– Powiedziałam, że nie wiem, gdzie powinnam się zatrzymać.
– W każdym razie służę pomocą, gdybyś chciała przekroczyć tę granicę, o której nie wiesz, gdzie jest, ale doskonale będziesz wiedziała, gdy już znajdziesz się po drugiej stronie.
Zmieszała się z lekka. Już przecież przekroczyła tę granicę. Dokładnie tydzień temu. I bardzo tego żałowała, a najbardziej była na siebie wściekła za to, że tak nieprzemyślanie pozwoliła przelecieć się pierwszemu facetowi, jaki tego zapragnął. Z drugiej strony, skoro to zrobiła i świat przy tym nie zawalił jej się na głowę, to co by się stało, gdyby pozwoliła sobie na zdradę raz jeszcze? Zwłaszcza, że ten obecny potencjalny kochanek wypadał o niebo lepiej od poprzedniego. Ale uraz po nieudanej nocy sprzed tygodnia pozostał. Gdyby nie to, Ewa sama zaciągnęłaby szalenie przystojnego Leszka do łóżka w wynajętym przez siebie pokoju. Ale kto zagwarantowałby jej, że z nim byłoby jej dobrze? Po raz pierwszy tego wieczora pomyślała o mężu, o tym, jak wspaniale umie pieścić jej ciało, jak zna każdy jej czuły punkt, jak umie rozpalić do szaleństwa jej zmysły… Jednak Tomek nie potrafił dać Ewie takiego luzu, jaki przeżyła z poznanym kilka godzin wcześniej mężczyzną, nie zabierał jej do dyskoteki, izolował od swych znajomych.
Doszli w końcu do drzwi bloku, w którym Ewa wynajmowała pokój.
– Zaprosiłabym cię na górę – powiedziała – ale nie mieszkam sama.
– Nie musisz się tłumaczyć. Nawet jeśli tam, na górze, nikogo nie ma, to nie powinnaś mnie zapraszać, jeśli tego nie chcesz. I mnie nic do tego.
Jakże cieszyła się, że nie nalegał, że ją rozumiał. Jakże pragnęła, by to, co przeżyli dzisiaj, powtórzyło się jeszcze kiedyś. Leszek jakby odgadł jej myśli.
– Fajnie byłoby się jeszcze spotkać – powiedział. – Bardzo miło spędziłem z tobą czas i… normalna z ciebie laska, zupełnie nie jak mężatka.
Oboje wybuchli gromkim śmiechem.
– Możemy się spotkać za dwa tygodnie, mam wtedy kolejny zjazd.
Ewa już miała wejść na klatkę schodową, zawahała się jednak, odwróciła się do Leszka i spoważniała, patrząc na niego wyczekująco. On odgadł jej myśli i pochylił się nad nią. Kiedy dotknął wargami jej ust, aż jęknęła z rozkoszy. Już wiedziała to, nad czym zastanawiała się całą noc. Jego usta smakowały jak najprzedniejszy nektar. Poddała się naciskowi jego warg, ale nie padli sobie namiętnie w ramiona. Ich pocałunek był nieśmiały, delikatny i jakby niewinny. Długo obydwoje delektowali się nim, nim wreszcie niechętnie rozłączyli swe usta. Stali teraz naprzeciw siebie, w milczeniu, jakby bali się spłoszyć to, co wydarzyło się między nimi.
Wreszcie Leszek pogładził ją po policzku.
– Umrę z tęsknoty przez te dwa tygodnie – powiedział głosem zmienionym pożądaniem. – Już nie mogę się doczekać. A jutro zadzwonię. Fajna jesteś, Ewo.
Ewa wróciła do pustego pokoju cała w skowronkach. Marta tego weekendu nie mogła przyjechać na studia. Szkoda – pomyślała – nawet nie mam komu się zwierzyć ze swej radości.
Długo nie mogła zasnąć, tak była podekscytowana nową znajomością. Leszek bardzo jej się spodobał. Przy nim czuła się wartościowa, potrzebna, piękna i taka młoda… i te jego pięknie wykrojone usta. Widziała je, gdy tylko zamykała oczy. Szkoda, że mieszkał i pracował tak daleko od Lublina. Gdyby nie to, chętnie spotykałaby się z nim częściej.
Ani przez moment nie przyszło jej do głowy, że przecież tak naprawdę nie ma mu nic do zaoferowania.
Tak jak obiecał, zadzwonił w poniedziałek z samego rana.
– Cześć, mała, jak tam studia? A co w domu?
