Snivel groźnie patrzył mu w oczy.
– To znaczy, że pan nie wierzy słowu jednego z głównych sędziów w kraju? Strzeżcie się, lensmanie, bo może was to drogo kosztować!
– Jjja, nattturalnie, nie wątttpię, panie sędzio – jąkał lensman przerażony. – Ale dla pańskiego spokoju…
– Nonsens! – ryknął jego zwierzchnik.
– Może pan bez obaw pokazać ten list – powiedział Heike. – Zwłaszcza że Vinga ma przy sobie inny list od pani Ingrid, tak że pan sędzia będzie mógł potwierdzić ważność swego dowodu.
Snivel znowu ryknął:
– Proszę natychmiast aresztować tego śmiesznego potworka za morderstwo! On po prostu tylko stara się zmienić temat.
Lensman znowu oblizał wargi. Proboszcz umęczony wydarzeniami opadł na fotel i przesłonił oczy ręką, zarządca i jego małżonka nie przestawali powtarzać: „Panie Jezu, odpuść temu grzesznemu domowi!”, a Larsen stał, w każdej chwili gotowy do ucieczki, i niespokojnie spoglądał na schody.
– Proszę przynieść list – powtórzył Heike łagodnym głosem.
– Mam rozmawiać z mordercą? Nigdy w życiu! – odparł Snivel.
– Zastanawiam się, kto tu jest mordercą – wtrąciła Vinga z podniesioną głową. – Rejestr pańskich przestępstw, dokonywanych pod płaszczykiem prawa, jest długi, panie Snivel.
– Stul pysk, dziewczyno! – ryknął sędzia sinoczerwony na twarzy. – Wynoście się stąd, oboje!
– Proszę przynieść list – raz jeszcze powtórzył Heike.
– Wynoście się do diabła! – krzyknął Snivel tak, że proboszcz aż podskoczył. – Lensmanie, aresztować ich, albo ja aresztuję pana!
– A zatem nie istnieje żaden list – stwierdził Heike. – Nie chce pan przedstawić dowodów, bo są fałszywe. Panie Snivel, w takim razie zechce pan opuścić dom. Mam przy sobie dokument przygotowany mi zawczasu przez adwokata Mengera. Jest to oświadczenie, w którym stwierdza pan, że nieprawnie wszedł w posiadanie Grastensholm i że zobowiązuje się pan opuścić dwór w ciągu dwóch dni.
– To jest najgorsze… – wykrztusił Snivel. – I wy myślicie, że ja na to pójdę? Nie mogę was już dłużej słuchać…
– W domu nie będzie spokoju, dopóki nie odda pan tego, co zostało ukradzione…
– Czy nie powiedziałem…
Zamilkł. Coraz bardziej wytrzeszczał oczy, a na skroni, ponad czerwononiebieską twarzą, zaczęła pulsować nabrzmiała żyła. Ostrożnie obejrzał się za siebie.
Pozostali również spojrzeli w tamtą stronę, ale niczego nie zobaczyli.
Snivel zresztą też niczego niezwykłego nie dostrzegał.
A mimo to czuł, że ktoś stoi tuż za nim i nie pozwała mu wyjść z pokoju, tak jak zamierzał. Coś, co śmierdzi okropnie jak zgnilizna. Jakiś głos szeptał mu do ucha i jej głos słyszeli wszyscy zgromadzeni:
– Podpisz, sędzio Snivel, podpisz! Przecież wiesz, że nigdy nie dostałeś żadnego listu od pani Ingrid z Ludzi Lodu! Grastensholm należy do Ludzi Lodu i do nikogo innego. Podpisz, to we dworze zapanuje spokój!
Snivel ciężko dyszał.
– To jakaś halucynacja! Ten morderca za to odpowiada. To czarownik, lensmanie, brać go!
Przedstawiciel prawa patrzył na Heikego, ale nie pojmował niczego, podobnie jak inni. Pozostali członkowie zgromadzenia stali jak wryci, ze zdumienia modlitwy zamarły im na wargach.
– Aresztowanie potomka Ludzi Lodu na nic ci się nie zda, sędzio – mówił dalej wstrętny głos. – Nie poznajesz mnie? Ty sam mnie skazałeś. Na śmierć, po to by zagarnąć mój majątek. Tak, to było dawno temu, to było jedno z pierwszych twoich morderstw, sędzio Snivel.
Myśli jak szalone kłębiły się w mózgu sędziego, nie był w stanie niczego sobie przypomnieć.
– Kłamstwo! Halucynacje!
Oślizgłe, ohydne ramię opasało mu szyję.
– Pokaż list albo podpisz oświadczenie!
