Margit Sandemo - Zemsta

Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Nieszczęśliwa miłość sprawiła, że Villemo, córka Kaleba, została zamieszana w zabójstwo syna potężnego Wollera. Woller poprzysięgł zemstę za wszelką cenę. Po licznych atakach na jej życie Villemo zwróciła się z prośbą o pomoc do kuzyna Dominika Linda. Gdy jednak Dominik przyjechał, okazało się, że Villemo zniknęła bez śladu.

Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Minuty wlokły się niemiłosiernie. Leż spokojnie, nie ruszaj się, leż spokojnie!

W końcu zaszeleściło coś delikatnie tuż, tuż. Ostrożne kroki skradały się w stronę kamienia. Wytrzymaj, nie ruszaj się!

Zza kamienia wolno, bardzo wolno wychyliła się głowa. Oczy Ivara dostrzegły Wollera. Gdy napotkał złe spojrzenie przeciwnika, poderwał karabin do góry. Miał przed sobą człowieka, który dał się opętać żądzy zemsty i maniackiej chęci posiadania. W tym ułamku sekundy, w którym spojrzał w oczy Wollera, Ivar zrozumiał, że leżący za głazem jest szaleńcem. Chorym z potrzeby udowodnienia, że racja jest po jego stronie Człowiekiem, który chciał zagarnąć wszystko. Bez żadnego opamiętania!

Więcej Ivar Svartskogen pomyśleć nie zdążył. Kula z wielkiej strzelby na łosie trafiła go prosto między oczy. Zgasł natychmiast.

Stary Woller leżał jeszcze przez chwilę, ciężko dysząc. W końcu wstał z uczuciem triumfu, niepokonany jak zawsze, i kopniakiem odrzucił ciało zabitego na bok.

– Jeszcze jeden – mruknął pod nosem.

Zostawił trupa na ziemi. Jego żołnierski karabin także. To będzie dowód, że musiał się bronić, gdy napotkał we własnym lesie niebezpiecznego kłusownika.

Nie żeby potrzebował jakichś specjalnych dowodów. Wójt i tak jest po jego stronie. Ale asesor to kłopotliwy pan i zawsze trzyma z tymi nędznikami, Ludźmi Lodu, do których należy Svartskogen.

Na wspomnienie Ludzi Lodu znowu poczuł ssanie w żołądku. Zrobił się niemal chory ze złości. Żeby on ich mógł dostać…! A przede wszystkim Villemo córkę Kaleba z Elistrand!

Czuł dotkliwy ból z tyłu, pod żebrami. Powlókł się do domu, trzymając strzelbę w jednej ręce. Drugą przyciskał do ciała, chcąc ulżyć sobie w cierpieniu. W okaleczonej strzałem głowie dudniło, ale gdy bojaźliwie i ostrożnie pomacał ranę, uznał, że nie ma się czego obawiać. Kula drasnęła go tylko, oderwała płat skóry pod siwą czupryną. To nie szkodzi, że cała ta strona głowy była krwawiącą raną. Stary Woller miał dużo krwi, od czasu do czasu musiano mu jej upuszczać, żeby mu żył nie rozerwało.

Przestraszona służba spotkała go w hallu. Minął ich bez słowa, zawołał tylko do siebie najbliższego pomocnika.

– Koniec z tropieniem Villemo córki Kaleba – oświadczył krótko. – Wydaj polecenia! Mamy co do niej inne plany. Dużo lepsze plany…

Uśmiechał się do siebie z lubością.

ROZDZIAŁ V

Nadeszły niezwykle piękne i cieple dni wczesnej jesieni. Dopóki nie wyszło się na dwór i nie zobaczyło tych wszystkich wspaniałych jesiennych barw, miało się wrażenie, iż lato nadal trwa.

Służba w Elistrand zbierała się wieczorami pod oknami kuchni na wspólne śpiewanie, żarty i fliny.

Wieczory były cudownie ciepłe, wprawiały wszystkich w świetny nastrój, zmartwienia gdzieś się ulatniały, a życie zdawało się być jedynie przyjemnością. Śmiech i śpiewy niosły się daleko do późna w noc.

Kaleb i Gabriella nie mieli nic przeciwko temu. Dlaczego nie pozwolić ludziom na trochę radości? Praca była ich codziennym towarzyszem, więc jeśli tylko wypełniają swoje obowiązki, to przecież mogą mieć trochę rozrywki wieczorem.

Któregoś wieczora Villemo siedziała w swoim pokoju na piętrze i słuchała, jak śpiewają ludowe pieśni, bardzo stare, z czasów kiedy jeszcze pastorzy nie powyrzucali z nich zbyt dosadnych słów. Oficjalnie śpiewano ładne, ugładzone teksty o pięknych dziewicach i szlachetnych rycerzach i o królu gór, wabiącym nieszczęsne kobiety do swoich skalnych włości, a po latach okazywało się, że dziewica jest matką licznej gromadki dzieci.

