HISTORIA PRZEŻYTA I HISTORIA OPOWIEDZIANA: Historia, której naucza się w szkole, to historia królów, bitew i miast. Ale to oczywiście nie tylko jedyna historia. Aż do 1900 roku ponad dwie trzecie populacji żyło na wsiach, w lasach, w górach, nad brzegiem morza. Bitwy dotyczyły bardzo niewielu.
Ale Historia przez duże „H" wymaga śladów na papierze, skrybowie zaś byli zazwyczaj skrybami dworskimi, a kronikarze wypełniali rozkazy swoich panów. Opisywali wyłącznie to, co król kazał im zapisać. Relacjonowali więc tylko poczynania królewskie: bitwy, śluby i komplikacje związane z dziedziczeniem tronu.
Historia wsi jest niemal całkowicie nieznana, gdyż chłopi nie dysponowali skrybami, a pisać sami nie umieli. Przekazywali swoje przeżycia ustnie, w formie opowieści albo nawet dowcipów.
Oficjalna historia przedstawia nam darwinistyczną wizję ewolucji ludzkości: selekcja najwytrwalszych, zniknięcie niedostosowanych. Możemy stąd wywnioskować, że Aborygeni australijscy, ludy z puszczy amazońskiej, Indianie amerykańscy i Papuasi z punktu widzenia historii nie mają racji bytu, ponieważ okazali się słabsi militarnie. Tymczasem, być może, owe ludy, zwane prymitywnymi, mogą podzielić się z nami – za pośrednictwem swoich mitologii, organizacji społecznych i medycyny – tym, czego nam brakuje do osiągnięcia w przyszłości dobrego samopoczucia.
Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względnej i absolutnej , tom IV
Ze wzrokiem wbitym w nasze kule obserwujemy pocałunek. Stojący za nami Edmund Wells przyznaje:
– O mały włos nastąpiłaby katastrofa, ale macie szczęście, że trafiliście na dobrych klientów.
Nie mogę zajść w ciążę.
Ponieważ bardzo zależy nam obojgu na dziecku, Raymond zaczyna skłaniać się ku zapłodnieniu in vitro. W moim ciele zaimplantowano siedem zapłodnionych jajeczek, żeby przynajmniej jedno dożyło końca ciąży.
Po jakimś czasie mój brzuch pęcznieje, a ciało staje się bezkształtne.
Bez Raymonda bardzo źle bym przeżyła to doświadczenie. Przypomina mi to moje fazy bulimiczne. Bycie w ciąży stanowi dla mnie najbardziej intensywne ze wszystkich dotychczasowych życiowych doświadczeń. Dzięki USG doskonale rozpoznaję pięć płodów żeńskich i dwa męskie. Podobno kiedy rodzi się córka, to znaczy, że kochało się swoją matkę. Kocham więc swoją matkę w pięciu siódmych. Chłopcy są spokojni. Dziewczynki dużo się ruszają. Jedna wykonuje nawet w płynie owodniowym skoki, być może to reinkarnacja Salomei.
Całe moje ciało przechodzi metamorfozę. Nie tylko brzuch pęcznieje – także piersi i twarz się zaokrąglają. Mój umysł również.
Wbrew przepowiedniom lekarzy wszystkie siedem płodów żyje. Zmieniłam się w olbrzymią beczkę, którą łatwiej jest przetoczyć, niż zmusić do chodzenia. Siedmioraczki to naprawdę najlepszy psikus, jaki mógł mi spłatać los. W jaki sposób lepiej rozwiązać moje problemy z bratem bliźniakiem, niż obserwując, jak to zrobią moje dzieci?
W końcu nadchodzi dzień porodu. Raymond dokonuje cesarskiego cięcia i wyjmuje siedem małych różowych, lepkich i skrzeczących kulek.
Teraz lepiej rozumiem moją mamę. Rodzicielstwo to zawód, w którym nie sposób odnieść sukces. Trzeba starać się wyrządzić jak najmniej złego.
W nocy Raymond wstaje, żeby karmić cały miot butelką.
Dobrze nam w dziewiątkę. Siedmioraczki rosną zdrowo, a ja siedzę w domu i opiekuję się nimi. Co wieczór Raymond wraca do domu z bukietem kwiatów, pudełkiem czekoladek, zabawkami dla maluchów albo kasetą wideo, którą oglądamy przed zaśnięciem.
