Margit Sandemo - Zemsta
Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zemsta
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Żółte i czerwone płomienie strzelały w niebo, zasnuwając je gęstym dymem i krwistą poświatą.
– Jezus, Maria – szeptali ludzie i poganiali konie jak się tylko dało w tej spowitej mrokiem nieznanej okolicy.
– Patrzcie pod nogi! – wołał Kaleb. – Zaczyna się bagno. Ale musi prowadzić jakaś droga do dworu. Musimy ją odnaleźć.
Dziedziniec dworu zamknięty był z jednej strony kamiennym budynkiem o drewnianym dachu, który już dawno się zawalił. O tym Woller nie pomyślał i nagle pożar wygasł. To znaczy paliła się, ale tylko w tej części, gdzie kiedyś był dom mieszkalny. Wiatr wiał jednak w niewłaściwym kierunku, iskry nie padały na oborę.
– Musimy podpalić jeszcze raz – wołał stary, przekrzykując syk ognia. – Tym razem od ściany stajni.
Wraz z kilkoma ludźmi okrążył budynek, by dostać się do drzwi stajni. Wójt i jego żołdacy stali kawałek dalej, za zabudowaniami, by mieć lepszy widok. Z obory nie dochodził żaden dźwięk. Villemo i Dominik uważali, że nie wolno im krzyczeć – tak długo, jak długo zdołają wytrzymać. Klęczeli oboje bez ruchu, trzymając się za ręce. Dominik szeptał słowa miłości płaczącej cichutko Villemo, ona odpowiadała mu także wyznaniami. Jeszcze nie ulegali panice, jeszcze nie czuli ani dymu, ani ognia.
– W takich chwilach człowiek zaczyna wzywać Boga – powiedziała Villemo, próbując się uśmiechać poprzez szloch.
– Ja wzywam Go od dawna – rzekł Dominik z powagą.
– Ale przynajmniej jesteśmy razem – westchnęła Villemo.
– Tak. A skoro i tak nie moglibyśmy żyć ze sobą…
– To lepiej, że tak się stało? Może powiemy o tym Wollerowi?
– On nie ma pojęcia, czym jest miłość na śmierć i życie.
W tej samej chwili wójt i jego ludzie zastygli przerażeni. Ze skraju lasu dobiegł ich gromki głos.
– W imię Jego Wysokości Króla Christiana Piątego, ugaście ten morderczy pożar!
– A co to za dowcipniś nadużywa królewskiego imienia? – odkrzyknął wójt. – Ja jestem wójtem Jego Wysokości i ja tu rozkazuję.
W blasku promieni ukazał się liczny orszak konnych, mężczyzn i kobiet. Widok najbliższych sprawił, że wójt zadrżał i poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy.
Asesor powiedział władczo:
– Madsie Asmundsson, jesteś pozbawiony godności wójta. A za śmierć tej młodej dziewczyny ty też odpowiesz śmiercią.
Stary Woller usłyszał, o czym mowa, i nie zastanawiając się długo krzyknął do swoich:
– Teraz lepiej mieć ich żywych niż umarłych. Wyprowadzić ich, szybko! I pędźcie z nimi do Woller, jakby diabeł deptał wam po piętach!
Sam dosiadł konia i ruszył jako pierwszy.
Wójt prędko otrząsnął się z szoku. Miał szczerą nadzieję, że Woller słyszał jego rozmowę z asesorem i zniknął z obojgiem więźniów. Oddalający się stukot końskich kopyt utwierdził go w tym przekonaniu.
– Jaka dziewczyna? – zapytał, udając zdziwienie. – Palimy stare zabudowania, żeby przygotować ziemię pod uprawę.
– I potrzebujesz do pomocy aż tylu dragonów?
– Mój panie, obrażacie mnie! Skoro sądzicie, że trzymamy tu więźniów, to najlepiej sprawdzić!
W spalonej części dworu nie było już nic do roboty. Kaleb i Gabriella na czele reszty orszaku okrążali zabudowania, żeby dostać się do stajni.
Asesor przywołał ludzi z Akershus:
– Pilnujcie dragonów, żeby żaden nie uciekł! Najpierw zobaczymy, czy Mads Asmundsson jest tak niewinny, jak mówi. Chodź, Mads! Sam!
Nie przypadło to wójtowi do smaku. Najlepiej czuł się w gronie swoich lub starego Wollera pomocników, ale cóż, intruzów było zbyt wielu. Nie pozostawało mu nic innego, jak słuchać.
