Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc
Здесь есть возможность читать онлайн «Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1991, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Ten cholerny Księżyc
- Автор:
- Жанр:
- Год:1991
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Ten cholerny Księżyc: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ten cholerny Księżyc»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Ten cholerny Księżyc — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ten cholerny Księżyc», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Rozumiem, że takie przekonanie może być potrzebne — powiedział cierpliwie Hawks.
— A pana nadal nic nie rusza, co?
Hawks nie odpowiedział, Connington odczekał chwilę i zrezygnował.
— W każdym razie — powiedział — chciałem, żeby pan wiedział, że odchodzę.
Hawks odchylił się w fotelu i spojrzał na niego bez wyrazu.
— Dokąd?
Connington wykonał nieokreślony gest.
— Na Wschód. Na pewno tam coś znajdę.
— Czy Claire jedzie z panem?
Connington ze wzrokiem wbitym w podłogę skinął głową.
— Tak, jedzie ze mną. — Podniósł wzrok i uśmiechnął się z wysiłkiem. — Śmieszne, że to się tak skończyło, prawda?
— Dokładnie tak, jak pan to zaplanował — zauważył Hawks. — Poza częścią dotyczącą zostania prezesem firmy.
— Tego wcale nie uważałem za pewne — odpowiedział Connington z wojowniczym wyrazem twarzy. — Chciałem się tylko z panem podrażnić. — Pośpiesznie wstał. — No, to chyba już wszystko. Chciałem tylko powiedzieć panu, jak się to skończyło.
— Barker i ja jeszcze nie skończyliśmy — zauważył Hawks.
— Ja skończyłem — rzucił wyzywająco Connington. — Wziąłem swoją część i nie interesuje mnie, co się będzie działo dalej.
— Zatem jest pan zwycięzcą w tych zawodach.
— Jasne — powiedział Connington.
— Zawsze tak jest. Zawody. A potem wyłania się zwycięzca i następuje koniec pewnej części życia dla wszystkich zainteresowanych. Do widzenia, Connington.
— Do widzenia, Hawks. — Connington odwrócił się do wyjścia, przystanął i obejrzał się przez ramię. — To chyba wszystko, co chciałem powiedzieć.
Hawks milczał.
— Mogłem przysłać wiadomość albo zadzwonić. Właściwie nie musiałem tego w ogóle robić — powiedział już w drzwiach. Potrząsnął głową zdziwiony i spojrzał na Hawksa, jakby szukał odpowiedzi na pytanie, które sam sobie zadawał.
— Chciał się pan upewnić, że wiem, kto jest zwycięzcą. To wszystko — powiedział spokojnie Hawks.
— Może i tak — mruknął z wahaniem Connington i wolno wyszedł.
Następnego dnia, kiedy czas przebywania w formacji doszedł do sześciu minut i trzydziestu dziewięciu sekund, Hawks wszedł do laboratorium i zwrócił się do Barkera:
— Słyszałem, że przeprowadza się pan do miasta.
— Kto panu powiedział?
— Winchell — powiedział Hawks wpatrując się z uwagą w twarz Barkera. — Nowy dyrektor personalny.
Barker odchrząknął.
— Connington wyjechał gdzieś na Wschód. — Spojrzał na Hawksa z wyrazem zdziwienia. — Kiedy ja byłem tutaj pojechali wczoraj razem z Claire po jej rzeczy. W oknach saloniku wybili wszystkie szyby wychodzące na trawnik. Będę musiał je wstawić, zanim puszczę dom na sprzedaż. Nie myślałem, że on jest taki.
— Szkoda, że pan sprzedaje dom. Zazdrościłem go panu.
— Nie pański interes.
Mimo wszystko czas pobytu człowieka w formacji został doprowadzony do sześciu minut i trzydziestu dziewięciu sekund.
W dniu, w którym doszedł do siedmiu minut i dwunastu sekund, Hawks siedział w swoim gabinecie wodząc palcem po wymiętym planie formacji. Nagle odezwał się telefon.
Spojrzał z ukosa na aparat i uniósł ramiona nie przerywając swego zajęcia. Jego palec wędrował wzdłuż niepewnej niebieskiej linii wijącej się między zaczernionymi polami, z których każde miało swój opis, względny czas i było otoczone linią czerwonych iksów, jakby mapka przedstawiała prehistoryczną plażę ze śladem jakiegoś stworu błądzącego bez celu między długimi ławicami schnącego na słońcu morszczynu i innego wyrzuconego przez przypływ śmiecia. Hawks patrzył na plan w skupieniu poruszając wargami, potem przymknął oczy, zmarszczył brwi, powtórzył współrzędne i instrukcje, znów otworzył oczy i pochylił się nad biurkiem.
Telefon zadzwonił powtórnie, cicho, ale natarczywie. Hawks zacisnął pięść, potem odsunął plan i podniósł słuchawkę.