Stare pieśni jednak trwały, przekazywane z ust do ust w kuchniach i czeladnych izbach w wersji, którą właśnie strażnicy moralności starali się wymazać z ludzkiej pamięci. Ale takie rzeczy unicestwić się nie dają. Ten i ów stary tekst ginął co prawda gdzieś w zapomnieniu, ale na jego miejsce znajdowano inny, zazwyczaj wcale nie piękniejszy niż dawny.

Villemo często słyszała pieśń o królu gór, którą służące śpiewały przy sprzątaniu czy podczas dojenia, nie bardzo nawet zdając sobie z tego sprawę, pogrążone we własnych myślach. Uważała, że opowieść o królu gór brzmi niezmiernie romantycznie, nie miałaby nic przeciwko spotkaniu z nim. Tego wieczora, gdy na dziedzińcu pod kuchennym oknem rozlegała się pieśń, wyobraziła sobie, że go widzi. Był wysoki i postawny, miał płonące jasne oczy i uśmiechał się wesoło. Czarne, miękkie, lekko kręcone włosy spływały mu na ramiona.

Och, przecież tak wygląda Dominik!

Nie było to jednak nieprzyjemne odkrycie, przeciwnie – bardzo pociągające. Dominik jako król gór albo król gór przypominający Dominika…

Słowa pieśni docierały do niej wyraźne i klarowne;

„Anusia dygnęła przed dostojnym panem Lindo lindo le Nie mogę iść z tobą w te dalekie kraje Wicher wieje, gdy księżyc maleje.”

Jakie to piękne, pomyślała Villemo.

„Król gór pokazał jej swoją laseczkę Lindo lindo le Podejdź i pogłaszcz tę miękką skóreczkę Wicher wieje, gdy księżyc maleje.”

Dziewczęta pod oknem chichotały nerwowo.

Villemo zmarszczyła czoło. Słyszała tę piosenkę już tyle razy, a one zawsze śmiały się w tym samym miejscu.

Chłopcy śpiewali dalej:

„Podejdź, Anusiu, podnieś sukieneczkę

Lindo lindo le

Będziesz ze mną w raju za małą chwileczkę

Wicher wieje, gdy księżyc maleje.”

Co to jest? O czym oni śpiewają?

Powoli sens piosenki zaczął docierać do Villemo. Poczuła, że się rumieni.

Czyż sama nie nuciła tych śpiewek, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem? Czyż nie podśpiewywała tak jak służące, myśląc o czym innym? Gdyby tak ojciec lub mama słyszeli…

Następna strofka opowiadała o tym, że Anusia się wzdraga, choć bez większego przekonania – dodawano.

Po czym król gór namawiał dalej:

„Anusiu moja, siądź mi na kolanach Lindo lindo le Zawierz mej laseczce, nie spadniesz, kochana Wicher wieje, gdy księżyc maleje.”

Nad tą strofką Villemo nigdy przedtem się nie zastanawiała, a gdy teraz dotarł do niej ukryty sens, zakręciło jej się w głowie. Nagle poczuła, że cała krew spływa w dół brzucha, poczuła wilgoć, zrobiła się dziwnie ociężała, poruszała się niespokojnie. Przed nią w mroku jarzyły się żółte oczy Dominika. Wzrok jej zmętniał, oddech stał się przyspieszony.

Och, drogi przyjacielu, co to było?

Zgromadzeni na dziedzińcu chichotali, a dziewczęta wydawały piskliwe okrzyki, gdy chłopcy zbliżali się zanadto. Nie wiedzieli, że Villemo siedzi na okiennym parapecie i wszystko słyszy.

Dominik… Król gór…

Villemo, przestraszona reakcją własnego ciała, zacisnęła uda, ale to nie pomogło, wręcz przeciwnie. Zerwała się z miejsca, przeniosła w głąb pokoju, usiadła na łóżku, jakby chcąc ukryć wstyd, a po chwili ciężko opadła na posłanie.

Och, mój drogi, mój drogi, powtarzała w myślach. Co to było? Nigdy czegoś takiego nie odczuwałam. Nigdy kiedy byłam z Eldarem, nie ogarnął mnie taki trawiący wszystko żar. Jedynie delikatny dreszcz, gdy siedziałam obok niego wtedy, pod ścianą pralni w Tobronn. I nigdy nic więcej.

A teraz… Dominik?

Którego znała od dzieciństwa? Z którym się przekomarzała i który złościł ją nie raz do łez! Kiedy go jednak zobaczyła ostatnio, stwierdziła, że wyrósł na silnego, niezwykle pociągającego mężczyznę. Z jaką czułością się do niej odnosił! I jakie miał smutne oczy, kiedy się żegnali…

A jego list… trafiał wprost do serca.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zemsta»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Margit Sandemo - Gdzie Jest Turbinella?
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Przeklęty Skarb
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Kobieta Na Brzegu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Cisza Przed Burzą
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Zbłąkane Serca
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Lód I Ogień
Margit Sandemo
libcat.ru: книга без обложки
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Milczące Kolosy
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Skarga Wiatru
Margit Sandemo
Отзывы о книге «Zemsta»

Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x