Jej palce płynnie zatańczyły na klawiaturze.
„Witaj, Kris! Jest czwartek, po dwudziestej drugiej. W związku z tym, że jutro w pracy będę miała prawdopodobnie urwanie głowy, co wynika z faktu, że certyfikacja tuż tuż, postanowiłam napisać Ci maila dzisiaj, w pracy tylko go wyślę. Nie zdążyłam odpowiedzieć na twój ostatni dzisiejszy list, bo sam wiesz, jak to jest w pracy. I tak przegadaliśmy parę godzin. Nie chcę, żebyś myślał, że nie mam chęci z Tobą korespondować. Mam chęć, ale nie zawsze mam możliwości.
W ostatnim mailu napisałeś, że za dwa tygodnie bronisz pracę magisterską. Zazdroszczę ci, że jesteś już prawie po wszystkim. Mnie pozostał jeszcze rok studiów. Choć z drugiej strony właściwie okres studiów to piękny czas. Wiem coś o tym. To tak jakby się przeżywało drugą młodość. Mówię teraz oczywiście o sobie, nie o Tobie. Właśnie tak to odczuwam – druga młodość, bo pierwszą jakoś roztrwoniłam. Zachciało mi się za wcześnie być dorosłą i takie tam…
A teraz trochę z innej beczki. Nie miałam zamiaru absolutnie urazić Cię, ani pouczać, pisząc o klikaniu do mężatki. Te słowa były skierowane… do mnie. Naprawdę. Wyobraź sobie, czuję się winna od kiedy weszłam do serwisu Klubu Niesamotnych Serc. O ironio! Ja! Czuję się winna i to poczucie winy ciągle mnie nie opuszcza. W związku z tym oraz z innymi jeszcze sprawami służbowo – prywatnymi miewam ostatnio silne napady depresji, co przejawia się między innymi tym, że plotę bzdury. Nie mam nic przeciwko, że do mnie klikasz, co więcej, jestem z tego powodu niezmiernie rada. Do zarzucenia za to mam bardzo wiele sobie, po pierwsze, że to klikanie bardzo mi się podoba, po drugie, mam wrażenie, że robię coś, czego normalna zamężna i dzieciata kobieta robić nie powinna.
Do niedawna byłam taką zwykłą szarą kobietką, matką, żoną, pracownikiem biurowym, sprzątaczką, kucharką, itd., itp.
Starałam się, jak mogłam, chociaż dzisiejsze życie jest bardzo ciężkie, kłopoty z zatrudnieniem, utrzymanie dzieci, mieszkania. Ot – proza życia.
Ale ogólnie nie miałam powodów do narzekań. Fajna praca, zdrowe, mądre dzieci, studia, kochający mąż… i tu właśnie nastąpił zgrzyt. Tuż po świętach wielkanocnych odkryłam, że mąż ma romans. Cios w samo serce. A byliśmy naprawdę kochającą się parą, wielu znajomych nam zazdrościło. Cóż… okazuje się, nie ma czego. Najśmieszniejsze jest to, że między nimi jest różnica siedemnastu lat! Jaki to ma sens? Na początku rwałam włosy z głowy, ale wybaczyłam. Okazało się, że to nie koniec, że romans trwa nadal, zażądałam decyzji. Decyzja zapadła – „nic mnie z nią nie łączy, przecież cię kocham, już do niej nie dzwonię i się z nią nie spotykam. " Zapewniał mnie o tym jeszcze przez telefon, ostatniej soboty, gdy byłam na zjeździe w Warszawie i nocowałam w hotelu. Wybaczyłam. Powiedziałam dobranoc. Po dwóch minutach zadzwonił z innej aktywacji do… Sylwii. Tu muszę Ci powiedzieć, że będąc osobą ostatnio mocno nieufną, pod imieniem Sylwia w tajnej aktywacji mojego męża wpisałam swój numer telefonu, modląc się jednocześnie, aby moje obawy były płonne. Niestety. Mój mąż zadzwonił jednak do kochanki, ale odebrałam ja.
Teraz jest ni tak ni tak pomiędzy nami. Jesteśmy razem, w końcu łączy nas dziewięć lat wspólnego życia, ale… już nic nie jest takie samo. Nie ufam mu już. No i w porywie chęci zemsty zalogowałam się do Klubu, bo w moim kręgu znajomych nie mogłabym znaleźć żadnego wsparcia.
Klub Niesamotnych Serc, jak pewnie się domyślasz, aż roi się od dziwnych ludzi, napalonych mężów pragnących zrobić skok w bok, i takich tam. Ale na szczęście, jak oto mam się okazję przekonać, znaleźć w niej można ludzi zwyczajnych, kumpli. Jak Ty. Tego właśnie bardzo potrzebowałam.
