Margit Sandemo - Zemsta

Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Nieszczęśliwa miłość sprawiła, że Villemo, córka Kaleba, została zamieszana w zabójstwo syna potężnego Wollera. Woller poprzysięgł zemstę za wszelką cenę. Po licznych atakach na jej życie Villemo zwróciła się z prośbą o pomoc do kuzyna Dominika Linda. Gdy jednak Dominik przyjechał, okazało się, że Villemo zniknęła bez śladu.

Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Usłuchała natychmiast. Mały połykał obojętnie, ledwie otwierając drobne usta. Niklas przez cały czas nie odrywał od niego rąk.

Gdy chłopiec zjadł wszystko, matka wyprostowała się i powiedziała:

– Zaraz pewnie wszystko zwróci, trzeba tylko poczekać.

– Długo to zwykle trwa? – spytał Mattias.

– Nie, już powinno się zaczynać.

Czekali, ale nic się nie stało.

– A reszta, to trochę, co zostaje, przelatuje przez niego w pieluchy – dodała matka z westchnieniem.

Znowu chwilę czekali.

– Czy on siada?

– Tak, ale trzeba go podpierać. Jest za słaby.

– To podnieś go! Tak będzie mu lepiej po jedzeniu.

– Ale on zaraz wszystko zwymiotuje.

– Musimy spróbować.

Matka ujęła maleńką istotkę pod paszki. Odnosiła się do synka z największą czułością i miłością.

Chłopczykowi odbiło się lekko.

– No tak… – przestraszyła się matka. – Tak się zawsze…

– Może lepiej, żebym ja się znowu nim zajął – powiedział Niklas i wziął chłopca w ramiona. – Jeszcze nie skończyłem. Jak mu na imię?

– Erling – szepnęła matka nieśmiało.

– Cześć, Erling – Niklas uśmiechał się czule do malca. Trzymał go mocno pod pachy, bo plecki dziecko miało wiotkie. Matka pojaśniała ze szczęścia i dumy, że ktoś tak się zajmuje jej dzieckiem.

Ręce Niklasa były ciepłe i delikatne, mocno trzymały małe ciałko. I nagle, kiwając niepewnie główką, mały spojrzał w stronę matki. Dostrzegł znajomą twarz pośród tylu obcych i uśmiechnął się słabiutko, jakby brakowało mu wprawy.

– On się śmieje! – zawołała matka. – Erling się śmieje, ojcze! Nie robił tego od nie wiem jak dawna.

– Po prostu nic go już nie boli – rzekł Mattias spokojnie. – Lekarstwo i ręce Niklasa zrobiły swoje.

Woller wstał.

– Możecie sobie zabrać waszych krewnych – powiedział sucho i wyszedł z izby.

Niklas oddał dziecko matce i także ruszył ku wyjściu, Mattias zaś pouczał ją jeszcze, jak ma postępować z chłopcem. W sieni na dole stary Woller z rozmachem otworzył drzwi wejściowe i wrzasnął do Branda:

– Możecie iść! Nie będziemy więcej walczyć.

Sam wrócił do swoich pokoi. Nie wiadomo, co miał zamiar robić.

Na dziedzińcu zapanował chaos. Przybył asesor ze swymi ludźmi. Strażnicy Wollera, którzy nie bardzo wiedzieli, jak się zachować, wpuścili ich za bramę, Niklas wyjaśnił, co się stało, i na wieść o tym Ludzie Lodu rzucili się uwolnić oboje więźniów. Asesor oświadczył, że tak łatwo Woller nie uniknie odpowiedzialności za wszystkie swoje sprawki, i wszedł do domu, a Gabriella głośno wzywała Villemo, która w końcu wyszła z jakiejś izby, wciąż z rękami skrępowanymi na plecach, prowadzona przez dwóch strażników.

– Gdzie jest Dominik? – dopytywała się żałośnie.

– Tu – odparł jeden z nadzorców i otworzył jakieś drzwi.

Dominik siedział skulony pod ścianą, związany, z pokrwawioną twarzą.

Villemo padła przy nim na kolana i szeptała:

– Och, Dominiku!

Nic jednak nie mogła zrobić, mając sama spętane ręce.

Dominik spojrzał na nią i, choć cierpiał, twarz mu pojaśniała.

– Villemo! – szepnął pełnym miłości głosem.

Kaleb i Gabriella, Brand i Niklas i wszyscy, którzy przyszli, by ich uwolnić, zdrętwieli na dźwięk tych słów i spoglądali po sobie bezradnie. Na twarzach wszystkich malowało się przerażenie.

Po chwili Gabriella pochyliła się z rozpaczą nad Villemo. Zaczęła rozwiązywać sznur na rękach córki i podniosła ją, zanim ta zdążyła zbliżyć się do Dominika.

– Chodź, Villemo – szeptała.

Inni zajęli się tymczasem Dominikiem, uwolnili go z więzów i pomagali mu wstać.

– Mamo, wytrzyj mi nos – szepnęła Villemo. – Nie mogę ruszyć rękami.