Słuchał przez chwilę i wreszcie powiedział:
— Dobrze, Vivian. Zadzwoń, proszę, na bramę i powiedz, żeby wpuszczono doktora Latourette’a. Czekam na niego u siebie. — Odłożył słuchawkę i rozejrzał się po nagich ścianach gabinetu.
Sam Latourette zapukał cicho i wszedł do środka z nieśmiałym półuśmiechem na wargach.
Miał na sobie pognieciony garnitur i rozpiętą pod szyją białą koszulę bez krawata. Na szczęce i szyi widać było świeże zacięcia, jakby ogolił się zaledwie kilka minut temu. Włosy, spod których przeświecała skóra, starannie uczesał na mokro.
— Cześć, Ed — powiedział cicho wyciągając dłoń do Hawksa, który pośpiesznie wstał zza biurka. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Tak. Tak, rzeczywiście. Siadaj, Sam… Tu jest fotel.
— Miałem nadzieję, że znajdziesz chwilę czasu — powiedział Latourette siadając. — Musi tu być teraz urwanie głowy.
— To prawda — przyznał Hawks siadając na powrót w swoim fotelu.
Latourette spojrzał na plan, który Barker zwinął i odsunął na skaj biurka.
— Wygląda, że myliłem się co do Barkera.
— Nie wiem — Hawks zrobił ruch w stronę planu, ale cofnął rękę. — Robimy dzięki niemu postępy. Myślę, że to jest najważniejsze. — Obserwował swojego gościa niepewnie, oczy miał niespokojne.
— Wiesz — mówił Latourette z tym samym wyrazem zażenowania. — Nie chcę pracować w Hughes Aircraft. Wydawało mi się, że chcę, wiesz, jak to jest, człowiek chce gdzieś pracować. W każdym razie tak się uważa.
— To prawda.
— Wiesz, że ja się nie upijam. Może na przyjęciu… kiedyś. Ale nie dlatego, że jestem wściekły i mam ochotę łamać krzesła. Nigdy taki nie byłem.
— To prawda.
Latourette zaśmiał się krótko.
— Chyba chciałem sam siebie przekonać, że jestem na ciebie wściekły. Wiesz, próbowałem robić z siebie jakąś tragiczną postać. Nie, myślę, że po prostu nie chciałem tamtej pracy. Tak naprawdę chciałem posiedzieć sobie na słońcu. Swoją pracę tutaj i tak zakończyłem, a ty musiałeś zacząć wprowadzać Teda Gerstena. Prędzej czy później i tak musiałeś.
Hawks oparł dłonie na skraju biurka.
— Sam — powiedział spokojnie — do dzisiaj nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Przestraszyłem się z powodu Barkera.
— To nie znaczy, że nie miałeś racji — wtrącił Latourette pośpiesznie. — Co byśmy osiągnęli, gdybyśmy czasem nie działali pod wpływem impulsu? Są chwile, kiedy trzeba decydować szybko. Człowiek ogląda się potem za siebie i widzi, że gdyby tego nie zrobił, to sprawy wymknęłyby się spod kontroli. Nasza podświadomość bywa sprytniejsza od nas. Czasami. — Jego palce szukały na oślep papierosa w kieszonce koszuli, wpatrywał się w przestrzeń, jakby powtarzał coś, co sobie z Hawksem dawno ustalili, a jego prawdziwa uwaga skupiała się na czymś, na powiedzenie czego nie był może jeszcze zdecydowany.
— Idę jutro do szpitala — ciągnął. — Najwyższy czas. To znaczy, mógłbym jeszcze poczekać, ale w tej sytuacji nie ma powodu. Mógłbym jeszcze wytrzymać na morfinie… Czuję to coraz bardziej — powiedział lekkim tonem. — Zresztą odwiedził mnie facet przysłany przez władze. Nie powiedział mi wprost, co mam robić, ale zrozumiałem, że byliby spokojniejsi mając mnie w miejscu, gdzie nie będzie ważne, co gadam przez sen. — Uśmiechnął się znacząco. — Rozumiesz, Wielki Brat.
Hawks przyglądał mu się spod oka.
— Tak czy inaczej — Latourette wykonał ruch ręką nie pamiętając o papierosie trzymanym od chwili, kiedy go wreszcie wydobył z kieszeni — będę poza obiegiem. — Spojrzał zdziwiony na papieros w palcach i włożył jego koniec do ust. Pośpiesznie wyjąwszy zapałki z kieszeni marynarki, zapalił papierosa i zaciągnął się energicznie. — Dlatego przyszło mi do głowy, że może warto by wyciągnąć z taśmy mój duplikat. W ten sposób mógłbyś mnie, to znaczy mój duplikat, mieć pod ręką w laboratorium, gdyby potrzebna była jakaś pomoc… — Jego głos zawisł w powietrzu, patrzył na Hawksa kątem oka, czerwieniąc się.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Ten cholerny Księżyc»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ten cholerny Księżyc» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.