Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc
Здесь есть возможность читать онлайн «Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1991, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Ten cholerny Księżyc
- Автор:
- Жанр:
- Год:1991
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Ten cholerny Księżyc: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ten cholerny Księżyc»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Ten cholerny Księżyc — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ten cholerny Księżyc», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Hawks dotarł wreszcie do miejsca, gdzie leżąc na wznak odpoczywał Barker. Zaczął niezgrabnie siadać i jednocześnie spojrzał na swój przegub, gdzie miniaturowy żyrokompas wskazywał księżycową północ. Przekrzywił przy tym ciało, omal się nie przewrócił i zastygł na jednej nodze jak bocian. Barker pomógł mu odzyskać równowagę. W górze nad nimi przez szklistą czerwoną bryłę przypominającą kształtem głowę olbrzymiego szczura przebiegły serie pomarańczowych błysków i, jakby niechętnie, zanikły.
Wyszli teraz na rozległą, płaską równinę we wszystkich odcieniach czerni i szarości, wybierając jeden określony ciąg śladów wśród rozchodzących się wachlarzowato pojedynczych tropów. Wszystkie kończyły się leżącym białym skafandrem, prócz tego jednego, na którym Barker co jakiś czas przystawał, zawsze przed swoim leżącym ciałem, i robił krok w bok albo po prostu chwilę czekał. Za każdym razem równina z punktu widzenia Hawksa odzyskiwała wówczas przez moment swoje barwy. Za każdym razem, kiedy powtarzał manewr Barkera, kolor zamierał, a skafander odzywał się głuchym, drewnianym dudnieniem.
Równinę zamykała ściana. Hawks spojrzał na zegarek. Czas pobytu w formacji wynosił cztery minuty i pięćdziesiąt jeden sekund. Ściana pulsowała wachlarzami liliowego światła bijącego od ich stóp aż pod czarne niebo. Tam, gdzie padał ich cień, wyrastały szronowe kwiaty, tym wyższe, im dalsze od skrajów cienia, a tym samym od światła. Szron tworzył wybrzuszone, szorstkie kopie ich skafandrów i kiedy Hawks z Barkerem zmieniali położenie, leżały przez chwilę odsłonięte, by zaraz wybuchnąć bezgłośnie pod ciśnieniem pary, a każdy wyrzucony fragment ciągnął za sobą długą, delikatną smużkę pary, pochłaniając sam siebie i cały wybuch powoli wygasał.
Barker uderzył w ścianę ostrym geologicznym młotkiem i połyskujący, granatowoczarny fragment jej powierzchni odpadł, obnażając szorstką, brązową warstwę. Barker uderzył lekko i barwa zmieniła się na lśniąco białą, ożywioną wijącymi się zielonymi żyłkami. Potem ściana stała się krystaliczna, przeźroczysta i znikła. Stali na skraju jeziora dymiącego czerwonego ognia. Na jego brzegu, na wpół wynurzona, leżała osmalona, nadwęglona i nadtopiona — jak glazura na glinianym garnku — zbroja Barkera. Hawks spojrzał na zegarek. Przebywali w formacji sześć minut i trzydzieści osiem sekund. Obejrzał się za siebie. Na otwartej, jednobarwnej równinie leżał bezkształtny, granatowoczarny kawał metalu. Barker zawrócił, podniósł go i cisnął nim o ziemię. Natychmiast między nimi a równiną wyrosła szorstka brązowa ściana, zza której wybuchnął ogień. Na miejscu opalonej zbroi Barkera pojawił się stos kryształów na skraju kwadratu lapis lazuli o powierzchni może stu metrów.
Barker przekroczył jego granicę i natychmiast fragment kwadratu pochylił się, a kryształy posypały się lśniącym wachlarzem. Barker ostrożnie wybierał drogę między nimi, aż znalazł się na przeciwległym końcu odcinka, równoważąc go swoim ciężarem. Hawks wkroczył na pochyłą powierzchnię idąc w jego kierunku. Barker wskazał ręką. Przez szczelinę na końcu drogi widać było ludzi z zespołu obserwacyjnego, patrzących, ale nic nie widzących. Hawks spojrzał na zegarek. Sześć minut trzydzieści dziewięć sekund. Ledwo widoczne między nimi a zespołem obserwatorów leżało jeszcze jedno ciało Barkera. Kryształy z ich części podłogi zsuwały się i spadały długimi, delikatnymi smugami na niejasno majaczący skafander.
Barker wdrapał się na błękitny kwadrat. Hawks poszedł w jego ślady. Fragment podłoża, z którego zeszli, powrócił do poziomu. Pokonali kilka metrów i Barker stanął z wyrazem napięcia na twarzy, z oczami błyszczącymi radością. Kątem oka zobaczył Hawksa i spoważniał.
