– Zrobisz, jak zechcesz – odparła.
– Chcę być z tobą. Ale jeśli ci przeszkadzam… Kiedyś zrozumiesz, że mnie skrzywdziłaś oskarżając o te bzdury. Kiedyś się przekonasz… Ale ja już nie chcę dłużej żyć w ciągłych oskarżeniach. Nie chcę też dłużej patrzeć, jak się zadręczasz. Może więc lepiej będzie, gdy wyjadę. Zaoszczędzę ci bólu. Bo nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Tylko jedno twoje słowo…
Ewa rozpłakała się znowu.
– Co ci mam powiedzieć? – zapytała szlochając. – Że chciałabym ci wierzyć? Dałabym wiele, by nigdy nie doszło do tej całej historii. Ale doszło. I nie próbuj obarczać mnie odpowiedzialnością za to, co teraz zrobisz. Jeśli chcesz, odejdź w diabły! Tak jest najłatwiej. Ale w końcu przeżyliśmy razem tyle lat. Coś nas przecież łączyło. A ty, zamiast próbować to coś łatać i naprawiać, zacząłeś szukać czegoś nowego.
– Przyznaję się, to był błąd. I teraz chciałbym go naprawić. Tylko… czy mam jeszcze szansę?
– Nie chcę, żebyś odchodził – przyznała cichutko. – Kocham cię mimo wszystko. Ale nie chcę mieć więcej powodów do łez.
– Nie będziesz miała – obiecał.
Poszukał ustami jej ust, a ona wbiła się w nie chciwie. Od tak dawna pragnęła jego bliskości.
Niewiele spali tej nocy. Nienasyceni swoimi ciałami oddawali się rozkoszy miłości.
Smutek i niepewność, jakie mimo wszystko nie opuszczały Ewy, kobieta zepchnęła gdzieś w najdalsze zakamarki podświadomości.
Ta noc była nocą pojednania. Nie warto było kłócić się i udowadniać sobie rzeczy, o których każde z nich wolałoby zapomnieć. Zycie toczyło się dalej i obydwoje woleli skupić się na przyszłości.
Rankiem budzik wyrwał Ewę ze snu, w który zapadła zaledwie przed dwiema godzinami.
– Nie idź dzisiaj do pracy – mruknął Tomek otoczywszy ją ramieniem.
– O tak – zaśmiała się – jeszcze tego by brakowało. Nie ma tak łatwo. Dziś nie mogę zrobić sobie wolnego. A po pracy jadę do Warszawy.
Tomek pocałował ją sennie.
– Zadzwonię później – obiecał, po czym natychmiast zasnął.
Wstała i włączyła wodę na kawę.
Z przyzwyczajenia chyba sięgnęła po telefon męża. Sprawdziła obie jego aktywacje. Sylwia nie zniknęła ze spisu telefonów w aktywacji na kartę. No, ale przecież Tomek obiecał żonie, że już nie będzie kontaktował się z tą swoją podejrzanie bliską znajomą.
Ewa nie do końca była przekonana w postanowienie poprawy wyznane wczoraj przez jej męża. Choć starała się na powrót uwierzyć w jego szczerość, to jednak zaufanie to zostało mocno nadwątlone i nie sposób było odbudować go przez jedną noc, ba, nie wiedziała czy uda jej się to osiągnąć przez lata. Ale postanowiła spróbować, choć na razie w mocno ograniczonej wersji. Weszła w edytor spisu telefonów w telefonie Tomka i pod hasłem Sylwia wpisała numer własnej komórki. Jeśli Tomek zechce napisać sms-a do znajomej, wiadomość trafi do niej – żony. Ale on przecież tego nie zrobi – przekonywała siebie Ewa. – To tylko takie dmuchanie na zimne.
Poczuła się lepiej, gdy numer telefonu jej potencjalnej rywalki zniknął ze spisu telefonów Tomka. Gdyby tak jeszcze mogła wymazać go z pamięci.
Gdyby mogła wymazać z pamięci to wszystko, co tak dotkliwie zraniło jej duszę.
Miała świadomość, że dopóki przynajmniej nie spróbuje nauczyć się żyć z tymi wspomnieniami, będzie często robić takie głupie rzeczy, jak wpisywanie pod czyimś imieniem numeru własnej komórki.
Zdarzenie, jakie nastąpiło wieczorem, pokazało Ewie, jak gładko zawierzyła w szczerość męża, potwierdziło bezsporność istnienia kobiecej intuicji, jednocześnie sprawiło, że runął nagle cały jej świat.