Wtedy Gabriella wybuchnęła płaczem:

– Ach, dziecko, dziecko najdroższe!

– Taka jestem głodna, mamo – skarżyła się Villemo. – I taka brudna. I przemarznięta. I zaziębiona. Chcę do domu!

ROZDZIAŁ XIV

Tak zimno w tej oborze. Marznę okropnie.

Wiatr wieje mi w twarz. Czy już nie jestem w oborze?

Siedzę na koniu! Ktoś trzyma mnie mocno. Dominik. Czuję się bezpieczna. Ktoś mnie otulił peleryną. Zdaje mi się, że to samodział, ale nie jestem pewna. Końskie kroki… Słyszę wiele końskich kroków. Za nami. Ścigają nas, Dominiku. Musimy się spieszyć. Jedź szybciej!

Strach, wciąż strach. Czy moje życie było kiedyś wolne od strachu?

Tak trudno oddychać. Ciężko. Coś rozrywa mi piersi. Czuję ból w boku. Jakieś kłucie.

– Ten kaszel mi się nie podoba, Villemo.

Głos ojca. To ojciec trzyma mnie tak mocno.

– Dominiku?

– Dominik jest z nami. On i Niklas jadą na jednym koniu.

– Jest tak zimno, a on jest prawie nagi i okaleczony.

– Daliśmy mu pelerynę.

Gdybym mogła odwrócić trochę głowę… Tak, jadą za nami. Wielu, wielu jeźdźców. Cały orszak podąża za nami w tym zimnym, mglistym rozświcie, wszyscy milczący, poważni.

Teraz sobie przypominam, chociaż słabo, ale sobie przypominam. Zostaliśmy podpaleni w oborze. Pamiętam, jaki to był szok dla moich przeziębionych płuc, kiedy wyprowadzono mnie z obory na dwór, na mroźne nocne powietrze…

Zdaje mi się, że tego nie zniosłam.

– Robisz się coraz cięższa w moich ramionach, Villemo. Czy ty nie zasypiasz?

– Nie, tato. Tylko czuję taki ból w piersiach.

Gniew w oczach ogromnego mężczyzny.

– Oni bili Dominika, ojcze.

– Teraz czuje się już lepiej. Ale Mattias mówi, że dostał zakażenia krwi w tych ranach na rękach. Musimy się bardzo spieszyć do domu.

– Ja jestem jak ptak, który sprowadza nieszczęście. Tyle cierpień z mojego powodu.

– Jesteś wspaniałą małą dziewczynką, Villemo. Skaktavl też to mówi.

– Skaktavl?

– Ciężko ranny leży w Grastensholm. To on opowiedział nam o was.

– Skaktavl uratowany? Bogu niech będą dzięki!

Taka jestem słaba. Wszystko wiruje wokół mnie. Nie mam siły rozmawiać. Ojciec obejmuje mnie mocno. Jedzie szybciej.

– Orszak robi się coraz mniejszy?

– Ludzie wracają do swoich domów, odłączają się jeden po drugim, na każdym rozstaju ktoś ubywa. Teraz możemy im tylko dziękować, ale później odpłacimy im za tę pomoc jak należy.

– Tak. To już jesteśmy w naszej parafii?

– Już.

– Jak dobrze wrócić do domu!

Ojciec nic na to nie mówi. Wygląda na przestraszonego.

Boże, jaka jestem zmęczona!

– Marzyłam o kąpieli. W ciepłej, rozkosznej wodzie. Ale teraz nie wiem, czy dam radę.

– Zobaczymy w domu.

Jakaś aleja. Wszyscy się zatrzymali.

Głos Dominika:

– Zobaczymy się jutro, Villemo.

Ja go nie widzę. Jest tak ciemno. Niebo szarzeje nad horyzontem, lecz poza tym ciemno.

– Tak. Dziękuję ci za wszystko, Dominiku!

– I ja ci dziękuję!

Wuj Mattias:

– Kalebie, najpierw opatrzę Dominika, a zaraz potem przyjadę do Elistrand.

– Dobrze.

Odjechali lipową aleją. Drzewa są teraz nagie, ale ja uważam, że jest tu pięknie, nawet kiedy nie ma liści. Gałęzie jak czarne ręce wyciągają się ku niebu.

Teraz zostało nas już tylko kilkoro. To mama, na swoim koniu.

– Hej, mamo!

– Hej, kochanie! Zaraz dostaniesz jeść, ogrzejesz się porządnie i odpoczniesz.

– Czy łóżko jest czyste? Z białą pościelą?

W niebie nie może być lepiej niż w takim marzeniu o świeżej pościeli.

– Villemo, Villemo, czy ty zasypiasz?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zemsta»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Margit Sandemo - Gdzie Jest Turbinella?
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Przeklęty Skarb
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Kobieta Na Brzegu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Cisza Przed Burzą
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Zbłąkane Serca
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Lód I Ogień
Margit Sandemo
libcat.ru: книга без обложки
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Milczące Kolosy
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Skarga Wiatru
Margit Sandemo
Отзывы о книге «Zemsta»

Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x