Margit Sandemo - Zemsta
Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zemsta
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Skrupuły zaczynały powoli ustępować. Villemo pamiętała maleńkie źródełko połyskujące niedaleko stąd, w niewielkim, porosłym mchem zagłębieniu na skraju lasu. Nie tam, gdzie stał on. Mimo to mógł ją widzieć.
Ale to nic.
Przysunął się teraz jeszcze bliżej. Gdyby odwróciła głowę, mogłaby go zobaczyć. Lecz nie odwracała. Po prostu wiedziała…
Villemo podeszła z wahaniem do wgłębienia, gdzie migotało źródełko. Może zresztą nie źródełko, może to tylko deszczowa woda, ale to bez znaczenia.
Małe, lśniące oko w mchu.
Pochyliła się nad zwierciadłem. I zobaczyła siebie, swoją własną twarz, włosy opadające na nagie ramiona.
Cisza drgała nad lasem.
Nieskończenie powoli unosiła spódnicę. Aż po kolana, nie widziała jednak nic poza spódnicą właśnie.
Dlatego wysunęła jedną nogę naprzód, zatrzymując się ponad wodą ostrożnie, by nie burzyć powierzchni, i spojrzała w połyskującą toń.
O, jakże łomotało jej serce!
Na razie wszystko kryło się w cieniu spódnic, gdyby jednak uniosła je jeszcze trochę, zobaczyłaby więcej. Cień zaledwie, wyraźniejszy zarys na jasnej skórze.
Czuła mrowiący dreszcz w całym ciele, rozgrzewający, palący. Krew pulsowała ciężko i rytmicznie wokół jednego jedynego miejsca.
Och, szeptała cicho, wstrząśnięta, lecz mimo to niezwykle szczęśliwa.
Ogarnęła ją fala gwałtownego uniesienia, rozlewająca się wokół tego pulsującego punktu. Tylko dlatego, że on na nią patrzył. Podobała mu się, była tego pewna.
Powolnym krokiem Villemo wróciła do swojego miejsca na mchu, gdzie przedtem leżała. Nie miała odwagi spojrzeć na skraj lasu, nie chciała rozwiać iluzji, że on tam stoi. Teraz wyszedł już na polankę, czujny i gotowy niczym dziki samiec…
Podniecona ułożyła się na miękkim, nagrzanym mchu. Podścieliła sobie koszulę pod plecy, by leżeć wygodniej, zamknęła oczy i zwróciła twarz ku piekącemu słońcu. On stał całkiem blisko, spoglądał na nią. Podświadomie poruszyła się. W całym ciele czuła pulsowanie, piersi się napinały.
Pełna oczekiwań z drżeniem wciągała powietrze. Ukląkł przy niej…
„Król gór pokazał jej swoją laseczkę…”
Za żadną cenę nie odważyłaby się otworzyć oczu. Wiedziała jednak, że on jest. Czyż nie wyczuwała jego ostrego zapachu? Mieszaniny woni mężczyzny i dzikiego zwierza? Tak właśnie musi pachnieć król gór.
Nie miało żadnego znaczenia, że to ostry aromat mchu zwodził jej zmysły. Villemo pogrążyła się tak bardzo w świecie fantazji, że nic nie było w stanie jej stamtąd wyrwać, w każdym razie dopóki las trwał w tej rozdygotanej ciszy, w tym obezwładniającym, dławiącym upale.
Zdawało się, że cała natura dyszy wraz z nią. Jej oddech był oddechem króla gór.
Teraz pochylił się na nią. Dotknął lekko, niczym tchnienie wiatru, jej piersi. Zareagowały natychmiast jeszcze większym napięciem.
Krew Villemo pulsowała coraz szybciej. Ogień w dole brzucha żarzył się boleśnie.
Tak bardzo zbliżył do niej swą twarz, że czuła policzku jego ciepło. Nie miała odwagi się poruszyć, próbowała wstrzymać oddech, lecz bez skutku. Złożył na jej czole pocałunek delikatny jak muśnięcie skrzydeł motyla.
Tak musiałby ją całować Dominik, gdyby kiedykolwiek się na to zdobył. To, co leciutkie, drażniąco leciutkie, to był Dominik, silne zaś i dzikie, to król gór. Dwie istoty w jednej osobie.
Chciał oglądać jej uda. Podnosił spódnicę, wolno, wyczuwała jednak, że z ciekawością. Znacznie wyżej niż kiedykolwiek przedtem ona odważyła się to zrobić.
Położył się u jej boku, czuła jego bliskość. Nie był ani specjalnie gorący, ani zimny, był jak powietrze.
