Nie przyszło mu do głowy, że nie trzeba wybierać. Wystarczyłby obopólny kompromis, by do ich związku wróciły dobre dni. Ale na to oboje byli zbyt dumni.
– Ewo – powiedziała następnego dnia Zosia, gdy robiąc sobie przerwę w pracy wyszły obie przed budynek firmy, tyle że tylko Ewa paliła papierosa – czy mi się wydaje, czy certyfikacja nie jest jedynym trapiącym cię ostatnio problemem?
– Dlaczego? – Ewa udała zdziwienie. – Nie miałabym się czym przejmować – powiedziała lekceważąco. – Albo Pro-Wap otrzyma certyfikat jakości, albo go nie otrzyma. Zrobiłam już wszystko, co mogłam, zresztą wiesz dobrze, jakie podejście do sprawy miał cały czas nasz zarząd.
– Jesteś pewna, że nic cię nie gryzie? – Zosia nie wyglądała na przekonaną.
– Nic, Zosiu – skłamała Ewa. Nie chciała martwić przyjaciółki swoimi problemami. Poza tym było jej wstyd. Nie czuła się dobrze w roli zdradzanej żony. Nie chciała, żeby cały świat się nad nią litował.
– Za to ja nie mam już pojęcia, co robić – rzekła nagle przyjaciółka.
Ewa popatrzyła na nią zdziwiona.
– Co się dzieje?
– Mam dylemat. Kroi mi się wyjazd na Zachód. Nie mam pojęcia, czy rzucić wszystko w diabły, cały ten nasz Pro-Wap z moją marną pensją i wyjechać na stałe do Wielkiej Brytanii, w obcy świat, w nieznane, czy siedzieć tu do usranej śmierci, zarabiając marne grosze, za to otoczona rodziną, bliskimi…
– Nie gadaj! Masz taką możliwość? – zainteresowała się Ewa.
– Tak. Mogę jechać już za dwa miesiące. Znam język, pracowałabym w obecnej branży, tyle że pensja byłaby o niebo wyższa.
– Dlaczego więc się jeszcze zastanawiasz? – Ewa nie rozumiała dylematów przyjaciółki. – Co cię tu trzyma tak naprawdę?
Zosia patrzyła na koleżankę i powoli ważyła wypowiedziane przez nią słowa. Co ją tu trzymało? Matka mieszkająca wiele kilometrów od Lublina, z którą spotykały się z okazji świąt Bożego Narodzenia, a i tak przeważnie się kłóciły o najbłahszą rzecz? Siostra, która wyszła za mąż i była tak zajęta rodziną, że nie znajdowała na nic czasu? Facet, z którym mieszkała od lat, choć była to chyba jedyna rzecz, która ich łączyła, bo poza tym żyli zupełnie obok siebie.
– Boję się – wyznała nieoczekiwanie. – Tłumaczę sobie, że ułożone już przeze mnie życie to bardzo wiele, ale zaraz potem przychodzi jakaś dziwna, trapiąca myśl, że to być może tylko rutyna i przyzwyczajenie. Zastanawiam się, czy będę bardzo cierpiała z powodu wyjazdu i z przerażeniem odkrywam, że nie. Owszem, obcy świat to coś nowego, wyzwanie nie lada, ja nawet lubię wyzwania, tylko że wyjeżdżając utnę coś bezpowrotnie i… jednocześnie odkrywam w sobie tchórza… Boję się, że nie umiem znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi, by zakończyć ten mój chory związek. Jestem z tym samym facetem od czterech lat, mieszkam z nim, piorę jego skarpetki, robię mu żarcie i pytam siebie, co to za obcy człowiek siedzi naprzeciwko mnie w kuchni, śpi obok w moim łóżku! Czy to normalne?
– Nie odpowiem na to pytanie – odpowiedziała Ewa – ale wyjazd pomógłby ci na pewno zrozumieć pewne sprawy. Na przykład to, że całkiem dobrze ci się żyje bez twojego Marka. Jeśli nie, zawsze przecież możesz wrócić. Ale jeśli nie wykorzystasz szansy, jaką daje ci los, nigdy nie przekonasz się, czy było warto.
– Dzięki – w głosie Zosi dało się słyszeć wyraźną ulgę. – Proste i logiczne. Masz rację. Dobrze, że jesteś.
Ewa wcale nie była przekonana, że wszystko jest takie proste i logiczne. Mogła to samo powiedzieć o swoim związku, że jest chory. Wspólne mieszkanie, pranie, jedzenie, to jeszcze nie są rzeczy, które świadczą, że się z kimś jest. Czy zatem była tchórzem, skoro nie umiała postawić sprawy jasno i zażądać od Tomka, by usunął się z jej życia, skoro nie chciał należeć tylko do niej? A może lepiej było zażądać, by stał się na powrót jej, skoro na chwilę zapomniał, z kim powinien dzielić życie?
