– Ależ tak! Ach, jak bardzo się cieszę!
Pospieszyła do bocznej izdebki, skąd przyniosła nieduże zawiniątko. W spłowiały aksamit zapakowano kilka przedmiotów.
Tiril spojrzała na nią pytająco.
– Czy mam to teraz otworzyć?
Ponaglali ją, podnieceni.
Zaciekawiona jak dziecko, ale i nie bez strachu, Tiril rozwinęła aksamit.
– Och! – westchnęła Catherine.
Tiril trzymała w dłoniach kunsztowny naszyjnik z szafirów.
– Masz do niego za krótką szyję – zaopiniowała Catherine. – Daj mi przymierzyć, zobaczymy, jak się prezentuje.
Tiril posłusznie podała jej klejnot. Erling trochę protestował, lecz Catherine już wkładała szafiry. Przy jej jasnych włosach i smukłej łabędziej szyi prezentowały się iście królewsko.
– A teraz już go zdejmij. – Erling nie tracił czasu na zachwyty.
– Oczywiście – z żalem mruknęła Catherine.
– Masz tam coś jeszcze – podpowiedział Tiril Erling, wskazując na zawiniątko.
Matka Tiril najwidoczniej owego pamiętnego wieczoru nosiła szafirowy naszyjnik i wiedziona nagłym odruchem zapakowała go w kawałek aksamitu. Drugi podarunek leżał oddzielnie, w niedużej, pięknie haftowanej sakiewce.
– Pieniądze? – zastanawiała się Catherine.
– Niee. – Tiril z wahaniem obmacywała woreczek W końcu podała go Móriemu. – Taka jestem zdenerwowana. Ty go otwórz!
Móri wziął sakiewkę i zaraz wypuścił ją z rąk z sykiem,, jakby się sparzył.
– Co się stało, Móri?
– Ty ją otwórz, Erlingu. Ja nie mogę.
Erling spojrzał nań ze zdziwieniem, ale rozluźnił rzemyczki i wyjął z sakiewki nieduży przedmiot, stanowiący jakby fragment czegoś większego.
Catherine poderwała się z okrzykiem.
– Co się stało? – czujnie spytał Móri.
– Przecież ja mam coś podobnego!
Móri przypatrywał się baronównie ze złowrogim spokojem.
– Tak przypuszczałem. Miałaś to w domu i zabrałaś ze sobą w podróż?
– Oczywiście! Zawsze leży w moim worku z czarnoksięskimi środkami. Zaraz wyjmę.
– Ale co to, na Boga, jest? – chciał wiedzieć Erling. – Dla mnie to tylko odłupany kawałek kamienia.
– Poczekaj, aż zobaczysz moją część – rzekła Catherine. – Oto i ona.
Pokazała fragment kamiennej figurki, który zabrała ze skarbczyka Mai i Kai.
Twarz Móriego przypominała pośmiertną maskę, trudno było z niej cokolwiek wyczytać. Przyglądał się, jak Catherine i Erling dopasowują kawałki.
Części wciąż brakowało, widać jednak było, że figurka przedstawia wykrzywionego w uśmiechu demona.
Przez długą chwilę nikt nie mógł wydusić z siebie słowa. Nie potrafili zrozumieć, co się dzieje.
W końcu Móri złowieszczo spokojnym głosem zażądał:
– Najwyższy czas, Catherine, abyś opowiedziała nam, skąd masz swoją część.
Baronówna natychmiast się rozjaśniła. Odzyskała pewność siebie.
Teraz ona miała grać pierwsze skrzypce, tak jak powinno być zawsze.
Tiril, widząc radość na twarzy Catherine, sama się ucieszyła. Lubiła, kiedy wszystkim dopisywał dobry humor.
Westchnęła szczęśliwa, że dane jest jej przebywać w towarzystwie wszystkich tych wspaniałych ludzi.
Nikt już się nie smucił, a to dla niej było najważniejsze.
Zapytali staruszkę, czy nie zakłócają jej spokoju już zbyt długo, ona jednak, podniecona nadzwyczajną wizytą tak dostojnych gości, zaproponowała im herbatę w filiżankach z cieniutkiej porcelany i z dumą podała przepyszne ciasteczka. Tak jak i oni, ciekawa była dalszego rozwoju sytuacji. Nigdy nie zapomniała wydarzeń niezwykłej nocy na zamku Akershus, wspomnienie dawnych lat pozostawało wciąż żywe.
Catherine bez oporów rozkoszowała się uwagą wszystkich, która skupiła się teraz wyłącznie na niej.