Delikatnie pieścił jej piersi, a każdy dotyk odbijał się dudniącym echem w całym ciele. Całował tę pierś, która znajdowała się dalej od niego, a potarganymi włosami łaskotał brzuch. Jakby wietrzyk igrał z niewidocznym puchem na jej ciele.
Potem podniósł głowę i przyglądał się jej z zadowolonym, pożądliwym uśmiechem, odsłaniając zęby. Podobało mu się to, co widział.
Villemo z podniecenia była niczym rozpalony piec. Jedna jego ręka pieściła wewnętrzną stronę jej uda – spódnicę podniosła powyżej pasa, leżała więc po prostu naga – czubki jego palców przesuwały się lekko, leciutko po udzie, tam gdzie skóra najbardziej wrażliwa.
– Och, nie – wzdychała. – Ach, proszę cię!
Nieświadomie podciągnęła, a potem rozsunęła kolana. Była tak podniecona i zamroczona, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi.
Pojękiwała cicho.
W końcu położył dłoń na jej łonie, a ona drgnęła gwałtownie. Wreszcie Villemo musiała przyzwolić na to, do czego zmierzały jej ręce.
Syknęła pod jego dotykiem, nie wiedziała, że wyimaginowanym. Teraz, teraz do niej przyjdzie…
Ale nie mogła już na niego czekać. Z krzykiem odwróciła się na bok, niemal na brzuch, z ręką pomiędzy zaciśniętymi udami. Całym ciałem wstrząsały spazmy. Najpierw twarz z zamkniętymi oczami wyrażała ból, potem rysy złagodniały w ekstatycznym uśmiechu, a usta raz po raz powtarzały imię Dominika… W końcu odetchnęła, głęboko, powoli, z jękiem.
Leżała długo, senna i zmęczona. Rozkoszna błogość ogarnęła ciało.
Gdy otworzyła oczy, nie zobaczyła króla gór. Polanka była pusta. Villemo już go nie potrzebowała. Podniosła się chwiejnie, stając na drżących nogach. Zdjęła spódnicę, bo teraz nie bała się już obnażyć swojego ciała, zanurzyła się w źródełku, a rozkosznie chłodna woda okryła jej nagość.
Później, kiedy już się ubierała, myślała ze zdziwieniem, że nie odczuwa wstydu. Przeciwnie, czuła ogromną i czystą lekkość, coś w niej zostało wyzwolone, wybuchnęła głośnym perlistym śmiechem. Wyciągała ramiona ku niebu i czuła się wolna, wolna!
Villemo bowiem była taka sama jak Sol. Dobrze wychowana, ale gdy się poskrobało w zewnętrzną powłokę, nietrudno było dostrzec cechy Ludzi Lodu, ową obojętną pogardę dla tego, co wypada, a co, nie, która dawała im tyle szalonego szczęścia i tyle rozpaczy, gdy ich samowola starła się z obowiązującymi prawami.
Wielokrotnie przeczesywała palcami włosy, by usunąć wszystkie liście i źdźbła mchu. Lekkim krokiem poszła potem przez las i przez jałowcowe zarośla do domu, do Elistrand.
W listopadzie we dworze Elistrand zjawił się wójt. W jego małych oczkach pojawiały się nie wróżące nic dobrego błyski.
Nigdy nie lubili tego wójta, uważali, że jest przekupny, stronniczy i że nie można mieć do niego zaufania.
Kaleb i Gabriella dość chłodno przyjęli go w hallu.
– Czy córka państwa jest w domu? – zapytał bez wstępów.
– Villemo? Tak, jest w domu – odparła Gabriella.
– Czy mógłbym z nią porozmawiać?
– Oczywiście. Villemo! – zawołała.
Na górze otworzyły się jakieś drzwi, potem zamknęły i na schodach stanęła Villemo.
– Wójt chce z tobą porozmawiać – wyjaśnił Kaleb. – Czy mamy wyjść?
– Och, nie. Dlaczego? – zaprotestował przybyły z nieszczerym uśmieszkiem. – Doszło do mnie, że panna Villemo ma na ręce pewien znak.
Rodzice spoglądali na siebie nic nie rozumiejąc.
– A to co znowu? – spytał Kaleb.
– Ja wiem, co wójt ma na myśli – rzekła Villemo. – Owszem, mam taki znak.
– Czy mogę zobaczyć?
Posłusznie podwinęła rękaw i pokazała wójtowi bliznę w kształcie krzyża.
– Aha! – wykrzyknął triumfująco. – W takim razie muszę prosić, panno Villemo, by udała się pani ze mną.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zemsta»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.