Heike jednak cieszył się umiarkowanie. Uśmiechał się, oczywiście, bo miło jest pomagać ludziom, ale, o Boże, jakaż to odpowiedzialność! Pamiętał opowieści o tym, jak tłumy ludzi ciągnęły do Tengela Dobrego i jaki on był tym zmęczony.
Musiał jednak pozwolić, by sprawy toczyły się własną koleją. Bo przecież chciał pomagać! Zwłaszcza że Vinga uściskała go szczególnie gorąco i szeptała, jak bardzo jest z niego dumna…
I tak zaczęło się jedno z najszczęśliwszych małżeństw Ludzi Lodu. Związek poważnego, trochę przyciężkawego Heikego z impulsywną Vingą.
Minęło sporo czasu, zanim przyszło na świat dziecko. Już nawet zaczęli wątpić, czy kiedykolwiek się go doczekają, gdy stał się cud.
Był rok 1797. Wtedy kuzyn Heikego, Ola, miał już córeczkę, którą on i jego żona Sara ochrzcili imieniem Anna Maria. Był to gest wobec Gunilli ze Smalandii, tej, która najpierw straciła imię nadane jej na chrzcie, a potem także dziecko.
Heike nie był obecny przy narodzinach swego pierworodnego. Nie chciał. Nie chciał patrzeć, jak Vinga cierpi.
Chodził tam i z powrotem po Grastensholm i powtarzał błagalne modlitwy:
– Dobry Boże, oszczędź nas tym razem! Nie obciążaj trzech pokoleń pod rząd! Solve był dotknięty. Ja, jego syn, jestem dotknięty. Nie możesz być tak okrutny, by skazać moje dziecko, prawdopodobnie jedyne, jakie będę miał, na takie same cierpienia, jakich ja doświadczałem! Spraw, by klątwa obciążyła to dziecko Gunilli, które zginęło! Bo przecież ja nikomu nie życzę nieszczęścia!
I wtedy weszła akuszerka z wrzeszczącym zawiniątkiem w ramionach.
Kobieta śmiała się od ucha do ucha, twarz jej promieniała.
– Duży, śliczny i najzupełniej normalny chłopczyk, panie Heike! Proszę tylko popatrzeć!
I Heike popatrzył. Jakoś nie bardzo mógł się dopatrzeć tej zachwalanej urody w pomarszczonej buźce chłopczyka, akuszerka jednak widziała dużo więcej noworodków i mogła lepiej ocenić.
Ale dziecko nie miało nawet śladu rysów, jakie przynosili ze sobą na świat obciążeni dziedzictwem!
Radość przepełniła Heikego. Uniósł maleństwo wysoko do sufitu i powiedział wolno, by ukryć wzruszenie:
– Witaj! Witaj, ty nowy maleńki gospodarzu Grastensholm, Lipowej Alei i Elistrand!
Potem mocno przytulił dziecko do piersi.
– I nigdy, nigdy nie będziesz musiał cierpieć tak jak ja. Nigdy nie poznasz, co to znaczy zostać zamkniętym w klatce albo być boleśnie kłutym! Dostaniesz to, co dla dziecka najlepsze: miłość!
Dali mu na imię Eskil, na pamiątkę matki Vingi, Elisabet.
W trzy lata później, w roku 1800, Gunilla i Erland z Backa także doczekali się dziecka. Przyszła na świat dziewczynka, a Gunilla, wzruszona tym, że Ola ochrzcił swoją córeczkę na jej cześć Anna Maria, swojej córeczce nadała imię, które miało upamiętniać i Olę, i Tengela Dobrego – Tula.
Opowieść o Heikem na tym się nie kończy. Wszystkie dzieci, Anna Maria, Eskil i Tula, będą w przyszłości musiały szukać u niego pomocy. Był jak opoka w czasach niepokoju, lęku i niepewności.
Wszyscy troje przeżyli bardzo wiele. Najpierw opowiemy o najstarszej z nich, największej romantyczce. O Annie Marii, córce Oli, dziewczynie, która gotowa była poświęcić wszystko dla, jak się zdawało, nieosiągalnej miłości.
***