Zadzwonił do niej późnym wieczorem, gdy zamierzała położyć się spać. Miała dosyć tego dnia – w pracy jak zwykle urwanie głowy, potem uciążliwa podróż do Warszawy na studia i kilka godzin wykładów. Chciała zadzwonić do Tomka sama, ale bała się, nie miała pojęcia, jakie imię pojawi się na wyświetlaczu jego komórki, jej czy może znienawidzonej rywalki. Dlatego ucieszyły ją cieple słowa płynące przez głośnik jej aparatu.
– Śpij słodko, kochanie – mówił Tomek. – Oglądam teraz jakiś głupi film i zaraz również idę spać. Tęsknię za tobą – wymruczał z pożądaniem.
– Ja też. – Potrzebowała tych czułych słów. Potrzebowała jego zapewnień, że się myliła, że jej podejrzenia były niesłuszne.
Od dłuższego czasu czuła się jak zaszczute zwierzę i zaczynała mieć do siebie pretensje, że sama trochę przekoloryzowała całą sprawę. Tomek ciągle zapewniał ją o swej niewinności, uzasadniał, tłumaczył. A ona słuchała chciwie i właściwie sama już zaczynała mieć poważne wątpliwości, czy przypadkiem nie zrobiła burzy w szklance wody.
Dlatego tak bardzo pragnęła teraz bliskości męża, jego ciepłych, troskliwych i czułych słów. Gdyby tylko mogła, nie jechałaby w ten weekend na studia. Chciała być z Tomkiem. Chciała nie wstawać z łóżka przez trzy dni, nie opuszczać ramion męża. Ale nie wszystko można w życiu mieć od razu.
– Niech no tylko wrócę – zaśmiała się zalotnie – pokażę ci, jak bardzo za tobą tęsknię.
– Kocham cię, Ewo – usłyszała. Chciała powiedzieć to samo, nie była jednak pewna, czy jej mąż zasłużył sobie na te słowa.
– Pa – szepnęła. – Miłych snów.
Kochała Tomka całym sercem, mimo tego wszystkiego, o co go ostatnio oskarżała. Gdyby było inaczej, nie przeżywałaby tak mocno jego zdrady. Zresztą, może faktycznie nie było żadnej zdrady?
– Dobranoc, najdroższa. Zadzwonię jutro – obiecał, po czym przerwał połączenie.
Odłożyła telefon obok tapczanu. Marta spała na drugim łóżku, lekko pochrapując. Tej kobiecie niewiele trzeba do szczęścia – pomyślała Ewa zdegustowana. – Parę bułek z parówkami i wygodna poduszka.
Naciągnęła kołdrę pod brodę, myśląc o wydarzeniach ostatnich dni. Dobrze, że wreszcie znaleźli z Tomkiem wspólny język. Postanowiła urwać się wcześniej z zajęć, byle tylko jak najszybciej znaleźć się przy boku kochanego męża.
I wtedy telefon zadzwonił ponownie.
Dźwięk dzwonka był tak przenikliwy, że Ewa podskoczyła w swym łóżku. Usiadła szybko, sięgając po aparat i z niedowierzaniem wpatrywała się w wyświetlacz telefonu, jakby to, co pojawiło się na nim, było snem, koszmarem, potwornością, która nie miała prawa istnieć.
To był jej mąż. Tylko że numer telefonu był inny. Ten drugi. Zarezerwowany dla kochanki.
Ewa wyrwała się z paraliżu i odebrawszy połączenie, zbliżyła słuchawkę do ucha.
– Tak? – szepnęła siląc się na zmianę głosu.
– Hej, Sylwuś, kochanie – głos Tomasza był pełen entuzjazmu – nawet nie wiesz, jak bardzo stęskniłem się za twoim pięknym ciałkiem.
Milczała. Miała wrażenie, że Tomek za chwilę usłyszy przez telefon łomot jej serca.
– Sylwuniu… jesteś tam…?
– Jestem – odezwała się zduszonym głosem. Nie było sensu udawać. Poznała już prawdę.
– Sylwia, to ty…? – zawahał się Tomek.
– A jak myślisz?
– Ee… to… to ty, Ewo…? – w jego głosie pojawiło się zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że telefon do kochanki odebrała jego własna żona.
– Niestety dla ciebie – odpowiedziała pełna spokoju i wyniosłości. Zraniona duma paliła gorzej, niż najgorętsze płomienie.
– Ha! – zaśmiał się niepewnie. – Zrobiłem ci dowcip. Mam na tej aktywacji dużo darmowych minut, pomyślałem więc, że jeszcze posłucham twego słodkiego głosiku. To o której w niedzielę będziesz w domu, Ewuniu?
Читать дальше