Opowiedziała o latach spędzonych u staruszek w Rømskog, o człowieku, który „pozostawił po sobie” ów niezwykły przedmiot, budzący taką grozę Móriego.
– Czego dowiedziałaś się o tym mężczyźnie? – pytał Erling?
– Niewiele. Wiem tylko, że zmierzał do Szwecji, by odnaleźć resztę tej figury diabła. Kaja wspomniała nazwę jakiejś miejscowości, ale jej nie zapamiętałam, nie przypuszczałam, że to może być ważne. Musiał być to jednak jakiś wysoko urodzony człowiek, staruszki nazywały go „jegomościem”.
– Twierdzisz jednak, że mimo wszystko go zabiły?
– Tylko na podstawie tego, co powiedziały: „Chyba tu zmarł”. Chichotały przy tym znacząco.
– Cóż za straszne zbrodniarki! – wykrzyknął z oburzeniem Erling.
– Nie gorsze niż większość ludzi – odparła Catherine wymijająco; sama wszak położyła kres kilku istnieniom, wierząc oczywiście, że spełnia dobry uczynek. Zwróciła się do Móriego. – To, co wyczuwałeś w moim domu i po drodze tutaj, to coś, co tak ci się nie podobało… Chodziło o tę figurkę, prawda?
– Z całą pewnością.
– Uważasz więc, że jest zła?
– Tak. Trzeba jej się pozbyć. Drugiej części także – rzekł, zwracając się do akuszerki i Tiril.
Tiril obracała w palcach swój kawałek.
– Istnieje więc jeszcze trzecia część. Ciekawe, gdzie jest?
Wzdrygnęła się i podała Erlingowi kamień.
– Pewnie już przed laty zapadła się pod ziemię – stwierdził Erling.
Móri na te słowa poczuł się nieswojo. Przywiodły mu na myśl księgi zła, które spoczęły w ziemi. Nie miał ochoty wszczynać poszukiwań kolejnych przedmiotów przesyconych złą mocą.
– Przypuszczam, że trzecia część znajduje się w Szwecji – bystrze zauważyła Catherine. – Ponieważ tam właśnie zmierzał ów „jegomość”.
Erling trzymał w rękach oba kawałki figurki. Jeszcze raz przyłożył je do siebie.
– Zobacz, Móri!
Przyjaciel cofnął się.
– Spójrz! Pomimo że kawałka brakuje, coś mnie w tym zastanawia – ciągnął Erling.
Móri zmusił się, by popatrzeć na niekompletną figurkę. Pozostali także się pochylili, by lepiej widzieć. Ze statuetki zachowała się głowa z wykrzywioną w uśmiechu twarzą i jeden bok. Demon siedział skulony, skrzydła wystawały poza ciało, a ramię, nie wiadomo dlaczego, jakoś niezgrabnie wyprostowane, także wychylało się poza podstawę figurki.
– Rozumiem, o co ci chodzi – stwierdził Móri. – Figurka została ukształtowana w dość szczególny sposób, przez te nierówne wystające fragmenty nie może stanąć na żadnej twardej powierzchni..
– Właśnie. Ale dlaczego?
– Mnie o to nie pytaj. Nie chcę mieć do czynienia z tym paskudztwem.
Catherine zakrztusiła się ze śmiechu.
– Brakuje mu najszlachetniejszych części. Ciekawe, jak wyglądają. Czy też się tak zwieszają wystając, czy też…
Nikt nie podjął wątku i baronównę ogarnął wstyd. Poczuła się głupio i by zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, powiedziała prędko:
– Czy potraficie stwierdzić, w jakim kraju ją wykonano? Przyjrzeli się cząstkom dokładnie, lecz nic im nie przychodziło do głowy.
– Na pewno jest stara – orzekł Erling.
– Bardzo stara – zgodził się Móri. – Przypuszczam, że wy- wodzi się z wymarłej kultury.
Tiril, nieco oszołomiona, przyznała:
– Bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego moja prawdziwa matka mi go podarowała.
Wszystkie oczy zwróciły się na akuszerkę.
– Czy o niczym więcej nie dowiedziała się pani tamtej nocy? – spytał Erling. – Kiedy poproszono panią o przekazanie podarków dziewczynce?
Staruszka z całych sił starała się coś jeszcze wydobyć z pamięci. Chude pomarszczone palce nerwowo bawiły się tym, co akurat znalazło się w ich zasięgu: filiżanką, kołnierzykiem, cienkimi włosami.
Читать дальше