Nie mam więcej życzeń. Chcę tylko, żeby dzień jutrzejszy przypominał dzisiejszy. Byle nic się nie zmieniało, żadnych niespodzianek. Marzę o tym, żeby życie było niczym płyta, która kręci się w kółko, żebym co rano mogła patrzeć na Raymonda Lewisa przygotowującego mi na śniadanie płatki, świeży sok, zimne mleko i banany.
Nigdy wcześniej nie czułam się tak spełniona. Żeby całkowicie wyeliminować ryzyko niespodzianek, zrezygnowałam z zawodu aktorki. Doskonale. Ludzie nie będą patrzeć, jak się starzeję i na zawsze zachowają w pamięci moją postać jako Miss Universe.
Kocham Raymonda Lewisa, a on kocha mnie. Rozumiemy się bez słów. Co niedzielę jedziemy na piknik w to samo miejsce. W każdy piątkowy wieczór rodzina mojego męża zaprasza nas na obfity obiad. Wszystko dobrze się układa.
Nie widuję się często z mamą – ma zbyt duże wahania nastroju.
Patrząc wstecz, zaczynam myśleć, że zawsze chciałam być rolnikiem. Jak Ava Gardner pod koniec swojego życia: uprawiać ogródek, hodować kapustę i pomidory. Plewić. Żyć wśród natury. Mieć psy.
Moja uroda nie pozwoliła mi na rozwinięcie zwykłych pasji. Przez długi czas była moim przekleństwem. Gdybym miała urodzić się ponownie, chciałabym wcielić się w brzydką osobę. Żeby mieć spokój. Jednocześnie boję się zestarzeć i stać się mniej piękną. Aktorki zawsze kończą jako mumie, a jakiś paparazzi zawsze zdoła zrobić zdjęcie, które zniszczy takiej całą karierę. Chcę, żeby moja uroda nie zwiędła.
Raymond zabiera mnie w podróż do Francji.
Jedziemy samochodem w stronę Nicei, znajdujemy się w pobliżu małego miasteczka – Fayenne. Dzieci zostawiliśmy pod opieką mamy Raymonda i wynajęliśmy kabriolet, żeby móc korzystać ze świeżego powietrza. Cykady śpiewają na poboczach drogi, a ja wdycham zapach lawendy.
Jest piękna pogoda. Oby to trwało jak najdłużej!
Nathalie jest taka piękna!
Od dziewięciu lat mieszkamy razem i wszystko jest dokładnie tak, jak pierwszego dnia. Nathalie prowadzi naszego starego gruchota. Trzymamy się za ręce. Jest piękna pogoda. Ciągniemy naszą żywą dyskusję, którą rozpoczęliśmy w dniu, w którym się poznaliśmy, i której do dzisiaj nie przerwaliśmy.
– Twierdzisz, że nie jesteś wierzący, myślisz zatem, że kierujesz swoim życiem jedynie za pośrednictwem wolnej woli? – pyta prosto z mostu.
– Myślę, że wolna wola dotyczy wyboru kobiety, która będzie za mnie decydowała – odpowiadam.
Nathalie wybucha śmiechem i nachyla się, żeby mnie pocałować.
Uwaga, Jacques i Nathalie, to naprawdę nie jest dobry moment na czułości!
Co się dzieje z tym samochodem jadącym zygzakiem z naprzeciwka? Zjechał z prawego pasa.
Zamykam oczy. Całujemy się.
Ależ oni… Czym prędzej wysyłam Jacques'owi sygnał alarmowy. Raoul robi to samo względem Nathalie. Wysyłamy im obrazy, żeby wypuścili się z objęć, ci jednak nadal się całują, z coraz większą pasją.
Próbujemy teraz z przebłyskami niepokoju, wizjami katastrofalnych w skutkach karamboli samochodowych, lecz oni wciąż śnią na jawie i niczego nie przyjmują do wiadomości.
Nie zapięli nawet pasów! Szybko: kot! Wysyłam mu rozkazujący sygnał. Mona Lisa III daje susa z tylnego siedzenia i wbija pazury w szyję Nathalie.
Dywersja odniosła skutek. Nathalie dostrzega nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Wciska z całych sił hamulec i odbija kierownicą, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Nathalie, jadąca lewą stroną drogi, ociera się o skalną ścianę. Venus i Raymond, jadący po prawej, zostają odrzuceni w stronę morza, a ich samochód wypada z szosy prowadzącej nad urwiskiem i spada w otchłań.
Читать дальше