Roześmiała się.
– Hej, koleś, zapomniałeś, że to nie ja mam romans?
– Nie mam żadnego romansu. A znajomość z tą małolatą już zakończyłem. Definitywnie.
– I znowu mam ci wierzyć? – westchnęła, przewracając wymownie oczami. – Powtarzasz się. Tyle że ja już uodporniłam się na twoje kłamstwa. Już rozpoznaję je na kilometr.
I już tak bardzo nie bolą – pomyślała.
– Nie dajesz mi szansy – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Chcę pojednania, ale ty…
– Jednaj się z kim innym – znów weszła mu w słowo. – A mnie pozwól spokojnie żyć. Już dosyć się napłakałam przez ciebie.
Brakowało mu argumentów. Nie tak sobie wyobrażał jej dzisiejszy powrót z pracy. Miał nadzieję, że ujmie ją swoją propozycją wspólnego wyjścia, wiedział, że przecież to lubi. Myślał, że doprowadzi ją do płaczu, a potem weźmie w ramiona i utuli jak najcenniejszy skarb. Ale skarb zaskoczył go, nie histeryzował, nie robił wymówek. Na to Tomek nie był przygotowany.
– Jednym słowem – starał się, aby zabrzmiało to bardzo dramatycznie – skreślasz mnie przez jakiś głupi telefon? Skoro tak, nie będę się narzucał. – Zaczął ostentacyjnie szykować się do wyjścia. – Wyjdę, żebyś mogła poczuć się lepiej.
– Wracając kup chleb, bo może nie wystarczyć na śniadanie. – Tą odpowiedzią niemal zwaliła go z nóg.
Skąd u niej brał się ten przerażający spokój?
– Nie powiedziałem, że wrócę.
Rzuciła mu pełne pogardy spojrzenie. Jej wargi wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu.
– I tak dziwię się, że po tym wszystkim masz czelność tu przebywać.
Nie wytrzymał. Niemal wybiegł z mieszkania.
Stanął przed blokiem i zapalił papierosa. Słońce właśnie zachodziło. Było ciepło. Niepotrzebnie założył kurtkę. Nie miał zamiaru nigdzie iść. Naprawdę chciał spędzić z żoną wieczór. Nieważne gdzie, w domu czy poza nim. Dobrze wiedział, jak bardzo ją zranił. Czuł się winny. Zamierzał zrekompensować jej jakoś to całe upokorzenie. Wiedział, że nie pójdzie łatwo, zwłaszcza, że Ewa przybrała maskę obojętności i zimnej pogardy. Ale wiedział też, że musi wedrzeć się pod tę maskę i za wszelką cenę ratować swoje małżeństwo.
Specjalnie dla żony kupił sobie wodę kolońską, taką, jaką miał Andrzej i która tak bardzo jej się podobała. Chciał podobać się żonie, choćby w połowie tak bardzo, jak ona podobała się jemu. Wciąż pociągała go tak silnie, jak na początku ich znajomości.
Dziewięć lat, a on wciąż kochał ją tak samo mocno. Nieprawda, że była dla niego nie do życia. Starała się, troszczyła o dom, dzieci, wreszcie o niego samego. Tyle że on pod wpływem chwilowego zauroczenia dał się ponieść swemu męskiemu ego i zapomniał, co jest w życiu naprawdę ważne. A teraz tak bardzo pragnął to odzyskać.
Tylko dlaczego Ewa nie dała się dziś wmanipulować w łzy? Dotąd przychodziło mu to z łatwością. Zamierzał doprowadzić ją do płaczu, a potem scałować słone krople z jej policzków. Jakoś nie wyszło…
Od cholernego weekendu, kiedy tak głupio wkopał się przed żoną, dzwoniąc do niej zamiast do kochanki, minęły zaledwie cztery dni. Cztery dni nie widział łez Ewy. Pewnie ryczała, tylko robiła to gdzieś w ukryciu. Za dobrze znał swoją żonę. Udawała zimną i cyniczną, w rzeczywistości pewnie była nieźle zagubiona. Teraz też zapewne ryczy w poduszkę.
Wgniótł niedopałek w trawnik i zawrócił do domu.
Nie spodziewała się, że wróci tak szybko. Kiedy trzasnęły drzwi wejściowe, myślała, że to koleżanka do Oli. Rozczarowana stwierdziła, że to tylko jej mąż.
Nie zwracając na niego najmniejszej uwagi, powróciła do przerwanego na moment zajęcia – pomalowała już paznokcie na lewej ręce, teraz przystąpiła do lakierowania pozostałych.
