Margit Sandemo - Zemsta

Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Nieszczęśliwa miłość sprawiła, że Villemo, córka Kaleba, została zamieszana w zabójstwo syna potężnego Wollera. Woller poprzysięgł zemstę za wszelką cenę. Po licznych atakach na jej życie Villemo zwróciła się z prośbą o pomoc do kuzyna Dominika Linda. Gdy jednak Dominik przyjechał, okazało się, że Villemo zniknęła bez śladu.

Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Ze wszystkich jurt, pokrytych, jak się okazało, zwierzęcymi skórami, zaczęli wychodzić ludzie. Wskazywali na południe, krzyczeli coś do siebie, wbiegali do domów. Zrobiło się powszechne zamieszanie.

Villemo spojrzała tam, gdzie pokazywali. Zobaczyła grupę jeźdźców, zbliżających się w takim pędzie, że wzbijali w niebo kłęby śniegu. W rękach trzymali dzidy i lance, i wydawali straszne okrzyki bojowe, które brzmiały jakby „kuli, kuli”. Widok napełnił ją przerażeniem.

Jeźdźcy byli jeszcze daleko, lecz Villemo nie o siebie się bała. Ona znajdowała się poza tym. Niepokoił ją los mieszkańców małej osady.

Wyglądało jednak na to, że oni są dobrze przygotowani, zebrali się błyskawicznie, dosiedli małych koników i z totemami wzniesionymi wysoko w górę ruszyli galopem na zachód.

Villemo zrozumiała teraz, że to, co ona widziała, zdawało się, z bliska – napastników na koniach – oni dopiero przeczuwali jako bardzo jeszcze dalekie niebezpieczeństwo. W sennym marzeniu mogła pokonywać wielkie przestrzenie, widziała wszystko, co się poruszało na obu krańcach ogromnej równiny. Jej „przyjaciele” z małej osady mieli w gruncie rzeczy dość czasu.

Zobaczyła napastników, gdy dotarli do osady. Widziała, jak wypędzali bydło, palili domy wściekli, że mieszkańcy zdążyli je opuścić.

Obraz zniknął. Na jego miejsce pojawił się nowy.

Znacznie już mniejsza grupa ludzi brnęła wytrwale naprzód. Opuścili rozległą tundrę, znajdowali się w bardziej górzystej okolicy.

Zobaczyła ich później raz jeszcze. Została już tylko garstka. Nieśli wciąż swoje totemy, a na plecach dźwigali jakieś tajemnicze worki. Rozbili obóz, wyjęli z worków dziwne przedmioty, za pomocą których mogli zaklinać wiatr i pogodę, przyzywali kogoś, pewnie swoich przodków…

Po raz ostatni zobaczyła ich, gdy dotarli do celu. To musiała być jakaś dolina w norweskich górach, bogata i żyzna. Tam się osiedlili.

Villemo poczuła, że nie chce widzieć już nic więcej. przeczuwała, że teraz nastąpi to straszne. Cokolwiek by to było, nie chciała widzieć.

Z całych sił starała się obudzić. Zdawało się to trudne, ale zawsze jest trudno wyrwać się z męczącego snu. Jakby miała mocno sklejone oczy. Wszystko tonęło w tym dziwnym zmierzchu, a senne obrazy mogły znowu napłynąć, jeśli ona się nie pospieszy.

W końcu zdołała uchylić powieki.

Nie bez zaskoczenia stwierdziła, że leży w oborze. Zdążyła o tym zapomnieć, przynajmniej na chwilę.

Pozostała na ziemi, oddychała głośno, tyle ją kosztowała ucieczka od sennej mary. To, co zobaczyła, było tragiczne. Lecz nie budziło grozy, jak została uprzedzona. Nad przyszłością w tym śnie zawisł jakiś cień, czaiła się tam jakaś istota, z którą Villemo nie była w stanie się spotkać.

Jeden z tych, którzy dotarli do celu, miał pójść w złym kierunku, rozumiała to, przeczuwała. A może któryś z ich potomków, to bez znaczenia, bo we śnie przemieszczała się swobodnie w czasie i przestrzeni. Wiedziała jednak, że tego człowieka widzieć nie chce.

Villemo długo leżała wpatrzona w ciemność. Wciąż jeszcze znajdowała się w nieprzyjemnym uścisku snu. Dramatyczna ucieczka z rodzinnej osady wywarła na niej głębokie wrażenie. Była wdzięczna losowi, że nie Widziała, jak grupa traci swoich członków. Widziała ich tylko na różnych etapach, dostrzegała, że jest ich coraz mniej. Co działo się pomiędzy etapami, mogła jedynie zgadywać. Garstka ludzkich istot wędrująca przez bezkresną tundrę w mróz, wichury, śnieżyce…

Teraz przypomniała sobie, gdzie niedawno widziała tę twarz. Wuj Brand pokazał jej i Niklasowi malowidło na drewnie.

Malowidło, od którego oczu nie mogli oderwać. Portret mężczyzny o niezwykłej osobowości.

Tengel Dobry.

I wiedziała też, kim byli ludzie, których widziała we śnie: to jej przodkowie, sprzed wielu wieków, nie wiadomo jak dawno temu.

