Obrazy obozów koncentracyjnych spadają niczym grom na Freddy'ego. Próbuje odparować ciosy swoimi żartami, ale jego energia powoli się kończy. Jego miecz miłości kurczy się, a tarcza humoru mięknie. On także pada i dołącza do Marilyn.
Teraz wiem już, co czuli ostatni walczący z fortu Alamo otoczeni przez Meksykanów, ci z Masady otoczeni przez Rzymian, ci z Bizancjum otoczeni przez Turków i obrońcy Troi otoczeni przez Greków, Wercyngetoryks otoczony przez wojska Juliusza Cezara pod Alezją. Nie nadejdą już posiłki, nie ma ratunku.
– Musimy wytrzymać, musimy wytrzymać – powtarza Raoul ochrypłym głosem, widząc, że światełko jego tarczy zaczyna drżeć.
– Masz może jeszcze jakiś dowcip na podorędziu?
Spadające puszki z groszkiem całkowicie mnie oszołomiły. Słaniam się na nogach. Ta cudaczna sytuacja wydarzyła się naprawdę w najgorszym momencie. Próbuję pozbierać myśli, ale czuję, że na głowie rośnie mi spory guz. Moje czoło krwawi. Sklepikarz ciągnie mnie na zaplecze i wzywa pogotowie.
– Proszę pomóc temu biednemu chłopcu! – żąda starsza pani.
– To moja wina – przyznaje Nathalie Kim.
Chciałbym ją zapewnić, że nie, ale mój głos zamiera, nie potrafię wydusić z siebie ani słowa.
To już koniec. Miecz miłości, który dzierżę w prawej dłoni, przypomina nóż kuchenny rozpadający się ze starości. Tarczę humoru można by natomiast pomylić z ażurową serwetką.
Jest mi niezwykle przykro, że Marilyn i Freddy dołączyli do grona upadłych aniołów. Tak jak na samym początku wielkiej epopei tanatonautów, jesteśmy tylko my dwaj, ja i Raoul. Stajemy ramię w ramię przeciw hordzie wędrujących dusz. Igor uśmiecha się.
– TY I JA KONTRA IMBECYLE! – wrzeszczy Raoul.
Nasz dawny okrzyk dodaje mi animuszu. Ale na jak długo?
Osuwam się na kolana pod wpływem docinka Marilyn. Igor podnosi wysoko swój miecz, żeby zadać mi ostateczny cios, który sprawi, że i ja zasilę szeregi wroga. Nagle dostrzegam w oddali delikatne światełko, które cały czas rośnie. To Edmund Wells przybywa nam na pomoc, w towarzystwie dziesięciu aniołów w świetnej formie, i to nie byle jakich: Jorge Luis Borges, John Lennon, Stefan Zweig, Alfred Hitchcock, Matka Teresa (która już sama nie wie, jak być ze wszystkim na bieżąco), Lewis Carroll, Buster Keaton, Rabelais, Kafka i Ernst Lubitsch.
Wystrzeliwują kule miłości. Zalewają wroga deszczem pocisków humoru. Wędrujące dusze wycofują się w nieładzie. Ich kpiny już mnie nie dosięgają. Moje ręce znów stają się ciepłe i miłość ponownie wystrzeliwuje z wnętrza mojej dłoni. Edmund Wells cytuje maksymę z Encyklopedii wiedzy względnej i absolutnej. „Kochaj swoich nieprzyjaciół, chociażby po to, żeby ich wkurzyć". Próbuję rozbudzić w sobie współczucie, nawet dla Igora.
Ten zatrzymuje się zaskoczony.
To działa. Wędrujące dusze wycofują się. Marilyn Monroe i Freddy Meyer znów do nas powracają.
Edmund Wells okazuje się zaciekłym wsysaczem wędrujących dusz. Jaka klasa! Strzał, wessanie, strzał, wessanie. Nigdy bym nie podejrzewał, że mój mentor tak dobrze sprawdza się w bijatyce. Koniec tego Armagedonu jest już bliski. Wkrótce mamy przed sobą jeszcze tylko kilka najzacieklejszych duchów. Igor wciąż nimi dowodzi.
– Nie dorwiesz mnie! – woła do mnie mój dawny klient. – Zgromadziłem wystarczająco dużo złości do ludzi, żeby oprzeć się twojej miłości, Michaelu.
– To się jeszcze okaże.
Przypominam mu jego poprzednie wcielenie, gdy był Feliksem Kerbozem, moim przyjacielem, pierwszym tanatonautą, już wówczas cierpiącym z powodu złego traktowania przez matkę. Taka ilość nieszczęścia sprawia, że jego wściekłość odżywa. Zmienia kolor.
