– Co zamierzasz zrobić?
Ruchem głowy wskazuje na Szmaragdowe Wrota.
– Wiesz dobrze, że będziemy mogli przejść na drugą stronę, gdy ocalimy przynajmniej jednego człowieka – mówię.
Raoul zamachał mi rękami przed oczyma:
– Czy ty naprawdę jeszcze niczego nie zrozumiałeś? Nasi klienci to kretyni, którzy nigdy nie ewoluują!
19. PŁÓD JACQUES. MINUS 1 MIESIĄC
Stałem się nerwowy. Wiercąc się w brzuchu mamy, zaplątałem się w pępowinę. Owinęła mi się wokół szyi – po raz kolejny przeżywam chwilę, gdy mnie powieszono. Panikuję, by następnie znieruchomieć. Gdy przestaję się ruszać, udaje mi się oswobodzić.
20. PŁÓD VENUS. MINUS 1 MIESIĄC
Płyn owodniowy stał się gorzki. Co się dzieje?
– Hejże! Bliźniaku! Mamy problem! Śpisz?
Bliźniak nie odzywa się dłuższą chwilę.
– Czuję się taki zmęczony, bardzo zmęczony… Mam wrażenie, że pustka ogarnia całe moje wnętrze…
Staram się pojąć, co się dzieje, bo jeśli o mnie chodzi, to cały czas delektuję się przepysznym jedzeniem. Likierem inteligencji, cukru i miłości. Nagle wzdrygam się:
– Przejmuję twoją energię!
– A więc to tak – szepcze on. – Znam to zjawisko.
Wypowiada się z trudem.
– Jesteśmy bliźniakami z zespołem TTTS [2]. Wiem, o co chodzi, bo w poprzednim życiu byłem ginekologiem-położnikiem. Zostało mi trochę wspomnień z tego okresu.
– Wyjaśnij mi.
– A więc wytworzyliśmy między nami połączenie, naczynie krwionośne, które łączy nas bezpośrednio, niezależnie od organów naszej matki. To tylko maleńka żyłka, lecz jest ona wystarczająco duża, by dokonywała się między nami wymiana płynów. To dlatego tak dobrze słyszymy się nawzajem. Dlatego też jedno z nas, a konkretnie ty, nie może powstrzymać się przed pobieraniem krwi od drugiego. Jeśli nie wyjmą nas stąd w najbliższych dniach, obawiam się, że wyssiesz mnie na dobre.
Zadrżałam.
– A wtedy?
– A wtedy umrę.
Milczy, wycieńczony, lecz ja nalegam:
– Czy oni o tym wiedzą, tam na zewnątrz?
Odpowiedź pada po dłuższej chwili:
– Wiedzą chyba o bliźniakach, ale nie mają pojęcia, że pompujesz ode mnie krew. Nadali nam wczoraj imiona, obojgu. Ty spałaś, ale ja wszystko słyszałem. Ty będziesz się nazywać Venus, a ja George. Witaj, Venus!
– Hm… Witaj, George! Przerażona, zaczynam kopać.
– Hej! Tam, w górze!! Zróbcie coś! Trzeba wywołać poród. George umiera!
Tupię niecierpliwie. George uspokaja mnie.
– Przestań, już jest za późno. Będę żył w tobie. Zawsze będę w tobie, moja Venus.
21. PŁÓD IGOR. MINUS 1 MIESIĄC
Zapadłem w lekki sen. Mama płacze. Mówi sama do siebie i pije dużo wódki. Upija się i lekko kręci mi się w głowie. Chyba chce mnie otruć. Ale moje ciało przyzwyczaja się do tego stanu i rozwija własną odporność na alkohol.
Nie, mamo, nie uda ci się mnie pozbyć w taki sposób. Chcę się urodzić i to będzie moja zemsta.
Nagle czuję gwałtowne uderzenie. Upadam. Moja twarz jest zgnieciona. Co się dzieje? Słyszę, jak matka bełkocze: „Dorwę cię, dorwę. Zdechniesz, uda mi się". Kolejne uderzenie.
Próbuję pojąć, co się dzieje wokoło i chyba już się domyślam. Matka rzuca się na ziemię, na brzuch – chce, żeby pękł!
Trzymam się ze wszystkich sił. Wreszcie matka daje za wygraną.
Czekam na kolejny atak. Czym mnie jeszcze potraktuje? Drutem? Trzymaj się, Igor. Dasz radę. Na zewnątrz jest tak pięknie…
Raoul ciągnie mnie w stronę starej anielicy, którą rozpoznaję – widziałem jej zdjęcia w gazetach – to Matka Teresa.
