W sercu Tiril zagościło nowe, całkiem nieznane uczucie, zaczęło zżerać ją od środka.
Na razie jeszcze nie potrafiła go nazwać, miała tylko wrażenie, że niedobre myśli zabiły w jej duszy coś pięknego. I może miała rację.
Tiril stała kompletnie oszołomiona. Przenosiła wzrok z jednej osoby na drugą. „Wasza wysokość”? Staruszka nazwała ją „waszą wysokością”!
Szczera uniżoność akuszerki. Zazdrość bijąca z oczu Catherine. Zdumiony, dość niemądry wyraz twarzy Erlinga, który z pewnością nie zdawał sobie sprawy, że ze zdziwienia aż tak szeroko otworzył usta…
Nero warknął cicho w stronę Catherine. A przecież to, bardzo życzliwy ludziom pies!
Zamyślony Móri, smutek w jego oczach. Dlaczego?
– Nic nie rozumiem – poskarżyła się Tiril.
Catherine ostrym tonem zwróciła się do akuszerki:
– Proszę przestać wygadywać głupstwa! Dziewczyna nie jest przecież królewskiego rodu!
– Nie, nie królewskiego, ale prawie.
– Sądzę, że powinniśmy to wyjaśnić – spokojnie powiedział Móri. – Czy możemy usiąść?
– Ocli, oczywiście – odparła staruszka, lecz wyraźnie się zaniepokoiła. – Ale mam obowiązek dochowania tajemnicy.
– Rozumiemy. – Erling wreszcie zdołał dojść do siebie. – Chodzi jednak o życie Tiril. Ścigają ją źli ludzie.
– Tak was dużo…
– Móri i ja jesteśmy jej jedynymi przyjaciółmi na świecie. Baronówna natomiast raczej powinna wyjść.
– O, nie! – gwałtownie zaprotestowała Catherine. – Pomogłam wam się tu dostać. I posiadam odpowiednie koneksje, możecie potrzebować mego wsparcia.
Przyjrzeli jej się uważnie. Nie pozwólcie jej zostać, niemo prosiła Tiril. Nie ufam jej. Potrafi być otwarta, wesoła i miła, czasami nawet okazywała mi życzliwość, ale nie można na niej polegać! Pragnie zagarnąć wszystko dla siebie. Niszczy coś we mnie, a ja nie umiem się przed tym bronić!
– Rzeczywiście być może przydadzą nam się twoje kontakty, Catherine – zdecydował w końcu Erling. – Cóż, wobec tego zostaniemy wszyscy.
Akuszerka wciąż się wahała.
– Złamię dane słowo.
– Tu chodzi o życie – powtórzył Móri cicho, ale dobitnie.
Staruszka spojrzała mu w oczy i już nie miała odwrotu.
– Jak sobie chcecie.
Znaleźli miejsca do siedzenia. Gospodyni nerwowo przebierała w palcach frędzle od obrusa. Nero ciężko ułożył się pod stołem.
Kobieta znów westchnęła.
– Czy muszę wymienić nazwiska?
– Owszem – nie ustępował Erling.
Atmosfera w niedużym pokoiku bardzo się zagęściła. Troje przyjaciół ścisnęło się na kanapie, pozostałe dwie kobiety przycupnęły na niewygodnych krzesłach.
– Pamiętam tę noc, jakby to było wczoraj – zaczęła opowieść akuszerka. Podświadomie zniżyła głos. – Ktoś zapukał do mego domu. Nieobce mi to, zawsze kładę się do łóżka, gotowa w każdej chwili spieszyć z pomocą rodzącym. Wstałam i lekko uchyliłam drzwi. W wielkim mieście ostrożności nigdy za wiele.
– Rozumiemy – zapewnił ją Erling.
– W progu stała służąca w czarnej sukni z białymi mankietami, kołnierzykiem i fartuszkiem. Od razu było widać, że służy u wielkich państwa. Poprosiła, bym natychmiast z nią poszła. Sprawiała wrażenie ogromnie tajemniczej.
Tiril czuła. dotyk ramienia i biodra Móriego. Przypomniała sobie, jak bardzo się do siebie zbliżyli poprzedniego wieczoru, i bezwiednie się zarumieniła. Miała wielką ochotę ująć go za rękę, poszukać u niego wsparcia, lecz zabrakło jej śmiałości. Catherine czujnie śledziła jej ruchy, jak opętana pilnowała obu mężczyzn. Zostaw moich chłopców w spokoju, prosiła Tiril w myślach.
