Villemo i Dominik popatrzyli na siebie i skinęli głowami. Byli tacy szczęśliwi, że mają normalnego, zdrowego synka. Dopiero teraz dotarło do nich w pełni, jakie to szczęście.
– Pozostał jeszcze Tristan – przypomniała Villemo.
Gabriella spoważniała. Okazuje się, że Tristan nabawił się jakiejś ciężkiej choroby. On nie może mieć dzieci, tak powiedział lekarz rodziny.
– Jaka szkoda – westchnęła Villemo. – To dlatego zrobił się taki dziwny?
– Śmiertelnie bał się tej choroby i długo nikomu o niej nie mówił.
– Biedny Tristan! Ale to oznacza, że jeżeli teraz będziemy uważać, to nasze pokolenie może nie wydać na świat dziecka obciążonego?
– Nigdy przedtem coś takiego się nie zdarzyło. Ale teraz mogłoby się udać.
– Dzięki ci, dobry Boże – szepnął Dominik.
Przerwała im Gabriella:
– Villemo, wuj Brand jest tutaj. Bardzo chce zobaczyć dziecko. Przecież wiesz, że Dominik jest wnukiem jego brata. Czy może wejść?
– Oczywiście! – zawołała.
Brand przyszedł i starannie, długo podziwiał najmłodsze dziecko w rodzinie. I znowu zaczęły się rozważania, do kogo malec jest podobny.
– A jak zamierzacie nazwać synka? – zainteresowała się Gabriella.
Dominik odpowiedział:
– Chcieliśmy jakieś imię na cześć ojca Villemo, Kaleba, ale nie zdecydowaliśmy się jeszcze na żadne.
Wtedy rozległ się głos Villemo:
– Ojcze, proszę mi wybaczyć, ale ja od dawna wiem, jak chcę nazwać naszego syna i nikt, nawet Dominik, mnie od tego nie odwiedzie. Mam swoje powody, żeby się przy tym upierać, tylko że to imię w żaden sposób nie przypomina twojego, ojcze.
– A jakie to imię? – dopytywał się Dominik. – Nic mi dotychczas nie wspomniałaś.
– Będzie miał na imię Tengel – oświadczyła Villemo tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Zaległa niczym nie zmącona cisza.
– Ale… – zaczęła po chwili Gabriella.
– Był w naszym rodzie Tengel Zły – rzekła Villemo. – I był Tengel Dobry. Obaj dotknięci. To będzie trzeci Tengel. Możemy mieć w rodzinie także normalnego Tengela. Wolnego i szczęśliwego!
Zastanawiali się, lecz gotowi byli wyrazić zgodę. Nie wiedzieli nawet połowy tego co ona, lecz rozumieli ją i zaakceptowali imię. A najszczęśliwszy ze wszystkich był stary Brand. Bo on znał tamtego Tengela i wciąż o nim pamiętał.
– Jestem pewien, że dziadek by się z tego cieszył – powtarzał wzruszony. – Co prawda zawsze mówił, że nikogo nie powinna się chrzcić tym imieniem, bo przynosi ono tylko smutek, ale to nieprawda! On sam był bardzo szczęśliwy z babcią Silje i ze swoją rodziną. I byłby bardzo dumny, że ten mały tłumoczek otrzymał jego imię.
Villemo też tak myślała.
– Czy mogłabym wypożyczyć na chwilę mojego synka? – zwróciła się do Dominika, który wciąż nie miał dość patrzenia na ten cud.
– Tak, oczywiście, wybacz mi – mamrotał zawstydzony.
Villemo wzięła drobniutkiego chłopca w ramiona. Położyła dłoń na jego czarnej główce, jakby go chciała ochronić.
W jej oczach pojawił się smutek, a serce przeniknął lęk.
Nie będzie obciążonych dziedzictwem w jego pokoleniu?
Czy mogą być tego pewni? Kiedyś się już zdarzyło, w przypadku Tronda, że złe skłonności ujawniły się dopiero później…
Przytuliła malca do siebie. Czy może być pewna?
I do czego Niklas, Dominik i ona zostali przeznaczeni? Ile czasu jeszcze minie, zanim się dowiedzą?
Kiedy ona leżała bezpieczna wśród swoich bliskich, ślad stopy Szatana od dawna już znaczył ziemię. Choć dotychczas nikt jeszcze tego nie zauważył.
***