– Niesłychane, witam – Aleksander nie kryje miłego zaskoczenia.
– Nie byłem pewien – tłumaczy nieco zakłopotany były sąsiad – bo słyszałem, że wyjechał pan z kraju na stałe.
– W osiemdziesiątym dziewiątym roku wydawało się, że to na stałe. Na szczęście wszystko się zmieniło.
– Na szczęście. Życzę państwu miłego wieczoru. – Mężczyzna kłania się obojgu i rusza dalej.
Ola rozgląda się dyskretnie po sali. Jest oczarowana spotkaniem, miejscem, pianistą grającym cicho melodię z „Love Story", swobodną uprzejmością Aleksandra i… brakiem towarzyszącego jej na ogół skrępowania.
– Coś takiego – pochyla się ku niej Aleksander.
– Kolega z podwórka?
– Powiedzmy, że kolega. Miał taki rower, że skręcałem się po nocach z zazdrości.
Oboje parskają śmiechem. Tymczasem młody kelner podchodzi, by przyjąć zamówienie.
– Rozumiem, że dla pani mule – upewnia się Aleksander. -Ja poproszę doradę z grilla.
– Wino? – pyta kelner. Aleksander zwraca się pytająco ku Oli.
– Białe, wytrawne – odpowiada Ola.
– Poprosimy Chateauneuf du Pape – decyduje Aleksander i zwracając się do Oli, wyjaśnia: – Mam szczególny sentyment do tego wina. Właśnie w Chateauneuf du Pape pierwszy raz w życiu wyskoczył mi dysk, kiedy pracowałem przy winobraniu.
– Rzeczywiście, szczególny sentyment – chichocze Ola, ale urywa w pół chichotu, bo na głębokim talerzu przed nią paruje już aromatycznie jakieś pół kilo muli. – Mam głupie pytanie -mówi, sama dziwiąc się własnej odwadze. – Jak to się je?
– Pani pozwoli – Aleksander sięga do jej talerza. – Ja jem mule tak. -I jednym ruchem odłamuje jedną stronę skorupki, by posługując się nią jak łyżką, sprawnie wyjąć zawartość drugiej.
– Dziękuję – Ola odważnie atakuje danie. – Nie wiem, co bym tu bez pana zrobiła.
Pochłonięta niezdarnym wydłubywaniem swojej kolacji, dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego, że Aleksander, patrząc na nią uważnie, unosi lekko swój kieliszek.
– Ja też nie wiem, co bym zrobił.
Ola upija łyk wina i odwzajemnia spokojne spojrzenie Aleksandra. Właściwie powinna zapytać go, co ma na myśli, ale czy nie lepiej utonąć w tym spojrzeniu? W dodatku pianista przechodzi gładko do „Naprawdę, jaka jesteś, nie wie nikt…". „Bo tego nie wiesz nawet sama ty", dopowiada Ola w myśli i już niczego nie analizuje, tylko w spokoju delektuje się winem.
Niepostrzeżenie przechodzą na „ty" pod koniec porcji muli, która skutecznie wypełniła czas Oli, nie pozwalając jej na roztrząsanie szczegółów własnego zachowania.
– Jak długo nie było cię w kraju? – pyta Ola, wkładając przy wyjściu sweterek.
Z głębi restauracji dobiega stłumione „Ne me quitte pas"…
– Zdecydowanie za długo – uśmiecha się Aleksander, rozluźniony chyba po raz pierwszy od wylądowania w Warszawie. -Inaczej spotkałbym cię wcześniej.
– I to byłby błąd – mówi Ola swobodnie, ale zupełnie poważnie. -Wszystko ma swój czas.
Ze swobodą przyjmuje ramię Aleksandra. Idą powoli do Wierzbowej i dalej, przez plac Piłsudskiego. Milczą. Widać nie krępuje ich cisza.
Więc można spędzić długi wieczór z mężczyzną, nie czując się ciągle jak nieprzystosowane dziwadło, myśli Ola z mieszaniną smutku i euforii. Bez odzywek idących w pięty, tłumu rozkrzyczanych znajomych w każdej knajpie, nadużywania alkoholu i jej cierpliwości…
– Piękny wieczór – przerywa ciszę Aleksander. – Może przedłużymy go w jakimś pubie?
– Nie znoszę pubów – odpowiada Ola szczerze, a widząc zaskoczone spojrzenie mężczyzny, wyjaśnia: – O tej porze gwałtownie podniesiemy średnią wieku.
– Rozumiem – parska śmiechem Aleksander. – W takim razie proponuję powrót do przeszłości.
– To znaczy?
– Kiedy byłem na studiach, chodziłem na kremówki do barku kawowego w „Europejskim". Mam nadzieję, że nie przerobili go jeszcze na oddział Citibanku.