– Doprawdy nie rozumiem, o co jestem oskarżony, panie asesorze. Miałbym tu więzić jakąś kobietę? – pytał z obrażoną miną. – Uważam, że to niesłychane pomówienie. Nie godzi się tak oskarżać najwierniejszego sługi Jego Wysokości…
– Ach, tak? Skaktavl jest innego zdania.
– Ska…?
Wójt był tak wstrząśnięty, że odebrało mu mowę. Przeklinał w myśli swoich ludzi, którzy nie sprawdzili, czy Skaktavl naprawdę zginął.
Nikt jednak nie zwracał na to uwagi, wszyscy pobiegli ku drzwiom do stajni.
– Skaktavl mówił, że tu jest wejście – powiedział Kaleb, którego nerwy napięte były do ostateczności. – Wygląda na to, że obora jeszcze się nie zapaliła. Prośmy Boga, żeby nie było za późno.
– Tam nic nie ma – krzyczał wójt, którego prowadzili ze sobą. Pochodnie oświetliły otwarte drzwi obory. – Jak wszyscy widzą, pomieszczenie jest puste.
Stanęli w przejściu.
– Na Boga, co znaczą te przegrody? – zastanawiał się Andreas.
– Trzymali tu owce – pospieszył wójt z wyjaśnieniami.
Kaleb obejrzał paliki i stwierdził, że drewno jest zupełnie świeże.
– Całkiem niedawno je tu wbili. Do kogo należy ten dwór?
– Teraz do nikogo. Jak widać, wszędzie pustki.
Gabriella weszła do jednego z pomieszczeń i pochodnią oświetlała klepisko. Nagle podniosła coś z ziemi, po czym wróciła do męża z wykrzywioną bólem, śmiertelnie pobladłą twarzą.
Kaleb jęknął:
– Włosy Villemo! Włosy Villemo!
Chwycił wójta za gardło i potrząsał nim, nie będąc w stanie wykrztusić ani słowa więcej. Trzeba go było oderwać siłą, bo byłby zabił niegodziwca.
Nadzieja opuściła szukających, ogarnęła ich rozpacz. Niklas wpadł do drugiego pomieszczenia, skąd wołał:
– Ktoś tu wisiał na ścianie!
– Nie! – Krzyknął rozdzierająco Brand. – Zamordowaliście syna Mikaela…
Wszyscy wiedzieli, jak trudno jest ugasić gniew Branda, gdy już się rozpali. Wójt, który czuł się osaczony wśród tłumu wrogów, wrzasnął:
– To nie ja, nie ja, to nie moi więźniowie, przysięgam!
– Być może – odparł Andreas chłodno. – Ale Skaktavl był twoim więźniem. Trzymałeś go tu przez cały rok, ty nędzna kreaturo, tylko dlatego, że twoim zdaniem zbyt łatwo uniknął kary za powstanie.
Jeden z mieszkańców Svartskogen od dawna próbował coś powiedzieć.
– Panie asesorze zdaje mi się że słyszałem tętent końskich kopyt, oddalający się stąd zaraz po naszym przybyciu.
– Ja też słyszałem – poparł go inny.
– Tutaj jest droga w dół! – zawołał ktoś trzeci.
– Dokąd prowadzi ta droga? – zapytał asesor wójta.
– Ja… nie wiem.
– Nie udawaj głupiego, bo to się źle dla ciebie skończy!
– Ja… ja myślę, że ona prowadzi do Woller.
– Dziękuję, to właśnie chcieliśmy wiedzieć. Mattias, ja muszę tutaj zostać. Odpowiedzialność za wójta i dragonów spoczywa na mnie i moich ludziach. Ale wy weźcie kilku dragonów z Akershus, zresztą was samych by wystarczyło. Pędźcie co sił do Woller. Przyjadę za wami, jak tylko unieszkodliwimy tych tutaj.
Nie musiał dwa razy powtarzać. Większość obecnych natychmiast dosiadła koni i pognała drogą przez las prosto do Woller.
Okazało się to bliżej, niż sądzili. Opuszczony dwór dlatego tak trudno było znaleźć, że z jednej strony od suchego lądu oddzielały go bagna, a poza tym leżał w głębokiej kotlinie, co prawda w obrębie parafii Moberg, ale bliżej Eng.
Majątek Woller pogrążony był w mroku i ciszy. Budynki ustawione w czworobok ściśle otaczały rozległy dziedziniec. Ku wielkiemu zdziwieniu przybyłych brama stała otworem, więc nie zastanawiając się rozjuszeni wpadli na podwórze.
Komornicy na swoich powolnych szkapach nie nadążali za innymi, część została w tyle. Nieoczekiwanie za pierwszą, stosunkowo nieliczna grupą, brama się zatrzasnęła…
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zemsta»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.