Margit Sandemo - Zemsta
Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zemsta
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Śpiewy zaczęły się od nowa i Villemo, ociągając się nieco, podeszła do okna. Policzki ją paliły, nie chciała słuchać, lecz zarazem niczego w świecie nie pragnęła bardziej.
Nie dosłyszała pierwszej części strofki, lecz druga dotarła już do niej wyraźnie:
„Anusia zdrzemnęła się w jego ramionach Wicher wieje, gdy księżyc maleje.”
Villemo jęknęła cicho. Z uczuciem bólu oparła głowę o ramę okienną i, niewidoczna dla śpiewającej na dole młodzieży, kołysała się powoli. Jej ręce były świadome, czego pragną, lecz nieśmiałość powstrzymywała. Spocone dłonie przesuwały się po udach, próbowała skierować je w inną stronę.
Dominik.
Wargi stawały się ciężkie. Jakby wypełniała je krew. Przesunęła po nich językiem, pospiesznie, jak to czyni wąż.
Dominik… Gdyby on był królem gór i gdyby spotkała go w lesie, a on by wzywał? Gdyby poprowadził ją za sobą w gęstwinę, gdzie nikt by ich nie widział… I tam rozpiął płaszcz… zdjął pas…
Nie zdając sobie z tego sprawy, podnosiła spódnicę, powoli, powoli. Przestraszona stwierdziła teraz, że miała ją już powyżej kolan. Z na wpół zdławionym okrzykiem obciągnęła ubranie, dopadła umywalki i oblała twarz zimną wodą. Stała tak długo, polewając się wodą, po czym zamknęła okno, żeby już nie słyszeć śpiewu, który się właśnie zmienił – śpiewano teraz piosenki parobków – i wyczerpana położyła się na łóżku.
Ten nocy Villemo miała dręczące sny. Dziwne, lecz nie były to sny erotyczne, których mogłaby się spodziewać po doznaniach wieczoru.
Sny były jednak przerażające, straszne. Jakieś ogromne zwierzę o płonących oczach goniło ją po rozległej równinie, słyszała, jak ziemia za nią dudni, i śmiertelnie przerażona starała się uciec, lecz nie mogła ruszyć się z miejsca. Jakoś jednak w końcu dostała się do domu, lecz gdy już sądziła, że jest bezpieczna w swoim pokoju, nagle coś oderwało się od ściany. Coś wielkiego i potwornego – niby człowiek, ale z końską głową, dyszący, o rozdętych chrapach. Człowiek falował jakby na wietrze, choć nie było wiatru, a jego oczy pałały okrucieństwem.
Villemo krzyknęła głośno i obudziła się.
Biedna mała Villemo! Jej się zdawało, że to koszmarny sen. A to przecież nieprawda. Goniący koń – najwyrazistszy symbol tłumionych emocji seksualnych… Ach, ach!
Rankiem była kompletnie wyczerpana. Pragnęła z kimś porozmawiać. Z kimś takim, jak Dominik…
Nie, nie Dominik! Nie teraz!
Przed południem wyszła z domu. Ruszyła w górę, przez jałowcowe zarośla, i dalej do lasu. Chciała trochę pobyć sama; nieoczekiwanie życie stało się takie skomplikowane.
Była niespokojna i miejsca sobie znaleźć nic mogła, niepokój rozrastał się w całym ciele. Villemo nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo akurat teraz, w tej pogoni za czymś, czego istoty nie znała, przypomina Sol.
Słońce tego dnia grzało niczym w lecie. Podczas wspinaczki na wzniesienia ponad osadą Villemo zrobiło się gorąco. Padła na ziemię, by odpocząć.
W ciepłych promieniach słońca zasnęła. Ostatniej nocy nie zaznała przecież ani długiego, ani spokojnego wypoczynku. Choć nie wiedziała nic o tym, że stary Woller zakazał ją śledzić, czuła, że może bezpiecznie wędrować, gdzie się jej podoba. Jeśli jednak chodzi o ścisłość, to ostatniej doby nie poświęciła swoim nieznanym prześladowcom ani jednej myśli, całkowicie pochłonięta nowym wewnętrznym niepokojem.
Spała długo. Gdy się ocknęła, najpierw nie mogła pojąć, gdzie jest. Po chwili przypomniała sobie i uniosła głowę.
Ogarnęło ją niezwykłe uczucie.
Słońce stało wprost nad nią i przyglądało się jej z wysoka. Przesunęło się po niebie, gdy spała, lecz nie zanadto. Powietrze nad polanką, gdzie znalazła schronienie, była ciężkie i lepkie. Leżała na gęstym, suchym mchu. Wszystko trwało w jakiejś niemal groźnej ciszy – żaden ptak nie zaśpiewa, nigdzie nie trzaśnie gałązka. Polankę otaczały mroczne sosny, przetykane płomiennie żółtymi bukietami brzóz. Drzewa rosły gęsto, tak gęsto, że czuła się jakby w maleńkim domku.
