Po długiej grze wstępnej, wbrew samej sobie, pozwoliła mu wejść w siebie. Maciek bardzo się starał. Robił takie miny i wydawał takie dźwięki, jak gdyby pozował do filmu porno. Mało brakowało, a wybuchłaby śmiechem. Jego wyolbrzymione mniemanie o sobie, przerośnięte ego i jego maleńki penis. Nic nie czuła. Zupełnie nic. Fasolka szparagowa. Okropność.
Wreszcie jej partner jęknął jakoś tak szczególnie przejmująco. Domyśliła się, że przeżywa orgazm.
Usnął niemal natychmiast po tym, jak zsunął się z niej na tapczan. Leżała przez chwilę nasłuchując jego miarowego oddechu, po czym przeszła na drugie posłanie. Już nie liczyło się to, że nie spojrzy w oczy mężowi.
Teraz nie bardzo wiedziała, jak spojrzeć w oczy samej sobie.
Jeszcze nigdy chyba Ewie nie dłużyła się tak bardzo droga z Warszawy do domu. Jechała najprędzej, jak mogła, dociskając pedał gazu do podłogi. Samochód gnał grubo ponad sto czterdzieści na godzinę, a jej i tak się wydawało, że wlecze się z prędkością ślimaka.
W duchu przeklinała własną głupotę.
To nie miało tak być!
Kiedy obudzili się rano z Maćkiem, on liczył na jeszcze jakieś wrażenia erotyczne. Ona jednak była stanowcza. Wciąż mając w pamięci nieudane zbliżenie z poprzedniego wieczora, chciała jak najprędzej wyjść z ciasnego i obskurnego pokoju zajazdu.
– Następnym razem przespacerujemy się nad zalewem – powiedział Maciek, ubierając się. Już nawet nie próbował jej pocałować. Zauważył, w jakim jest nastroju. Cóż – pomyślał – głupia dziwka ma wyrzuty sumienia. Miałem pecha, że jestem jej pierwszym facetem po mężu.
Nie będzie następnego razu – pomyślała Ewa, pakując swoje rzeczy do torby.
Ani myślała iść tego dnia na zajęcia. Nie mogła doczekać się chwili, kiedy wróci do swojego mieszkania i zmyje z siebie upokorzenie i hańbę, jakiej się dopuściła. Czuła się okropnie przez to, co zrobiła.
Było coś jeszcze, co kazało jej gnać do domu niemal na oślep. Nie mogła doczekać się dotyku własnego męża.
Dojechawszy do Lublina zostawiła samochód przed blokiem i pognała na górę.
Było niedzielne przedpołudnie.
– Jesteś dziś wcześniej – zauważył Tomek, podnosząc głowę znad gazety. – Dużo wcześniej.
Nie odpowiedziała, tylko zamknęła się w łazience. A potem długo stała pod strumieniem gorącej wody, jak gdyby to ona miała zmyć z Ewy jej wstyd.
Usłyszał odgłos bosych stóp na terakocie. Podniósł głowę znad gazety. Widok, jaki ukazał się jego oczom, wprawił go w osłupienie.
Jego żona stała przed nim naga i drżąca, piękna i tajemnicza. Od tygodni jej takiej nie widział.
Podeszła do niego i pociągnęła za ręce, by wstał, po czym niespodziewanie zarzuciła mu ramiona na szyję.
– Kochaj mnie, Tomku – wyszeptała.
Nie dopuścił, by musiała to powtarzać.
Długo potem, gdy leżeli zmęczeni miłością, Tomek popatrzył Ewie głęboko w oczy.
– Kocham cię, najdroższa – szepnął czule. – Przepraszam, jeśli tak bardzo cię zraniłem.
Ewa nic nie odpowiedziała. Przytuliła się tylko do męża i zamknęła oczy.
Dobrze było wrócić do domu. Dobrze było czuć znajome ciało męża obok własnego.
Moja Ewa wróciła – pomyślał Tomek, nim usnął, szczęśliwy z odzyskania drogiej istoty. – Teraz już wszystko będzie dobrze. Jak dawniej.
Muszę bardziej uważać przy wyborze następnego kochanka – postanowiła Ewa i poprawiwszy się w ramionach męża zasnęła na dobre.
Zima wydała wreszcie ostatnie tchnienie i już na dobre ustąpiła miejsca latu. Polska wiosna stała się jakby kilkudniowym przejściowym stanem pomiędzy chłodem, śniegiem i deszczem, a prażącym słońcem.