– Tak, tak! – zgodził się sędzia, bo sytuacji, w której się znalazł, już nie kontrolował swoim chłodnym intelektem. Był naprawdę śmiertelnie przerażony i nie umiał tego ukryć przed obecnymi. – W tym domu nie da się mieszkać. Niech sobie morderca bierze tę całą ruderę z upiorami, ja tego nie chcę! Dawaj mi ten papier!
Zdradzał go tylko drżący, piskliwy głos; słowa były jak zawsze nienawistne i pogardliwe.
Vinga położyła papier na stole, a sędzia rozdygotaną ręką ujął pióro.
– Ma pan dwa dni – powiedział Heike. – i będą to spokojne dni – dodał stanowczo na wypadek, gdyby go ktoś jeszcze słuchał. – Potem opuści pan Grastensholm.
– Dobrze, dobrze! Ale będzie was to wszystkich drogo kosztowało!
Sędzia spojrzał ze złością na Heikego i Vingę, potem na dygoczącego lensmana i podpisał dokument.
W tej samej chwili wszyscy poczuli, że owo okropne napięcie w domu ustala. Wszystko nagle jakoś się uspokoiło, zrobiło się tak miło, że nikt nie mógł mieć wątpliwości, iż oto sprawiedliwość wzięła górę.
W domu nie było już upiorów.
Sędzia cisnął piórem w Heikego i Vingę, ale trafiło ono w ścianę i złamało się.
– Jesteście zadowoleni? – ryknął.
– Tak, teraz wszystko jest w porządku – rzekł Heike.
Do sędziego podszedł zarządca.
– Wasza wysokość, domyślam się, że tym samym ja jestem zwolniony ze służby. Żona moja i ja wyjedziemy jeszcze dzisiaj, w imię boże.
– Najpierw musicie pogrzebać trupy. A potem możecie sobie iść do diabła!
– A co z bydłem? – zapytał Heike.
– Zostało zaczarowane – skrzywił się sędzia. – Każę wszystko wybić.
– Nie, nie, w takim razie ja przejmuję inwentarz! Oczywiście zapłacę za wszystko – dodał z godnością.
Potem zwrócił się do proboszcza, a sędzia wściekł się jeszcze bardziej z tego powodu, że jest tak ignorowany, ale nie było już nikogo, kto by się tym przejmował.
Heike powiedział do Pastora:
– Może teraz moglibyśmy porozmawiać o mnie i Vindze Tark. Chcieliśmy dać na zapowiedzi.
– Oczywiście, oczywiście, ale przyjdźcie trochę później. Akurat teraz jestem tak wstrząśnięty, że nic nie rozumiem! Nic! Ten wysoko postawiony sędzia Snivel. I całe to bezbożne zamieszanie w domu? Ci martwi ludzie… moje święte remedia… nieprzydatne…
Larsen nie mówił nic. Jakiś nie znany przedtem głos w jego pozbawionej wrażliwości duszy domagał się, by zrobił coś niezwykłego, żeby mianowicie uciekł stąd, gdzie oczy poniosą! Ale lojalność zwyciężyła, A poza tym sędzia nadal posiadał bardzo wiele i Larsen mógł to odziedziczyć. Grastensholm przeszło mu koło nosa, ale takiego zamku duchów to by, szczerze mówiąc, nawet nie chciał.
Lensman myślał swoje. Nie był aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, iż ten cały Heike Lind z Ludzi Lodu mógł spowodować uwięzienie sędziego, a może nawet skazanie, ale domyślał się też, że owo monstrum z Ludzi Lodu musi być bardzo humanitarnym człowiekiem.
Tak naprawdę lensman bardzo by sobie życzył upadku sędziego. Bo w przeciwnym razie odwet wysokiego urzędnika był pewien jak amen w pacierzu! Sam nie miał jednak dość odwagi, by aresztować sędziego, to zresztą niesłychane, żeby nic nie znaczący, wiejski lensman robił coś takiego.
Snivel wciąż stał w hallu najwyraźniej już wolnego od duchów domu i patrzył, jak tamci wychodzą. Lensman, Heike i Vinga. Jego mózg pracował gorączkowo nad znalezieniem sposobu, jakby się na nich wszystkich zemścić!
Bo zemsta to coś, na czym Snivel się znał. Jeśli sądzą, że go złamali, to będą musieli zmienić zdanie. Parafia Grastensholm była jedynie małą częścią jego jurysdykcyjnego imperium. Miał wiele, wiele innych źródeł, z których mógł czerpać. Wiele wysoko postawionych osobistości stoi po jego stronie. A ów śmieszny Heike Lind przegrał swoją ogromną szansę, by go pokonać. Będzie tego gorzko żałował!
Читать дальше