— Na jaką dźwignię?
Opowiedziałem im o szczurach.
— A pan próbował? — zapytał Maria.
— Tak.
— I co?
— Jak pan widzi, milczę.
Przez jakiś czas Maria tylko sapał.
— No cóż, nie jestem bliższy zwierzęciu niż pan… — powiedział wreszcie. — Jak to włożyć?
Załadowałem radio i podałem mu. Oscar obserwował nas z zainteresowaniem.
— Z Bogiem — rzekł Maria. — Gdzie tu jest łazienka? Od razu umyję się po podróży.
Zamknął się w łazience. Było słychać, jak po kolei upuszcza różne rzeczy.
— Dziwna sprawa — rzekł Oscar.
— To w ogóle nie jest sprawa — zaprotestowałem. — To kawałek historii, Oscarze, a pan chce to upchnąć do teczki z tasiemkami. Tak się nie da, to nie gangsterzy. Jasne jak słońce, jak mawiał Jurkowski.
— Kto?
— Jurkowski Władimir Siergiejewicz. Był taki słynny planetolog, pracowałem z nim.
— Na placu przed Olimpikiem stoi pomnik jakiegoś Jurkowskiego.
— Tego samego.
— Naprawdę? — zdziwił się Oscar. — A zresztą całkiem możliwe. Ale pomnik postawili mu nie za to, że był słynnym planetologiem. Po prostu on jako pierwszy w historii rozbił bank w elektronicznej ruletce. Taki wyczyn należało upamiętnić.
— Spodziewałem się czegoś w tym rodzaju — wymamrotałem. Czułem zmęczenie.
W łazience zaszumiał prysznic i nagle Maria wrzasnął strasznym głosem. Najpierw pomyślałem, że puścił lodowatą wodę zamiast ciepłej, ale on wrzeszczał bez przerwy, a potem zaczai potwornie kląć. Ja i Oscar popatrzyliśmy na siebie. Oscar był w sumie spokojny, pewnie myślał, że tak przejawia się działanie slegu, i na jego twarzy pojawiło się współczucie. Wściekle załomotała zasuwka, drzwi do łazienki otworzyły się z hukiem i w sypialni zaczłapały mokre pięty. Nagi Maria wpadł do gabinetu.
— Coś pan, głupi?! — wrzasnął na mnie. — Co to za kretyńskie dowcipy?
Zamarłem. Maria wyglądał jak upiorna zebra. Jego tłuste ciało pokrywały jadowicie zielone pasy. Krzyczał i tupał, i leciały z niego szmaragdowe krople. Gdy już ochłonęliśmy i obejrzeliśmy miejsce zajścia, okazało się, że prysznic zatkany jest gąbką nasączoną zielonym tuszem. Przypomniałem sobie kartkę od Lena i zrozumiałem, że to Wuzi. Incydent się efektownie rozwijał. Maria uważał, że to drwiny i chamskie naruszenie subordynacji. Oscar rżał. Ja tarłem Marię szczotką i tłumaczyłem się. Potem Maria oświadczył, że teraz już nikomu nie wierzy i wypróbuje sleg w domu. Ubrał się i zaczął omawiać z Oscarem plan blokady miasta.
A ja myłem wannę i myślałem, że moja praca w Radzie Bezpieczeństwa dobiega końca, że będzie mi źle i że już jest mi źle, i nie wiem, od czego powinienem zacząć, i że chcę włączyć się do omówienia planów blokady, i chcę nie dlatego, że uważam blokadę za konieczną, ale dlatego, że to jest proste, znacznie prostsze, niż zwrócić ludziom dusze zeżarte przez rzeczy i nauczyć każdego myśleć o światowych problemach jak o własnych. „…Odizolować to bagno od świata, odizolować stanowczo — oto cała nasza filozofia…” — głosił Maria. To odnosiło się do mnie. A może nie tylko do mnie. Przecież Maria to mądry facet. Na pewno rozumie, że izolacja to zawsze obrona, a tu trzeba atakować. Ale atakować umiał tylko grupami operacyjnymi i pewnie ciężko było mu się do tego przyznać.
Ratować. Znowu ratować. I do kiedy trzeba was będzie ratować? Czy kiedykolwiek nauczycie się ratować sami? Dlaczego wiecznie słuchacie popów, faszyzujących demagogów, idiotów Opirów? Dlaczego nie chcecie popracować mózgiem? Dlaczego tak bardzo nie chcecie myśleć? Dlaczego nie chcecie zrozumieć, że świat jest wielki, skomplikowany i pasjonujący? Dlaczego wszystko jest dla was nudne i proste? Czym różni się wasz mózg od mózgu Rabelais’go, Swifta, Lenina, Einsteina i Strogowa? Kiedyś mnie to zmęczy. Kiedyś nie starczy mi więcej sił ani przekonania. Przecież jestem taki sam jak wy! Tylko ja chcę pomagać wam, a wy nie chcecie pomóc mnie…
Na górze krzyczała Wuzi, cienko i żałośnie zapłakał Len. W gabinecie mówił teraz Oscar. A ja pomyślałem nagle, że teraz stąd nie wyjadę. Jestem tu tylko trzy dni, nie wiem, od czego trzeba zacząć i co powinienem robić, ale nie wyjadę stąd, dopóki pozwoli mi prawo o emigracji.
A gdy przestanie mi pozwalać, złamię je.