Zamierzała ładnie wyglądać. Dzisiejszy telefon od Roberta uświadomił jej, że tak jak niespodziewana rozmowa, tak też i ewentualne spotkanie mogło nastąpić nieoczekiwanie. Mimo że nie planowała żadnej randki w obrębie Lublina, wolała być przygotowana.
Dotąd nie preferowała malowania paznokci. Przy domowych obowiązkach lakier często odpryskiwał, a przecież nie było nic gorszego w wyglądzie kobiety niż paznokcie z lekko odpryśniętym lakierem.
Przypomniała sobie, jak kiedyś zmęczona po zjazdowym weekendzie wybrała się z mężem do miasta. Wtedy usłyszała, że biuro projektowe Pro-Wap pilnie poszukuje osoby na kierownicze stanowisko. Oferta była wprost wymarzona, ale Ewa nie mogła tam pojechać tak z marszu – lakier na jej paznokciach był mocno sfatygowany po trzech dniach pobytu w Warszawie. To Tomek doradził, by kupiła w kiosku zmywacz i waciki. Siedziała pod biurowcem Pro-Wapu i pospiesznie zmywała paznokcie. A potem, bez listu motywacyjnego ani CV, za to w krótkiej mini i bluzeczce na cieniutkich ramiączkach poszła na rozmowę kwalifikacyjną.
– Nasza firma jest stosunkowo młoda, ale staramy się rozwijać – mówił wtedy dyrektor Gongiewicz. – Ostatnio przyjęliśmy projekt wdrożenia systemu zarządzania jakością w oparciu o normy ISO.
– ISO? – zapytała. – Przez trzy lata pracowałam w Dorohusku jako specjalista do spraw certyfikacji.
W rzeczywistości Ewa pracowała w pewnej firmie spedycyjnej i któregoś razu przypisano jej nowe obowiązki – miała nadzorować udzielanie certyfikatów jakości towarom wwożonym na terytorium Polski. Nigdy jednak nie miała okazji przekonać się, jak miało wyglądać owo nadzorowanie, zaszła bowiem w ciążę, a po urodzeniu Ewelinki skorzystała z urlopu macierzyńskiego i zajęła się wychowaniem córeczki.
Dla Gongiewicza Ewa była darem niebios. Oto znalazł wreszcie kogoś, kto wiedział cokolwiek na temat ISO, którego wdrożeniem obarczyła go rada nadzorcza Pro-Wapu. A przynajmniej miał taką nadzieję.
Postanowił zatrudnić Ewę. Teraz mijał rok od tej decyzji. Do certyfikacji pozostawał tydzień. Dzięki Ewie firma była solidnie przygotowana do auditu certyfikacyjnego. Zaś Ewa zyskała ciekawą i pasjonującą pracę. Gdyby nie Tomek – pomyślała Ewa – nie poszłabym na tę rozmowę kwalifikacyjną. Może nie miałabym pracy ze stałym nieograniczonym dostępem do Internetu i nie poznałabym…
– Zapomniałem kluczyków – powiedział Tomek.
Co ją to obchodziło?
– Widziałam je leżące na kuchennej szafce – powiedziała sunąc pędzelkiem po paznokciu środkowego palca. Lakier nieznacznie ubrudził ciało obok paznokcia. – Cholera – syknęła sięgając po patyczek higieniczny.
Tomek nie mógł uwierzyć w to, co widział. Ona naprawdę nie wyglądała na załamaną. Malowała paznokcie i ani myślała rozpaczać. Czy to rzeczywiście była tylko maska? Zaczynał mieć co do tego wątpliwości.
Wziął kluczyki i po krótkim wahaniu wyszedł ponownie z domu. Czuł się zignorowany i niepotrzebny. Nie wiedział, dokąd pójść. Po chwili namysłu postanowił pojechać do Arka, mieli przecież obgadać pewien interes.
Ani przez chwilę nie pomyślał o kochance. Liczyła się tylko Ewa.
Już nie martwił się o ich małżeństwo.
Zaczął się poważnie bać.
Późnym wieczorem, gdy dzieci już spały, Ewa włączyła komputer. W domu nie miała dostępu do Internetu i w najbliższym czasie nie miało się to zmienić. Skoro jednak w pracy tak wiele czasu poświęcała na odpisywanie na maile, z trudem nadążając wykonywać swe obowiązki, musiała wymyślić coś, by temu zaradzić. Zwłaszcza że wśród służbowego zgiełku tak trudno było skupić się na głębszych wypowiedziach. Musiała z siebie zrzucić swój ból.
Po prostu musiała.
Читать дальше