Villemo jednak doznawała wciąż narastającego wrażenia że jest obserwowana przez czyjeś oczy. Groźne, takie oczy, na widok których wszystkie leśne stworzenia milkną ze strachu.
Mimo to nie bała się.
Las zdawał się jak zaczarowany. Jakby oczy, które się jej przyglądają, należały do… króla gór?
Nie, to okropna myśl. W jakiś sposób jednak podniecająca. W głębi duszy Villemo wiedziała, że to cicha godzina lasu, gdy wszystko co żyje szuka schronienia przed słońcem, lecz miała ochotę pofantazjować. Była sama, sama jak we śnie, gdy nie ciąży na człowieku żadna odpowiedzialność, gdy nie trzeba się zastanawiać, co ludzie powiedzą lub pomyślą.
Oszołomiona podniosła się z wolna. Stanęła pośrodku polanki. Rozbudzona wyobraźnia dawała jej niezłomną pewność: król gór stoi w pobliżu i patrzy na nią.
To była cudowna zabawa, wymyślony świat stawał się rzeczywistością. Czuła bicie serca i pulsowanie krwi na szyi. Dobrze wiedziała, gdzie stoi król – w samym środku splątanych zarośli. Czyż nie widziała poprzez gęstwinę błysku jego oczu?
Wiedziała też dokładnie, jak on wygląda. Jak Dominik. Być może bardziej prymitywny. Wilczooki i niesamowity. Nie tak pięknie zbudowany jak Dominik. Ale podobny do niego! Taki Dominik, którego dom znajduje się we wnętrzu góry, którego ukształtowały dzikie pustkowia, naznaczając swoją grozą.
Potargany, zarośnięty i, pierwotnie zmysłowy.
„Anusia dygnęła przed dostojnym panem…”
Serce Villemo łomotało tak, że o mało nie rozsadziło piersi.
On się zbliżał. Wolno wychodził na skraj lasu, lecz wciąż jeszcze pozostawał w ukryciu. Czuła to, wiedziała.
Niespiesznie, z wyraźną przyjemnością, a zarazem z przerażeniem, robiąc długie pauzy, rozpinała bluzkę.
Nagle przerwała. Do czego zmierza? Długo stała bez ruchu.
Słońce grzało jednak bezlitośnie. Duszny upał w małym leśnym zakątku oszałamiał.
„Anusiu moja siądź mi na kolanach…”
Dominik… Piękne, ciepłe, skore do śmiechu oczy. Zawsze pełne zrozumienia.
Bluzka została rozpięta. Zsunęła ją z ramion i opuściła, ale spódnica wciąż jeszcze była mocno ściągnięta w pasie.
Król gór patrzy na mnie.
Ta myśl wywołała delikatny dreszcz w całym ciele.
Rozwiązała koszulę pod szyją i zdjęła ją przez głowę. Teraz od pasa w górę była naga.
On na mnie patrzy.
Villemo odchyliła w tył głowę tak, że włosy łaskotały ją po plecach, i koniuszkami palców gładziła szyję.
Jaka miękka skóra! Jaka ciepła, pulsująca…
Palce przesuwały się w dół, do piersi, pieściły je przez chwilę, wyczuwały ich ociężałość i napięcie. Opuściła ręce.
Villemo po raz pierwszy odkrywała swoje ciało, świadomie i z chęcią.
Może on uzna, że się nadaję? Czy jestem normalnie zbudowana? Mam kilka znamion na biodrze, dosyć widocznych. Chyba nic strasznego, ale naprawdę nie musiało ich tam być.
Ostrożnie podciągnęła spódnicę tak, że widziała nogi nieco ponad kostkami. Zrzuciła buty. W ciepłe dni Villemo starała się unikać zbędnego ubrania. Sukienka koszula i buty, to wszystko.
Podnosząc suknię wyżej, aż do kolan, śmiała się piskliwie, zawstydzona. Nogi miała bardzo ładne, tak powiedziała Irmelin. Nikt inny ich nie widział, oprócz ojca i mamy, naturalnie, lecz oni nie mówili nigdy niczego, co mogłoby czynić ją zarozumiałą.
Wyżej nie powinna spódnicy podnosić. To się nie zgadzało z jej poczuciem przyzwoitości. Mimo to chciała wiedzieć. Jak wygląda? Nigdy przedtem się na to nie odważyła, bo jednak zawsze kierowała nią pewna nieśmiałość.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zemsta»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.