. Chciała zostać jego kochanką dlatego, że bardziej przypominał zwierzę niż mężczyznę, że tak bardzo różnił się od innych. Wszystko, co podniecające, pociągało Vingę. A on został przez matkę naturę wspaniale wyposażony jako mężczyzna, Vinga przypadkiem się o tym dowiedziała i nie mogła zapomnieć. To właśnie chciała kochać, to ją tak fascynowało. Heike zdawał sobie z tego sprawę.
Co się jednak stanie, kiedy zmysłowe pragnienia zostaną zaspokojone? Kiedy on przestanie już być taki ekscytujący?
Wtedy Vinga będzie nieszczęśliwa. Nie będzie chciała go ranić, lecz nie przestanie tęsknić, by się od niego uwolnić, by odejść do innego mężczyzny, na którego przyjemnie popatrzeć.
Takiego jak Nils.
Nowy przyjaciel opowiadał o swoich planach na przyszłość, Heike słuchał jednym uchem, żeby móc odpowiadać „tak” lub „nie” w odpowiednich momentach, lecz jego uwagę pochłaniało co innego. Zastanawiał się nad swoim życiem.
Czuł się taki samotny w ostatnich miesiącach. Mieszkał w małym domku, do którego nie docierały ciekawskie spojrzenia. Mimo wszystko zdarzało się, że wieczorami widywał czyjąś twarz za szybą i wpatrujące się weń oczy. Mali chłopcy umykali z krzykiem przerażenia przed czarownikiem z lasu, gdy tylko na nich spojrzał. A stare baby chciały się dowiedzieć, czy Heike zajmuje się czarami i czy przypadkiem to nie jest sam Zły we własnej osobie.
Okropne też były te wszystkie podróże do Christianii, gdy szukał pomocy w staraniach o odzyskanie Grastensholm. Tęsknota za Vingą. Czasami omal nie musiał sam siebie związywać, tak bardzo pragnął ją odwiedzić.
Dnie mijały jednak dość szybko, wypełnione pracą. By nie być zanadto zależnym od innych, kupił sobie trochę niezbędnego inwentarza: krowę, parę kóz, jakieś kury, i radził sobie sam. Wiosną zamierzał też uprawiać kawałek ziemi. Najbardziej jednak pochłaniało go szukanie kogoś, kto podjąłby się wyprocesować dla niego Grastensholm. Tyle że akurat to zdawało się niemożliwe. Od czasu do czasu odwiedzał Mengera, dostawał od niego dobre rady, lecz adwokat nie miał sił do walki ze Snivelem.
W dniach kiedy Heike wyjeżdżał, sąsiadka zajmowała się inwentarzem, nie miał więc z nim kłopotów. Gorsza sprawa z narastającym przygnębieniem. Właśnie depresja spowodowała, że wtedy, przed dwoma tygodniami, pojechał do Vingi. Spotkanie z nią sprawiało mu tyle radości, a zarazem, niestety, wiele bólu. Odczuwanie wzajemnej więzi z nią, upewnianie się co do jej przywiązania, działało na niego uzdrawiająco i dodawało sił. A jednocześnie pragnienie, by zostać z nią na zawsze, boleśnie raniło mu serce.
Nagle uświadomił sobie, że Nils zmienił temat i mówi teraz o Vindze. Zaczął słuchać uważnie.
– Jak myślisz, co powie twoja kuzynka, kiedy mnie zobaczy w swoim domu?
– Och, na pewno się ucieszy – odparł z wyraźną goryczą w głosie.
Vinga nie jest dla mnie, myślał zrozpaczony. Teraz będę musiał przyjąć to do wiadomości. Co ona by ze mną robiła? Albo ja z nią? Żona, jakiej ja mógłbym oczekiwać, to solidna chłopska córka, pozbawiona fantazji, która zgodzi się na wszystko, co robię i jak wyglądam. A nie ta młodziutka i delikatna istota, która się niemal unosi w powietrzu!
Miłość jednak rzadko kiedy słucha głosu rozsądku.
– Czy ona mieszka sama? – spytał Nils.
– Tak. Ale ma liczną i wierną służbę. Wrócili do Elistrand prawie wszyscy, którzy pracowali tam za czasów rodziców Vingi. Czczą ją niczym małą boginkę. Ale, oczywiście, czuje się niekiedy samotna.
– Ty jesteś jej opiekunem, tak mówiłeś, prawda?
– Tak.
