Margit Sandemo - Zemsta
Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Zemsta» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zemsta
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zemsta: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zemsta»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Zemsta — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zemsta», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Irmelin przyglądała się jednak przyjaciółce ukradkiem. Villemo przyniosła zapewne na świat więcej niezwykłych darów, niż rodzina dotychczas przypuszczała. Więcej niż sama się spodziewała.
Gdy znowu znalazły się w jej pokoju, zapytała:
– Villemo, czy myślisz, że to by było straszne, gdyby pozwolić?
– Co takiego? – zapytała, nie rozumiejąc przez chwilę, o co chodzi.
– No, wiesz. To, o czym rozmawiałyśmy przedtem. O miłości.
Villemo stwierdziła nagle, że nie ma nic do powiedzenia. Nigdy nie doznała tak silnych uczuć jak te, którymi owładnięci byli Niklas i Irmelin. W każdym razie jeszcze nie. A ponieważ Eldar umarł, to jest mało prawdopodobne, że kiedyś staną się one i jej udziałem.
– Och, Irmelin – powiedziała ze współczuciem. – Naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Wiem tylko, że całym sercem jestem z wami!
Maska spokoju spadła z twarzy kuzynki. Irmelin oparła głowę na ramieniu przyjaciółki i długo, boleśnie płakała.
Nadszedł październik. Mijał właśnie rok od tamtej pory, gdy Villemo spotkała Eldara i zakochała się. Z niewiarygodnym uporem pielęgnowała pamięć o nim i była całkowicie przekonana, że będzie podtrzymywać płomień tej miłości, nawet jeśli on od czasu do czasu chwieje się niepewnie i przygasa.
Od Dominika wciąż nie było odpowiedzi. Czuła się zdradzona, zapomniana przez świat i żałowała, że wysłała ten list.
Niklas zrobił się szorstki i zamknięty w sobie, trudno było z nim rozmawiać. Irmelin została na pewien czas wysłana do Danii, do Gabrielshus. Żeby oboje z Niklasem mogli zapomnieć lub zacząć myśleć inaczej.
Pogrążona w ponurych myślach Villemo wyszła, żeby się przejść, Tej jesieni początek października nie był tak piękny jak przed rokiem. Szara mgła otulała szczyty wzgórz, a pola były rozmiękłe po deszczu.
Jak to czyniło wielu innych członków rodu Ludzi Lodu, kiedy czuli się niepewnie lub przeraźliwie samotni, Villemo poszła na cmentarz, by z bliskości swoich przodków zaczerpnąć trochę siły. Była to może pogańska skłonność, lecz pomagała odzyskać spokój. Tak uważała nie tylko Villemo, inni w rodzinie też byli tego pewni.
Tym razem skierowała się do najstarszego grobu, do tych, których nigdy nie znała.
– Tengel Dobry – odczytywała szeptem. – I Silje Arngrimsdatter…
Silje. Wszyscy wyrażają się o niej z największym szacunkiem. Praprababka Villemo. Wprost brak odpowiednio pięknych słów dla niej i dla Tengela.
– Jaka szkoda, że was nie znałam – szepnęła.
Ciekawe, kim będą moi potomkowie? Czy powiedzą: „Villemo, a kto to taki?” czy może: „ Och, ta gęś, która niczego w życiu nie potrafiła dokonać. Sprowadziła tylko mnóstwo nieszczęść na innych. Zresztą umarła jako dziewica, wiedzieliście o tym? Straciła jedynego mężczyznę, którego kochała. A poza tym w ogóle nie chciała wychodzić za mąż, żeby nie przekazywać dalej złego dziedzictwa.”
Znowu była na najlepszej drodze, by zacząć się użalać nad sobą. Pospiesznie przesunęła wzrok na imię Sol. Sol Angelica, legendarna czarownica, którą wszyscy kochali!
Nie… nie! Czarownicą też nie będę. Nie, absolutnie nie!
Przygnębiona, w pełnej niechęci zadumie nad własnym losem opuściła cmentarz. Seans był skończony; zaczerpnęła tu dość siły, by wlec się dalej przez życie.
Minęła Grastensholm, przeszła obok Lipowej Alei i poszła w stronę lasu. Villemo znajdowała się w stanie psychicznym trudnym do określenia – smutna, niezadowolona z siebie, nie była w stanie jasno myśleć, przepływała jakoś przez życie, jakby nic ją z otoczeniem nie łączyło, nawet rozmawiać z nikim nie chciała. W takim nastroju błądziła po okolicy, aż zatrzymała się nad rzeką.
Rzadko tu przychodziła. Rzeka płynęła w głębi lasu, spory kawałek od wsi.
