Dominik czekał. Ale pospieszne wyjaśnienia Villemo urwały się.
– Czy to takie trudne?
– Tak, bo… – nie mogła się zdecydować. – Bo piosenka nie była zbyt piękna.
– Nie? – Dominik starał się zachować powagę.
– Prawdę mówiąc, to była po prostu obrzydliwa.
Czekał chwilę.
– Zaśpiewaj ją, Villemo!
– Nnie – szepnęła spłoszona. – Nigdy w życiu.
– I to wszystko, co cię tak gnębi?
Villemo nie odpowiadała.
– A więc jest coś jeszcze? – Jego głos brzmiał ciepło i łagodnie. Zbliżył się na ile mógł do przegrody i wyciągnął do niej ręce. Nie zastanawiając się dłużej, Villemo uścisnęła je.
Pieścił jej dłonie powoli i rytmicznie.
– Czy nie rozumiesz, że chciałbym wiedzieć? Teraz, kiedy jesteśmy zupełnie sami. Pozwól mi marzyć!
Oparła czoło o przegrodę i przymknęła oczy.
– Kiedy oni śpiewali, ja myślałam o tobie. A wtedy z moim ciałem działo się coś dziwnego.
– Jak to odczuwałaś, opowiedz.
– Nie, wtedy udało mi się to stłumić…
– Zdławić ogień?
– Właśnie. Ale skąd wiesz…?
– Mnie także nawiedzały marzenia i fantazje – uśmiechnął się z czułością. – Na twój temat. Choć nie uciekałem się do czarów. Ale powiedziałaś „wtedy”. Czy to znaczy, że innym razem było podobnie?
– Och, tak! – zawołała szczerze, gotowa opowiedzieć wszystko, skoro on wyznał, że doznawał podobnych przeżyć. – To był dopiero początek. Następnego dnia poszłam do lasu. Było tak cudownie ciepło.
– Tak, pamiętam. W Szwecji też mieliśmy bardzo ciepłą jesień. Mów dalej!
Koniuszkami palców gładził jej dłonie, lekko, leciuteńko, ledwie dotykał skóry. Podniecało ją to bardzo, sprzyjało wyznaniom.
Przełknęła ślinę.
– Tam w lesie… znalazłam małą polankę. I wtedy… Nie!
– Tak, Villemo, tak!
Nie krył niecierpliwości. Ona wciąż patrzyła w ziemię, w końcu powiedziała:
– Wyobrażałam sobie, że król gór, to znaczy ty, stoisz w zaroślach i… patrzysz na mnie.
– Że cię pożądam? – zapytał cicho.
– Coś w tym rodzaju, tak. Po raz pierwszy w życiu rozebrałam się i studiowałam swoje ciało.
W oborze zapadła obezwładniająca cisza. Villemo słyszała tylko pospieszny, urywany oddech Dominika.
– Ja… leżałam na mchu. Było gorąco. Nie odważyłam się spojrzeć w stronę zarośli, ale wiedziałam, że podchodzisz coraz bliżej. Że stoisz nade mną.
– Czy położyłem się przy tobie?
– Tak. Dotykałeś mnie. I ja… Nie, tego nie mogę powiedzieć!
– Twoje ciało było rozpalone, czy tak?
– Właśnie.
– Tak, że nie mogłaś dłużej się opierać…
Wstyd po prostu przygniatał ją do ziemi.
– Tak – szepnęła. – Nie mogłam się oprzeć.
Dłonie Dominika drżały. Długo stał w milczeniu, nie mogąc znaleźć słów. – Nie musisz się wstydzić, Villemo. Ja też przeżywałem coś podobnego. Wielokrotnie. Gdy człowiek jest samotny, to normalne.
– Ty także miałeś podobne marzenia? – bąknęła. – Takie fantazje?
– Tak. I zawsze marzyłem o tobie. – Uśmiechnął się z zawstydzeniem. – Villemo, doprowadzasz mnie do ostateczności!
– Jak to? Co masz na myśli?
– Pragnę cię, rozumiesz. Właśnie teraz.
Villemo na moment zamarła, a po chwili rozpromieniła się, jakby słońce rozjaśniło jej twarz.
– Dominiku! – szeptała przejęta. – Ach, najdroższy, najdroższy Dominiku, sprawiasz mi tyle radości! Myślałam, że zachowałam się głupio, wyznając ci wszystko.
Spoglądał na nią łagodnym, dobrym wzrokiem.
– Kochana moja! Przecież należymy do siebie, czyż nie?
