Joanne Harris - Czekolada

Здесь есть возможность читать онлайн «Joanne Harris - Czekolada» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czekolada: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czekolada»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przyjeżdża tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką. Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawiają starą piekarnię na rynku, by urządzić tam sklep z czekoladą. W dniu otwarcia właścicielka ofiarowuje zaglądającym do niej ciekawskim takie słodycze, jakie każdy z nich lubi najbardziej, jak gdyby znała ich najskrytsze myśli i pragnienia. Czyżby ta dziwna kobieta była czarownicą?
Dla wielu mieszkańców miasteczka przyjazd Vianne jest prawdziwym darem losu, ale są i tacy, którzy zrobią wszystko, by opuściła Lansquenet. Zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci "festiwal czekolady", lecz jej wrogowie za wszelką ceną chcą jej w tym przeszkodzić…

Czekolada — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czekolada», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

ZA PIĘTNAŚCIE SZÓSTA

Skosztuję czegoś jeszcze. Mówiąc sobie, że to nieistotne. Znowu zwlekam nad tymi nazwami: Creme de cassis. Kiść czterech orzechów. Wybieram ciemny nugat z tacy oznaczonej Podróż na wschód. Kandyzowany imbir w twardej skorupce z cukru i nagle w ustach likier jak koncentrat wonnych korzeni, powiew aromatycznego powietrza stamtąd, gdzie drzewo sandałowe, cynamonowiec, lipa rywalizują zapachami z cedrem i przyprawami indyjskimi… Następny przysmak biorę z tacy Peche au miel millefleurs. Plasterek brzoskwini zanurzony w miodzie i eau-de-vie. Kandyzowany plasterek, pod spodem czekolada. Patrzę na zegarek. Jeszcze czas.

Wiem, że powinienem poważnie spełniać moją powinność. Te specjały wystawione w sklepie wszakże nie wystarczą, aby pokryć setki zamówień, które ona dostała. Musi być jeszcze jakieś pomieszczenie pudeł z czekoladą, zapasów, większość jej towaru. To tutaj jest tylko na pokaz. Biorę ciastko migdałowe i wpycham je do ust – gdy jem, łatwiej mi się zastanowić. Potem biorę karmelową pomadkę. Potem Manon blanc z migdałem, puszysty od śnieżnego kremu. Czasu już mało, a tyle smakołyków do skosztowania… Lecz mogę dokonać swego dzieła w pięć minut, może szybciej, bylebym tylko wiedział, gdzie jest magazyn. Zjem jeszcze jedną czekoladkę, na szczęście, zanim zacznę szukać. Jeszcze tylko jedną.

ZA PIĘĆ SZÓSTA

Jakbym znowu śnił. Tarzam się w czekoladkach. Widzę siebie na łące czekoladek, na plaży czekoladek, ryję-pła-wię się-obżeram. Z braku czasu nie czytam etykietek. Na chybił trafił sięgam po czekoladki, aby wpychać je do ust. Uciecha tak wielka, że świnia traci spryt, staje się zwykłą świnią i daremnie głos rozwagi każe mi przestać. Raz zacząłem, nie mogę skończyć. To wcale nie głód. Już jestem przesycony, zmuszam się do jedzenia, usta mam zapchane, ręce pełne. Przez straszną krótką chwilę wydaje mi się, że Armande wraca, aby mnie prześladować czy może przekląć, przerzucić na mnie swoje szczególne utrapienie, abym umarł wskutek obżarstwa. W ekstazie i rozpaczy stękam, jedząc, chrząkam, jak gdyby ta świnia we mnie ostatecznie zwycięska kwiczała.

SZÓSTA

Zmartwychwstał! Dźwięki dzwonów wyrywają mnie spod

tych czarów. Opamiętując się, stwierdzam, że siedzę na podłodze wśród rozrzuconych czekoladek, jak gdybym rzeczywiście tarzał się w nich. Pałka leży przy mnie zapomniana. I dawno zdjąłem tę niewygodną kominiarkę. Przez odsłoniętą szybę okna wystawowego padają pierwsze blade promienie porannego słońca.

On zmartwychwstał! Jak pijany wstaję niepewnie z podłogi. Za pięć minut pierwsi wierni zaczną się schodzić na mszę. Już pewnie zauważono, że mnie tam nie ma. Podnoszę pałkę palcami oślizgłymi od roztopionej czekolady. Nagle domyślam się, gdzie ona trzyma swoje zapasy. W starej piwnicy chłodnej i suchej, gdzie kiedyś były worki z mąką. Mogę się tam dostać. Wiem, że mogę.

Zmartwychwstał!

Odwracam się z moją pałką, już mi się śpieszy, śpieszy…

Ona czeka na mnie, patrzy zza zasłony z koralików w drzwiach. Nie mam pojęcia, jak długo tam stała. Uśmiecha się półgębkiem. Bardzo delikatnie wyjmuje mi pałkę z ręki. Dostrzegam w jej palcach osmaloną kolorową tekturkę. Jakaś karta do gry, być może.

…I tak właśnie ludzie mnie zobaczyli, mon pere, przykucniętego na pobojowisku jej specjałów, umazanego czekoladą i z oczami nieprzytomnymi. Jak gdyby znikąd zbiegali się coraz tłumniej, aby jej pomóc. Duplessis, trzymając swego psa na smyczy, pilnował drzwi sklepu. A ona, ta Rocher, stała przy wewnętrznych drzwiach z moją pałką w zgięciu łokcia. Z piekarni naprzeciwko, Poitou, który wstał wcześnie, aby ludzie w święto mieli świeże pieczywo, wołał do tłoczących się gapiów, że niby stamtąd lepiej wszystko widać, Clairmontowie wybałuszali oczy jak karpie na piasku. Narcisse wygrażał pięścią. I ten śmiech, Boże! A dzwony St Jeróme przez cały czas dzwoniły. On zmartwychwstał!

