O, Boże, jakże on pragnął się zemścić! Przeżył oto największe upokorzenie, na jakie kiedykolwiek został narażony! W taki sposób stracić twarz w obecności lensmana i proboszcza, Larsena i zarządcy!
Oboje młodzi z Ludzi Lodu zapłacą za to! Lensman także, ta tchórzliwa kreatura!
Piany zemsty trochę poprawiły Snivelowi humor. Miał się po prostu na co cieszyć.
Tego wieczora w Elistrand, kiedy już mieli się położyć, Heike powiedział:
– No to klamka zapadła. Pierwsza nasza zapowiedź będzie w niedzielę. Nie żałujesz?
– Ani przez moment – odparła biorąc go za rękę. – A ponieważ i tak wszyscy w domu myślą, że sypiasz u mnie, to proponuję, żebyś dzisiaj tak właśnie zrobił.
– Nie zamierzałem postąpić inaczej – rzekł Heike spokojnie. – Ale nie bój się. ja wiem, ile bólu ci sprawiłem. Przez kilka następnych dni będziesz miała spokój.
– Dziękuję! Tylko żebyś nie zapomniał o mnie na zawsze.
– Takiego niebezpieczeństwa nie ma!
Weszli do sypialni Vingi.
Vinga zamknęła drzwi i powiedziała zamyślona:
– Nie wolno nam zapominać, że po tym, co się stało, możemy mieć dziecko. Ale mam nadzieję, że Bóg oszczędzi nam dotkniętego potomka.
– Och, to nie może być! I twoja rodzina, i moja już chyba przeszła dość. Teraz to pewnie bardziej zagrożona jest linia Arva. Oni zawsze unikali najgorszego, to niesprawiedliwe!
– Ja też tak uważam. A Shira się nie liczy, ona należała przecież do wybranych, mówiono, że była Piękna jak orientalna lalka. Ale jakkolwiek by było, to postaramy się mieć dzieci, prawda? – Spojrzała na niego jasnym wzrokiem. – Co ja mówię? Przecież już zaczęliśmy się starać.
– Owszem – przyznał Heike, trochę zawstydzony. – Owszem, zaczęliśmy. Ale, Vinga… A jakby poszło tak fatalnie i urodziłoby się dotknięte dziecko, to co wtedy?
– To wtedy będę je kochać tak samo – odparła zdecydowanie. – Bo będzie twoje.
Skinął głową, zadowolony z odpowiedzi.
– Ja myślę tak samo. Kochałbym je, bo to twoje dziecko.
Oczy rozbłysły jej ze wzruszenia.
Ale tego wieczora Vinga była niezwykle milcząca.
– O czym myślisz, najdroższa? – zapytał Heike, kiedy już zgasili świecę.
– O Elistrand. Wiem, że kiedy kobieta wychodzi za mąż, powinna opuścić dom swego dzieciństwa i pójść za mężem, i, oczywiście, zrobić to bardzo chętnie…
– Nie będziesz się bała przeprowadzić do Grastensholm? – zapytał. – Szary ludek…
Odszukała pod kołdrą jego rękę.
– Nie, wiesz, naprawdę się nie boję! Często myślę o szarym ludku i wtedy mówię sobie: Co tam, jakoś damy sobie z nimi radę. A poza tym oni są przecież w jakiś sposób naszymi przyjaciółmi!
– Owszem, są! – przyznał Heike cierpko. – Są to jednak diabelnie nieobliczalni przyjaciele! Ale przerwałem ci, mówiłaś o Elistrand.
– No właśnie – podjęła ze smutkiem. – jak powiedziałam, chętnie pójdę tam gdzie ty. Ale co się stanie z moim ukochanym Elistrand? Które kiedyś utraciłam i o które walczyłam. To dom moich drogich rodziców. Dom Ulvhedina, Villemo, Tristana, Gabrielli i Kaleba. Co się z nim stanie, tak mi przykro, Heike, kiedy o tym pomyślę! Nie ma nikogo, kto mógłby tu zamieszkać.
– Może będziemy mieli dwoje dzieci? Nie, nie możemy na to liczyć.
– Pamiętaj, że Cyganka wróżyła mi tylko jedno!
Uśmiechnął się w mroku.
– Pamiętam. i ta wróżka… To była dobra wróżka. Nie, Vingo, ja się także zastanawiałem nad sprawą Elistrand. Wiesz, rodzina musiała już dawno temu znaleźć dzierżawcę dla Lipowej Alei, bo dwór nie miał dziedzica. I wszystko ułożyło się dobrze. Dzierżawca daje sobie znakomicie radę, a my mamy pewien dochód. Obiecuję ci, że pod żadnym warunkiem nie sprzedamy Elistrand, ale może powinniśmy je wydzierżawić?