– Nagromadził zbyt dużo nienawiści, miłość już go nie zbawi – wzdycha Raoul.
Nie poddam się tak łatwo.
Nagle pośród najbardziej zażartych wrogów dostrzegam matkę Feliksa-Igora. Umarła na marskość wątroby. Wściekłość, jaką odczuwa w stosunku do ojca Igora, sprawia, że wciąż tuła się pomiędzy dwoma światami jako wędrująca dusza. To idealna okazja. Pokazuję mu ją. Wściekły rzuca się w jej stronę, by stoczyć bezlitosną walkę. Ich wzajemna nienawiść jest niezwykle silna, żadnemu z nich nie udaje się jednak pokonać drugiego. Wykorzystujemy okazję, żeby wysłać do Raju ostatnie wędrujące dusze. Na polu bitwy pozostają teraz tylko Igor i jego matka, rozwścieczeni, lecz opadający z sił.
– Od trzynastu wcieleń tych dwoje ciągle walczy ze sobą – informuje mnie Edmund Wells.
Ponieważ żadnemu z nich nie udaje się wziąć góry nad przeciwnikiem, gdy znajdą się już u kresu sił, zaczynają ze sobą rozmawiać. Najpierw robią sobie nawzajem wyrzuty. Trzynaście istnień niewdzięczności i zdrad, trzynaście istnień podłych zagrań i pragnienia dręczenia drugiego. Lista złych uczynków po obu stronach jest długa. Wreszcie patrzą na siebie i zaczynają rozmawiać jak równy z równym, a nie jak dorosły z dzieckiem.
Po wściekłości przychodzi zmęczenie, następnie wyjaśnienia, aż wreszcie – przeprosiny.
– Mamo!
– Igorze!
Obejmują się. Jak widać, nigdy nie powinno się tracić nadziei.
– Teraz pora na ciebie, Michaelu – oznajmia mój instruktor. – Chodzi tu o jedną z twoich dusz.
Wsysam syna i matkę przez przeźroczysty kręgosłup, by następnie wypuścić ich przez czubek mojej czaszki. Razem wstępują do Raju.
– Oto zbliża się pora sądu dla pierwszego z twoich klientów – oznajmia mi Edmund Wells.
– Czy powinienem dołączyć do Igora?
– Nie, masz jeszcze czas. Najpierw musi pokonać Siedem Niebios i odczekać swoje w Czyśćcu. Przed tobą ważniejsze zadania. Pospiesz się, Michaelu, sporo się dzieje w życiu twoich klientów na Ziemi.
SPRZYSIĘŻENIE OSŁÓW: W 1969 roku John Kennedy Toole napisał powieść Sprzysiężenie osłów . Tytuł nawiązuje do zdania Jonathana Swifta: „Kiedy na świecie zjawia się prawdziwy geniusz, można poznać go po tym, że wszystkie osły sprzysięgają się przeciwko niemu".
Swift nie mógł tego lepiej ująć.
Po długotrwałych poszukiwaniach wydawcy, w wieku trzydziestu dwóch lat, rozżalony i zmęczony Toole postanawia odebrać sobie życie. Jego matka odkrywa ciało, u stóp którego leży manuskrypt. Czyta go i stwierdza, że jej syn niesłusznie nie został doceniony. Udaje się do wydawcy i postanawia rozpocząć oblężenie jego biura. Swoją tuszą blokuje wejście, zmuszając wydawcę do przekraczania jej za każdym razem, gdy chce wejść lub wyjść z pracy. Ten jest przekonany, że uciążliwa kobieta wkrótce się znudzi, lecz pani Toole się nie poddaje. Wreszcie wydawca zgadza się przeczytać maszynopis, zastrzegając jednak, że jeśli uzna go za kiepski, nie wyda go.
Czyta. Stwierdza, że tekst jest doskonały. Wydaje go. Stowarzyszenie osłów zdobywa nagrodę Pulitzera.
To jednak jeszcze nie koniec historii. Rok później wydawca wydaje kolejną książkę podpisaną nazwiskiem Johna Kennedy'ego Toole'a: Neonowa Biblia , na podstawie której zostanie zresztą nakręcony film. Trzecia książka zostaje wydana już w następnym roku.
Zastanawiałem się, jakim sposobem autor, który popełnił samobójstwo z żalu, że nikt nie chciał wydać jego jedynej powieści, mógł pisać kolejne zza grobu. Okazało się, że wyrzuty sumienia pchnęły wydawcę do opróżnienia szuflady, w której składował niewykorzystane manuskrypty i zaczął wydawać je po kolei: nowele, a nawet wypracowania szkolne.
Читать дальше