Dlaczego ciągle porównuję go do Maćka? – beształa się w duchu Ewa. Nie chciała, by tamta znajomość rzutowała w jakikolwiek sposób na jej relacje z Leszkiem. A zapowiadały się one całkiem obiecująco.
Polubiła Leszka bardzo, mimo że nawet przecież go nie widziała. Zaabsorbował jej myśli do tego stopnia, że korespondencja z mężczyznami z Internetu przestała w ogóle ją interesować. Nudziła się czytając niemalże identycznie brzmiące maile:
– Przyjeżdżam jutro do twego miasta. Chciałbym prosić, byś zechciała mi pokazać Lublin.
– Chciałem zaprosić cię jutro na kolację. Tak się składa, że będę w interesach w twoim mieście.
– Mam jutro do załatwienia pewną sprawę w Lublinie. Możemy się więc spotkać.
Śmieszyli ją ci mężczyźni – żonaci frajerzy, którzy uważali się za Casanovów. Wyjeżdżali w interesach, zostawiając w domach niczego nie podejrzewające i ufne małżonki, sami zaś oddawali się wyuzdanym harcom pod osłoną obcego miasta. Mamili swe ofiary na ładne gadki o braku zrozumienia w małżeństwie, albo umawiali się wprost na zwykły sportowy seks, ot, by życie było ciekawsze.
Tak naprawdę wcale nie chcieli słuchać o jej problemach, a już na pewno dalecy byli od udzielania jej dobrych rad.
Ewa zrozumiała, że straciła niepotrzebnie mnóstwo czasu, próbując uwierzyć w przyjaźń w wirtualnym świecie maili i sms-ów.
Na szczęście miała teraz Leszka, który dzwonił zawsze, ilekroć czuła się samotnie i nieszczęśliwie i posyłała mu strzałeczkę na jego komórkę. Tak jak wczoraj, gdy znów doszło w jej małżeństwie do kłótni.
Zaczęło się niewinnie. Poprosiła męża, by naprawił uszczelkę przy zlewie.
– Nie mam teraz czasu – odparł. – Przygotowuję się do wyjazdu.
– Tym bardziej powinieneś ją naprawić – oznajmiła – skoro znowu nie będzie cię kilka dni.
– Powiedziałem ci już, nie mam czasu.
Ewa zaczęła sama majstrować przy baterii. Tomek niespodziewanie znalazł się tuż obok.
– Daj to! – rozkazał, wyciągnąwszy rękę po kombinerki.
– Nie trzeba. Zrobię to sama, jeśli ty masz ważniejsze obowiązki. Najlepiej zadzwoń do swojej dziwki i zapytaj, czy dvd działa w porządku.
– Nie można z tobą wytrzymać – powiedział zabierając się za nieszczęsną uszczelkę. – Właściwie cieszę się, że znów wyjeżdżam.
– Jeśli chcesz, możesz nie wracać – powiedziała ze stoickim spokojem. – Poradzę sobie i bez ciebie. I tak niewielki pożytek…
Cisnął ze złością kombinerki w zlew. Miał dość jej uszczypliwych uwag.
– Uważaj, bo kiedyś naprawdę mogę nie wrócić – ostrzegł ją.
– Nie strasz mnie – wzruszyła ramionami – twoje groźby przestały na mnie działać. I lepiej sam uważaj.
– Na co?
Nie odpowiedziała, tylko roześmiała się drwiąco.
Patrzył, jak wychodzi do pokoju i znów zaczyna przymierzać te swoje szmatki. Co się z nią działo? To nie była jego żona, tylko zupełnie inna kobieta. Zimna i obca.
Nie miał pojęcia, jak odzyskać tę dawną Ewę.
Jakiś czas później, gdy Tomek wyjechał już w interesach, Ewa puściła sygnał do Leszka. Zadzwonił niemal natychmiast.
– Nie martw się, mała – pocieszył ją. – I tak trzymaj, bądź stanowcza. Niech twój facet wie, że jesteś kimś cennym. Nie powinien tylko brać. By zasługiwać na ciebie, musi też coś z siebie dawać.
Ewa była wdzięczna wirtualnemu przyjacielowi za te słowa. Tak, właśnie tak zrobi. Najważniejsze to nie dać ponieść się emocjom.
Szła na randkę z Leszkiem wyzbyta jakichkolwiek oczekiwań. Nie chciała wyobrażać, by nie rozczarować się jego osobą. Leszek był czystą kartką, którą zamierzała zapisać dopiero podczas ich spotkania twarzą w twarz.
– Znowu to samo – denerwowała się Marta. – Czy ty nie masz żadnych obaw przed tą randką?
