– Ale jutro będę z wami – zapewnił z wielkim przekonaniem. – Odwiedzimy dwór mojego dziadka.
No, nie takie to pewne, czy naprawdę dwór dziadka. Felipe zaczął dochodzić swoich praw i został wyrzucony, tak wygląda prawda.
Ale był taki czas, że dwór naprawdę znajdował się w posiadaniu rodziny.
– Jeszcze jedno pytanie, zanim pójdziesz do siebie – powiedział Pedro, stojący we wspaniałym, sklepionym hallu. – Czy Emile widział, jak twój dziadek i Santiago zakopywali tę nieznaną rzecz?
– Nie – odparł Elio. – Nie mógł widzieć, bo to było przed jego przybyciem do dziadka. Nie mógł niczego widzieć, a dziadek też nic mu nie powiedział.
– No to zawsze jakiś plus – mruknął Pedro i pożegnał Elia, który wolno ruszył schodami na górę, do swojej wspaniałej sypialni, gdzie czuł się kompletnie nie na miejscu.
– Ale Emile słyszał bajkę – rzekł po chwili Pedro zatroskany. – Pytanie tylko, czy zapamiętał z tego więcej, niż Enrico, ojciec Elia?
– Raczej nie wydaje mi się – mruknął Jordi. – W przeciwnym razie dlaczego jego krewni mieliby nas ścigać z taką zaciekłością?
– Chyba masz rację. Oni myślą wyłącznie o skarbie i uważają, że my też tylko skarbu szukamy. Dlatego chcą się pozbyć wszelkiej konkurencji.
– Ale teraz…? – Pedro stał przez chwilę w zadumie. – Sądzę, że teraz nie zamierzają nas już wymordować. W każdym razie nie natychmiast. Sądzę, że oni się domyślają, iż jesteśmy na tropie czegoś innego i dzięki temu możemy ich doprowadzić do skarbu. Ale skarb nie jest naszym celem, więc mogą się przeliczyć.
– No, a potem? – spytała Unni. – Kiedy nie będzie już z nas pożytku? Oni znowu podejmą swój morderczy pościg, prawda?
– Owszem, trzeba się z tym liczyć.
– Ale właściwie – wtrąciła Unni z niecierpliwością – ta cała historia ze skarbem jest przecież jedynie domysłem z naszej strony. Baśnią, dziecięcą opowiastką „Za siedmioma lasami, za siedmioma górami…” i tak dalej. Nic więcej nie ma, no nie?
Pedro uśmiechnął się łagodnie.
– Czy takie bajki opowiada się zwykle dwunastolatkom? Pamiętaj, że pozostali chłopcy podsłuchiwali, nastawiając uszu. Musiało im się wydawać, że coś się kryje za słowami na pozór zwyczajnej bajki. My przecież nie słyszeliśmy całej opowieści. Elio też nie. Santiago był wyjątkowy. I to, że jego ojciec siadywał na krawędzi łóżka i właśnie jemu opowiadał dziecinną historię, musi coś znaczyć.
– Zastanawiam się, co też oni mogli zakopać? – powiedziała Unni.
– Tak, ja też się nad tym zastanawiam – westchnął Pedro. – Żeby nam się tylko udało to odnaleźć!
Unni leżała w swoim ogromnym łożu i wpatrywała się w grubą belkę u sufitu. Z dreszczem grozy myślała o tym, co się musiało niegdyś dziać w tym zamczysku. Co ona wie o historii Nawarry?
Niewiele. Ten zamek to bardzo stara królewska twierdza. Później wzniesiono znacznie większy zamek w Bearn po francuskiej stronie Pirenejów. Nawarra bowiem obejmowała niegdyś również południowo – zachodnią Francję, Aragonię i Kastylię. W wieku szesnastym Nawarra była centrum kulturalnym. Królowie nosili na zmiany imiona Garcia, Sancho i Ramiro, tylko od czasu do czasu zdarzało się inne. Były też znane królowe, jak małżonka Ryszarda Lwie Serce, Berengaria, różne władczynie o imionach Urraca i Blanca oraz jedna Eleonora i jedna Margareta, która wyraźniej zapisała się w historii. Żyli tu ludzie kochający wolność, którzy często wojowali z Maurami, krajami sąsiednimi oraz zjednoczoną Hiszpanią. Tak, to już chyba wszystko, co mogłaby powiedzieć. Jeszcze tylko to, że Nawarra była królestwem w latach od około 750 do 1600.
Unni wzięła jedną z dwóch tabletek nasennych, jakie zostawił jej Antonio na wszelki wypadek, gdyby po koszmarnych wizjach nie mogła, tak jak ostatnio, spać.
Teraz znowu będzie musiała przez to przejść.