Hawks znacząco spojrzał na zegarek. Barker oblizał wargi, potem odwrócił się i pobiegł rozszerzającą się spiralą. Jego buty wzbijały chmary kryształów, a przez skafander przepływały fale czerwonego, zielonego i żółtego światła. Hawks ruszył za nim, błękitne podłoże pękało pod ich stopami pokrywając się siatką rozgałęziających się szczelin.
Gdy tak biegali w koło, błękit przybrał odcień stalowy, potem stał się przeźroczysty i znikł pozostawiając tylko siatkę pęknięć, po której krążyli Hawks i Barker. W dole leżał oszroniony skafander, a tuż obok stał nie widzący tego wszystkiego zespół obserwacyjny. A za nim gwiazdy, łuk nieba i poszarpany księżycowy horyzont.
Przebywali w formacji dziewięć minut i dziewiętnaście sekund. Barker znów wczepiony stopami i kleszczami dłoni w pionową nagle siatkę zawisł bez ruchu oglądając się przez ramię na podchodzącego Hawksa. Oddychał konwulsyjnie, w oczach miał rozpacz. Hawks zatrzymał się obok niego.
Sieć pęknięć zaczęła się rozpadać na ostre jak sztylety sople, które sypiąc się pozostawiały wielkie dziury. Napływały przez nie kłęby stalowoszarych drobin tworzących ostre jak brzytwa płaszczyzny gromadzące się w wielkiej, otwartej przestrzeni nad Barkerem i Hawksem. Skraje płaszczyzn falowały i łączyły się tworząc kratownicę, która zbliżała się w ich kierunku.
Barker nagle zamknął oczy, potrząsnął gwałtownie głową i z wyrazem bólu na twarzy zaczął się wspinać po siatce z lewą ręką przyciśniętą do boku, po każdym odbiciu się od kolejnego punktu oporu dla stopy poszukując prawą dłonią nowego uchwytu nad głową.
Kiedy Barker i Hawks wyłonili się nad skrajem sieci obok skafandra przysypanego warstwą ostrych sopli, czas ich przebywania we wnętrzu formacji wynosił dziewięć minut i czterdzieści dwie sekundy. Barker spojrzał znad ściany na zespół obserwatorów i zszedł na otwartą powierzchnię Księżyca. Hawks zrobił to samo. Stali przez chwilę patrząc na siebie przez szyby hełmów, mając tuż za plecami formację.
Barker obejrzał się.
— Nie wygląda, by wiedziała, co zrobiliśmy — odezwał się przez radiotelefon.
Hawks też rzucił spojrzenie za siebie.
— A spodziewał się pan, że da jakiś znak? — Wzruszył ramionami i zwrócił się do obserwatorów, którzy czekali w swoich księżycowych skafandrach z wyrazem cierpliwości na twarzach pod plastykowymi baniami przeźroczystych hełmów.
— Czy panowie zauważyli coś nowego podczas naszego pobytu w środku? — spytał Hawks.
Najstarszy członek zespołu, osobnik o szarej, ściągniętej twarzy i w drucianych okularach potrząsnął głową.
— Nie. — Jego głos dochodził zniekształcony przez laryngofon. — Formacja w żaden sposób nie pokazuje, że rozróżnia osoby i nie reaguje w żaden szczególny sposób na obecność dodatkowej osoby. Dopóki, jak sądzę, przestrzega się wszystkich jej wewnętrznych rygorów.
Hawks kiwnął głową.
— Ja też odniosłem takie wrażenie. — Odwrócił się do Barkera. — To chyba znaczy, że możemy zacząć wysyłać do środka zespoły techniczne. Myślę, że wykonał pan swoje zadanie, Al. Naprawdę tak myślę. Cóż, chodźmy na chwilę do tych panów. Złożymy im ustne sprawozdanie na wypadek, gdyby Barker i Hawks z laboratorium stracili z nami kontakt, zanim wyszliśmy.
Ruszył ścieżką do bunkra obserwatorów, inni poszli za nim.
4.
Gersten ukląkł i pochylił się nad otwartą przyłbicą hełmu.
— Wszystko w porządku, Hawks? — spytał.
Hawks L spojrzał na niego półprzytomnie. Z kącika ust spływał mu strumyczek krwi. Zlizał go przeciągając językiem pogryzioną dolną wargę.
— Widocznie byłem bardziej przestraszony niż myślałem, po tym, jak straciłem kontakt z Hawksem księżycowym i zdałem sobie sprawę, że jestem w skafandrze. — Kiwnął głową z lewa na prawo. — Co z Barkerem?
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Ten cholerny Księżyc»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ten cholerny Księżyc» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.