Dyrektor Gongiewicz zresztą unikał ostatnio Ewy jak ognia. Bał się, że każe mu czytać, a nawet uczyć się jakichś wymagań norm ISO, czy też procedur, które obowiązywały w firmie jedynie na papierze.
Ewa cieszyła się z takiego stanu rzeczy i z premedytacją wykorzystywała solidarność kolegów i brak zainteresowania ze strony szefa na niekończące się rozmowy telefoniczne z Maćkiem.
Czasem też zadzwonił Leszek, ten wysoki czarnowłosy dwudziestodziewięciolatek z Warszawy, który w Klubie Niesamotnych Serc podawał się za fajnego faceta. I rzeczywiście chyba był fajny, skoro potrafił ją rozbawić do łez, wysłuchać jej problemów i udzielić rzeczowych mądrych rad, co było dziwne o tyle, że jako kawaler nie miał przecież doświadczenia na polu małżeńskim.
Po kilku takich telefonach Ewa ku własnemu zaskoczeniu odkryła, że woli rozmowy z Leszkiem niż z Maćkiem. Maciek był nudny, w kółko powtarzał właściwie jedno, że Ewa jest piękna, powabna i że czuje, że są dla siebie stworzeni. Ona jakoś nie mogła się z nim zgodzić. Nie czuła do niego tego samego, no bo i jak tu czuć, skoro znali się jedynie z rozmów przez telefon, w dodatku przysłał jej jedno i to zrobione z daleka, niezbyt wyraźne zdjęcie.
Leszek w ogóle nie przysłał jej zdjęcia. Nie miała pojęcia jak wygląda. Ale czuć było w jego głosie zainteresowanie jej osobą, śmiał się z jej dowcipów, zwierzał się, a przy tym nadal nie pozostawał nudny.
Postanowiła odłożyć Leszka na przyszły weekend.
– Sobota już za trzy dni – szeptał jej Maciek do słuchawki. – Doprawdy nie wiem, jak zdołam wytrzymać te osiemdziesiąt godzin.
– Osiemdziesiąt? – zaśmiała się. – Jak to policzyłeś?
– Jest południe. W sobotę około dwudziestej zobaczę twą piękną twarz i złączę me usta w pocałunku z twoimi.
– Wow! Jakie to romantyczne! Skąd wiesz, że zechcę cię pocałować? – przekomarzała się.
– A nie zechcesz? No to nici ze spotkania. – powiedział przekornie.
– No może… Jeśli ładnie poprosisz…
– Nie! Zgwałcę cię od razu jak wysiądziesz z autobusu. Normalnie wezmę cię na chodniku obok kiosku z gazetami.
Zawstydziła się. Często dawała się zawstydzać Maćkowi. Przytłaczał ją. Udała przed sobą, że tak nie jest.
– Nie musisz się tak oburzać – powiedziała łagodnie.
– Nie oburzam się. Po prostu robisz sztuczne problemy, moja piękna. Skromny pocałunek na powitanie to jeszcze nie koniec świata. To nic nie znaczy, poza tym, że dwoje ludzi się wita.
– Masz rację.
– I co potem?
– Potem?
– No, co będziemy robić?
– Rozmawiać, oczywiście!
– Nie chodziło mi o to, tylko dokąd chciałabyś pójść. Czy masz jakieś ulubione miejsca? Restauracje, hotele, wiesz, jakieś lokale?
– Cóż, znam parę z nich, gdzie można miło spędzić czas, potańczyć, na przykład…
– Albo inaczej – przerwał nie dając jej dokończyć. – Jest taki wspaniały zajazd niedaleko Warszawy. Wspaniałe warunki, miła obsługa.
Ewa przeraziła się. Nie chciała opuszczać Warszawy. Nie z obcym facetem!
– Sama nie wiem…
– Spodoba ci się, zobaczysz. Podeślę ci mailem adres ich strony internetowej, to pooglądasz pokoje.
Pokoje? O czym on mówił?! Nie była przygotowana na aż takie posunięcia!
– Myślałam raczej o jakiejś dyskotece, jakimś piwku, ale hotel, zajazd…
– Kobieto, czy ty czasem myślisz? Przecież nie przyjadę z drugiego końca Warszawy samochodem na spotkanie z tobą i nie będę patrzył, jak żłopiesz piwo, podczas gdy ja będę musiał zadowolić się jedynie kawą. Umawialiśmy się na piwo, a to przecież zrozumiałe, że po piwie, nawet jednym, nie wsiądę za kierownicę. Dlatego właśnie musimy wynająć jakiś pokój.