Opowiedziała Leszkowi z radością, jak zaliczyła wczoraj jeden z trudniejszych egzaminów, mimo że niewiele się przygotowała, woląc ten czas poświęcić na ich specyficzną randkę. Potem usłyszał od niej historię, jak to wróciła z pracy i zastała młodszą córeczkę Ewelinę z grzywką wyciętą do zera. Ot, dziecko ćwiczyło posługiwanie się nożyczkami. Potem z kolei on opowiedział jej, jak zjawili się u niego kontrolerzy i odkryli cztery palety słodyczy, które nie były zewidencjonowane w podlegającym mu magazynie, jednym słowem, został przyłapany na szwindlu. Nagle powiedział:
– Mój ojciec znowu chce mnie ożenić.
Podczas ich spotkania dużo mówił jej o sobie, wiedziała, że ma ojca w Stanach, że to były pracownik bezpieki, który wyemigrował do Ameryki tuż po obaleniu komunizmu. Leszek wychowywał się z matką i młodszą siostrą. Ojciec niedawno ożenił się z młodą Jamajką i żyło im się szczęśliwie na Long Island w Nowym Jorku.
– Ty to masz ciekawe życie – roześmiała się Ewa.
– Mam problem, Ewo. On wybrał dla mnie taką laskę z Wrocławia, z którą kiedyś byłem na weselu. To córka jednego z dawnych partyjnych dygnitarzy, kumpla mego starego. I oni obaj, ci nasi starzy, chcą nas związać węzłem małżeńskim. Wiesz, takie połączenie dwóch królestw. A ja nienawidzę tej dziwki. Puszcza się z takim jednym, Hubercikiem, to niech się z nim żeni. Ale ona wybrała ponoć mnie. Jej stary kazał jej wyjść za mąż, bo wtedy, jako mężatka, dostanie jakąś kasę po bajecznie bogatym stryju, a jeśli nie, to kasa przypadnie jej kuzynowi, trochę to skomplikowane, takie tam sprawy spadkowe. Z kolei mój stary umyślił sobie w Polsce wielki biznes za te pieniądze. Chodzi o rynek farmaceutyczny. Sam nie chce wracać do kraju. Boi się wymiaru sprawiedliwości. Więc chce obsadzić mnie na tym tronie.
– No to się nie żeń. – powiedziała Ewa. – Powiedz to ojcu i…
– O nie, mała, nie znasz mego ojca. On sobie zamyślił ten mariaż, bo tak jest lepiej dla jego interesów. Inaczej wydziedziczy mnie i będzie problem.
– Zupełnie nie wiem, co mam ci poradzić.
– Pomożesz mi zdemaskować tę dziwkę. Jak znajdę dowód, że się puszcza, zmuszę ją, by odstąpiła ode mnie jako kandydata do jej kurewskiej ręki.
– Jeśli tylko będę umiała.
– A ja w zamian zrobię coś dla ciebie.
– Och, nie musisz, pomogę ci i tak. A… co masz na myśli?
– Zaczaruję dziwkę twego starego, tak, że wyśpiewa mi, co ich naprawdę łączyło.
– Zgoda. – Ewa wcale nie miała pewności, czy chce się tego dowiedzieć.
Przez kilka dni nie wracali do rozmowy o planowanym ślubie Leszka. Ewa nie wzięła tego na poważnie, niemal zapomniała, o co ją prosił. Rozmawiali często przez telefon, zawsze będąc w pracy i często wieczorami, gdy jej męża nie było w domu.
Uwielbiała, gdy Leszek do niej dzwonił. Gdy tylko czuła się samotna czy przygnębiona, albo gdy Tomek znowu przyprawiał ją o mordercze myśli, wystarczyło puścić strzałeczkę do przyjaciela, a on niemal natychmiast do niej dzwonił. Umiał słuchać i umiał pocieszyć. Już nie tylko go lubiła. Stał się dla niej po prostu niezbędny.
W niedzielę zadzwonił sam, w środku dnia, nie czekając na strzałeczkę od niej. Przestraszyła się widząc, kto dzwoni. Tomek był w domu, akurat siedzieli przy stole jedząc obiad.
– Musisz mi pomóc – usłyszała.
– Poczekaj – odparła wychodząc do sypialni i starannie zamykając za sobą drzwi.
– Kto to był? – zapytał Tomek, gdy po kwadransie wróciła do jadalni.
– Nikt.
– Nikt by do ciebie nie zadzwonił. Pytam, kto to był?
– Mówiłam ci, nikt – powtórzyła ze stoickim spokojem.
Z ironią popatrzyła, jak Tomek bierze jej komórkę i zaczyna w niej szperać. Nie miała w niej nic do ukrycia. Dokładnie pilnowała, by usuwać wszelkie rozmowy i sms-y z pamięci telefonu. A kilka potrzebnych jej numerów znała na pamięć.
Читать дальше