– Wiem, wiem – ziewnął wisielec, jakby go to nudziło. – Wasza sypialnia…
– Jak najbardziej! I salony, a także mieszkania służby.
– To możemy obiecać – rzekł tamten obojętnie. – Coś jeszcze?
– Tylko jedno: Posprzątajcie po tej… orgii! Każdy najmniejszy kawałeczek ofiary musi zostać pochowany. Na cmentarzu, bo nie chcę mieć takiego upiora w waszej gromadzie. Znajdę jakąś niedużą skrzynkę albo coś w tym rodzaju i dziś wieczorem przyniosę na skraj lasu. Umieliście zrobić to, co tam leży, to potraficie też znieść na dół skrzynkę. A ja się potem zatroszczę, żeby to znalazło się u proboszcza, spróbuję jakoś wytłumaczyć zaginięcie sędziego. Rozumiemy się?
– Tak, oczywiście. My robimy zawsze, co nam nasz władca rozkazuje.
Mam co do tego wątpliwości, pomyślał Heike cierpko. Uznał jednak, iż Vinga postąpiła słusznie, obiecując im, że będą mogli przez jakiś czas zostać w Grastensholm. Bo teraz wiedział, jacy mogą być groźni. I prawda też chyba, że Ingrid próbowała się ich pozbyć, ale skończyło się to dla niej porażką. A przecież Ingrid władała dużo większą magiczną siłą niż Heike!
Lepiej więc żyć z nimi w przyjaźni.
Jakkolwiek by go to denerwowało i niepokoiło.
Nigdy nie powinienem był tego robić, pomyślał po raz co najmniej setny. Mogliśmy osiedlić się w Elistrand i żyć tam w spokoju.
Wiedział jednak, że to nieprawda, że nie mogli tak zrobić.
Sam dom w Grastensholm wzywał Ludzi Lodu do powrotu. Na strychu ukryte było coś, co jest nadzwyczaj ważne dla rodu. Coś, co może uwolnić ich od przekleństwa.
Poza tym Vinga i on nie zaznaliby spokoju, dopóki sędzia mieszkałby w parafii. Dręczyłby ich i prześladował, nie dałby za wygraną, dopóki by ich stąd nie wypędził albo tak czy inaczej nie unieszkodliwił.
Heike musiał go pokonać.
Ale czy koniecznie w ten sposób?
Na moment zapomniał, że towarzyszy mu wisielec. Ale znowu usłyszał jego nonszalancki głos.
– No a teraz, panie z podejrzanego rodu Ludzi Lodu, nie wypowiedziałeś się jeszcze na temat naszej pracy. Czyżbyśmy nie wykonali jej dobrze?
– Aż nazbyt dobrze, nazbyt skutecznie – mruknął Heike. – Nie w taki sposób chciałem się pozbyć sędziego z Grastensholm.
– On był silny. Próbowaliśmy go najpierw wystraszyć, tylko że on nijak nie chciał przyjąć do wiadomości, że w ogóle istniejemy. Dlatego zrobiliśmy to, co widziałeś. A poza tym, jako się rzekło, chcieliśmy dostać naszą małą wiosenną ofiarę.
– To samo zrobilibyście z Vingą? – wybuchnął Heike z rozpaczą. – Gdyby wtedy udało się wam ją pochwycić?
– Z dziewicą? – uśmiechnął się wisielec pogardliwie. – Nie.
Heikego ogarnęła fala mdłości.
Zaczęli schodzić w dół. Heike nie chciał już więcej rozmawiać o Snivelu.
– W każdym razie należy się wam podziękowanie za zajęcie się inwentarzem – powiedział burkliwie.
– Chętnie to robimy. W ogóle nie musisz przyjmować służby do obór.
– O, tak! To by dopiero było pięknie!
– Dobrze, ale w takim razie zatrudnij jakiegoś starca, który nie będzie pamiętał, co zrobił, a czego nie. Znam nawet jednego takiego niedaleko. My naprawdę bardzo byśmy chcieli służyć i tobie, i twojej ślicznej, małej pani.
– A tak przy okazji – rzekł Heike ze złością. – Ona już nie jest dziewicą, powinniście o tym wiedzieć! Na wypadek gdyby wam przyszedł do głowy pomysł jakiejś jesiennej ofiary albo coś takiego.
Tamten uśmiechnął się. Makabryczna pętla wciąż dyndała na jego szyi.
– Ona jest teraz poza naszym zasięgiem. A poza tym my myślimy o niej z sympatią.
– Wielkie dzięki! A o mnie?
– Ty, mój panie i mistrzu, jesteś szlachetny, lecz słaby.