– Przypadkiem nie przerobili.
– To idziemy – decyduje Aleksander i ujmuje Olę za rękę. Rozsądek Oli wciska z całej siły hamulce, ale reszta Oli po prostu daje się prowadzić za rączkę na ciastko do „Europejskiego". Wiem, wiem, myśli Ola, jutro może się okazać bandytą poszukiwanym przez Interpol albo znanym powszechnie oszustem, albo… Ale to będzie jutro. Dzisiaj spędzam uroczy wieczór z uroczym mężczyzną.
– Lubię kobiety, które umieją oddać się przyjemności -Aleksander nie odrywa oczu od Oli rozprawiającej się błyskawicznie z babeczkami z galaretką i truskawkami.
– Co oznacza, że mogę zamówić jeszcze jedną babeczkę?
– Cała przyjemność po mojej stronie.
– Wiem, po mojej cała nadwaga – konstatuje Ola z udawaną rezygnacją. -To tak: ja wybieram babeczkę, a ty zamawiasz taksówkę.
– Kończymy?
– Muszę wracać.
Dlaczego tak ją zaskakuje, że Aleksander wsiada z nią do taksówki? Czy dlatego, że Marcinowi nigdy nie przyszło do głowy, że kobietę odprowadza się pod same drzwi mieszkania? A może po prostu nie jest przygotowana na…
– Nie zaprosisz mnie na kawę? – pyta Aleksander, gdy stoją już pod jej domem.
– Chciałabym, ale…
– Ktoś tam na ciebie czeka?
– Tak.To znaczy…
– Mąż? Facet?
– Nie – Ola uśmiecha się gorzko. – To byłoby prostsze.
– Dziecko?
– Matka. Mieszkam z mamą.
– Rozumiem.
Ola podaje rękę, ale Aleksander błyskawicznie obejmuje ją w talii. Czuje szybki, przelotny pocałunek na skroni i już po chwili widzi oczy Aleksandra tuż przy swoich oczach, a potem już nic nie widzi, bo zamyka oczy i tylko czuje miękki, ostrożny pocałunek w samym kąciku ust.
Nie widzi matki przyglądającej im się przez okno…
– Dobranoc – szepcze Aleksander.
– Znikam. – Ola łagodnie wysuwa się z jego objęć.
– Nic z tego. Do zobaczenia.
Ola wbiega do klatki schodowej. Teraz szybko: wyrównać oddech, uspokoić emocje, wyciągnąć spinkę do włosów z bocznej kieszeni torebki i jednym ruchem spiąć włosy. Pierwsze piętro, drugie, mam nadzieję, że nie mam wypieków. Trzecie piętro: nic z tego – matka stoi w drzwiach.
– Dobry wieczór, mamo.
– Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?
Bach! Szybki upadek z obłoków. Wróciłaś do domu, Olu.
Namiętna, przed chwilą jeszcze swobodna kobieta zwija się w ciasny supeł w żołądku. W drzwiach staje zalękniona córeczka z całych sił starająca się odgadnąć, czym tym razem uraziła mamusię.
– Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?
– Co ci zrobiłam, mamo?
– Jak mogłaś się tu obściskiwać pod domem na oczach wszystkich sąsiadów z nie wiadomo kim? Zawiodłaś mnie, Olu, a w dodatku zdradziłaś Marcina. Co ty sobie wyobrażasz, włóczysz się gdzieś wieczorami jak jakaś… – Na szczęście są słowa, które nawet w największym wzburzeniu nie przejdą matce przez gardło. – Co to za sukienka? Okropna.
– Dlaczego okropna?
– No, jeśli sama tego nie widzisz, to znaczy, że niczego cię nie nauczyłam. Proszę bardzo, rób tak dalej, a zobaczysz, zostaniesz sama na zawsze.
– Może to lepiej niż na zawsze z tobą, mamo? – wyrywa się Oli, nim zdąży się ocenzurować i…
I nic się nie dzieje. Matka wzrusza ramionami i rusza do swojej sypialni.
– Bezczelne dziewczynisko – mruczy.
– Dobranoc, mamo – mówi trzydziestopięcioletnie dziewczynisko, łykając łzy.
Środa, 12 czerwca 200…
Jest późne popołudnie. Zza Wisły nadciągają ciemne deszczowe chmury, ale na Kępie jeszcze pełne słońce. W nieruchomym powietrzu nie drgnie najmniejszy listek na drzewach przy Berezyńskiej. Cicho, nawet odgłosy tramwajów przy rondzie Waszyngtona zastygają w upale i dochodzą tu dziś jakieś stłumione, niewyraźne.
Читать дальше