Ludzie Lodu.

Lud znający sztukę magii, niewielkie plemię z odległych równin na wschodzie.

A ten, z którym spotkania tak się bała, to ów przodek, który wyparł się ludzkiej wspólnoty i zaprzedał własną duszę za marną zapłatę. Mało tego, zaprzedał spokój duszy swoich potomków na długie, długie wieki. Tengel Zły, ten diabeł w ludzkim ciele, o którym wszyscy myśleli jedynie z gorzką niechęcią. W tym momencie, leżąc w oborze, wyczerpana, przemarznięta, z ostrzyżonymi włosami, skazana na śmierć, Villemo podjęła decyzję, że będzie walczyć. O życie swoje i Dominika, a także z przekleństwem, które rzucił na nich Tengel Zły.

Nie miała wątpliwości, że w tej walce potrzebować będzie pomocy i wsparcia.

Wcale nie była pewna, czy to tylko sen, czy też wciąż ktoś jest z nimi w oborze! Ona, ta piękna młoda kobieta, która nigdy nie opuszcza swoich bliskich w potrzebie. Choć zmarła co najmniej pięćdziesiąt lat przed urodzeniem Villemo, ona znała jej imię, wiedziała, kim jest.

Sol zapowiedziała, że będzie wracać. Po to, by pomagać, lecz także odradzać się w innych osobach. Tak, i wszyscy mówili, że babcia Cecylia ma w sobie bardzo wiele z Sol. A czy i Villemo nie miała?

Pewna nie była, lecz z całego serca pragnęła w to wierzyć.

Dominik poruszył się, jęknął przez sen i przewrócił na drugi bok. Nie chciała go budzić, powinien spać ile może, lecz jego ból odczuwała jak własny.

Dominiku, najdroższy, myślała. To moja wina, że się tu znalazłeś. Ale mimo wszystko jestem wdzięczna losowi, że możemy być razem.

Ogarnęła ją fala czułości i smutku. Świadomość, że pociągnęła go za sobą w to swoje nieudane życie, sprawiała jej dojmujący, niemal fizyczny ból.

Skuliła się na twardym klepisku i próbowała jeszcze zasnąć. W oborze panowało przejmujące zimno, a nie mieli nic, żeby się przed nim ochronić. Minęła co najmniej godzina, nim jej ciało zapadło w drzemkę, a ona pogrążyła się w nowych marzeniach sennych.

Dziwne, lecz natychmiast znowu pojawiły się tamte roziskrzone, świecące, przyjazne oczy. Tym razem jednak był to zupełnie inny sen.

Biegła pomiędzy niskimi zabudowaniami w jakimś dworze przypominającym Tobronn, ale to nie było tam. Próbowała ukryć się przed kimś, kto ją gonił.

I znowu usłyszała wołanie. To był głos młodej kobiety.

– Dlaczego uciekasz, Villemo? Pozwól mu się złapać. Nic ci nie zrobi!

Villemo zauważyła, że mocno trzyma rękami spódnicę.

– Nie – mówiła, potrząsając głową. – Tego mu nie wolno. Jesteśmy za blisko spokrewnieni.

– Ech, jakie to ma znaczenie? Czy zawsze musimy trzymać się konwenansów? Trzeba brać z życia jak najwięcej, dopóki się żyje. Wskakuj z nim do łóżka jak najszybciej, on tego pragnie i ty także.

– Tak, ale to niebezpieczne!

– Nie, skądże! To cudowne, wspaniałe! Dużo bardziej rozkoszne niż spotkanie z królem gór i wszystko.

Villemo wytrzeszczała oczy na swą rozmówczynię.

– Ale ja słyszałam inną historię. O Sol, która nie znajdowała szczęścia w ramionach ziemskiego mężczyzny.

Piękna zjawa odwróciła się.

– Ty nie jesteś mną. Jesteś jedną z tych, które potrafią kochać zwykłego mężczyznę, ty nie potrzebujesz szukać króla gór ani innych książąt.

W jej głosie brzmiał smutek. Choć Villemo wiedziała, że to tylko sen i że wszystko pochodzi z jej własnej fantazji, niedola Sol przejmowała ją tak głęboko, że zaczęła płakać. I zaraz się obudziła, z twarzą zalaną łzami i gardłem ściśniętym od płaczu.

Co było snem, co fantazją? Obrazy z życia Ludzi Lodu? Skąd się brały? Czy powstawały tylko w jej mózgu? Nie miała pojęcia, czy Ludzie Lodu naprawdę przybyli ze wschodu. A Sol? Nie mogła chyba mówić do niej tak otwarcie, to niewątpliwie fantazja Villemo wywołała ów obraz.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zemsta»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Margit Sandemo - Gdzie Jest Turbinella?
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Przeklęty Skarb
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Kobieta Na Brzegu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Cisza Przed Burzą
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Zbłąkane Serca
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Lód I Ogień
Margit Sandemo
libcat.ru: книга без обложки
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Milczące Kolosy
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Skarga Wiatru
Margit Sandemo
Отзывы о книге «Zemsta»

Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x