– Nie widzę numeru, spod którego właśnie do ciebie dzwoniono – powiedział ze zdenerwowaniem.
– I co? – wzruszyła ramionami.
– Kto to był?! – zapytał tym razem z krzykiem.
– Mówiłam ci już – odpowiedziała słodko. – Nikt.
– Ewa!
– Nie denerwuj się, mój drogi, to ktoś w interesach – ciągnęła niezrażona.
– A może to kochanek do ciebie?!
– Może.
– Pytam, kto to jest, do jasnej cholery?!
– Nikt. Ktoś w interesach. Kochanek. Czy to nie wszystko jedno?
– Wzruszyła ramionami i wyszła do pokoju.
Tomka przerażał ten cyniczny chłód u swojej żony. Niby wszystko wróciło do normy. Byli ze sobą, sypiali razem. Chodzili na zakupy, przygotowywali posiłki, zajmowali się dziećmi. Na powrót stali się normalnym małżeństwem.
Nie rozmawiali ze sobą. O tym, co czują, czego pragną. Zdał sobie sprawę, że tylko on sam uwierzył w to, że Ewa mu wybaczyła. Prawda była inna. Ona żyła przy nim jakby na pozór, a tak naprawdę była gdzieś daleko. Nie ciałem. Myślami.
Poszedł za nią do pokoju.
– Chciałbym, by było, jak dawniej – powiedział cicho. Cała jego złość gdzieś się ulotniła.
– Nigdy nie będzie, jak dawniej – odparła. – Liczysz na coś, co jest całkowicie nierealne.
– Myślałem, że mi wybaczyłaś.
– Bo wybaczyłam. – Ewie przemknęło przez myśl, że to jej własna zdrada pchnęła ją na powrót w ramiona męża. Przecież to, że znów znaleźli się we wspólnym łóżku, tak naprawdę niczego nie załatwiało. Tomek cały czas utrzymywał, że nic go z tamtą kobietą nie łączyło, a jeśli nawet, to Ewa nie miała znikąd pewności, że się skończyło.
– Więc dlaczego jesteś tak daleko ode mnie? – spytał.
– A czego się spodziewałeś? Nie potrafię ci już ufać jak kiedyś.
– Ja cię kocham, Ewo – wyznał szczerze. Przytulił mocno żonę, a gdy milczała, zapytał: – A ty?
– Co ja?
– No… czy ty mnie jeszcze kochasz?
Spojrzała mu głęboko w jego cudne zielone oczy. A potem powiedziała coś, co z taką determinacją starała się wdrożyć od tygodni.
– Nie kocham ciebie, Tomku.
Jakże pragnęła, by to była prawda.
Późnym wieczorem Ewa wymknęła się z sypialni i zamknęła w łazience. Miała szczęście. Tomek spał od dobrej godziny.
Usiadła na wannie, ściskając w dłoni swój telefon komórkowy. Czekała na znak. Nie czuła się dobrze w roli detektywa, jaką przypisał jej Leszek. Mimo wszystko jednak pragnęła z całego serca mu pomóc. Była mu wdzięczna za to, że on starał się pomagać jej. Mogła na niego liczyć w każdej chwili. Był na jedno skinienie, na jedną telefoniczną strzałeczkę. Dzwonił do niej zawsze, gdy chciała z nim rozmawiać, a potem wysłuchiwał cierpliwie jej rozterek i zmartwień. Po raz kolejny Ewa pożałowała, że są od siebie tak daleko.
Telefon w jej dłoni zawibrował tak gwałtownie, że aż podskoczyła przerażona. Ktoś puścił do niej strzałkę. Spojrzała na wyświetlacz, widniał na nim znajomy numer. Nareszcie. Wykasowała to połączenie, nie chciała zostawiać w swoim telefonie żadnych śladów swoich netowych znajomości. A potem zadzwoniła do Wrocławia.
– Cześć – powiedziała wesoło, gdy usłyszała w słuchawce męski głos.
– Cześć – z lekkim wahaniem odpowiedział jej rozmówca.
– Dzwonię, tak jak się umawialiśmy – skłamała. – Dziś niedziela – dodała tajemniczo.
– A z kim mam przyjemność?
– Coś ty! Nie pamiętasz? Tu Anka, poznaliśmy się w dyskotece dwa tygodnie temu. Dałeś mi swój numer i powiedziałeś, że najlepiej zadzwonić do ciebie w niedzielę…
– Nie pamiętam – odparł niezrażony. – Czy możesz mi jakoś przybliżyć… – Ewa usłyszała, jak gdzieś w pobliżu jej rozmówcy zadzwonił inny telefon -… nieco dokładniej okoliczności naszej znajomości?