Ewie zrobiło się szczerze żal Maćka. O tym nie pomyślała. Rzeczywiście nietęgo by się czuła, będąc w jakimś barze czy dyskotece i patrząc, jak ktoś inny pije piwo.
– Ja… już mam pokój w Warszawie. Wynajmuję stancję…
– I co, chyba nie przyprowadzisz tam obcego faceta!
– No… nie. Chyba nie…
– Więc widzisz, że muszę o wszystkim pomyśleć. Zresztą, nie jestem z samej Warszawy, tak tylko napisałem w moim profilu w Klubie Niesamotnych Serc.
– Aha. A dlaczego nie napisałeś prawdy?
– Żartujesz?! Żeby moja żona odkryła, że zamieszczam anonse na Internecie?
– Skoro żyjecie tylko na niby, to chyba nie jej sprawa, nie sądzisz?
– Nie jej, zgoda, ale inni znajomi mogliby zrobić z tego aferę, gdyby znaleźli mój profil w randkowym serwisie. Nie chce się narażać. Zwłaszcza dla dobra moich dzieci.
– Ale przecież to nic złego, że ludzie szukają ze sobą kontaktu w wirtualnym świecie – powtórzyła Maćkowi słowa Zbyszka z Kielc.
– Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz, kobieto – oburzył się Maciek. – Czy ty musisz tak wszystko komplikować? Naprawdę nie mam względem ciebie niecnych zamiarów. Nie chcę cię zgwałcić ani wykorzystać, okraść, ni zamordować. Chcę po prostu przytulić, pogadać. – Ton jego głosu znów stal się łagodny. – Marzę o spokojnym wieczorze z normalną kobietą. Nie miałem tego od lat.
Milczała, ciągnął więc dalej:
– Jeśli cię to tak niepokoi, zawsze możemy wziąć dwa osobne pokoje. Dwie jedynki. Co ty na to?
– Bo ja wiem?
– A kto ma wiedzieć, ślicznotko?
– Chyba mogę się zgodzić – odrzekła bez przekonania.
– Grzeczna dziewczynka. A teraz pozwól, że zajmę się formalnościami. Trzeba zarezerwować pokoje wcześniej. Ten zajazd jest dosłownie oblegany w weekendy. Na szczęście jego szefowa to moja dobra znajoma. Możemy liczyć na dyskrecję i szczególne względy.
Po godzinie Maciek zadzwonił znowu, był zmartwiony do granic.
– Ewuniu, skarbie, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale nici z naszych planów.
– Dlaczego? Co się stało?
– W tym zajeździe, o którym ci mówiłem, nie mają wolnych jedynek na sobotę.
– No to rzeczywiście pech. A pytałeś w innych miejscach?
– Może w Hotelu Westin albo Radisson? – Maciek z sarkazmem wymienił pierwsze z brzegu warszawskie pięciogwiazdkowe hotele.
– Maćku, znowu przesadzasz. Powiedz lepiej od razu, o co ci chodzi.
– Mają tylko wolne dwójki. Niestety, kosztuje to drożej. Chyba że… – zawiesił głos.
– Co chyba że?
– Chyba że weźmiemy wspólny pokój. Wtedy będzie dużo taniej niż gdybyśmy wynajęli jedynki, nie mówiąc już o dwóch dwójkach. I tak, znając życie, pewnie przesiedzimy do rana przy barowym stoliku, i przegadamy o wszystkim i o niczym, jak para starych dobrych znajomych.
Nie bardzo wiedziała, czy przystać na tę propozycję.
– Wspólna dwójka – namawiał. – Dwa łóżka, żadnego wspólnego spania. Ty osobno i ja osobno. I jak?
Ostatecznie byli dorosłymi ludźmi. Nie miała do czynienia z napalonym zboczeńcem, który rzuci się na nią, gdy tylko zamkną się za nimi drzwi hotelowego pokoju. Chyba nie miała. Zawsze mogła się wycofać.
– Zgoda. Zarezerwuj dwójkę.
– Ciężka z tobą przeprawa – westchnął. – Tylko żebyś mi się nie rozmyśliła w ostatniej chwili.
Zaśmiała się do słuchawki, po czym przerwała rozmowę. Nie to, żeby czuła się osaczona, czy zmuszana do czegokolwiek, ale Maciek miał na nią dziwny wpływ. Sprawiał, że robiła dokładnie tak, jak od niej oczekiwał. Gdy miał ochotę zwierzyć jej się ze swoich zmartwień, miała go słuchać. Gdy on z kolei nie miał ochoty wysłuchiwać jej narzekania na ciężkie życie, musiała milczeć. Jednocześnie dzięki tej znajomości czuła się interesująca i potrzebna.
Читать дальше