Słaby? Tak, to chyba prawda. Jeśli słabością jest krwawić z bólu, gdy inni cierpią, to tak.
– Twoja prababka Ingrid była silniejsza. Ulvhedin także. Ale my cię szanujemy. Uważamy ciebie i twoją kobietę za naszych protegowanych. Zrobimy dla was wszystko.
Nie, dziękuję! Heike spojrzał przez ramię na wzgórza i zadrżał.
Nie uważał, że to coś niezwykłego tak iść przez ciemny las z upiorem u boku. Ale też Heike od wczesnego dzieciństwa widywał istoty z tamtego świata. Wyglądało zresztą na to, że wisielcowi rozmowa z nim sprawia przyjemność, skoro mu towarzyszy. Gdyby chciał, mógł przecież po prostu zniknąć.
– Kim ty właściwie jesteś? – zapytał Heike. – Czy, ściślej biorąc: Kim byłeś?
– Kim jestem, to widzisz. A w doczesnym życiu byłem łotrem i oszustem. Urodziłem się w biedzie, los obdarzył mnie znaczną inteligencją, ale nie dał możliwości, bym ją rozwijał. Wstąpiłem więc na najprostszą drogę zdobycia bogactwa. Zabierałem innym to, co posiadali.
– I złapali cię?
– Cóż! Ale nie przedstawiciele prawa. To była tak zwana samoobrona. Chłopi wzięli sprawę w swoje ręce.
– Żyłeś tutaj, w parafii Grastensholm?
– Tak. Ale to nie tutaj mnie… powiesili. Okropna śmierć, muszę ci powiedzieć. Wystrzegaj się czegoś takiego! A wiesz, do tego miejsca, gdzie mnie powiesili, przyszła kiedyś jedna panna z twojego rodu. Rzecz jasna bardzo dawno temu. Mogłem jej się wtedy ukazać, ale nie zrobiłem tego. Pochodziła z Ludzi Lodu, a wobec nich zawsze mieliśmy wielki respekt.
– Kto to był?
– Miała na imię Villemo. Szukała takiego złodziejaszka nazwiskiem Eldar Svartskogen i…
– Poczekaj, poczekaj, Vinga czytała mi o tym w księgach Ludzi Lodu. Ty straszyłeś na Bagnach Wisielca w dolinie, w parafii Moberg, prawda?
– Zgadza się! Jesteś pojętnym słuchaczem, jak widzę.
Wisielec zdawał się być zadowolony z tego, że znalazł się w zapisach Ludzi Lodu. Jeszcze jeden plus dla nas, pomyślał Heike. To dobrze.
Tamten przystanął zamyślony.
– Villemo ma też swego rodzaju powiązania z kimś jeszcze w mojej gromadce. To młoda dziewczyna imieniem Marta.
Heike zmarszczył czoło.
– Marta? O niej też wspomina się w księgach. Ale w związku z czym?
– Ten łotrzyk, Eldar Svartskogen, zmajstrował jej dziecko, a potem zepchnął ją do wodospadu. To miejsce zostało później nazwane Głębią Marty. Jej doczesne szczątki nadal tam leżą.
– Oczywiście, masz rację! To też jest opisane. Ja nawet myślę, że wiem, kim ona jest teraz, to znaczy w twojej grupie. To ta miła młoda dziewczyna, która wygląda, jakby długo leżała w wodzie.
– Tak, to ona. Marta żywi głęboką sympatię do Villemo, która umiała zrozumieć jej ból i rozpacz. A przy okazji, twoja kobieta, mała Vinga, jest bardzo, ale to bardzo podobna do Villemo. Nie z wyglądu. Ale ma tę otwartość i odwagę, która cechowała wiele kobiet z Ludzi Lodu. I zdolność rozumienia innych.
Heike skinął głową. Widział, że szare istoty naprawdę są ich przyjaciółmi. Na swój szczególny sposób.
Napełniło go to wzruszeniem, a jednocześnie lękiem.
Na skraju lasu rozstali się, bo wisielec miał „coś do uporządkowania na leśnej polanie”. Heike, pogrążony w zadumie, poszedł dalej.
Larsenowi opowiedział, że znalazł sędziego Snivela, którego najwyraźniej trafił szlag, ale Heike zajmie się jego doczesnymi szczątkami jeszcze dziś wieczorem. Twarz Larsena przybrała wyraz szacunku i powagi, właściwej w takim dniu, po czym ochmistrz zaczął energicznie poszukiwać testamentu Snivela. Tym razem jego rybia twarz wyrażała szczere zainteresowanie.
A jeśli nawet nie znajdzie w testamencie swojego nazwiska… To jest w każdym razie wolny i może wspinać się dalej po społecznej drabinie gdzie indziej.
Читать дальше