Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc

Здесь есть возможность читать онлайн «Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1991, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Ten cholerny Księżyc: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ten cholerny Księżyc»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Ten cholerny Księżyc — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ten cholerny Księżyc», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Zatoczył ręką łuk obejmując plażę i morze.

— Rozejrzyj się! Do końca życia będziesz to miała w sobie! Ja też. W ostatnich chwilach życia będziemy mogli obejrzeć się za siebie i być znów tutaj. Oddaleni o długie lata i tysiące mil, będziemy to nadal mieć. Czas, przestrzeń, entropia, żaden atrybut wszechświata nie może nam tego odebrać inaczej niż zabijając, miażdżąc nas.

Rzecz w tym, że wszechświat umiera! Gwiazdy spalają swoją substancję, planety krążą coraz wolniej i zbliżają się do swoich słońc. Cząstki atomowe, z których wszystko się składa, też zwalniają na swoich orbitach. Stopniowo, przez miliardy lat wszystko się zużywa, aż któregoś dnia stanie. I tylko jedna rzecz w całym wszechświecie rośnie, rozwija się i wspina pod górę. Rozum, życie człowieka, my jedyni nie podporządkowujemy się powszechnym prawom. Wszechświat zabija nasze ciała, ściąga je w dół za pomocą grawitacji, aż nasze serca zmęczą się pompowaniem krwi wbrew przyciąganiu, aż ścianki naszych komórek zapadną się pod własnym ciężarem, aż nasze tkanki zwiotczeją, a kości skruszeją. Nasze płuca zmęczą się pompowaniem powietrza, nasze arterie popękają z wysiłku. Dzień za dniem, od chwili naszego poczęcia, wszechświat maltretuje nasze ciała, aż wreszcie tracą zdolność regeneracji. I tym sposobem w końcu zabija nas.

Ale nasz umysł… to co innego. To zjawisko, które nie ma nic wspólnego z czasem i przestrzenią, poza tym, że z nich korzysta, żeby opisywać życie swojego ciała w fizycznym wszechświecie.

Kiedyś ojciec zabrał mnie na spacer późnym wieczorem po świeżym śniegu. Szliśmy drogą, którą dopiero co oczyściły pługi śnieżne. Pokazały się gwiazdy i księżyc. Była mroźna, jasna noc z zaspami śniegu połyskującymi w świetle. Na rogu, gdzie nasza droga dochodziła do szosy, stała wysoka latarnia. Dokonałem wtedy odkrycia. Moje oczy łzawiły na mrozie i stwierdziłem, że kiedy je mrużę, płyn rozprasza światło tak, że wszystko: księżyc, gwiazdy, latarnia ma aureole. Zaspy połyskiwały niczym morze cukrowej waty i wszystkie gwiazdy stanowiły część jednej jarzącej się koronki. Szedłem wtedy przez wszechświat tak dziwny i cudowny, że moje serce prawie nie mogło pomieścić tego piękna.

Przez lata przechowywałem tę chwilę w moim umyśle. Jest tam nadal. Nie była jednak dziełem wszechświata. To ja ją stworzyłem. Wziąłem gwiazdy, które są odległymi słońcami, wziąłem noc, która jest cieniem Ziemi, śnieg, który jest wodą w stanie stałym, wziąłem własne łzy i zrobiłem z tego zaczarowany świat. Nikt inny nie mógł go zobaczyć. Nikt inny nie mógł do niego wejść. Nawet ja nie mogę do niego wrócić fizycznie, bo znajduje się trzydzieści osiem lat stąd na poziomie wzroku dziecka i jego stereoskopowa dokładność zależy od rozstawu oczu tamtego dziecka. Faktycznie istnieje on tylko w jednym miejscu, w moim umyśle, Elizabeth, w moim życiu. Ale co się z nim stanie, kiedy ja umrę?

— Może zostanie trochę we mnie. Razem z resztą ciebie.

Hawks spojrzał na nią, wyciągnął ręce i delikatnie, jak dziecko, które trzyma płatek śniegu, wziął ją w ramiona.

— Elizabeth, Elizabeth — powiedział. — Nie zdawałem sobie sprawy, na co mi pozwalasz.

— Kocham cię.

* * *

Szli we dwoje wzdłuż brzegu.

— Kiedy byłam małą dziewczynką — powiedziała Elizabeth — matka chciała, żebym grała w filmach i zgłosiła mnie do agencji. Któregoś dnia zadzwoniono, że szukają dziewczynek do roli córki meksykańskiego pastucha. Matka bardzo starannie wystroiła mnie w wiejską bluzkę oraz spódnicę w kwiatki i kupiła mi różaniec. Potem zaplotła mi warkocz, przyczerniła brwi i zawiozła mnie do studia. Kiedy tego popołudnia wróciłyśmy do domu, ciotka powiedziała „Nie udało się, co?” i wtedy moja matka, wściekła do łez, wyrzuciła: „W życiu nie widziałam czegoś obrzydliwszego! To było okropne! Prawie miała tę rolę, ale w ostatniej chwili dali ją jakiejś małej, brudnej Meksykance!”