Akuszerka, raz po raz spoglądając przez ramię, jak gdyby obawiała się innych jeszcze słuchaczy, podjęła opowieść:
– Zaprowadzono mnie na… na… – zniżyła głos do szeptu – aż na zamek Akershus. Służąca, pewnie wysokiego rodu, powiodła mnie przez korytarze i… Ach, zapomniałam powiedzieć, że przyjechała po mnie kareta! Ze stangretem! Nie wiem dokładnie, w której części Akershus się znalazłam, lecz jasne było, że to odległe boczne skrzydło. Wszystko odbywało się w najgłębszej tajemnicy.
– Rozumiemy. – Erling poruszył się niespokojnie, Tiril wyczuła jego napięcie.
– W wielkim łożu z baldachimem leżała kobieta, poród już się rozpoczął. Biedaczka cierpiała, a wiecie zapewne, że im bardziej wydelikacona jest matka, tym trudniejsze rozwiązanie.
– Jak ona wyglądała? – ośmieliła się spytać Tiril.
Akuszerka spojrzała na nią uważnie.
– Była podobna do waszej wysokości, tylko nos miała inny, dłuższy, i twarz bardziej pociągłą.
– No tak, Tiril jest przecież dość potężna, mocno zbudowana – natychmiast wtrąciła Catherine i poczuła na sobie niezgłębiony wzrok Móriego. Odniosła wrażenie, że ją karci.
– Niewiele się dowiedziałam – podjęła starowinka. – Przede wszystkim powtarzano mi, że należy dochować tajemnicy. Pokojówka przez cały czas była z nami, pilnowała, by drzwi pozostawały zamknięte. Powiedziała mi, że jej wysokość przybyła tego samego wieczoru. Ponieważ wiedziała, że namiestnik wyjechał, w tajemnicy schroniła się tutaj. Podróż jednak okazała się bardzo męcząca i poród rozpoczął się wcześniej niż oczekiwano. To jednak było tylko zaletą, bo nikt nie zdążył się zorientować, w czym rzecz.
– Ale przecież w Norwegii niewiele jest arystokracji – znów wtrąciła Catherine. – Skąd ona przyjechała?
– Och, czy naprawdę muszę to wyjawić?
– Obawiam się, że tak – życzliwie, ale stanowczo powiedział Erling. – Rozumiem i szanuję pani chęć dochowania tajemnicy, lecz musimy dowiedzieć się czegoś więcej. Błądzimy po omacku, a w tym czasie źli ludzie czyhają na życie naszej kochanej Tiril Wspomniała pani rozmowę z pokojówką. Czy ona była Norweżką?
– Nie, mówiła z dziwacznym duńsko-niemieckim akcentem, ale ją rozumiałam.
– Możemy, więc chyba umieścić rodzącą na mapie – stwierdziła Catherine. – Zgadujemy? Może Holstein-Gottorp? Ale to przecież księstwo! Czy to znaczy, że Tiril jest córką księżny?
– Tak – szepnęła akuszerka. – Jednak nie księżny Holstein-Gottorp. Jej matka poślubiła tamtejszego księcia, lecz on nie mógł spłodzić dzieci, wszyscy o tym wiedzieli. Ona była księżniczką austriacką.
– Która popełniła fatalny błąd – uzupełnił Erling. – Z kim?
– Tego nie wiem.
– No cóż, to właściwie nieistotne – uznał Erling. – Chodzi nam o odnalezienie matki. Ona musi mieć tu w Norwegii zaufaną osobę, wszak przez tyle lat przesyłała pieniądze na utrzymanie Tiril. Pieniądze przekazywano konsulowi Dahlowi, który adoptował dziewczynkę.
– Tak – westchnęła akuszerka. – Ta nieszczęsna kobieta prosiła, bym zabrała dziecko i zatroszczyła się o jego los. Obiecywała dobrze płacić za wychowanie córeczki. Zamierzałam już sama zająć się noworodkiem, lecz wezwano mnie do pani Dahl. Wydała na świat martwe dziecko i postanowiła wziąć panienkę, panno Tiril.
Nie wtajemniczali akuszerki w problemy Tiril z jej przybranymi rodzicami.
– Ach, pamiętam tę nieszczęsną matkę – mówiła dalej stara kobieta. – Płakała rozpaczliwie i mocno tuliła swą nowo narodzoną córeczkę, jakby nigdy nie chciała się z nią rozstać. Nie mogła jednak wrócić z maleństwem do bezpłodnego męża. Chodziły słuchy, że bywał czasami bardzo brutalny.
Austriacka księżniczka? Tiril w myślach smakowała te słowa.
Wcale się nią nie czuła, ale nie dało się zaprzeczyć, że przeniknął ją dreszczyk emocji.
Читать дальше