Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc
Здесь есть возможность читать онлайн «Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1991, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Ten cholerny Księżyc
- Автор:
- Жанр:
- Год:1991
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Ten cholerny Księżyc: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ten cholerny Księżyc»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Ten cholerny Księżyc — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ten cholerny Księżyc», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Hawks spojrzał na niego zakłopotany.
— I co potem zrobiono z tobą w wojsku?
— Wysłali mnie na kurs elektroniki w Fort Monmouth.
— Więc gdyby nie to, pewnie by cię tu dziś nie było.
— Chyba tak — powiedział Gersten po chwili. — Nigdy na to tak nie patrzyłem.
— Nie wiem jak ty, Ted, ale ja byłbym bardzo kiepskim oficerem zawodowym w marynarce. Nie sądzę, żeby stopień oficerski coś tu pomógł. — Nagle przez jego twarz przebiegł grymas. — A Sama Latourette’a zostawcie na mojej głowie. Może, jak uporamy się z tym projektem, znajdziemy trochę czasu, żeby się lepiej poznać.
Gersten nie odpowiadał. Patrzył na Hawksa, jakby nie mógł się zdecydować, jaki wyraz twarzy ma przybrać. Po chwili wzruszył ramionami.
— Właściwie chciałem z tobą porozmawiać o systemie wzmacniaczy sygnału. Wydaje się, że gdybyśmy…
Odeszli rozmawiając o szczegółach technicznych.
Po dniu, kiedy czas przebywania w formacji doszedł do siedmiu minut i czterdziestu dziewięciu sekund, przekaźnik musiał zostać wyłączony, gdyż sygnał miałby zbyt długą drogę przez ziemską jonosferę. Obsługa techniczna zabrała się do przeglądu aparatury, Hawks pracował razem z nimi.
Tego dnia, kiedy już można było wznowić transmisję, Barker wkroczył do laboratorium o wyznaczonej godzinie.
— Zeszczuplał pan — powitał go Hawks.
— Pan też nie wygląda najlepiej.
Kiedy czas przebywania w formacji doszedł do ośmiu minut i trzydziestu jeden sekund, Benton Cobley wezwał Hawksa do swojego gabinetu na konferencję.
Hawks wszedł, ubrany w czysty kitel, przypatrując się uważnie ludziom zebranym wokół stołu konferencyjnego. Cobey podniósł się ze swojego krzesła.
— Doktorze Hawks, zna pan Carla Reeda, naszego głównego księgowego — powiedział wskazując spokojnego łysiejącego mężczyznę po swojej prawej stronie, który złożył ciężkie dłonie oracza na stosie arkuszy bilansowych.
— Jak się pan ma?
— Dziękuję. Świetnie. A pan?
— A to jest, oczywiście, komandor Hodge — powiedział Cobey skinąwszy głową w stronę łącznikowego oficera marynarki siedzącego po jego drugiej stronie. Leżąca na stole wojskowa czapka odbijała się w lśniącej powierzchni.
— Oczywiście — powiedział Hawks z ledwo dostrzegalnym uśmiechem, na który Hodge odpowiedział podobnie. Potem podszedł do stołu i usiadł na wprost Cobeya.
— Kłopoty? — spytał.
Cobey rzucił spojrzenie na Reeda.
— Chyba możemy przejść od razu do sedna — powiedział.
Reed kiwnął głową. Pochylił się nieco i końcami palców przesunął arkusze w stronę Hawksa.
— Tu są liczby dotyczące rachunków za sprzęt do pańskiego laboratorium.
Hawks kiwnął głową.
— Zarówno za wyposażenie początkowe, jak i za uzupełnienia w ubiegłym roku budżetowym.
Hawks powtórnie kiwnął głową i spojrzał w stronę Cobeya, który siedział z łokciami na stole i z brodą wspartą na kciukach, spoglądając z góry na arkusze z obliczeniami. Potem zerknął na Hodge’a, gładzącego się w zamyśleniu palcem po policzku, z pozornie nieobecnym spojrzeniem lodowato błękitnych oczu, otoczonych siecią zmarszczek.
— Doktorze Hawks — odezwał się Reed — przeglądając te zestawienia pomyślałem, że powinniśmy starać się prowadzić ten projekt oszczędniej. Ale po sprawdzeniu okazało się, że jest to niemożliwe.
Hawks spojrzał uważnie na Reeda.
— Wyłożyłem swój pomysł panu Cobeyowi — ciągnął Reed — który zgodził się ze mną, że powinniśmy przedstawić go panu.
Usta Cobeya przebiegł jakby skurcz.
— Przedtem porozumieliśmy się z komandorem Hodgem, żeby sprawdzić, czy marynarka gotowa jest rozważyć zmianę procedury badań, pod warunkiem, że nie wpłynie ona w istotny sposób na uzyskiwane wyniki.