Hawks objął ją mocniej. Spojrzał na morze, potem na niebo.

— To jest cudowne miejsce! — powiedział. — Wiesz, to jest cudowne miejsce!

Rozdział IX

1.

Barker stał oparty o szafkę z aparaturą, kiedy do laboratorium wszedł rano Hawks.

— Jak się pan czuje? — spytał Hawks podchodząc i przyglądając mu się uważnie. — W porządku?

Barker uśmiechnął się lekko.

— O co panu chodzi? Mamy się stuknąć rękawicami przed ostatnią rundą?

— Zadałem panu pytanie.

— Czuję się świetnie. Wulkan energii i optymizmu. Teraz w porządku, Hawks? Co pan chciał ode mnie usłyszeć? Że rozpiera mnie duma? Że wiem, jaki to olbrzymi krok naprzód w nauce i że jestem zaszczycony mogąc uczestniczyć w tym wspaniałym przedsięwzięciu? Dostałem już medal, panie doktorze, poproszę o dwie aspiryny.

— Barker, skąd ta absolutna pewność, że zdoła pan wyjść z drugiej strony formacji? — spytał Hawks z powagą.

— Dlaczego jestem tego pewien? Może logika formacji polega między innymi na tym, że nikt z nią nie może wygrać. Może zabije mnie przez zwykłą złośliwość. Tego nie wiem. Mogę tylko stwierdzić, że jestem o jeden krok od końca jedynej bezpiecznej drogi. Jeżeli następny ruch nie wyprowadzi mnie na zewnątrz, to będzie znaczyło, że wyjścia nie ma. Że to jest puszka po konserwach, a ja spadłem na dno. Jeżeli jednak jest tam coś innego, to tak, dzisiaj jest ten dzień, zbliża się godzina zero.

Hawks kiwnął głową.

— To wszystko, czego mam prawo od pana oczekiwać. Dziękuję. — Rozejrzał się. — Czy Gersten jest przy przekaźniku?

— Tak. Powiedział mi, że będziemy gotowi do nadawania za pół godziny.

Hawks kiwnął głową.

— Dobrze. W porządku. Może pan zacząć się ubierać, ale będzie pewne opóźnienie. Najpierw zrobimy mój wstępny zapis. Pójdę z panem.

Barker przydeptał niedopałek.

— Chyba powinienem to jakoś skomentować. Zrobić jakąś zjadliwą uwagę na temat brawurowego wkroczenia na wrogi brzeg po tym, jak wojska zajęły wyspę. Ale niech mnie diabli, jeżeli myślałem, że pan to w ogóle zrobi.

Hawks nic nie odpowiedział i oddalił się w kierunku przekaźnika.

* * *

— Wiedziałeś, że mamy zapasowe skafandry — powiedział Hawks do Gerstena leżąc w otwartej zbroi. Ludzie z marynarki krzątali się wokół dostosowując kombinezon do jego budowy. Chorąży doglądał wszystkiego z wyrazem wątpliwości na twarzy.

— Tak, ale one były tylko na wypadek, gdybyśmy stracili pierwszy przy nieudanym zapisie — z uporem w oczach nie dawał za wygraną Gersten.

— Zawsze mieliśmy zestaw skafandrów we wszystkich rozmiarach.

— Móc coś zrobić, a zrobić, to są dwie różne rzeczy. Ja…

— Posłuchaj, znasz sytuację. Wiesz, co tu robimy równie dobrze jak ja. Z chwilą, kiedy będziemy znali bezpieczną drogę, rozpoczną się prawdziwe badania. Będziemy musieli rozłożyć to coś jak bombę, a ja jestem odpowiedzialny za cały projekt. Aż do dzisiaj, gdybym zginął, strata dla przedsięwzięcia byłaby zbyt duża. Teraz jednak ryzyko jest już dopuszczalne. Chcę zobaczyć na własne oczy, jak to wygląda, aby wydawać potem sensowne polecenia. Czy to tak trudno zrozumieć?

— Hawks, jeszcze wiele rzeczy może się tam dzisiaj zdarzyć.

— Załóżmy, że wszystko pójdzie dobrze. Załóżmy, że Barkerowi się uda. I co wtedy? Wtedy on stoi tam, a ja siedzę tu, na dole. Czy sądzisz, że nie planowałem tego od samego początku?

— Jeszcze zanim poznałeś Barkera?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Ten cholerny Księżyc»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ten cholerny Księżyc» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Algis Budrys - Michaelmas
Algis Budrys
Algis Budrys - Il giudice
Algis Budrys
Algis Budrys - Projekt Luna
Algis Budrys
Algis Budrys - ¿Quién?
Algis Budrys
Algis Budrys - Morte dell'utopia
Algis Budrys
Algis Budrys - Some Will Not Die
Algis Budrys
Algis Budrys - Exil auf Centaurus
Algis Budrys
Algis Budrys - Lower than Angels
Algis Budrys
Algis Budrys - Incognita uomo
Algis Budrys
Algis Budrys - Rogue Moon
Algis Budrys
Отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc»

Обсуждение, отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x