– Tomek – weszła mu w słowo – ktoś mi właśnie powiedział, że ciągasz się ze swoją dziwką po barach.
– Kto? – zawołał zaskoczony. – Jak to? Gdzie ty jesteś? Czy nie powinnaś być teraz w biurze? Kto ci powiedział? To kłamstwo!
– Nie zaprzeczaj – odpowiedziała zrezygnowana. – Po prostu ktoś mi powiedział. Nieważne, kto. Przecież i tak ci nie powiem. Ale wiesz co? Jesteś fałszywy do bólu. – Wyłączyła telefon.
Ta krótka rozmowa trochę ją uspokoiła. Czuła się lepiej, gdy to z siebie zrzuciła. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z beznadziejności całej sytuacji. Mieszkała z facetem, który utrzymywał intymne stosunki z młodą kochanką, jednocześnie wmawiał własnej żonie, że ją kocha i że jest dla niego jedyna. Na co liczył, próbując trzymać dwie sroki za ogon?
A ona nie miała w sobie na tyle siły by wyrzucić go za drzwi mieszkania i swojego życia. Jednak czy chodziło tylko o siłę? Ewa przyznała przed sobą, że nie. Akurat jej nie można było nazwać słabą kobietą. Była silna, nieraz udowodniła sobie i światu, jak bardzo. Ale teraz była bezradna jak dziecko. Upokorzona i zdruzgotana. I nie była pewna czy chce żyć nadal z Tomkiem, któremu przestała ufać, czy bez niego, za to z poczuciem satysfakcji, że położyła kres swemu upokorzeniu.
Niczego już nie była pewna.
Gdy późnym wieczorem Tomek zjawił się w mieszkaniu Andrzeja, mimo spokoju na twarzy dosłownie gotował się w środku.
Andrzej akurat przechodził kolejną burzę z piorunami. Spóźnił się kwadrans, gdy miał zabrać żonę z pracy i ona teraz nie zostawiała na nim suchej nitki.
– Ty durniu! – wrzeszczała na męża. – Znowu mi to zrobiłeś. Mogłeś zadzwonić i uprzedzić, ale nie, ty jak zwykle wierzyłeś, że ci się uda. A ja stałam jak głupia przed pracą! Wszystkie koleżanki miały uciechę. Wiecznie masz mnie gdzieś, lekceważysz mnie! Mam już tego dość!
– Gosiu, to tylko piętnaście minut – próbował spokojnie tłumaczyć. – Był środek dnia i deszcz nie padał ci na głowę. Stałem w korku, a…
– Mam gdzieś twoje wymówki. Zawsze to samo. Zawsze! – Rozżalona wyszła do pokoju i zaszyła się na kanapie przed telewizorem.
Właśnie zaczynał się popularny serial telewizyjny „Miłość i łzy". Małgorzata nie mogła przepuścić kolejnego odcinka. Mężczyźni mieli godzinę spokoju.
Andrzej niewiele sobie robił z pretensji żony. Nie czuł się winny, rzeczywiście stał w korku. Nie czuł się też na siłach wyjaśniać tego żonie, nie miało to większego sensu. Dla niej i tak zawsze był winny. Przyzwyczaił się do tego i jej wymysły nie robiły na nim już żadnego wrażenia.
– Zrobić ci kawę? – spytał gościa.
– Tak, poproszę – odparł Tomek, który także był przyzwyczajony do nieśmiertelnych czarnych chmur w domu kolegi. Znał Andrzeja od dzieciństwa, tym bardziej trudno mu było zrozumieć, jak mógł go wydać. – Myślałem, że istnieje coś takiego, jak męska solidarność – wydusił z siebie po chwili.
Andrzej podniósł brwi ze zdziwienia.
– Wiesz o czymś, o czym i ja powinienem wiedzieć? – zapytał.
– Nie udawaj, Andrzej. Ty wiesz.
– Wiem co? – Na twarzy Andrzeja napięły się wszystkie mięśnie.
– Powiedziałeś Ewie.
– O czym, do jasnej cholery?!
– Ciszej, chłopaki! – krzyknęła z pokoju Gośka. – Nie słyszę telewizora!
Andrzej wziął dwie szklanki świeżo zaparzonej kawy i zaprosił Tomka na werandę.
– No dobra – powiedział mocno zdenerwowany, gdy znaleźli się na zewnątrz – teraz wal o co ci chodzi, bo i ja mam do ciebie kilka słów.
– Powiedziałeś mojej żonie, że widziałeś nas w barze.
– Nas, to znaczy kogo? – Andrzej był szczerze zdziwiony.
– Mnie i… Sylwię.
