Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względnej i absolutnej , tom IV
Nadeszła pora, by wrócić do Raju.
Jacques, mój Jacques, spotkał właśnie Nathalie Kim – Nathalie Kim Raoula! Czyste zrządzenie losu! Przypadki nie zawsze muszą być zorganizowane przez istoty wyższe.
Trzymając nasze kule w dłoniach, razem z Raoulem obserwujemy dalszy przebieg wydarzeń. Sferyczne ekrany rozbłyskują światłem.
– Ach, ci ludzie! – mówi Raoul. – Największą przykrość sprawia mi to ich dążenie za wszelką cenę do stworzenia związku. Kobiety i mężczyźni nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie znajdą swoją parę, chociaż sami nie wiedzą, kim tak naprawdę są. Często popycha ich do tego strach przed samotnością. Młodzi, którzy pobierają się w wieku dwudziestu lat, są niczym budowniczowie na pierwszym piętrze budynku, który postanawiają wznieść wspólnymi siłami, przekonani, że kiedy dotrą do dachu, relacje między nimi utrwalą się na zawsze. Tymczasem szansa na sukces jest znikoma. Przy każdej kolejnej ewolucji świadomości któreś z nich dochodzi do wniosku, że potrzebny jest mu inny partner. Tak naprawdę, żeby stworzyć związek, potrzeba czterech składników: mężczyzny i jego cząstki kobiecości oraz kobiety i jej cząstki męskości. Pełne istoty nie szukają już u drugiej połowy tego, czego im brakuje. Mogą żyć razem, nie marząc o kobiecie idealnej albo o idealnym mężczyźnie, ponieważ znaleźli ich już w sobie – wyłuszcza mi swoją teorię mój niebieski towarzysz.
– Masz się za Edmunda Wellsa? – żartuję. – Zaczyna się od wykładów, a kończy na pisaniu encyklopedii, uważaj lepiej.
Raoul napusza się i udaje, że nie usłyszał mojej uwagi.
– Co tam widzisz?
– Rozmawiają.
– Jak się miewa ten twój Jacques?
– Średnio. Ma bandaż wokół głowy.
Wokół głowy mam okręcony bandaż, ale czuję się lepiej. Już z daleka słyszę Nathalie Kim.
– Ależ się uśmiałam, czytając w pańskiej książce o tym tłustym i głupkowatym kocie, który spędza całe dnie na oglądaniu telewizji! Skąd to panu przyszło do głowy?
Nie umiem oderwać od niej oczu. Moje serce chce prawie wyskoczyć z piersi. Nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Trudno, zabandażowana głowa posłuży mi za alibi. Słucham jej. Widzę ją. Upijam się nią. Czas się zatrzymał. Mam wrażenie, że znam ją już od bardzo dawna.
– Od dawna liczyłam, że uda mi się pana spotkać na Targach Książki, ale nieczęsto się pan tam pojawia, prawda?
– Ja… ja…
– Skąd u pana to zainteresowanie rajem i zaświatami? – pyta, podczas gdy ja pracuję nad wdychaniem i wydychaniem powietrza.
Nathalie popija w zamyśleniu zieloną herbatę.
– Czytałam w jakimś wywiadzie, że czerpie pan inspirację ze swoich snów. Muszę tu przyznać, że moje sny są zadziwiająco podobne do pańskich. Po przeczytaniu pańskiej ostatniej książki uderzył mnie fakt, że opisał pan raj w identyczny sposób, jak ja go sobie już wcześniej wyobrażałam: jako spiralę światła, ze strefami w różnych kolorach, które należy przemierzyć.
– Ja… ja…
Dziewczyna potrząsa swoimi długimi czarnymi włosami na znak zrozumienia. Wreszcie udaje mi się coś wyksztusić. I rozmawiamy… bardzo długo. Opowiadamy o sobie. Nasze życiorysy są dość podobne. Nathalie zawiodła się na wszystkich mężczyznach, których poznała. W końcu postanowiła z nikim się nie wiązać.
Nathalie mówi, że ma wrażenie, iż zna mnie od zawsze. Ja także czuję, że spotkaliśmy się jak gdyby po długiej podróży. Spuszczamy wzrok, speszeni tym wyznaniem. Czas zaczyna się dłużyć. Przeżywam całą scenę w zwolnionym tempie. Zdradzam jej, że dzisiaj, 18 września, przypadają moje urodziny. Nic nie sprawiłoby mi większej radości niż ten prezent, jakim jest nasza rozmowa. Proponuję jej mały spacer. Mona Lisa III poczeka jeszcze trochę na swój pasztet. Nie dam się tyranizować zwierzęciu.