Ewa zdała sobie sprawę, że kocha męża i jeśli potrzebna jej była odwaga, to tylko po to, by stawić czoła niepowodzeniom i porażkom, jakie właśnie napotkał ich związek, który wcale nie był chory, bo jeśli przetrwał tak długo, to z pewnością zniesie jeszcze więcej.
Coś było dziwnie nie tak, gdy wróciła z pracy do domu. Nie chodziło o to, że Tomek zawiózł dzieci na nocleg do babci. Nieraz tak robili, gdy wyjeżdżała na studia, a jutro właśnie był kolejny weekend zjazdowy. Tylko że był dopiero czwartek, można było je zawieźć jutro, no ale ona jechała do Warszawy od razu po pracy, a Tomkowi też pewnie szykował się jakiś wyjazd.
Nie zapytała o to męża. Nie miała ochoty zamieniać z nim słów na temat czegokolwiek. Zawiózł dziewczynki, to bardzo dobrze, w końcu i on mógł czasem poczuć się do jakichś obowiązków.
Po pół godzinie od powrotu do domu odkryła, co ją tak dziwi. Tomek ciągle wodził za nią wzrokiem. Nie mówił nic, jakby czując, że nie może spodziewać się z jej strony zaangażowania w rozmowę. Zrobił dwie kawy, czyli zapewne jedna miała być dla niej, ale Ewa zignorowała zupełnie ten gest dobrej woli i sięgnęła po pustą szklankę, by przygotować kawę samodzielnie.
Jeśli toczyli zimną wojnę, jeśli ignorowali się wzajemnie, to ona nie potrzebowała z jego strony niczego. Brzydziła się udawaniem, że wszystko jest w porządku, bo nie było. Dlatego nie miała zamiaru udawać dobrej żony w nienagannym małżeństwie.
Tomek liczył na to, że jej ból jakoś sam rozejdzie się po kościach, że minie. Ale cierpienie żony potęgowało się z dnia na dzień. Była zbyt inteligentna, by mógł łudzić się, że milczeniem i wypieraniem się oczywistych faktów zdoła coś osiągnąć.
Kiedy wyszła ze szklanką kawy do pokoju, poczłapał za nią jak pies. Gdy usiadł obok niej na kanapie objąwszy ją ramieniem, miał na sercu ciężar stukilowego kamienia. Ewa zdumiała się, ale nie zerwała z siedzenia.
– Jak długo zamierzasz jeszcze się zadręczać? – zapytał starając się ze wszystkich sił, by jego ton nie brzmiał oskarżycielsko.
– A jak długo jeszcze ty zamierzasz mnie okłamywać? – odpowiedziała pytaniem.
– Nie kłamię – wyznał oczywistą dla obojga nieprawdę.
– Skoro się przy tym upierasz, to z góry ci powiem, że dalsza rozmowa nie ma sensu.
– Tak uważasz? – spyta ostrzej.
– Tak uważam. – Wstała powoli. – Dopóki jawnie będziesz traktował mnie jak ostatnią idiotkę, nie będę z tobą rozmawiać.
Tomek wstał również. Podszedł do żony i położył ręce na jej biodrach. Czekało go najtrudniejsze przemówienie w życiu i nijak nie mógł go uniknąć.
– No więc znam Sylwię – zaczął zaglądając żonie głęboko w oczy.
Ewa zaśmiała się szyderczo.
– Też mi nowina – parsknęła gniewnie.
– Opowiadałem ci, w jakich okolicznościach się poznaliśmy – mówił niezrażony. – Była tylko moją klientką, niczym więcej. Nigdy cię z nią nie zdradziłem. W tobie mam wszystko, czego mógłbym pragnąć, a nawet jeszcze więcej. Jesteś uosobieniem tego, co powinna mieć prawdziwa kobieta, zresztą zawsze ci to powtarzałem.
Ewa odwróciła od niego oczy, odsunęła się, zajmując ponownie miejsce na kanapie. Nawet nie chciało się jej otworzyć ust, by zadać kolejny raz pytanie: więc dlaczego? Była pełna nieufności wobec słów męża. Tyle razy odkrywała w nich kłamstwa i niejasności, że tylko patrzeć, jak usłyszy kolejne. Wbiła wzrok w podłogę. Nie zamierzała mu pomagać w tej niezwykłej jak na niego przemowie. Tomek zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju.
Читать дальше