Joanne Harris - W Tańcu
Здесь есть возможность читать онлайн «Joanne Harris - W Tańcu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:W Tańcu
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
W Tańcu: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «W Tańcu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
W Tańcu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «W Tańcu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Oho, nadchodzą. Bekane i Veldarron na czele grupy, Pająk osłania tyły, Litso na zwiadach. Potwory kipią gotowością do walki, niecierpliwy nowicjusz paraduje na tyłach grupy, trochę zbyt energicznie jak na upiora. Cóż, przynajmniej się stara; trudno go za to karać.
Jeden z etatowych potworów atakuje pierwszy. To Pete, który starannie odgrywa swoją rolę, maszerując ociężałym krokiem, z rozpostartymi ramionami. Dołącza do niego Scott, a potem Andy i razem odcinają Litso od pozostałych, rzucając się na niego we trójkę. Pozostali protagoniści wkraczają do akcji: Bekane walczy z Jasem i Mattem, a Veldarron (najwyraźniej pomny nieobecności Morąg) zachowuje dystans.
Nowicjusze trzymają się z tyłu, zbyt przezornie jak na upiory; mimo to protagoniści bez trudu powinni ich rozgromić. Litso otrzymuje kilka ciosów w prawe ramię, jego słaby punkt od dawien dawna, a Veldarron dostaje mieczem po żebrach. Pozostali protagoniści z łatwością dają odpór napastnikom. Ale po trzydziestu sekundach tylko nowicjusze stoją o własnych siłach. Ich przywódca (niecierpliwy szczeniak, który poprowadził atak) sprawnie walczy z Beltanem, chociaż trudno mi uwierzyć, że nie otrzymał jeszcze trzech ciosów. Reszta beztrosko ignoruje razy i atakuje ile wlezie.
– Powstrzymać natarcie! – krzyczy ze złością Tytania, uderzona w twarz płazem miecza, lecz trzej nowicjusze nie odstępują. Na domiar złego pierwszy zdziera z twarzy ma skę i z bojowym okrzykiem rzuca się w sam środek bitwy.
– Hej, nie wszyscy na raz! – woła Veldarron, będący celem ataku trzech potworów. Oczywiście ma rację, to jedna z naszych podstawowych reguł, którą jasno wyłożyłem nowicjuszom. W ferworze walki musieli o niej zapomnieć. Przejęty Veldarron chybia raz po raz. Gdy Pająk przychodzi z odsieczą, bezwzględnie atakując upiory od tyłu ciosami miecza, fechmistrz pada na ziemię z poważnymi urazami.
Po bitwie następuje niemałe zamieszanie. Nie pozostaje mi nic innego, jak wykluczyć Veldarrona z pozostałych potyczek, ku jego niezmiernej irytacji i ostentacyjnemu zadowoleniu potworów. Litso też doznał upokarzających obrażeń, a Tytania skarży się, że musiała uderzyć swojego upiora co najmniej dwadzieścia razy, zanim raczył paść na ziemię i skonać. Rozmawiam o tym z potworami: stali uczestnicy pokornie przyjmują zarzuty, ale nowicjusze nie przestają się stawiać.
– Dwadzieścia razy? Ona chyba żartuje. Zapewniam, że nie trafiła mnie ani razu.
– Ciosy muszą być przekonujące. Skoro nic nie czułem, to się nie liczy.
Jeszcze raz powtarzam zasady dotyczące przyjmowania i rozdzielania ciosów. Jestem niemal pewny, że prowodyr się krzywi.
– Co znowu? – pytam.
Wzrusza ramionami.
– Nic.
Incydent popsuł nastrój. Czuję przez skórę, że w oddziale narasta atmosfera rewolty. Po kolejnych dwóch potyczkach oddział protagonistów napotyka grupę rozbójników, którzy stawiają nadspodziewany opór. Litso obrywa jeszcze dwukrotnie, Philbert otrzymuje cztery ciosy, a Tytania i Bel – tane po jednym, choć czarnoksiężnik Jupitus kończy starcie sprytną sekwencją zaklęć. Potwory protestują, napomykając coś o karze, i znowu muszę przypomnieć im o zasadach.
– Przecież to tylko gra – burczy jeden z nowicjuszy. – Nie chodzi o walkę na śmierć i życie.
Ależ tak. Szkoda, że nie mogę mu tego uświadomić, dzieli nas zbyt duża przepaść. Zycie rozpoczyna się jako gra, po W TAŃCU czym przeistacza w śmiertelną walkę. Staram się możliwie sprawnie zorganizować kolejną potyczkę, lecz zabiera to dużo czasu; jeden z nowicjuszy zaczyna marudzić i ku mojej irytacji dołączają doń inni.
Protagonistom doskwiera brak uzdrowiciela. Po piątej potyczce Litso nie nadaje się do dalszej walki, Philbert ma się niewiele lepiej, a Beltane otrzymuje kolejnych pięć ciosów. I tylko Pająk, wciąż nietknięty, powala przeciwników pewnymi ciosami miecza. Niecierpliwy nowicjusz patrzy z niezadowoleniem, ale nie mówi ani słowa. Oto przykład, jak Pająk działa na ludzi.
