Cóż, zapamiętam tę chwilę narodzin! Wrzeszczę wniebogłosy. Wygląda na to, że sprawia im to wyjątkową przyjemność. Śmieją się. Czyżby się ze mnie nabijali? Nie wiedząc, co o tym wszystkim sądzić, zaczynam płakać. Wciąż się śmieją. Podają mnie sobie z rąk do rąk. Hej! Nie jestem przecież jakąś tam zabawką! Ktoś dotyka mojego przyrodzenia i mówi:
– To chłopiec!
Patrząc obiektywnie, z punktu widzenia anioła, dziecko jest po prostu brzydkie… Raoul przygląda się noworodkowi i wybucha gromkim śmiechem jak za dawnych czasów.
– Naprawdę jest paskudny!
– Myślisz, że to się zmieni?
Lekarz obwieszcza, że mój klient waży trzy trzysta. Raoul poklepuje mnie po ramieniu, jak gdybym dokonał nie lada wyczynu.
– Wszystkie noworodki wyglądają na nieco przydeptane po wyjściu z brzucha matki. A kiedy wyciąga się je za pomocą kleszczy – przypominają gofry.
Urodziłem się.
– Jaki słodziutki! – gratulują sobie głosy, których wciąż nie rozumiem.
Wszyscy wrzeszczą na tej planecie. Czy nie potrafią szeptać? Za dużo tu światła, za dużo przeciągów, hałasu i zapachów. Wcale mi się tu nie podoba. Czy mogę wrócić tam, skąd przyszedłem? Nikt jednak nie pyta mnie o zdanie. Wszyscy zajęci są dyskusją, wygląda na to, że na bardzo ważny temat.
– Jak nazwiecie chłopca?
– Jacques.
Nadal wrzawa wokoło. Do mojego drżącego ciała zbliżają się nożyczki. Ratunku! Przecinają pępowinę i czuję jeszcze większy chłód.
Pamiętam moje poprzednie wcielenie. Byłam chińskim kupcem, bardzo bogatym i wpływowym. Podróżowałem w lektyce z moją świtą. Zaatakowali nas zbóje. Pojmali nas, a następnie kazali mi wykopać sobie własny grób, do którego mnie wrzucili. Błagałem, by darowali mi życie w zamian za moje bogactwa. Do dołu wrzucili wraz ze mną jedną z moich służących. „Masz, zabaw się nieco!". Potem zasypali nas ziemią. Miałem jej pełno w oczach. Służąca udusiła się pierwsza i czułem, jak życie opuszcza jej ciało. Starałem się wydostać, odgarniając ziemię rękoma, ale byłem zbyt gruby, żeby się spod niej uwolnić. Za dużo wystawnych uczt…
Duszę się. Nienawidzę przebywać w zamknięciu. Otwieram oczy. Gdy byłam chińskim kupcem, umarłam wśród ciemności. Teraz otwieram oczy, a wokół wszystko ma barwę czerwoną. Czuję się ściśnięta. Koło mnie nadal znajdują się zwłoki!
To George, mój brat bliźniak, którego zabiłam, wcale tego nie chcąc. Duszę się, chcę się stąd wydostać. Powietrza! Powietrza! Szamoczę się. Dziś moje ciało jest znacznie lżejsze. Uderzam, stukam, macham rękami i nogami. Ktoś musi mi pomóc stąd wyjść!
Stajemy przy łóżku Venus.
Coś tu nie gra. Staram się spojrzeć w głąb duszy dziecka, stwierdzam jednak, że nie potrafię. Tu rozciąga się granica naszych anielskich możliwości. Nie możemy czytać w myślach naszych klientów.
Najwyraźniej dręczy ją przeszłość. Chcę czym prędzej odcisnąć na niej swój znak, lecz Venus wciąż jest niespokojna, roztrzęsiona, mam trudności z przyłożeniem do niej swojego palca.
– Ma atak klaustrofobii – stwierdza Raoul.
– Już?
– Oczywiście. Czasami poprzednia śmierć pozostawia po sobie niekorzystne skutki. Nie lubi przebywać w zamkniętych pomieszczeniach. Nie mamy czasu na „anielski pocałunek". Szybko, musimy coś zrobić.
– Przekażę intuicję wykonania cesarki lekarzowi prowadzącemu.
Światło. Wreszcie wolność! Czyjeś ręce wydobywają mnie z mojego więzienia, wciąż jednak czuję jakiś ciężar uwieszony na mnie.
To zwłoki George'a! Trzyma mnie w objęciach, jak gdyby nie chciał, by nas rozdzielono. To obrzydliwe! Umarłem jako mężczyzna z ciałem kobiety w ramionach, a oto odradzam się jako kobieta uczepiona zwłok mężczyzny.