Wędrujemy tak kilka dobrych godzin.
Nathalie opowiada mi o swojej pracy. Jest hipnoterapeutką.
– Siedemdziesiąt procent moich klientów to osoby, które chcą rzucić palenie – oznajmia.
– I to działa?
– Tylko w wypadku tych, którzy postanowili przestać palić jeszcze przed wizytą u mnie.
Uśmiecham się.
– Współpracuję też z dentystami. Są ludzie, którzy nie znoszą znieczulenia. Pomagam im poprzez hipnozę.
– Zastępuje pani anestezjologa?
– Właśnie. Dawniej programowałam pacjentów w taki sposób, że na czas wyrywania zęba przestawała płynąć w ich żyłach krew, przez co jednak nie tworzyły się skrzepy i rana się nie zabliźniała. Teraz proszę: „Tylko trzy kropelki, tylko trzy kropelki". Nasz mózg panuje naprawdę nad wszystkim. Wypływają tylko trzy krople krwi i ani jedna więcej.
– Uzależnienie od nikotyny i wyrywanie zębów… Czymś jeszcze się zajmujesz?
– Wprowadzając ludzi w stan hipnozy, pomagam im cofnąć się w przeszłość i usunąć „pluskwę", błąd oprogramowania, który był przyczyną ich życiowej porażki. Jeśli to okazuje się niewystarczające, szukam „pluskwy" w ich wcześniejszych wcieleniach. To dość zabawne.
– Żartujesz sobie ze mnie.
– Wiem, że to może się wydawać nieco… dziwne. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale z samych obserwacji wynika, że moi pacjenci są w stanie zrelacjonować bardzo precyzyjnie wydarzenia będące częścią życiorysów już zmarłych osób. Po takim doświadczeniu następuje znaczna poprawa ich stanu. Czy muszę sprawdzać wiarygodność tych opowieści? Sam fakt, że mi je opowiadają, stanowi wystarczającą terapię.
Uśmiecha się.
– Widziałam już wiele osób będących na granicy świata irracjonalnego: mistyków, szarlatanów, oświeconych… Uczęszczałam do klubów, stowarzyszeń, gildii i sekt. Na swój sposób jestem duchową turystką. Uważam, że powinno się wprowadzić nieco deontologii do całego tego bałaganu.
Nathalie opowiada mi o swoich wcześniejszych wcieleniach. Była tancerką na Bali i całą masą innych przedziwnych postaci, zwierząt, roślin i minerałów. Sądzi, że narodziła się jeszcze przed Wielkim Wybuchem, w innym wymiarze, w innym, bliźniaczym do naszego, wszechświecie.
Jest mi wszystko jedno, czy te zwierzenia są po prostu zwykłymi bajeczkami. Myślę sobie, że to będą piękne historie, które będziemy sobie opowiadać, siedząc przy kominku w długie zimowe wieczory. Ona może mnie nauczyć tylu rzeczy! Czy wystarczy nam życia, żeby wszystko sobie opowiedzieć, zakładając, że dziennie na rozmowy możemy poświęcić nie więcej niż pięć czy sześć godzin?
Zamykam oczy i zbliżam moje wargi do jej. Wóz albo przewóz. Albo dostanie mi się po łapach, albo…
Jej usta muskają moje. Ciemne źrenice rzucają iskry. Jedna z nich migocze na wysokości jej serca, dostrzegam ją w świetle mojej własnej iskierki.
Nathalie. Nathalie Kim.
O 22.56 biorę ją za rękę. Jej dłoń zaciska się na mojej. O 22.58 ryzykuję głębszy pocałunek. Przytulam ją do siebie, żeby poznać jej kształty. Nathalie przylega do mnie mocno.
– Od tak dawna na ciebie czekałam – szepcze mi do ucha.
Jeśli moja kariera literacka przyczyniła się do przeżycia przeze mnie tego jednego momentu, to stwierdzam, że było warto. Wszystkie rozczarowania, wszystkie porażki nikną w świetle tej chwili.
O 22.59, po raz pierwszy w moim życiu, myślę sobie, że „być może to jednak jest moja planeta".
Читать дальше