39

Poniedziałek, 31 marca Poniedziałek Wielkanocny

Wypuściłam Reynauda, kiedy dzwony ucichły. Nie odprawił mszy. Bez słowa uciekł do Les Marauds. Niewiele osób odczuło, że go nie ma. Festiwal zaczął się wcześnie od gorącej czekolady i ciastek na rynku przed La Praline, ja w tym czasie szybko sprzątałam cały ten bałagan. Na szczęście było tego mało: kilkaset czekoladek rozsypanych na podłodze, ale żadna z bombonierek nieuszkodzona. Coś niecoś poprawiłam na wystawie i już wszystko wyglądało dobrze.

Festiwal nie zawiódł naszych nadziei. Były kramy, fanfary, orkiestra Narcisse'a -to niespodzianka, on z pełnym werwy zamiłowaniem gra na saksofonie – i żonglerzy, i połykacze ognia. Ludzie z rzeki wrócili – przynajmniej na ten dzień – i ożywili ulice Lansquenet swoją malowniczością. Niektórzy postawili stragany i sprzedawali dżemy i miody, tatuowali henną, przepowiadali przyszłość. Roux sprzedawał lalki, które wyrzeźbił w drewnie nanoszonym przez rzekę. Tylko Clairmontów nie było. Wciąż przed oczami miałam Armande, jak gdybym nie mogła sobie wyobrazić jej nieobecności na takiej fecie. Wciąż widziałam przygarbioną kobietę – jej czerwony szalik i słomkowy kapelusz wesoło przybrany wiśniami, podskakujący ponad głowy świątecznego tłumu. Wydawało mi się, że Armande jest wszędzie. Dosyć to dziwne, ale nie czułam ani odrobiny smutku, tylko pogłębiało się przekonanie, że w każdej chwili ona może się zjawić, zaglądać pod wieka pudeł, ciekawa, co w nich jest, łakomie oblizywać palce, wykrzykiwać, radować się tym gwarem, tą zabawą, tą wesołością festiwalu. W pewnej chwili, sięgając po paczkę rodzynków w czekoladzie, nawet usłyszałam jej głos – ho, ho! – tuż przy mnie, chociaż kiedy spojrzałam, nie było nikogo. Moja matka by zrozumiała.

Kwadrans po czwartej już wszystkie zamówienia zostały załatwione i sprzedałam ostatnią bombonierkę. W poszukiwaniu jajek wielkanocnych zwyciężyła Lucie Prudhomme, ale wszyscy uczestnicy dostali cornet-surpri-ses pełne czekoladek oraz trąbki, tamburyny i chorągiewki. Przez Lansquenet przejechał char z prawdziwymi kwiatami reklamujący szkółkę Narcisse'a. Co młodsi zdobyli się na odwagę i pod surowym nadzorem kościoła St Jeróme zaczęli na rynku tańczyć. Słońce świeciło przez cały dzień.

A przecież teraz kiedy nad tomem bajek siedzę przy Anouk w naszym cichym domu, czuję się nieswojo. Mówię sobie: to jest normalna reakcja, nieunikniona po długo oczekiwanym, podniecającym wydarzeniu. Zmęczenie, być może wspomnienie włamania Reynauda, w ostatniej chwili, skutki słońca, tego tłoku… A także żałoba po Ar-mande wynurzająca się, odkąd gwar zabawy ucichł, smutek zabarwiony sprzecznie samotnością, utratą, niedowierzaniem i jakimś spokojnym poczuciem słuszności… Moja kochana Armande. Tobie tak bardzo dzisiejszy dzień by się podobał. Ty miałaś swoje własne fajerwerki, prawda? Guillaume przyszedł wieczorem, kiedy już dawno sprzątnęłyśmy wszystkie ślady festiwalu. Anouk z oczami jeszcze pełnymi festiwalowych świateł kładła się spać.

– Mogę wejść? – Psiak już się nauczył reagować na polecenia i czekał z powagą przy drzwiach. Guillaume miał w ręce kopertę. – Armande prosiła, żebym to pani dał. Wie pani. Po wszystkim.

Wzięłam ten list. W kopercie zagrzechotało coś niedużego i twardego.

– Dziękuję.

– Nie zostanę długo. – Guillaume popatrzył na mnie i wyciągnął rękę, ceremonialnie, a przecież dziwnie wzruszająco. Uścisk jego dłoni był mocny i chłodny. Oczy mnie piekły, kropla spadła na jego rękaw, jego łzy czy moje, nie wiem.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czekolada»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czekolada» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Joanne Harris - Blackberry Wine
Joanne Harris
Joanne Harris - W Tańcu
Joanne Harris
Joanne Harris - Runas
Joanne Harris
Joanne Harris - Zapatos de caramelo
Joanne Harris
Joanne Harris - Chocolat
Joanne Harris
Joanne Harris - Jeżynowe Wino
Joanne Harris
Joanne Harris - Runemarks
Joanne Harris
Joanne Harris - Holy Fools
Joanne Harris
Joanne Harris - Sleep, Pale Sister
Joanne Harris
Joanne Sefton - Joanne Sefton Book 2
Joanne Sefton
Отзывы о книге «Czekolada»

Обсуждение, отзывы о книге «Czekolada» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.