Nie mamy nic przeciw temu, żeby zaoszczędzić parę dolarów — wtrącił Hodge nadal jakby myślami błądzący gdzie indziej. — Zwłaszcza, kiedy nie wolno nam przedstawić komisji Kongresu spisu aparatury.
Hawks kiwnął głową. Zapanowało milczenie, które przerwał Cobey.
— Czy pan słucha, doktorze Hawks?
— Oczywiście — powiedział Hawks. — Przepraszam, nie sądziłem, że wszyscy czekają na mnie. Proszę mówić, panie Reed.
— Zauważyłem — ciągnął Reed zaglądając do swoich arkuszy — że znaczna część aparatury się powtarza. Na przykład sto sztuk dzielników tego samego typu. Albo…
— To prawda. Duża część naszej aparatury składa się z serii jednakowych elementów — przerwał mu Hawks przechylając głowę, z wyrazem czujności w oczach. — Musimy prowadzić mnóstwo zasadniczo podobnych operacji jednocześnie. Nie mieliśmy czasu na zaprojektowanie elementów o odpowiednio dużej powtarzalności. Musieliśmy skorzystać z istniejącej aparatury i nadrobić jej stosunkowo małą sprawność dużą liczbą elementów. — Zatrzymał się na chwilę. — Potrzeba tysiąca mrówek, żeby przenieść filiżankę cukru — zakończył.
— To bardzo obrazowe, doktorze Hawks — powiedział Cobey.
— Chciałem tylko wytłumaczyć…
— Niech pan kontynuuje, Reed.
Reed pochylił się gorliwie nad stołem.
— Nie chcę, żeby mnie pan uważał za jakiegoś potwora, doktorze, ale, prawdę mówiąc, w tym sprzęcie jest zamrożona masa pieniędzy i nie widzę powodów, dlaczego, jeżeli mamy odpowiednią maszynę, nie możemy po prostu — tu wzruszył ramionami — wyprodukować tyle kopii, ile potrzebujemy. Nie rozumiem, dlaczego muszą być konstruowane w naszym dziale produkcyjnym albo kupowane od innych firm. Obecnie mamy taką sytuację, że nie jestem nawet w stanie określić przewidywanego kosztu działalności…
— Panie Reed — przerwał mu Hawks.
— Tak, słucham.
Hawks przejechał dłonią po twarzy.
— Rozumiem w pełni pańskie stanowisko. I rozumiem, że pana propozycja jest z tego punktu widzenia absolutnie rozsądna. Jednakowoż…
— Dobrze, Hawks — wtrącił sucho Cobey. — Przejdźmy do „jednakowoż”.
— Czy zna pan, panie Reed, zasadę działania analizatora… powiedzmy, duplikatora?
— Bardzo ogólnikowo, jak sądzę — powiedział Reed cierpliwie.
— Otóż, bardzo ogólnikowo, duplikator bierze jakiś obiekt i sprowadza go do uporządkowanej serii impulsów elektrycznych. Do sygnału, jak ten, który wypływa z nadajnika radiowego. Teraz ten sygnał zostaje przekazany do podzespołów, podobnie jak sygnał z anteny radioodbiornika przechodzi do jego obwodów. Kiedy wychodzi z drugiego końca, nie idzie jednak do głośnika, lecz zostaje przesłany na Księżyc, przechodząc przed tym przez kontrolę dokładności. Do tego można sprowadzić działanie wspomnianych przez pana elementów: sprawdzają zgodność sygnału z wzorcem. Rzecz w tym, że dokładność rekonstrukcji obiektu zależy od precyzji impulsów elektrycznych docierających do odbiornika. Gdybyśmy więc używali duplikowanych elementów do kontroli sygnałów, za pomocą których odtwarzamy złożone przedmioty, takie jak żywy człowiek, wprowadzalibyśmy dodatkowe ryzyko błędu. Co w przypadku istoty ludzkiej byłoby ryzykiem większym niż dopuszczają względy bezpieczeństwa. Czy pan mnie rozumie?
Reed słuchał ze zmarszczonym czołem.
Cobey skrzywił usta patrząc na Hawksa przez długość stołu.
Hodge wziął do ręki swoją czapkę i poprawiał drut usztywniający denko.
— Czy to wszystko, doktorze Hawks? — naruszył milczenie Reed.
Hawks kiwnął głową.
Reed z zażenowaniem wzruszył ramionami.
— Obawiam się, wie pan, że nadal nie rozumiem. Może pierwotna aparatura nie da się zduplikować, bo analizator nie mógłby bez niej działać, ale…
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Ten cholerny Księżyc»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ten cholerny Księżyc» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.