Tego roku słońce długo się ociągało, by wreszcie stanowczo zająć miejsce dokuczliwego wilgotnego zimna. Kończyła się druga dekada maja. Wraz z nadejściem majowego ciepła świat ożył nagle. Zieleń trawy nabrała wreszcie soczystości, liście drzew rozpostarły na oścież swe pąki, chłonąc życiodajne światło.
Radosna euforia, jaką Ewa czuła wewnątrz siebie, nie brała się bynajmniej ze zmian w przyrodzie. Nie chodziło też raczej o to, że zaczęła z mężem nabierać bliższego kontaktu. Owszem, jego zdrada już nie wydawała się dla Ewy taka bolesna, zwłaszcza że i ona nie pozostała mu dłużna. Od trzech dni, odkąd wróciła z Warszawy, zobaczyła, jak bardzo Tomek się zmienił. Okazywał żywe zainteresowanie dla jej pracy, opowiadał z entuzjazmem wrażenia ze swej ostatniej związanej z interesami podróży na Litwę. Pomagał Oli w lekcjach i nawet zabrał dzieci do kina. Kochający mąż i ojciec we wzorowej kochającej się rodzince. Ewa zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie trwała ta parodia. Nie bardzo wierzyła w cudowną metamorfozę swego męża. Niemniej Tomek przestał sypiać na kanapie.
To, co wprawiało Ewę w tak radosny nastrój, miało swe źródło zupełnie gdzie indziej. Ewa ze zdziwieniem odkryła, jak łatwo jest znaleźć sobie internetową namiastkę przyjaźni i jak bezboleśnie można ją przerwać. Internetowe znajomości nie były tak trwałe, jak związek dwojga osób. Łatwo można było je nawiązać, jeszcze szybciej z nimi skończyć. Wystarczyło po prostu nie odpowiedzieć więcej na maila czy nie odebrać telefonu.
Tak jak to zrobił przed tygodniem Darino. Tak jak ona zrobiła z Maćkiem.
Maciek nie zadzwonił do niej w poniedziałek, a gdy to ona zatelefonowała do niego we wtorek, wyłgał się, że jest na urlopie.
– Nie mam dostępu do służbowego telefonu – mówił – a przecież nie będę gadał po pół godziny z własnej komórki. Rozmowy są takie drogie…
Tylko że Ewa tym razem mu nie uwierzyła…
Ona też odpoczywała w domu po udanej certyfikacji. Jednak już w środę nie wytrzymała i zjawiła się w pracy, ku zdziwieniu kolegów i dyrekcji.
– Miałaś wypoczywać – zauważył dyrektor Gongiewicz, niemniej nie wyglądał na zawiedzionego. Potrzebował Ewy tu, w biurze. Mieli pilną robotę w związku z kolejnym przetargiem, jednak nie śmiał ściągać jej z tak zasłużonego urlopu.
– W zasadzie nie było po czym, panie Jarku – posłała mu serdeczny uśmiech.
Tak naprawdę aż paliło ją, by odebrać pocztę elektroniczną. Jeśli Maciek nie dzwonił, to może przysłał jej jakiegoś maila, cokolwiek, co zmniejszyłoby w niej poczucie winy. Ale listu od sobotniego kochanka nie było. Nie bardzo wiedziała, jak ma się zachować. Po chwili namysłu sama napisała kilka słów.
– Zawsze, gdy otwierałam pocztę, znajdowałam maile od ciebie. Teraz, po tym, co przeżyliśmy razem, nie napisałeś nic. Zastanawiam się, dlaczego.
Odpowiedział po godzinie. Nie zadzwonił, jak zwykle. Przysłał mailem kilka zdawkowych słów.
– Nie było mnie w pracy dwa dni. Mam zaległości.
Tylko tyle. Czy on aby nie chciał jej zbyć? W zasadzie było jej to na rękę, przecież i tak nie zamierzała nigdy więcej spotkać się z tym człowiekiem. Tylko nie bardzo wiedziała, jak ma się zachować. Czy on aby nie obrazi się na nią, jeśli to ona zechce zerwać znajomość?
– Mimo wszystko uważam – napisała znowu – że powinieneś poświęcić mi nieco więcej uwagi. Zwłaszcza, że mam wyrzuty sumienia przez to, co się stało i nie bardzo wiem, jak mam z tym żyć. Wcześniej pisałeś po kilkanaście maili dziennie… – Nie było to dalekie od prawdy, ale nie tak drastyczne, jak Ewa chciała, by zabrzmiało. Teraz, gdy poznała Maćka osobiście, nie wydawał jej się ani trochę atrakcyjny, a to, że nie dał jej dojść do słowa na temat jej problemów, co tak chętnie czynił przez telefon, zdyskwalifikowało go całkowicie w jej oczach.
Читать дальше