– Nie, dlaczego? Przecież ja nie chadzam z tymi facetami do łóżka. – Ewa przemilczała przed przyjaciółką porażkę sprzed tygodnia. – Pogadamy trochę przy piwie, to wszystko.
Zresztą Marta i tak wydawała się nie rozumieć jej problemów. Dla niej było wszystko albo czarne albo białe. Nie wyobrażała sobie, jak Ewa mogła nie wyrzucić męża z mieszkania, odkrywszy jego zdradę. Kiedyś Ewa miała takie same poglądy, jak przyjaciółka. Teraz to się zmieniło. Ewa się zmieniła.
Szła teraz ulicą, niepewna, kogo spotka za chwilę. Knajpka „Wiedeńska", w której się umówili z Leszkiem, była miejscem częstych wypadów Ewy z kolegami z roku. Wybrała tę restauracyjkę, ponieważ czuła się pewniej w znajomym miejscu, niż gdyby znów miała rozczarować się jakąś spelunką szumnie nazywaną zajazdem.
– Jak cię poznam? – zapytała, gdy zadzwonił przed kilkoma minutami.
– Będę czekał na zewnątrz. Mam na sobie dżinsową bluzę i jasne spodnie.
– A ja… – zawahała się, nie wiedząc, jak ma siebie opisać – po prostu zobaczę wysokiego przystojniaka pod „Wiedeńską" i od razu będę wiedziała, że to ty.
Skręciła w przecznicę w lewo i na chwilę zaparło jej dech. Leszek już czekał. Szła do niego, wpatrując się jak urzeczona w jego przystojną twarz. Był rzeczywiście wysoki. Mimo że miała na sobie szpilki, musiał się mocno pochylić, by cmoknąć ją w policzek na powitanie.
– Cześć, mała – powiedział przy tym. – Z daleka domyśliłem się, że to ty.
– Cześć – odparła onieśmielona, jak gdyby rozmawiała z nim po raz pierwszy. Był taki inny niż Maciek. Znowu zbeształa się za wspomnienie faceta z penisem wielkości fasolki szparagowej.
Pozwoliła poprowadzić się do środka.
Leszek zachowywał się swobodnie. Popijając piwo pozwolił, by jeszcze raz opowiedziała mu historię związaną ze zdradą jej męża, wysłuchał też z ciekawością, jak udało jej się zdobyć certyfikat jakości dla firmy. Potem opowiedział jej o sobie. Był wysokim urzędnikiem w firmie produkującej wyroby cukiernicze. Zwyczajnie pracował w Toruniu, jednak jego firma często delegowała go do placówek rozsianych po kraju, by kontrolował tamtejsze filie.
Potem rozmawiali o przeróżnych rzeczach – o zainteresowaniach, przyzwyczajeniach, o zwyczajnym życiu.
– Jak sobie mnie wyobrażałaś? – zapytał ją w którymś momencie. Onieśmielenie, jakie wywołało spotkanie z nieznajomym, już niemal się ulotniło, teraz Ewa odpowiadała na pytania towarzysza pewnie i rzeczowo.
– Nie wyobrażałam cię sobie wcale. Na wypadek, gdybym miała się potem rozczarować rzeczywistością.
– I jak wypadła rzeczywistość?
– Nie rozczarowałam się. Wręcz jestem zaskoczona, bo wypadasz naprawdę pomyślnie. A… ja? – zadała wreszcie dręczące ją pytanie, chociaż wcale nie była pewna, czy chce usłyszeć odpowiedź.
– Ty? Masz najdłuższe nogi w Warszawie. – To był oczywiście komplement. – Uwielbiam kobiece nogi. W przeciwieństwie do was, wy podobno wolicie męskie pośladki.
Zaśmiała się.
– Skąd te dane?
– Tak mówią statystyki – zawtórował jej swym niskim męskim głosem.
– W takim razie, nie mogę ci odpowiedzieć komplementem, bo nie widziałam twojego tyłeczka. – Nie wierzyła, że mogła tak powiedzieć do dopiero co poznanego mężczyzny.
Jemu najwyraźniej jednak odpowiadał taki lekki styl rozmowy, bo podchwycił szybko:
– Jak chcesz, mogę ci pokazać. – Zaśmiał się znowu. – Tu i teraz. Tu mnie wszyscy znają, wierz mi, nie będą się wielce dziwić.
– Wolę nie – zawstydziła się.
– Coś ty, mała, żartowałem. Powiedz mi jeszcze – szybko zmienił temat – jak tam ci idzie randkowanie przez Internet.
Читать дальше