– Cały dzień! Kobieto, jak ja za tobą tęskniłem! Litości nie masz dla biednego Maćka – gdy to usłyszała, serce jej stopniało. – Co ty robiłaś cały dzień?
– Przecież ci mówiłam! Miałam audit!
– I jak? Zdałaś?
Nadal nic nie rozumiał. Zignorowała to. Tak jej było spieszno podzielić się z nim swą radością. Z nim. Nie z Tomkiem.
– Udało się, Maćku – powiedziała radośnie. – Moja firma dostanie ten certyfikat. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak mnie maglowali, najtrudniej było, gdy…
– Dobra, dobra – przerwał jej znienacka – jak te kobiety lubią coś przeżywać bez końca. Gratuluję. Ale powiedz lepiej, o której mam po ciebie jutro przyjechać i dokąd? Bo wolałbym nie pałętać się pod twoją uczelnią. Lepiej, by w Warszawie, zwłaszcza w takich miejscach, jak zaoczne studia, na których Bóg wie skąd ludzie się zjeżdżają, nie widziano nas razem. A w ogóle, to byłby dla ciebie jakiś problem, gdybyś sama dostała się do tego zajazdu? W Internecie jest mapka, jak tam dojechać. Są nawet podane autobusy. Ale gdybyś była autem, to byłoby jeszcze lepiej, wtedy przyjechałabyś po mnie na Dworzec Centralny. No, jak, moja kochana?
– Ja… – przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. Tak bardzo chciała mu się zwierzyć, opowiedzieć o swoich odczuciach, przeżyciach dzisiejszego dnia, a on… Trudno, opowie mu jutro. – Myślałam, że ty też przyjedziesz samochodem.
– A więc będziesz bryką? – No tak, skoro powiedziała „też" – No to słuchaj! Bądź o dziewiętnastej przed Dworcem Centralnym, podjedziesz tuż przy…
– O dziewiętnastej będę jeszcze na zajęciach – teraz to ona weszła mu w słowo. – Jeśli mamy się spotkać, to dużo później.
– No to urwiesz się wcześniej – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. – A więc podjedziesz samochodem do…
– Wykluczone, Maćku – odparła nie mniej stanowczo. – Jeśli mamy się spotkać, to po zajęciach. W dodatku ja muszę jeszcze wpaść na stancję i zabrać stamtąd parę rzeczy.
– Hej, Ewuniu, przecież nie będę łaził po dworcu dwie godziny, jak jakiś palant!
– No to nie łaź. Przyjedź późniejszym pociągiem. Albo samochodem. Przecież mówiłeś, że masz nowiuśkie volvo.
– Żona potrzebuje na jutro samochód. Jedzie na jakieś ognisko, zresztą nie wnikam. To jej życie. A wracając do nas, to przecież nic się nie stanie, jeśli zrobisz sobie małe wagary… – mówił już nieco łagodniej.
– Stanie się. Nie mogę wyjść wcześniej z uczelni. Po prostu nie mogę. Mam ważne ćwiczenia, będziemy referować…
– Dobra – przerwał jej znowu, tym razem przybierając obrażony ton – wszystko dla ciebie jest ważniejsze niż ja.
Przez chwilę przypomniał jej Krisa. Ale przecież Maciek był inny. Dorosły i dojrzały. Jeśli się na nią wściekał, to dlatego, że tęsknił za ich spotkaniem.
– Ty jesteś najważniejszy – odrzekła łagodnie – ale nie mogę rzucić wszystkiego innego. Zrozum.
Drażniła go jej uporczywość. Nie do tego był przyzwyczajony. Nie znosił, gdy ktoś mu się sprzeciwiał.
– No dobra – ustąpił w końcu. – Zadzwoń, jak już będziesz po zajęciach.
Powróciła do pustego domu. Jak zwykle – pomyślała. Dzieci wyjechały na weekend do dziadków. Mąż wybył w interesach, a przynajmniej tak twierdził.
Dzwonił niedawno.
– Jak tam? Udała się certyfikacja?
– Tak – powiedziała bez entuzjazmu. – Bez zastrzeżeń. Teraz trochę formalności i za dwa tygodnie dostaniemy certyfikat jakości na piśmie.
– Gratuluję – powiedział to tak jakoś czule i ciepło. Ewie na chwilę zrobiło się tęskno… Zdusiła w sobie to uczucie.
– Dziękuję – powiedziała oschle.
– Tak przeżywałaś, a tu proszę, wszystko się udało. Naprawdę jesteś wielka.
Chciała, by już skończył tę gadkę. Nie pragnęła od niego zrozumienia. Nie musiał się wysilać.
