Po twarzy Ewy spłynęły dwie grube łzy, ale ona zupełnie ich nie czuła. Jej świat właśnie się zawalił. Smutek, jaki czuła był tak druzgoczący, że nie była w stanie dociekać prawdy przed mężem. Z obrzydzeniem przerwała połączenie.
Trwała tak siedząc skulona w pościeli, niezdolna do płaczu, niezdolna do czegokolwiek. Chciałaby rzucić aparatem w ścianę, ale i do tego była zbyt słaba.
Gdy Tomek zadzwonił po raz kolejny, wyłączyła telefon zupełnie.
Myślała.
Mąż znów zawiódł jej zaufanie. Po raz kolejny omamił ją czczymi obietnicami, że zakończy swój romans, który według niego nie był romansem, a jedynie zwykłą handlową znajomością. A ona po raz kolejny mu uwierzyła.
Wszystko byłoby prostsze, gdyby go tak nie kochała. Niech by się wyprowadził, mogliby się nawet rozwieść. Ale głębokie uczucie, jakim darzyła męża, było tak silne, a przez to jego zdrada tak bolesna…
Ewa zupełnie już nie wiedziała, co ma począć. Gdyby go tak nie kochała, mogliby trwać, jak większość znanych im małżeństw, w sztucznym związku, takim dla oka innych ludzi, razem ale osobno. Mieli przecież dzieci, jakiś tam wspólny majątek. Czy warto było to wszystko wywracać na drugą stronę? Gdyby nie kochała męża, nie byłoby warto ruszać nic w ich dotychczasowym życiu.
Tylko że Ewa cierpiała tak silnie właśnie dlatego, że czuła do męża wielką miłość. A zatem istniały tylko dwie drogi, skoro Tomek nie skorzystał z tej trzeciej i nadal tkwił w swym romansie – Ewa mogła wywrócić ich małżeństwo do góry nogami i zostać samotną matką, za to z poczuciem własnej satysfakcji, mogła też spróbować przestać kochać męża.
Kiedy pierwsze promienie majowego świtu wpełzły do pokoju, Ewa wiedziała już, którą drogę obierze. Nie chciała myśleć o konsekwencjach. Liczyło się tylko, by pozbyć się tego nieznośnego bólu, jaki palił ją od wewnątrz.
Musiała przestać kochać własnego męża.
Sposób na to wydawał się niezwykle prosty.
Jako młoda dziewczyna, Ewa często zakochiwała się na umór w różnych chłopakach. Czasem miłość trwała kilka dni, czasem kilka miesięcy, nigdy jednak nie bolała, gdy chodzenie z którymś z chłopców się kończyło. Każda bowiem miłość niezmiennie kończyła się tak samo – powstaniem nowej miłości.
To Ewa zawsze kończyła związek, nigdy też nie zastanawiała się, co czuje druga strona, porzucona dla innego. Ważne było, że to właśnie wokół Ewy kręcił się świat, a nie odwrotnie.
Tym bardziej teraz, w obliczu niezbitych dowodów zdrady Tomka, Ewa nie umiała się odnaleźć. Świat się kręcił, a ona nie miała sił trzymać się tej karuzeli. Czuła, że z niej wypada.
Istniał tylko jeden sposób, by cokolwiek zaradzić na cierpienie zdradzonej żony. Trzeba było zbudować własny świat, stanąć w jego centrum i zakręcić nim wokół siebie. Nie ważne, czy Tomek znajdzie się w zasięgu tego cyklonu.
Tak, zamierzała wywołać huragan, choćby nie wiedzieć jakie zniszczenia miał spowodować dookoła niej. W oku cyklonu panuje przecież słoneczny spokój. A ona potrzebowała ukoić własne cierpienie. Potrzebowała schronienia przed miłością, jaką darzyła własnego męża. Schronienia w ramionach innego mężczyzny.
Gdy wczesnym rankiem Tomek odebrał telefon od Sylwii, ta powitała kochanka samymi pretensjami.
– Dlaczego nie przyjechałeś po mnie do pracy? – Po nieprzespanej nocy jej głos wydał się Tomkowi równie dokuczliwy jak drapanie paznokciem w tablicę. – Właśnie skończyłam zmianę. Wychodzę przed sklep i patrzę, a ciebie nie ma! Nie wspomnę już, że nie raczyłeś w nocy nawet do mnie zadzwonić. Zapomniałeś, że miałam nocną zmianę? A może zapomniałeś, co nas łączy? No to wreszcie przyjedziesz po mnie, czy nie? Jest chłodno i zaraz chyba będzie padać, a ja nie mam parasolki. Tomek, co z tobą?! Dlaczego nic nie mówisz?