Nils milczał przez chwilę, a potem powiedział:
– Myślałem, że to jakaś stara rezydentka czy ktoś w tym rodzaju.
– Nie, coś ty! Zaprosiłem cię do Elistrand, bo myślałem, że może ta wizyta rozproszy trochę jej samotność. Ona jest nieco… dziwna. Nie interesują jej bale i przyjęcia. Chodzi własnymi drogami, co wielu ludzi denerwuje.
– Słyszę w twoim głosie wyraźną dumę.
– Tak. Vinga jest wyjątkową istotą.
Moja Vinga, pomyślał. Nie ma drugiej takiej jak ona.
– To osoba bardzo otwarta – dodał, jakby chciał Nilsa przestrzec. – I niekiedy dość nieobliczalna. Stać ją na najbardziej szokujące zachowanie.
– Brzmi to zachęcająco – uśmiechnął się Nils.
Tak, oni są do siebie podobni. Nils i mała Vinga. Są z tego samego materiału.
Świadomość, że tak jest, wprawiła Heikego w głębokie przygnębienie.
Była późna zima, ta niezwykła pora, kiedy coś przemija, a coś nowego nadchodzi. Kiedy wydaje się, że pod ziemią buzuje jakaś gwałtowna siła, wciąż jeszcze powstrzymywana, jeszcze na uwięzi, bo powierzchnia nadal skuta jest mrozem. W powietrzu jednak aż wibruje od emocji, jakby cała natura czekała na sygnał, który pojawi się niczym trąby obwieszczające sąd ostateczny, kiedy wszystko migocze i drży jakby w przeczuciu strasznego, lecz nieuniknionego gwałtu. Skąd Heike wziął to ostatnie porównanie, sam nie umiałby powiedzieć. Ale to pewnie jego własny nastrój sprawiał, że widział przyrodę w taki właśnie sposób.
Śnieg jeszcze leżał, ale zrobił się jakoś chorobliwie szary i rozmiękły. Żółtobrązowa lub czarna ziemia wydobywała się tu i ówdzie na powierzchnię. Nadchodziło wiosenne zrównanie dnia z nocą.
Kiedy wjechali na równiny parafii Grastensholm, Heike już z daleka wypatrywał Elistrand. Tak jakby jego serce chciało się wyrwać i jak najprędzej dotrzeć do dworu Vingi.
Należało jedynie mieć nadzieję, że Vinga jest w domu. Ale przecież wychodziła niezwykle rzadko.
Samotność… Jak dobrze znam wszystkie twoje odcienie, myślał. Pod tym względem byli sobie z Vingą równi. Oboje doświadczyli samotności, która zdawała się nie mieć granic.
Nareszcie dojechali.
Vinga witała ich w drzwiach i Heike miał wrażenie, że całe jego ciało krzyczy z bólu na jej widok. Tak, bo uczucie szczęścia, które go ogarnęło, przepojone było bólem.
Vinga miała na sobie robocze ubranie, Heike wiedział przecież, jak chętnie brała się za robotę w stajni czy w oborze, jeśli uznała, że jest tam potrzebna. A była przy tym zręczna, nie żadna tam panienka, która plącze się służbie pod nogami i przeszkadza.
Lewą rękę miała zabandażowaną.
– Heike! – zawołała. – To ty? A ja zaklęłam brzydko, kiedy zobaczyłam powóz, bo bardzo nie mam ochoty na spotkanie z wierzycielami. Och, mój drogi, to cudowne! Zawsze pomiędzy twoimi kolejnymi wizytami zdążę nabrać przekonania, że już o mnie zapomniałeś. Wejdź, proszę, wejdź!
Odsunęła się, robiąc dla gości przejście w drzwiach.
– Przywiozłeś ze sobą przyjaciela? – szczebiotała, kiedy przedstawił jej Nilsa. – Och, cóż za przystojny młodzieniec! To wielka rzadkość w dzisiejszych czasach. Witam serdecznie! Ale chwileczkę, skoczę tylko na chwilę do siebie, żeby się przebrać w coś uwodzicielskiego.
– To pani jest podopieczną Heikego? – zapytał Nils, który nie był w stanie puścić jej ręki. Był tak zaskoczony, że zaczął się jąkać, on, który na ogół zachowywał pewność siebie. Dość szybko jednak otrząsnął się z pierwszego wrażenia i podjął swobodny styl Vingi. – Heike, na twoim miejscu ukryłbym taką podopieczną przed ludzkim wzrokiem, zamknąłbym ją na siedem spustów.
Читать дальше