– Heike! Nie mówisz tego poważnie!
– Owszem! Okazałem się naiwny do tego stopnia! To nie było przyjemne przeżycie, możesz mi wierzyć! Najsympatyczniejsze, co mi powiedział, to to, że nie zamierza oddawać swojego dworu jakiemuś diabelskiemu pomiotowi.
– Cóż, takie określenie słyszałeś już pewnie wcześniej.
– Setki razy. Toteż mówię ci, że to było najsympatyczniejsze. A kiedy już wychodziłem z dworu, nagle koło ucha świsnęła mi kula. Strzelano z zabudowań gospodarskich. – Och, dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – zawołała Vinga z oburzeniem. – Ja powinnam… Nie, nie powinnam. Ale czy lensman nic nie może zrobić? To przecież była próba morderstwa! Lensman powinien przynajmniej wyrzucić Snivela z Grastensholm!
– Wyrzucić sędziego? Chciałbym zobaczyć takiego lensmana, który by się na to ważył! W każdym razie jeśli chodzi o Snivela. On nadal ma niewiarygodną władzę, choć ostatnio, po naszym procesie, ten i ów coś szepnie na jego temat. Lensmana może pozbawić wszystkiego jednym słowem. A ten strzał… Mój Boże, łatwo powiedzieć, że ktoś polował na dworskim polu.
– Czy nie mógłbyś pójść do króla? Heike, Grastensholm jest przecież twoje! Zostało ci po prostu ukradzione za pomocą sfałszowanego listu!
– Pójść do króla? Do króla, który rezyduje w Danii i ma dość kłopotów z całym krajem? Cóż go obchodzi jakieś Grastensholm w maleńkiej Norwegii, cóż go obchodzą Ludzie Lodu?
– Mówią, że król jest trochę szalony, ale że to życzliwy ludziom monarcha.
– Możliwe. Tylko czy uważasz, że on sam czyta wszystkie listy, jakie do niego przychodzą? Na pewno ma cały sztab ludzi, którzy odpowiadają na prośby według własnego widzimisię. A poza tym kto miałby napisać list do króla? Ja? Przecież ja nie potrafię nawet napisać własnego nazwiska.
– No więc najwyższy czas, żeby się zacząć uczyć – syknęła Vinga złośliwie, ale, naturalnie, musiał przyznać jej rację.
Przez chwilę milczeli, patrząc w ogień na kominku. To znaczy Heike patrzył w ogień tylko przez moment. Zaraz bowiem, jak zwykle, wzrok jego powrócił do Vingi, ogarnął całą jej postać. Jakby nie był w stanie patrzeć na nic innego.
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, myślał głośno. Przemawiał swoim głębokim głosem, a pokój wypełniał się wypowiadanymi z wolna na podobieństwo zaklęć słowami:
– Tak naprawdę to tylko pragnę trzymać cię w ramionach, Vingo, nosić cię na rękach jak największy dar Boga, wyjść z tego domu, zniknąć w śnieżycy. Chciałbym iść przez świat z tobą spoczywającą w moich ramionach tak, by twoje włosy spływały w dół złotą kaskadą. Chciałbym z tobą wędrować w tę spokojną zimową noc, gdy śnieg pada cicho na ziemię, iść w górę, ku rozgwieżdżonemu niebu. A tam podniósłbym cię wysoko ponad moją głową i powiedział: „Spójrzcie, kogo wam przyniosłem! Przyjmijcie leśną boginkę, Vingę stworzoną z gwiezdnego pyłu, bo tutaj jest jej dom. Ona należy do was. Potwór z piekielnych otchłani przynosi ją wam w nocnej ciszy, dajcie jej swoje błogosławieństwo”. „Nie – odpowiedzą na to gwiazdy. – To ty jesteś za nią odpowiedzialny, duchu podziemi. Ty musisz poprowadzić ją przez ludzkie życie, musisz osłaniać ją własnym ciałem, szanować ją i kochać, lecz dotknąć ci jej nie wolno, ty wielki, paskudny trollu!”
– Heike – jęknęła Vinga i uklękła przy fotelu, na którym siedział, kryjąc twarz na jego kolanach. – Przecież nie jesteś duchem z piekielnych otchłani, wiesz o tym! Ani nie jesteś duchem podziemi! A zresztą może i jesteś, bo ja kocham właśnie takie demony jak ty.
Uśmiechał się, gładząc jej mieniące się złociście włosy.
– Demon i panna. Czyż nie tak nas nazywają?
Vinga roześmiała się, ale nie podniosła twarzy. Wciąż tuliła się do jego kolan.