– Ewa ci tak powiedziała? To dziwne, bo ja nic takiego nie mówiłem, nawet nie pamiętam ciebie i jakiejś tam Sylwii.
– Nie pamiętasz? Taka wysoka biuściasta blondynka, z którą byłem z miesiąc temu w tej nowej knajpie, gdzie podają taką pyszną pizzę i chińczyka.
– Biuściasta…? – Andrzej grzebał chwilę w pamięci.
– No.
– Może i przypominam sobie… I co, miałbym polecieć z tym do twojej żony?
– Byłeś u nas wczoraj.
– Ano byłem. Jestem rozczarowany, że podejrzewasz mnie o kablowanie na kumpla.
– Ale jeśli nie ty, to kto?
– Powiesz wreszcie, o co ci chodzi?
– Ewa dowiedziała się, że chodzę do baru z moją… – zawahał się czy powinien użyć określenia kochanka, ale zrezygnował z tego – z Sylwią. Od żony niewiele wyciągnąłem. Wróciła z pracy zła jak sto diabłów, zrobiła mi kolejną scenę zazdrości, wylała potok łez… W końcu nie wytrzymałem i wyszedłem. Normalka. Ale… myślałem że dowiedziała się od ciebie. Teraz wiem, że byłem w błędzie. Sorry. Tylko kto mógł nas widzieć i w dodatku donieść o tym mojej żonie?
– Skoro prowadzasz się po barach z jakąś panienką, to prędzej czy później zawsze znajdzie się ktoś życzliwy inaczej. Jeśli robisz coś, czego nie powinieneś, to musisz być ostrożny do bólu i przewidywać różne sytuacje. Musisz też mieć sensowne wytłumaczenie, na wypadek wpadki, tak jak teraz. Co w ogóle powiedziałeś Ewie?
– Nic. Nie było tłumaczenia. Zero chęci pojednania. Tylko łzy i szloch. Tak jak u ciebie, tylko twoja żona jakoś nie płacze.
– Ale ja się tylko spóźniłem po nią do pracy. To istotna różnica.
Tomek upił spory łyk kawy.
– Wiesz – odezwał się po chwili milczenia – ulżyło mi, że to nie ty.
Andrzej zamiast ulgi odczuwał coraz większe napięcie. Przyjrzał się uważnie przyjacielowi.
– A ty z tą biuściasta… z tą Sylwią… to tak na poważnie?
Tomek zaśmiał się tajemniczo.
– Ja wiem, czy od razu na poważnie…?
– Wtedy, gdy was widziałem w tamtym barze, myślałem, że to jakaś twoja klientka, albo dziewczyna jakiegoś kumpla. Taka młoda… Nigdy nie sądziłem, że poderwiesz taką laskę…
– Jakoś tak wyszło. – Tomek nie czuł się ani trochę zmieszany. W końcu tyle razy wysłuchiwał od Andrzeja opowieści o jego pozamałżeńskich przygodach. Dlatego odniósł wrażenie, że kumpel mu zazdrości.
– Ty rzeczywiście masz ten romans, o którym mówiła Ewa – Andrzej z niedowierzaniem pokręcił głową. Tomek siedział przed nim dumny jak paw. – W dodatku z taką młodziutką osobą… Ile ona ma lat?
– No co ty, o takie szczegóły będziesz pytał? Ważne, że jest dobra w te klocki. Zresztą akurat tobie nie muszę tłumaczyć, jaka powinna być dobra kochanka. Tyle się od ciebie na ich temat nasłuchałem, że jak wreszcie trafiłem, od razu wiedziałem, że to jest to.
– No to jesteś lepszy ode mnie. Ja nigdy nie miałem kochanki młodszej o piętnaście lat – w głosie Andrzeja przebijała ironia, ale Tomek był zbyt rozmarzony, by ją dostrzec.
– Siedemnaście, mój drogi – poprawił go rozpromieniony. – Siedemnaście.
– Ładny wiek – to stwierdzenie Andrzeja nie wyrażało właściwie nic, było jakieś zimne i smutne.
Tomek wrócił na chwilę z chmur na ziemię. Spojrzał na przyjaciela i dopiero teraz dostrzegł jego poważną minę. Spoważniał także.
– Czy dobrze kojarzę? Chciałeś mi o czymś powiedzieć?
– Dobrze kojarzysz.
– Więc?
Andrzej zebrał się w sobie. Nie było łatwo robić przyjacielowi wymówki na temat czegoś, czego sam niejednokrotnie się dopuszczał.
– Od bardzo dawna znasz moją Gośkę, prawda? – zaczął. – Wiesz, jaką zgagą potrafi być? Znasz mój życiorys, wiesz, że mieliśmy jako małżeństwo wzloty i upadki…
Читать дальше