12. WYBÓR DUSZ: MINUS 2 MIESIĄCE
Edmund Wells klepie mnie po ramieniu.
– Dusze lada moment zagnieżdżą się w ciałach twoich klientów. Nie ma czasu do stracenia. Chodź za mną.
Zostawiam Raoula samego. Mój instruktor prowadzi mnie w stronę spokojnej strefy na południu i prosi, bym usiadł po turecku przy wejściu. Stąd możemy objąć wzrokiem całą anielską krainę.
– Doskonałe miejsce, by śledzić nadchodzący bieg wydarzeń.
Ujmuje mnie za ręce i skierowuje wewnętrzne strony moich dłoni ku niebu. Ma wtedy miejsce niesamowite zjawisko. Trzy kule spływają w naszym kierunku i osiadają między moimi dłońmi. Jedna nad lewą ręką, druga nad prawą, a ostatnia nieco powyżej, dokładnie między dwoma pierwszymi. Całość tworzy lewitujący trójkąt.
– Dzięki tym kulom nie tylko ujrzysz dusze twoich klientów, lecz także będziesz mógł ich słyszeć i kontrolować ich poczynania.
Delikatnie pociera każdą z kul, sprawiając, że rozbłyskują światłem. Wewnątrz dostrzegam swoich klientów, mam wrażenie, że korzystam z kamery zapisującej obraz płodu w brzuchu matki. Kule są pomarańczowe, gdyż moi klienci pławią się w płynie owodniowym.
– Nauczę cię jeszcze jednego określenia w żargonie anielskim. Te kule kontroli dusz, które masz właśnie przed sobą, nazywamy „jajami". Bo wysiadujemy je jak kury swoje jaja.
Edmund Wells siada koło mnie.
– Teraz pora na przyznanie duszy.
– Można je wybierać?
Uśmiecha się.
– Nie. W tym wypadku interweniuje świat nad nami, „siódemka".
Czekamy. Jedna po drugiej kule rozbłyskują, jak gdyby dokonało się w nich wyładowanie elektryczne. Edmund Wells przygląda się pierwszej rozpalonej kuli i oznajmia mi, że Jacques otrzymał właśnie duszę Indianina żyjącego w ubiegłym stuleciu. Był wędrownym gawędziarzem, chodzącym od plemienia do plemienia, by przekazywać legendy swego ludu. Pewnej nocy na jego obozowisko napadli poszukiwacze złota. Próbował się ukryć, lecz napastnicy dogonili go i złapali. Obcięli mu jego długie czarne warkocze nasączone niedźwiedzim tłuszczem, z których był taki dumny, a następnie powiesili.
Liczba punktów uzyskana przy ważeniu duszy: 350.
Edmund Wells bada drugą kulę, która właśnie rozbłysła. Igorowi przydzielono duszę francuskiego astronauty. Samotnik, miał trudne dzieciństwo, kłótliwą matkę. Poznał życie w więzieniu, lecz wykupił się dzięki niebezpiecznym wyprawom w kosmos, na które zgłosił się na ochotnika. W wyniku zawodu miłosnego odebrał sobie życie podczas jednej z wyjątkowo ryzykownych misji…
Liczba punktów uzyskana przy ważeniu duszy: 470.
Co do trzeciej kuli, Venus stała się właśnie schronieniem dla duszy bogatego Chińczyka, zmarłego już ponad dwa wieki temu. Epikurejczyk, choć wątłego zdrowia, miał słabość do dobrego jedzenia i pięknych kobiet. Zaliczał się do przyjaciół samego cesarza i bywał w towarzystwie najpotężniejszych osób w państwie. Podczas jednej z podróży przez prowincję napadli go rabusie, którzy obrabowali go, by następnie pochować żywcem. Długo miotał się pod ziemią. Straszliwa śmierć…
Liczba punktów uzyskana przy ważeniu duszy: 320.
– Nieźle – kiwa głową z zadowoleniem Edmund Wells. – Dwie z twoich dusz przekraczają 333 punkty.
– A co oznacza posiadanie 333 punktów?
– Chodzi tu o średnią poziomu świadomości. Jeśli doda się punkty zdobyte przez dusze sześciu miliardów istot ludzkich i wyciągnie się z nich średnią, otrzymamy właśnie 333. Oznacza to, że mimo wszystko większość ludzi znajduje się bliżej ziemi niż nieba. Na nas spoczywa ciężar zwiększenia wartości owej średniej.
Przyglądam się moim „klientom" w ich „jajach".