– Idź do diabła! – wychrypiał. Rozłączył rozmowę i wyłączył telefon.
Jego dłoń bezwiednie zacisnęła się na prześcieradle. Był bliski płaczu. Uwikłał się w coś, co nigdy nie powinno było się wydarzyć. Nie miał już wątpliwości do co swojej winy, ani co do tego, kto jest w jego życiu najważniejszy. Szczerze kochał żonę, a przelotny romans z Sylwią miał mu tylko dać poczucie własnej wartości, zaspokoić jego męskie ego. Ewa nie miała o niczym wiedzieć, ale nie doceniał inteligencji żony. Przeklinał w duchu własną głupotę i brak ostrożności. Nie miało to tak wyglądać.
Postanowił błagać Ewę o ostatnią szansę i tym razem postanowił to zrobić szczerze. Sylwia stała się dla niego przeszłością, epizodem, o którym należało jak najprędzej zapomnieć. Liczyła się tylko ona, jego piękna i mądra Ewa, kobieta, z którą zamierzał spędzić całe życie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak potworny ból jej zadał. Nie zasłużyła na to. Powinien nosić ją na rękach za to, że była taka wspaniała, zamiast tego przyniósł jej cierpienie, sprawił, że poczuła się jak kobieta drugiej kategorii, wymieniona na młodziutką kochankę, pozbawiona godności.
Nie miał pojęcia, jakimi słowami ją przeprosi, jakimi będzie błagał o wybaczenie. Nie było sensu się dłużej wypierać. Głupio się wkopał i dalsze kłamstwa na pewno nie wzbudzą w Ewie zaufania. Skopał sprawę swego małżeństwa i teraz jak najszybciej należało wszystko naprawić.
Liczyła się przecież tylko ona, jego najukochańsza żona. Postanowił walczyć o nią za wszelką cenę.
Dla Ewy liczyło się teraz tylko to, by jak najszybciej znaleźć sobie kochanka.
Tak jak wcześniej gryzło Ewę ogromne cierpienie z powodu zdrady jej męża, tak teraz opanowała ją obsesyjna wręcz chęć przeżycia przygody, która okaże się na tyle pikantna, że pozwoli oderwać myśli od palącego poczucia krzywdy.
Już sama myśl o tym, że mogłaby zdradzić Tomka, wydawała się jej zdradą. Nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na innych mężczyzn, nie dostrzegała w nich żadnej seksualności, ba, nie interesowało jej nawet czy są przystojni, czy brzydcy. Było to przecież bez znaczenia, miała już męża, należała do niego całą sobą i on należał do niej, przynajmniej, dopóki nie odkryła jego podwójnej gry. Inni faceci dla niej nie istnieli, chyba że rzecz dotyczyła stosunków czysto służbowych.
Dotąd nie zauważała przystojnych mężczyzn na ulicach ani w marketach. Zmiana, jaka nastąpiła w tej kwestii po podjęciu przez Ewę decyzji o rewanżu, zaskoczyła ją samą. Zupełnie jakby z jej oczu spadł nagle zakrywający świat całun. Nie miała pojęcia, że tylu przystojniaków jest dookoła. Mijali ją na ulicy, mówili jej cześć na uczelni. Byli wszędzie.
Tylko co z tego? Łatwiej było postanowić niż wykonać. Nie mogła przecież podejść do pierwszego z brzegu i powiedzieć: hej, mam ochotę na miłostkę z tobą, bo muszę odkochać się w moim mężu. Poza tym istniała obawa, że romans z kimś z niedalekiego otoczenia zostanie szybko dostrzeżony przez osoby postronne.
Ewa nie potrzebowała niechlubnego rozgłosu niewiernej żony. Jej nie chodziło przecież o dosłowny rewanż, ani o zemstę. Chciała tylko wyrwać Tomka ze swego serca. Żeby nie zwariować z bólu, musiała to uczynić jak najprędzej.
Tomek nie próbował tłumaczyć się przed żoną. Nie miał argumentów wobec tak głupiej wpadki. Wiedział, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Wiedział też, że nie chce nigdy więcej oglądać Sylwii na oczy.
Nie miał żalu do kochanki. Ostatecznie to on sam powinien był zdawać sobie sprawę, czym może skończyć się taka znajomość. Od pewnego czasu nawet chciał już ją zerwać, bał się, że młoda pinda zakocha się w nim, zechce go złapać na ciążę, albo zacznie nachodzić go w jego mieszkaniu. Niestety na chęciach się zwykle kończyło. Aż do teraz, gdy tak głupio skompromitował się przed Ewą.
Читать дальше