Siódma potyczka. Bez dodatkowych ofiar wśród protagonistów, ale wszyscy prócz Pająka mają na koncie liczne obrażenia. Wyczuwam wyraźny spadek morale. Mam wyrzuty sumienia, choć wiem, że to nie moja wina: po prostu niektóre noce są lepsze od innych, a nowi gracze zawsze wnoszą element ryzyka. Czuję też, że tracę panowanie nad grupą; doskwiera mi to, jakby część mojego urojonego życia przeniknęła do tego prawdziwego.
Podczas przerwy jeden z nowicjuszy zapala papierosa. To wbrew zasadom, niemniej jednak czuję się tak niepewnie, że wolę nie reagować. Etatowe potwory – Scott, Matt, Jase i reszta – również wykazują pewien niepokój, jakby udzielił im się nastrój pozostałych. Za plecami słyszę pomrukiwanie i stłumione śmiechy. Coraz więcej we mnie niepewności. Jako nauczyciel znam niebezpieczeństwo, jakie niesie obecność wichrzyciela; z każdą chwilą narasta przekonanie, że nowicjusze (zwłaszcza jeden) burzą jasno ustalony porządek. Wystawiają na próbę moją cierpliwość, sprawdzają reakcje na wyskoki, podważają autorytet.
– Dobrze – mówię oschle, rozdając kartki z opisem kolejnego starcia. – Tym razem nie macie wrogich zamiarów. Jesteście oddziałem żołnierzy z innego obozu, protagoniści mogą od was wynegocjować eliksiry uzdrawiające.
Jest to próba rozwiązania problemu Morąg. Niecierpliwy nowicjusz robi minę; widzę, że nie bawi go perspektywa pokojowych rozwiązań.
– A jeśli nas zaatakują? – pyta.
– Będziecie walczyć – odpowiadam. – Sami nic nie inicjujecie.
– Inicjujecie. Co oznacza ten wyraz? – pyta z krzywym uśmieszkiem.
Rzucam mu wściekłe spojrzenie.
– Masz problem?
Wzrusza ramionami.
– Pytam, czy masz problem?
Uśmiecha się bezczelnie i zarazem głupkowato.
– Wszyscy traktujecie to tak poważnie – odpowiada w końcu. – Jakby chodziło o prawdziwą walkę. Przecież to tylko pierdolona zabawa, na miłość boską. Spójrzcie na sie bie. Stary dureń w peruce, stuknięty transwestyta, ruda grubaska…
Coś we mnie pęka. Och, wielokrotnie byliśmy wyśmiewani i obrzucani obelgami, nazywani zboczeńcami, cudakami, mutantami itp. Jednak słysząc, jak wyszydza Tytanie, moją Tytanie, a przede wszystkim jak deprecjonuje grę, chwytam pierwszą broń, która nawija mi się pod rękę (miecz z długą klingą), i staję do walki.
– Ja ci dam zabawę, potworze.
Nowicjusze niepewnie cofają się o krok. Furia popycha mnie do działania, a w głowie kołacze tylko jedna myśl: ten chłopak – gówniarz jeden! – obraził Tytanie, wojownika mającego na koncie wiele udanych kampanii, kobietę o legendarnym wdzięku i urodzie. Ta zniewaga, wymierzona w nas wszystkich, nie może ujść mu płazem.
– Czas start! – ryczę. – Wojownicy, do mnie!
Katharsis. Nigdy dotąd nie wpadłem w szał; niektórzy gracze latami nie ulegają nadmiernym emocjom, choć najlepszym zdarzyło się to przynajmniej raz, zwykle w obliczu szczególnych przeciwności losu. Pamiętam incydent z udziałem Pająka w pubie w Nottingham, jeszcze w czasach, kiedy ludzie wyśmiewali go za plecami. Nieraz bezskutecznie próbowałem sobie wyobrazić, co się wtedy czuje: gwałtowny przypływ uczuć, euforię, wyzwolenie. Teraz już wiem. Gdy przyjaciele na mój znak ruszają do boju, zaczynam rozumieć, że naszym rzeczywistym wrogiem nie jest ten chłopiec, niewychowany nowicjusz o niewyparzonym języku. Nasz wróg jest nieskończenie bardziej niebezpieczny, wstrętny i odrażający; to wielogłowa bestia o licznych twarzach, naznaczonych identycznym wyrazem młodocianej pogardy i bezmyślnego zadufania. Przez trzydzieści lat tropiliśmy naszego adwersarza, nie bardzo wiedząc, na co właściwie polujemy; przez trzydzieści lat wybieraliśmy drugorzędne alternatywy, podczas gdy prawdziwa zwierzyna znajdowała się na wyciągnięcie ręki.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «W Tańcu»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «W Tańcu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «W Tańcu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.