O ile pamiętam z twego ostatniego maila, moja obecność w Klubie była dla ciebie zasadniczą kwestią. Mam nadzieję, że Ci ją wyjaśniłam. Ale oczywiście mogę odpowiedzieć bardziej wyczerpująco, jeśli tylko chcesz słuchać moich wywodów.
Poza tym miałam wczoraj jakiegoś cholernego doła. Dlatego moje maile mogły zabrzmieć opryskliwie i niegrzecznie. Ale nie bierz tego do siebie, już Ci powyżej napisałam, że to było do mnie. Czasem nie umiem zebrać się na ufność wobec ludzi, najeżam się, czasem niepotrzebnie, czasem potrzebnie. A czasem okazuje się, że kogoś uraziłam. Sorry jeszcze raz. Tak w ogóle to zwykła ze mnie dziewczyna, tylko nie mam z kim pogadać. To znaczy teraz mam. Ciebie, Kris. Dzięki.
Czy ja Cię aby przypadkiem nie zamęczam tym listem? Jeżeli jeszcze nie usnąłeś czytając te bzdurki, to napisz parę słów.
Eve. "
Wrzuciła plik na dyskietkę. Dlaczego tłumaczyła się przed nim za swoje humory w ciągu dnia? Nie bardzo przypominała sobie, by jej maile do niego brzmiały niegrzecznie. Raczej na pewno takie nie były. Jeżeli tak właśnie je odczytywał, to znaczyło, że był bardzo drażliwy na tle swojej młodości. A może traktował ich znajomość zbyt poważnie?
Kogo chciał w niej widzieć? Kochankę? Matkę?
Postanowiła go o to jutro zapytać.
– Bardzo cieszę się z tego długiego listu – napisał na drugi dzień Kris, pięć minut po tym, jak wysłała mu plik z dyskietki. – Jesteś wspaniałą kobietą. Widać, że lubisz rozmawiać. Gdybyś mogła i zechciała, marzę by porozmawiać z tobą przez telefon. – Podał jej swój numer komórkowy. – Możesz też napisać do mnie sms-a. Tylko nie chciałbym – zaznaczył ku jej olbrzymiemu zaskoczeniu – żeby ten numer dostał się w jakieś niepowołane ręce.
Rozśmieszyło ją to niemal do łez.
– Naprawdę musisz mnie mieć za jakąś idiotyczną małolatę – odpisała rozbawiona – skoro posądzasz mnie o rozdawanie numerów telefonu. Tak na marginesie, wolę maile. Są tańsze i można w nich tak wiele napisać. A twój numer? Jasne, że go rozgłoszę. Ukaże się w najbliższym wydaniu Rzeczpospolitej.
To miał być żart z jej strony. Za karę, że w ogóle coś takiego przyszło mu do głowy. Nawet nie przypuszczała, że on potraktuje ten żart śmiertelnie poważnie.
– Nie traktuj mnie jak jakiegoś gówniarza! – grzmiał już po paru minutach z ekranu jej monitora. – Nie jestem gówniarzem! To, że jestem od ciebie młodszy, nie znaczy, że zachowuję się jak małolat. Miałem różne doświadczenia z rozdawaniem swojego numeru, dlatego tak napisałem. Ale ty, jak widzę, traktujesz mnie jak dzieciaka!
– Nie prosiłam cię o numer twojej komórki – odpowiedziała, tym razem najzupełniej poważnie – i nie traktuję cię jak dzieciaka. Zwyczajnie ubodło mnie, że możesz mnie posądzać o szafowanie cudzym numerem telefonu. Zresztą, kogo on obchodzi? Jeśli nie możesz mi ufać, to przestań do mnie pisać. Najwyraźniej zbyt wcześnie dodałam cię do grona moich przyjaciół.
Kris najwyraźniej miał jakiś kompleks. Wirtualny przyjaciel z wirtualnym problemem niższości.
Nie miała najmniejszego zamiaru roztrząsać jego osobowości. Było przecież tylu innych.
Poruszył ją list od Darino. Dostała go koło dziewiątej rano.
– Dziś nie jestem w pracy i mogę ten dzień spędzić z tobą – pisał. – Jest piątek, od weekendu dzielą mnie godziny. Pójdę jutro z Kubą na obiad do dziadków, w niedzielę pospacerujemy po parku i tak miną te dwa smutne dni. Będę tęsknił do twojej obecności. Już tęsknię.
– Dlaczego smutne? – dopytywała się. – Rodzinny obiad to przecież miła sprawa. A spacer z żoną, toż to sama radość. Też bym tak chciała, ale ja i mój mąż… to już nie to samo.
– Nie mam żony – odpowiedział. – Jestem wdowcem, nie kłamałem w moim opisie w serwisie Klubu. Mam syna, ma na imię Kuba i chodzi do ogólniaka. Cieszę się, że cię poznałem. Bije od ciebie takie ciepło…
Читать дальше