– Tak, należymy. Ale ty mówiłeś, że nie masz mi o czym opowiadać, bo brak ci doświadczenia. Mimo wszystko chcę, żebyś opowiedział. O tym, jak marzyłeś o mnie. Taka jestem zarozumiała, że chcę słuchać o sobie. O twoich uczuciach do mnie. Bo ja już za dużo mówiłam o swoich.
– Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie mam dość twoich opowiadań. Ale, owszem, powiem ci.
Milczał przez chwilę. Chciał, by ta atmosfera gwałtownej tęsknoty pochłonęła ich całkowicie. Na dworze przestali już piłować drzewa, dzień chylił się ku wieczorowi, lecz dwoje młodych więźniów zdawało się nie zwracać na to uwagi. Widzieli tylko siebie, znaleźli się w świecie marzeń, w świecie, którego tak naprawdę nie było i nigdy nie miało być.
Dominik mówił teraz ledwo dosłyszalnie.
– Gdybym mógł cię dosięgnąć… to najpierw ująłbym w dłonie twoją twarz. Wpatrywałbym się w ciebie długo, bardzo długo, by na zawsze zapamiętać twoje rysy. Potem dotykałbym wargami twojej delikatnej skóry. Jak w magicznym rytuale całowałbym czoło, powieki, policzki… a w końcu usta.
Villemo westchnęła głośno.
– Taaak – szepnęła.
Pomyślała o swoich okropnie ostrzyżonych włosach, o sinej z zimna twarzy i katarze. Akurat teraz pragnęła być czysta i bardzo ładna. Wiedziała jednak, że nie jest.
Wciąż jeszcze nie dotarło do niej w pełni to niewiarygodne, że oto Dominik stoi tu przed nią i wyznaje jej miłość! Była to myśl tak wspaniała, że nie miała odwagi w nią uwierzyć.
– Mów dalej – prosiła drżąc.
– Potem moje dłonie odkrywałyby ciebie. Wolno, wolniuteńko, i ostrożnie, by cię nie spłoszyć.
Roześmiała się niepewnie.
– Spłoszyć, to nie jest właściwe słowo, Dominiku. Mów dalej!
Przelotny uśmiech rozjaśnił jego twarz.
– Tak wiele pragnąłbym w tobie odkryć. Często ogarniała mnie dojmująca tęsknota, by cię objąć wpół. Niekiedy byłem szalony z pożądania… Chciałem mieć cię naprawdę, mieć… nie, uff, takich rzeczy nie mówi się głośno. Powinienem pozostawić coś także twojej wyobraźni.
– Mojej wyobraźni nie trzeba już pobudzać – jęknęła Villemo. – Dominiku, ja już chyba więcej nie zniosę!
– Ani ja – szepnął.
– Mimo to chcę, żebyś mówił dalej.
– Później moje ręce zsuną się na twoje piersi tuż przy szyi. Od dawna pragnęły tam być. To miejsce pociąga mnie najbardziej. Obejmę twoją szyję… i kark…
Nie miał pojęcia, na ile śmiałe słowa Villemo jest w stanie znieść.
– Wiem – powiedziała szybko. Czuła dreszcz i mrowienie w całym ciele. – Dominiku, sprawiasz, że jest mi… gorąco. Jakby tu ktoś rozpalił ognisko.
– Nie tylko ty to czujesz – bąknął. – Czy mam przestać?
– Nie, nie! Tymczasem ja zarzuciłam ci ręce na szyję. Przytulam się do twojej piersi, nie widzę cię, ale chcę, żebyś znał moje… pragnienia.
Zdesperowani ściskali swoje dłonie.
– Tak – szeptał. – Tak, a gdy ty chowasz twarz na mojej piersi, ja przytulam cię do siebie, podnoszę twoją sukienkę.
– A pod spodem nie mam nic.
– Villemo, posunęliśmy się już tak daleko, że nie sądzę, bym jeszcze był w stanie utrzymać się na nogach. Powinniśmy… Musimy się położyć, nie sądzisz?
Odpowiedziała z westchnieniem:
– Owszem. – A potem szybko dodała przestraszona: – Uważam, że powinniśmy z tym skończyć. To nie do wytrzymania.
– Ja chcę do ciebie.
– Tak, chodź, szybko!
– Przecież już próbowaliśmy. To niemożliwe. Gdybym miał swą zwykłą siłę, na pewno bym wyrwał któryś kołek, chociaż są tak mocno powbijane. Ale teraz ręce mam słabe. Nie dam rady, gdy całe ciało w ranach. Villemo, co robić?
Głos jego zabrzmiał bezradnie, jakoś głucho, i w tym momencie marzenie się rozwiało. Ponura rzeczywistość ukazała im się z całą porażającą ostrością.
Читать дальше