– Na Ziemi była chodzącą szczodrością. Święta. Tutaj jednak opiekuje się już czwartą serią klientów i wciąż jej się nie udaje. Jeśli Matce Teresie nie dane jest zostać „siódemką", to wierz mi, nikomu się to nie może udać.
Stara kobieta wygląda na wystraszoną, spogląda na swoje kule i pokrzykuje rozdrażniona, jak gdyby właśnie sparzyła się wrzątkiem, wyjmując prawdziwe jajka z wody.
– Edmund Wells mówił mi, że życie stawia nas w obliczu tylko takich problemów, które jesteśmy w stanie pokonać.
Raoul przyjmuje swoją najbardziej pogardliwą minę.
– Myślisz, że zjadłeś wszystkie rozumy? Nie dysponujemy nawet wiedzą, która pozwoliłaby nam zmierzyć poziom naszej ignorancji.
– W żółtej krainie wiedzy poznałem odpowiedzi na pytania, które zadawałem sobie jako śmiertelnik. Edmund Wells wyjawił mi sekret kształtu cyfr – czyli kierunek ewolucji świadomości. To wszystko, co powinniśmy wiedzieć.
– Tak sądzisz? Swego czasu byliśmy tanatonautami, mędrcami. „Piątkami". Teraz jesteśmy aniołami. „Szóstkami". Następnym etapem jest zmienienie się w „siódemkę". Czym jest jednak „siódemka"?
– „Siódemka" to istota, która osiągnęła wynik 700 punktów – ryzykuję.
Gdybym nie był bezcielesny, Raoul z pewnością potrząsnąłby mną jak drzewem owocowym.
– Ale konkretnie, czym jest „siódemka"? Superaniołem? Inną istotą? Jeśli zastanowisz się nad różnicą między biednymi „piątkami" i nami, „szóstkami", przyznasz, że jest nad czym myśleć.
Mój przyjaciel jest poruszony, ale ja pozostaję ostrożny. Raoul zaczyna snuć marzenia:
– Bycie „szóstką" może być czymś wspaniałym. Szukałem tekstów na ten temat. Podobno nad aniołami znajdują się „cherubiny" i „serafiny". Jest mowa o „dominacjach" i „tronach". Chociaż osobiście podejrzewam, że poziom nad nami zajmują…
Szepcze, jak gdyby obawiał się, że ktoś go usłyszy:
– Bogowie.
To cały Raoul, mój stary przyjaciel, zawsze wysuwający najbardziej karkołomne hipotezy.
– Dlaczego mówisz „bogowie", a nie „bóg"?
Najwyraźniej dobrze się przygotował.
– Po hebrajsku Bóg wymawia się „EL", choć w tekstach widnieje słowo „ELOHIM", co odpowiada formie liczby mnogiej.
Udajemy, że stawiamy kroki, poruszając na przemian nogami w powietrzu, tuż nad niby-podłożem, tak jak to robiliśmy na Ziemi.
– Rozmawiałeś o tym z innymi aniołami? Co one na ten temat sądzą?
– Myślą podobnie jak ja. Połowa z nich wierzy w Boga. Jedna trzecia to ateiści. Pozostaje jedna czwarta, która – tak jak my – przyznaje, że nie wie, czy Bóg istnieje.
– Połowa, jedna trzecia i jedna czwarta to więcej niż jedna całość.
– To normalne. Są tacy, którzy uznają dwa punkty widzenia jednocześnie lub na przemian – sam przyznasz, że tak bywa.
Raoul podsumowuje:
– 4: ludzie, 5: mędrcy, 6: anioły, 7: bogowie. To wydaje się dość logiczne, prawda?
Nie odpowiadam od razu. Śmiertelnicy nie wiedzą nic o istnieniu lub nieistnieniu Boga, nie posiadają właściwie żadnych dowodów na poparcie swoich tez, powinni więc wykazywać się nieco większą skromnością.
Jeśli chodzi o Michaela Pinsona, którym kiedyś byłem, skłaniał się on zdecydowanie ku agnostycyzmowi, z agn ôstos („brak pewności"). Moim zdaniem agnostycyzm doskonale pasuje do słynnego twierdzenia Pascala, że bardziej opłacalne jest założenie istnienia Boga. Będąc jeszcze na Ziemi, stawiałem jeden do dwóch na to, że po śmierci zaczyna się nowe życie i że anioły i Raj naprawdę istnieją. Przygoda tanatonautów potwierdziła moje przypuszczenia. Na razie nie widziałem potrzeby zwiększania lub zmniejszania stawki, jeśli chodzi o wiarę w Boga. Jak dla mnie Bóg był hipotezą, której szanse wynosiły 50 procent.
Читать дальше