– Tak nas nazywają, ale to nieprawda. Ja nie jestem przecież aniołem.
– Panna czy dziewica to nie to samo co anioł.
– No właśnie. Zwłaszcza że ja nie jestem też dziewicą. No, może w czysto fizycznym sensie, ale to wyłącznie twoja wina!
– Moja zasługa, chciałaś chyba powiedzieć?
– Nie chciałam! A ty nie powinieneś czynić ze mnie istoty nieziemskiej, nie możesz mnie czcić, jak bym była boginią, Heike. Nie chcę tego! Bo często bywam małostkowa, złośliwa, a poza tym… poza tym w ostatnim czasie stałam się prawie dorosłą kobietą. Czy nie widzisz, że nie wyglądam już jak dziewczynka? Czy nie dostrzegasz moich piersi i bioder? Naprawdę przestałam być dzieckiem!
– Myślisz, że tego nie widzę? – uśmiechnął się smutno. – A jak ci się zdaje, dlaczego staram się na ciebie nie patrzeć?
Zachichotała zadowolona. Jej ręka jakby mimo woli zaczęła się przesuwać w górę po wewnętrznej stronie uda Heikego. Chwycił ją i trzymał mocno.
– Vinga, na miłość boską!
Podniosła głowę i uśmiechnęła się.
– Ale ja tak lubię patrzeć, jak działa na ciebie moja bliskość. Wiesz przecież, że masz nie byle co do zaoferowania kobiecie. Mało kto mógłby się z tobą równać.
– Ciekawe, skąd ty o tym wiesz? – zapytał ostro, wciąż mocno trzymając jej ręce.
– Och, istnieje przecież sztuka. Obrazy, posągi. No i jak wiesz, w dzieciństwie widziałam chłopca stajennego. Nikt nie jest zbudowany tak jak ty!
– Rzeczywiście – zakończył Heike dyskusję. – Masz rację.
– Och, dlaczego mówisz to z taką goryczą? Ja cię przecież kocham. Czy ci to nie wystarcza?
Heike uśmiechnął się do niej i ostrożnie podniósł z podłogi.
– Niczego więcej od życia nie oczekuję. Ale na jak długo starczy twojej miłości?
– Czasami miałabym ochotę cię sprać! Dlaczego z takim uporem twierdzisz, że kiedyś ulegnę innemu?
– Dlatego, że jesteś bardzo młoda!
– Blisko rok temu też to mówiłeś. Wyznaczyłeś wtedy granicę moich osiemnastu lat…
– To ty wyznaczyłaś taką granicę. Ja powiedziałem, że musisz skończyć dwadzieścia jeden lat.
– Tak, ale zgodziliśmy się oboje na osiemnaście. W porządku, do tej pory będę się trzymać w ryzach. – Znowu usiadła w fotelu. – Tylko że ty kłamiesz.
– Ja nie kłamię nigdy!
– Ha! I to jest właśnie twoje największe kłamstwo. Bo nieprawda, że jedyne, czego w życiu pragniesz, to Vinga Tark. Przecież chcesz także zdobyć Grastensholm!
– Owszem, chcę. Ale stawiam to na drugim miejscu.
– W porządku! Zatem zacznijmy od drugiego miejsca, skoro tak. Będziesz miał później czas, żeby ulitować się nad swoją nieznośną kuzynką.
– Vinga, coś ty! – uśmiechnął się Heike i wstał.
Vinga zawsze doznawała szoku, widząc, jaki jest ogromny i jak nad nią dominuje. To chyba przez te jego barki. Te osobliwe barki Ludzi Lodu, sterczące w budzący grozę sposób. Wrażenie pogłębiały jeszcze wąskie biodra Heikego i jego proste, długie nogi. Kiedy tak przed nią stał, wyglądał jak góra.
Ona także natychmiast wstała i szybko podeszła do Heikego przestraszona, że mógłby sobie pójść.
– Może jeszcze kieliszek wina?
– W twojej obecności? O, nie! Muszę zachować kontrolę nad sobą!
– Szkoda! Czy ty wiesz, że jeszcze nigdy mnie nie pocałowałeś?
– Wiem, bardzo dobrze wiem. Właściwie o niczym innym nie myślę.
– No to zrób to nareszcie – powiedziała i przywarła do niego, patrząc mu błagalnie w oczy.
Heike z trudem zachowywał powagę.
– To by dla nas był początek końca, Vingo.
– Jakiego końca? – prychnęła i zaczęła go bić w piersi zaciśniętą dłonią, stwardniałą od ciężkiej pracy. – Kto by się przejmował tym, że ty i ja przeżyjemy chwilę rozkoszy?
Читать дальше