Och, jak tęskniła za Antoniem i Veslą! Jaka szkoda, że musieli wyjechać! Odbierali jednak budzące niepokój telefony od Gudrun, z których wynikało, że ona i Morten nie są już w Molden bezpieczni. Morten wyzdrowiał po zaziębieniu, ale albo ma jakieś paranoidalne zwidzenia, albo też rzeczywiście obserwuje ich jakiś człowiek. Antonio obiecał się tym zająć.
Unni zaczynała być senna.
Pedro i Jordi siedzieli przy oknie, pogrążeni w tak cichej rozmowie, że nie słyszała, o czym mówią, nawet nie próbowała usłyszeć.
Ciągle jeszcze mapa ze skóry nie została ulokowana pod poduszką. Panowie chcieli zaczekać, aż Unni zaśnie, żeby nic jej przed czasem nie niepokoiło. Obaj jednak wyglądali nieco dziwnie. Spięci, jakby gnębieni poczuciem winy. Nie podobało jej się to.
Tabletka wzmocniona winem zaczynała działać. Powieki Unni opadły. Świat realny zniknął, jego miejsce zajmował przyjemny świat snu. Był w nim przy niej Jordi, pomagał jej szukać czegoś na targu warzywnym. Było to bardzo przyjemne.
Jordi popatrzył w oczy Pedra, po czym wyjął z kieszeni kawałek brązowej skóry. Obaj podeszli do wspaniałego łoża.
Twarz Jordiego wyrażała najwyższe zwątpienie i niechęć. Pedro jednak dał znak, że powinien działać.
Unni spała na boku. Ręce podłożone pod policzek, jak u dziecka. Z bólem serca Jordi wsunął skórę nie pod poduszkę, lecz bezpośrednio między złożone dłonie.
Unni została gwałtownie wyciągnięta z niewinnego targu warzywnego i wepchnięta do innego świata, świata strachu i ciemności, zgiełku i krzyku wielkich sępów.
Nie!
Tym razem nie była sparaliżowana, ale mimo to nie mogła odwrócić wzroku. Musiała patrzeć. Musiała przeżywać.
I czuła wszystko tak bezpośrednio, jakby w tym uczestniczyła, jakby była jedną z tych osób ze średniowiecza, tworzących gęsty tłum na rynku.
Tym razem wydarzenia następowały po sobie szybciej. Ona sama nie mogła niczego porównywać, bo pierwszy sen uleciał z jej pamięci. Była zupełnie nową obserwatorką wydarzeń, które toczyły się niezmiernie wartko.
Spojrzała w śmiertelnie przerażone oczy. Oczy młodej dziewczyny. Takiej ślicznej, takiej wstrząsająco młodej. Ręce miała związane na plecach, na pięknej, wyszywanej paciorkami sukni z jedwabiu. Wysoko upięte włosy, ozdobione sznurami pereł, maleńkie jedwabne pantofelki – wszystko świadczyło o jej arystokratycznym pochodzeniu.
Chłopiec, jeszcze nawet nie dwudziestoletni, z całych sił starał się zachować suche oczy. Wciąż się modlił, do Boga, do Dziewicy Maryi i różnych świętych, to znowu błagał rycerzy, by przybyli jak najprędzej i uratowali ich.
Nie było jednak nikogo, kto mógłby im pomóc. Tylko ten wyjący tłum i żołnierze, poza tym zakonnicy, dobrzy, w szarych habitach, oraz budzący grozę czarni mnisi. Sługusy inkwizycji.
Jestem tutaj, próbowała wołać Unni. Pomogę wam.
Ale stała pośrodku tłumu. I nikt jej nie słyszał.
Tym razem nic nie zostało Unni oszczędzone. Głowy toczyły się po bruku, tłum wył chorobliwie podniecony, niektórzy przepychali się naprzód, żeby lepiej widzieć, inni wymiotowali, tracili przytomność. Ktoś pochwycił jedną z głów, ale kat natychmiast odrąbał mu rękę.
Unni płakała bezradnie.
Nagle zaległa cisza.
Zmiana scenerii.
Noc. Sępy ponad fosą pełną odpadków. Rycerze i Urraca przybyli. Za późno.
Unni odczuwała ich ból i rozpacz, jakby to jej serce krwawiło. Podążała za nimi, kiedy odjeżdżali, uwożąc dwa okaleczone, martwe ciała.
Jechali przez rozległą równinę. Do tego punktu dotarła w poprzednim widzeniu, kiedy Jordi ją obudził, ale nie zachowała z tego żadnych wspomnień. Teraz sunęła jednak lekko za pięcioma rycerzami i czarownicą. Musieli tak jechać bardzo długo, noc bowiem zaczynała ustępować przed brzaskiem, później ukazało się słońce i przesuwało po niebie, a krajobraz zmieniał charakter. Znowu zbliżał się mrok. We śnie czas mija szybko.
Читать дальше