– Naszym celem – ciągnie Edmund – jest podniesienie poziomu świadomości. „Gdy jedna dusza się wznosi, cała ludzkość wznosi się wraz z nią".
– Chcesz powiedzieć, że jeśli uda mi się podnieść poziom przynajmniej jednego z moich klientów, cała ludzkość wespnie się z poziomu 333 na 334?
– Postępy nie są aż tak spektakularne. Znaczna liczba ludzi musiałaby przejść pewną ewolucję, żeby średnia zwiększyła się o jeden punkt – wyjaśnia mój mentor.
Prosi mnie, bym uczestniczył w narodzinach moich podopiecznych, by nałożyć na nich, tuż po wyjściu z brzucha matki, anielski odcisk. Ten gest połączy nas – anioła stróża i strzeżonego śmiertelnika. Pozwoli im to zapomnieć o poprzedniej karmie.
– Wystarczy dotknąć ich pod nosem, by stworzyć rynienkę – Edmund pokazuje ów gest, dotykając mojej twarzy. – Ale potem, ostrzegam, masz całkowity zakaz wracania na Ziemię!
WSPÓŁPRACA-WZAJEMNOŚĆ-PRZEBACZENIE: W 1974 roku filozof i psycholog Anatol Rapoport z Uniwersytetu w Toronto wysunął tezę, iż„najskuteczniejszymi" sposobami zachowywania się w stosunku do drugiego człowieka są: 1) współpraca, 2) wzajemność i 3) przebaczenie. Oznacza to, że jeśli dany osobnik, struktura lub grupa napotyka innego osobnika, strukturę lub grupę, w jego interesie leży zaproponowanie przymierza, następnie – zgodnie z regułą wzajemności – osobnik ten może dawać drugiemu tyle, ile od drugiej strony otrzymuje. Jeśli tamten mu pomoże, on także pomaga, jeśli drugi wykaże się agresją, ten również okaże swoją wrogość, w taki sam sposób i o takim samym natężeniu. Na koniec przychodzi czas na przebaczenie i propozycję współpracy. W 1979 roku matematyk Robert Axelrod zorganizował turniej autonomicznych programów komputerowych naśladujących ludzkie zachowania. Jedynym wymogiem było uzupełnienie każdego z programów o funkcję komunikacji, pozwalającą na ich porozumiewanie się między sobą.
Do Roberta Axelroda nadesłano 14 dyskietek z programami – ich autorami byli głównie jego koledzy z uczelni. Każdy program rządził się innymi prawami zachowań (najprostsze miały zaledwie dwie linijki kodu, najbardziej skomplikowane – około stu). Miał zwyciężyć ten, który zdobędzie największą liczbę punktów. Niektóre programy stosowały strategię polegającą na jak najszybszym wyeksploatowaniu przeciwnika, skradzeniu jego punktów i zmienieniu partnera. Inne próbowały radzić sobie same, strzegąc zdobytych punktów i unikając kontaktów z tymi, które mogłyby je im odebrać. Jeszcze inne stosowały zasady typu: „Jeśli przeciwnik okazuje wrogość, zażądać, by przestał, a następnie przystąpić do wymierzania kary" lub „Współpracować, a następnie zdradzić przez zaskoczenie".
Każdy z programów przeciwstawiono 200 razy każdemu z pozostałych.
Zwyciężył program Anatola Rapoporta, wyposażony w funkcję zachowania WWP (Współpraca-Wzajemność-Przebaczenie). Co więcej, program WWP, umieszczony pośród innych, z początku przegrywał w obliczu agresywnych przeciwników, wreszcie jednak zwyciężał, a nawet stawał się „zaraźliwy". W miarę jak inne programy orientowały się, że stosuje najskuteczniejszą metodę zdobywania punktów, same przyjmowały jego postawę. Prawo WWP okazało się więc najbardziej opłacalne na dłuższą metę. Każdy może je zastosować w życiu codziennym. Oznacza to, że należy zapomnieć o wszystkich obelgach, jakimi obrzuca nas kolega z pracy i stale proponować mu wspólne działanie. Dowiedziono, że ta metoda popłaca. To nie zwykła uprzejmość, lecz metoda zadbania o własny interes, którego skuteczność wykazała informatyka.
Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względne i absolutnej , tom IV
14. PŁÓD JACQUES. MINUS 2 MIESIĄCE
No proszę, jakie to dziwne… Pływam. Znajduję się w worku wypełnionym mętnym płynem. To moja matka? Zapewne.
Читать дальше