Puste ściany jej mieszkania uświadomiły jej, że tak naprawdę nie ma przed kim wyrzucić z siebie swoich emocji związanych z tym dzisiejszym wielkim dniem. Powinna była świętować swój wielki sukces zawodowy. Jeszcze godzinę temu rozpierała ją radość. Teraz nastąpiła pustka. Cel – pomyślnie zakończony audit certyfikujący, mający zostać zwieńczony otrzymaniem przez Pro-Wap prestiżowego certyfikatu jakości, został osiągnięty. Teraz Ewa czuła jedynie pustkę. Potrzebowała czyjegoś wsparcia, kogoś, kto zechciałby jej wysłuchać, uczestniczyć w jej radości, musiała z kimś porozmawiać, bo inaczej pustka, jaką poczuła po osiągnięciu celu, przyprawiała ją o szaleństwo.
Jutro to się zmieni – pomyślała, przymierzając przed lustrem nowiutką nocną koszulkę z cienkiego jedwabiu, jaką kupiła dziś w mieście.
Na początku myślała nawet o koszulce w czerwonym kolorze, Maciek lubił czerwony kolor. Ostatecznie nie zdecydowała się na nią, wybrała błękit, wydawał jej się bardziej do twarzy. Teraz żałowała. A jeśli nie spodoba się Maćkowi w błękicie?
Późnym wieczorem leżąc samotnie w łóżku, myślała o jutrzejszym dniu. Emocje związane z certyfikacją nie dawały jej spać. Poza tym było coś jeszcze. Wybierała się na randkę. Najprawdziwszą na świecie randkę. Nie robiła tego od lat.
Poza tym miała też szereg wątpliwości. A jeśli nie przypadną sobie z Maćkiem do gustu? Niby rozmawiało im się świetnie, ale co innego rozmowa przez telefon, a co innego w cztery oczy. Wyobrażała sobie tę ich randkę na setki sposobów. Mieli spacerować nad brzegiem zalewu, całować się w blasku księżyca… Tymczasem i w Lublinie i w Warszawie lał deszcz i panowało przenikliwe zimno. Taki ostatni oddech zimy nim ostatecznie ustąpi miejsca latu. Sięgnęła po telefon i wystukała sms-a:
– Tęsknię za tobą, Maćku. Czy wystarczy nam jutro nocy, by powiedzieć to wszystko o czym milczeliśmy do tej pory? Całuję. Twoja Ewa.
Na dźwięk nadejścia wiadomości tekstowej para kochanków niechętnie rozwarła swe ramiona z miłosnego uścisku. Uwielbiali swe ciała i uprawiali seks niemal każdej nocy, a i tak można było odnieść wrażenie, że ciągle im mało. Stanowili szczęśliwą i udaną rodzinę.
– Nie odbieraj, Karolu – poprosiła Beata, drżąc z niespełnienia, gdy jej małżonek wyjął z niej członka.
– Te cholerne sms-y zawsze przychodzą w tak nieoczekiwanych momentach. – odpowiedział. On również czuł niedosyt ciała żony.
– Daj, ja przeczytam. – Beata usiadła na łóżku i gestem nie znoszącym sprzeciwu wyjęła komórkę męża z jego ręki, jednocześnie rozchyliła uda i pchnęła delikatnie jego głowę w kierunku sromu.
Jęknęła z rozkoszy, gdy język mężczyzny zatańczył na jej łechtaczce. Jednocześnie jej oczom ukazała się treść sms-a. Kopnęła męża tak nieoczekiwanie, że ten spadł z łóżka.
– Ty świnio! – wrzasnęła. – Znowu masz jakąś dziwkę!
– O co ci chodzi? – popatrzył lękliwie, leżąc na podłodze.
– Znowu jakaś suka przysyła ci sms-y! Tym razem pisze, że tęskni i całuje. Boże! – rozpłakała się histerycznie – dlaczego ty ciągle mi to robisz? Źle nam razem ze sobą? Już myślałam, ze się wszystko między nami ułożyło. Już od roku nie miałam żadnych podejrzeń. Nawet zaczynałam ci ufać, a teraz to…
Ostrożnie wyjął telefon z jej dłoni i przeczytał wiadomość.
– Beatko, to jakieś nieporozumienie. Nie dowcip, tylko zwykłe nieporozumienie. Zobacz – zmusił, by spojrzała w telefon – to do jakiegoś Maćka. Czy ja mam na imię Maciek? – Pogładził ją po włosach. – No uspokój się, wiesz, że jesteś dla mnie jedyną kobietą na świecie i tylko ciebie kocham. – Zaczynała się z lekka przekonywać wsłuchując się w kojący, tak charakterystycznie chrapliwy głos swego męża. – Zresztą – ciągnął – zaraz zadzwonię do tego dowcipnisia, wtedy odechce mu się takich pomyłek. Podyktuj mi numer – podał żonie swoją komórkę – a ja zadzwonię z twojego telefonu.
Читать дальше