Pielęgniarki muszą użyć szczypców, by odgiąć jeden z paluszków George'a.
– Ciii… zapomnij o przeszłości.
W chwili gdy jej ciało zostaje wydobyte na zewnątrz, nakładam anielski znak nad jej wargami. Lekarze zbyt są zajęci odczepianiem od niej George'a, by popatrzeć na buźkę dziewczynki. W przeciwnym razie z pewnością dostrzegliby, jak maleńka rynienka zarysowuje się tuż pod jej nosem.
A więc nadeszła chwila narodzin.
Pamiętam, że byłem astronautą. Pamiętam, że byłem zrozpaczony.
I oto stoimy przy Igorze. On także sprawia wrażenie zdenerwowanego. Wspomina poprzednie wcielenie i związane z nim traumatyczne przeżycia. Zbliżam się do niego i nakładam na niego anielski znak.
„Ciii… zapomnij o przeszłości". On jednak nie chce się uspokoić. Naciskam nieco mocniej, trudno, najwyżej rynienka będzie głębsza. Wreszcie chłopiec odnajduje nieco spokoju.
Matka właśnie przewróciła się na ulicy. Do tej pory ignorowała wszystkie symptomy, trzeba się więc było tego spodziewać. Nudności. Zawroty głowy. Za każdym razem to ja byłem bity, to mnie wymierzała karę. Jak gdyby to była moja wina!
Tym razem odeszły jej wody, wokół mnie robi się sucho, a co gorsza mama zemdlała.
Ludzie podnoszą ją. Ktoś stwierdził, że ta pani musi być w ciąży. Inny krzyknął, że trzeba ją jak najszybciej zawieźć do szpitala.
– Już mi lepiej – oznajmia mama, odzyskując przytomność. – Zemdlałam tylko, gdyż za dużo wypiłam.
Na szczęście nikt jej nie słucha.
Szpital znajduje się daleko stąd. Samochód jedzie szybko. Czuję, jak podskakuje na drodze.
– Proszę oddychać powoli – radzi kobiecy głos.
– To nic, to nic, chcę wrócić do domu – powtarza mama.
Zaczynam się dusić. Umrę, a wtedy ona wygra. Zaczynają się skurcze. Najwyższa pora. Para ludzi w samochodzie – wiem, że to para, bo rozróżniam męski i kobiecy głos – zaczyna panikować. Samochód przyspiesza. Wstrząsy i skurcze nasilają się. Układam się we właściwej pozycji.
DALEJ, JESTEM GOTÓW.
– Nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać – wzdycha mężczyzna. – Nigdy nie przyjmowałem żadnego porodu, jestem piekarzem.
Więc wyobraź sobie, że wyciągasz wielki chleb z pieca, ty ofermo!
– Dziecko umrze, umrze! – lamentuje dalej mężczyzna.
Nie liczcie na mnie. Na przekór wrogo nastawionej rodzicielce i tym dwojgu nieudacznikom mam ochotę żyć i będę żył.
Tędy do wyjścia: „Exit".
Wystawiam głowę na zewnątrz. Nie było łatwo. Otwieram oczy i nic nie widzę. Obraz jest jakby zatarty.
– Owiń je w swoją kurtkę – rozkazuje kobieta.
Dobra, najgorsze za mną. Urodziłem się. Reszta powinna być prostsza.
– Już myślałem, że nigdy nie dotrzemy na miejsce. Nie wiedziałem, że poród może być aż tak ciężki!
– Szybko się o nim zapomina – pociesza mnie Raoul. – Ale widzisz, dobrze, że przyleciałem tu z tobą. Łatwiej wpływa się na kierowców i unika wypadków drogowych we dwóch.
– Dzieciaki są słodkie…
– Chyba żartujesz… To potwory! A koszmar dopiero się zaczyna. Wkrótce poznasz ich gorszą stronę.
– Co na przykład?
Raoul robi zmartwioną minę.
– WOLNĄ WOLĘ! Wolna wola pozwala im dokonywać wyborów życiowych. A więc daje im prawo popełniać błędy. Powodować katastrofy i nie musieć się nikomu z tego tłumaczyć. Odrzucać odpowiedzialność. I zapewniam cię, że korzystają z tego prawa. Ach, bardzo cię proszę, strzeż się, jak możesz, tych dwóch słów: „wolna wola".
POWSTAWANIE: Powstawanie małego człowieczka dokonuje się zazwyczaj w ciągu osiemnastu miesięcy. Po dziewięciu miesiącach zachodzi konieczność wydostania go z brzucha matki, głowa bowiem staje się już za duża. Gdyby pozwolić mu pozostać tam dłużej, mogłaby ona już nie zdołać przecisnąć się przez miednicę rodzicielki. To tak, jakby nie dopasować kuli do średnicy lufy armatniej.
Читать дальше