Ewa ze wszystkich sił przycisnęła słuchawkę do ucha i wytężyła słuch.
– Naprawdę nie pamiętasz? – powiedziała by zyskać na czasie.
W tym momencie w słuchawce usłyszała drwiący kobiecy głos:
– Halo? A, cześć kochanie. Co tam, Lesiu, u ciebie? Kupiłeś już obrączki na nasz ślub? Co? Nic nie robię, jestem u koleżanki…
– Nie pamiętam – mówił do Ewy Hubert.
Ewa przerwała połączenie.
Nie minęła minuta, gdy jej telefon znów zadzwonił.
– I co? – dopytywał się gorączkowo Leszek. – Słyszałaś coś w tle?
– Niezła suka z tej twojej wybranki serca – powiedziała Ewa. – A swoją drogą masz już te obrączki, czy nie?
Leszek zacisnął ręce w pięści. Więc jednak przeczucie go nie myliło. Dorota ciągała się z Hubertem we Wrocławiu i liczyła na to, że wyjdzie za Leszka. Co kłuło się w jej chorej główce, Bóg raczył wiedzieć. Kiedyś, gdy ją poznał i poszli razem na wesele, miło spędzili imprezę w swoim towarzystwie. Były tańce, wesoła zabawa, a potem seks przez trzy dni. Na wieść od ojca, że to z nią ma się ożenić, Leszek myślał nawet przez moment, że dziewczyna się w nim zakochała. Ale wywiedział się tu i ówdzie o jej chłopaku Hubercie i zgłupiał zupełnie. Jego męska duma nie pozwalała mu wziąć żony, która pieprzy się ukradkiem z kochankiem. Dorota chciała przyprawić mu rogi, nim jeszcze stała się jego żoną. Gdyby nie to, sam byłby zadowolony z bogatej dziewczyny, jaką ojciec wybrał mu za żonę.
Na szczęście Leszek miał teraz pewność, że jest dla Doroty tylko pionkiem, niezbędnym w jej drodze do pieniędzy stryja, a przy tym tak przydatnym ze względu na koneksje polityczne i biznesowe.
Dorota była wyrafinowaną wypieszczoną lalunią, przyzwyczajoną mieć wszystko na zawołanie, na jedno tupnięcie nogą, nie tak jak Ewa, twarda dziewczyna, mocno doświadczona przez los. Żal mu było tej kobiety, którą poznał zaledwie przed tygodniem. Z taką to dopiero byłoby fajnie dzielić życie. Ale Ewa była zajęta. I mocno zakochana w mężu, chociaż tak gorliwie temu zaprzeczała.
Następnego dnia przyszła pora, by Leszek zrewanżował się Ewie za przysługę.
– Cześć, Sylwia – powiedział wesoło do słuchawki.
– Cześć – odpowiedział mu młody kobiecy głos.
Sylwię zaskoczył ten telefon. Nie miała takiego numeru w książce telefonicznej swojej komórki, dlatego zdziwiła się mocno, bowiem ton głosu Leszka wskazywał, że znają się bardzo dobrze.
– No tak, nie poznajesz mnie – zauważył wesoło. – Jestem Leszek.
– Jakoś nie przypominam sobie…
– Poznaliśmy się wiosną na imprezie u… Jezu, nawet nie pamiętam jej imienia…
– Może… u Ulki?
– No nie wiem… – teraz on udał, że się mocno zastanawia. – może i u Ulki… W każdym razie dałaś mi swój numer telefonu i… zadzwoniłbym wcześniej, tylko nie chciałem wchodzić nikomu w paradę.
– Dlaczego? – zdziwiła się.
– No bo… często widziałem cię potem z takim starszym gościem. Dużo starszym od ciebie. I wyglądaliście na szczęśliwą parę. A teraz od jakiegoś czasu już was razem nie widuję i pomyślałem sobie… Może poszłabyś ze mną na imprezę? Jeśli, oczywiście, twój przyjaciel nie będzie miał nic przeciwko temu. Jak mu tam… Tomek?
– Nie mam już tamtego przyjaciela – powiedziała chłodno. – Skończyło się.
– O, no to mam szczęście. Jesteś wolna.
– Jestem.
– W takim razie zadzwonię do ciebie, jak tylko moi kumple potwierdzą tę imprezę.
– Będzie mi bardzo miło.
– Od tamtej pory dzwoniłem do Sylwii jeszcze kilka razy – mówił Leszek, rozkoszując się tym, jak Ewa przeczesywała jego gęste czarne włosy.
Читать дальше