– Dobrze, ale komu? Przecież to nie może być byle kto.
– Nie, oczywiście, że nie byle kto.
Zastanawiali się nad tym jeszcze dość długo. Vinga leżała na ramieniu Heikego i bawiła się włosami na jego piersi. On wolałby, żeby tego nie robiła, bo bardzo go to podniecało. Ale też nie chciał, żeby przestała.
Nagle Vinga podskoczyła.
– Już wiem! Ależ byłam głupia!
– Co takiego?
– Mam! Wiesz, mój ojciec, Vemund, miał dużo od siebie starszą siostrę. Nazywała się Karin Ulriksby i była to bardzo nieszczęśliwa istota, dopóki w jej życiu nie pojawili się moi rodzice.
– Tak, wiem, opowiadałaś mi. I wszystko to zostało opisane w księgach Ludzi Lodu, w rozdziale pod tytułem „Dom upiorów”.
– No właśnie, więc musisz też pamiętać, że Karin wzięła na wychowanie malutką dziewczynkę!
– Sofię Magdalenę, pamiętam.
– Otóż to. Sofia Magdalena jest tylko… niech no policzę… siedem lat starsza ode mnie. Pisuję czasem do niej, co prawda bardzo rzadko, ale ona jest przecież w jakimś sensie moją kuzynką. I wiem, że wyszła za mąż za chłopca pochodzącego ze wsi, jednego z tych, co to nie odziedziczyli żadnego majątku. On pracuje jako kancelista w jakimś biurze w Christianii, a mają mnóstwo dzieci, ona nie pochodzi z Ludzi Lodu. Myślę, że powodzi im się nietęgo, to wynika z jej listów. Może by ich zapytać, czy by nie wzięli Elistrand w dzierżawę?
– Skoro jej mąż pochodzi ze wsi, to powinien wiedzieć to i owo o prowadzeniu gospodarstwa – rzekł Heike. – A przy tym dwór zostanie w rodzinie. Tak, trzeba zapytać Sofię Magdalenę, Vingo. I nie weźmiemy od nich dużo, skoro to twoja kuzynka. Ale teraz musisz przestać mnie łaskotać albo przeniosę się do swojego pokoju!
Vinga szczebiotała zachwycona i sprawdzała, czy Heike mówi prawdę. Mówił, więc żeby nie narażać się na bolesne doświadczenia, wycofała się na swoją połowę łóżka.
Umówili się, że nie będą roztrząsać strasznych wydarzeń w Gratstensholm. Ale niesmak i strach wciąż ich nie opuszczały, żeby nie wiem jak starali się zapomnieć, żartować albo gorączkowo rozmawiać o innych sprawach.
Takie wydarzenia nie mijają tak sobie, jeśli jest się człowiekiem, który choć trochę przejmuje się innymi. Trzej strażnicy Snivela byli mimo wszystko ludźmi, kiedyś byli ufnymi dziećmi, niewiele wiedzącymi o życiu. O tym też nie należy zapominać.
A poza tym przecież nie z nimi Heike i Vinga chcieli walczyć!
Wstał nowy dzień.
Sędzia chodził po spokojnym nareszcie Grastensholm i dyrygował wiernym Larsenem, jedynym, który mu pozostał.
– Zapakuj też ten porcelanowy serwis!
– Ale, wasza wysokość, serwis należy do domu!
– No to co? Jakie to ma znaczenie? Zabierzemy wszystko, co ma jakąś wartość. Niech ten przeklęty sługa diabła przyjdzie do pustych ścian! Wiesz, Larsen, jestem całkowicie pewien, że to on ściągnął na nas to wszystko. Hipnozę, halucynacje, te wszystkie upiory.
Larsen miał podobne zdanie, wolał jednak milczeć.
– Ale on dostanie, Larsen. Bóg mi świadkiem, że dostanie. On i ta jego bezwstydna łachudra! I ten zasraniec lensman też. Wymyśliłem dla nich coś wyjątkowego, już wiem, że…
Umilkł, bo do wejściowych drzwi ktoś stukał.
– Idź i zobacz, kto to! Nie chcę już więcej nieprzyjemności!
Larsen wrócił po chwili.
– To ten pan, który był tutaj przed kilkoma dniami. Ten, który chciał kupić wzgórza. Pan Aasen.
Sędzia ożywił się. Kupiec nic nie wie, że on niczego już nie posiada. Tu będzie można zrobić szybki interes! Sprzedać ziemię Heikego Linda! Czy raczej kamienie, bo przecież na wzgórzach nie ma nic prócz kamieni. A gdyby później Aasen robił trudności, to się go po prostu wyekspediuje w zaświaty.
Читать дальше