Teraz, gdy się nad tym zastanowiła, stwierdziła, że szum rzeki zagłusza różne dźwięki, które, nie zdając sobie z tego sprawy, słyszała przez całą drogę. Coś jakby przytłumione strzały z bicza, szelesty w ociekających deszczem zaroślach, a poza tym wszystko, co zazwyczaj słyszy się w lesie, tylko tym razem dużo bardziej intensywne.
To deszcz, pomyślała, rzucając za siebie ukradkowe spojrzenie. Czy raczej deszczówka. Gałęzie sosen są ciężkie od spływającej wody. Zwierzęta hałasują tu i tam, naprawiając szkody w swoich kryjówkach, uschłe gałązki trzaskają pod ciężarem deszczowych kropel.
Znowu odwróciła się ku rzece. O Boże, znalazłam się w pobliżu Głębi Marty, pomyślała. Tak, to dokładnie tu.
Bezwiednie poszła ku brzegowi, jakby powodowana jakimś nakazem, by spojrzeć w dół. Była tu już kiedyś, wiele lat temu, zanim jeszcze Marta rzuciła się w rzeczną toń. Potem trochę się bała tego miejsca.
Nurt wrzynał się głęboko w ląd. Ledwie dostrzegała to tu, to tam migotliwy połysk wody. Wszystko przesłaniała wysoka, podmyta skarpa, gęsto porośnięta drzewami. A do samej krawędzi nie chciała się zbliżać, mogło być stromo.
Tam… w spienionej wodzie, dudniącej niczym w kotle czarownicy… Tam była Głębia Marty. Villemo stała teraz dokładnie nad nią. Nie dostrzegała wody, przesłoniętej wysoczyzną podmytego brzegu. Wyraźnie widoczna ścieżka wiodła z lasu właśnie do miejsca, gdzie teraz stała Villemo. I…
Skuliła się jak od uderzenia. Nad wodą wzniesiono niewielki drewniany krzyż, ktoś posadził przy nim kwiatki.
Villemo poczuła skurcz w gardle. Kto przychodzi tu z takim oddaniem odwiedzać miejsce śmierci biednej Marty?
Ona sama nie pamiętała tej dziewczyny, spokojnej i nieśmiałej, znacznie starszej od jedenastoletniej wówczas Villemo, prawie dorosłej. Przestraszone oczy, skromne ubranie, zawsze skrępowana. Urodzona ofiara uwodzicielskich sztuczek. Takie właśnie dziewczęta najczęściej wplątują się w nieszczęścia – spragnione ludzkiej przyjaźni i miłości. Nie umieją powiedzieć nie.
Atak spadł na Villemo tak niespodziewanie, że kiedy poczuła uderzenie w plecy, nie od razu zorientowała się, co się dzieje. Instynktownie zamachała rękami, lecz upadkowi zapobiec nie mogła. Usłyszała swój własny, przeciągły krzyk, czy raczej wycie, i widziała, jak w wielkim pędzie zbliża się ku niej wzburzona, hucząca toń.
Tak jak Marta, przemknęło jej przez głowę. Ona też musiała tak to odczuwać.
Otchłań.
ROZDZIAŁ III
Od tamtego czasu, kiedy Marta została zepchnięta z wysokiego brzegu, w zagajniku nad wodą wyrosły drzewa. Nie było ich wiele, kilka brzóz i sosen, pochylonych nad urwiskiem, ale Villemo zaczepiła się o taką właśnie brzózkę nieco poniżej zarośniętego trawą uskoku. Instynktownie ręce jej chwyciły drzewko i zacisnęły się rozpaczliwie.
Brzózka wygięła się pod nieoczekiwanym ciężarem, skrzypnęła przeciągle, lecz się nie złamała. Minęło nie więcej niż kilka sekund od momentu zadania ciosu, który zepchnął Villemo w otchłań. Leżała teraz wzdłuż pnia na brzuchu i usiłowała zachować równowagę, za jedyną podporę mając brzózkę grubości własnej ręki. Głęboko, głęboko w dole dostrzegała kipiącą, spienioną niczym w kotle czarownicy wodę.
Świat przed oczami wirował, ramiona bolały okropnie. Starała się za wszelką ceną utrzymać równowagę. Była jak sparaliżowana ze strachu. Nogami oplotła wątły pień, a dużym palcem nogi wyczuwała ziemię, z której wyrastała brzoza. Odważyła się zerknąć tam kątem oka. Zobaczyła pionową, wielowarstwową ścianę, lecz także coś więcej – wąską półkę, na której rosła ta właśnie brzózka, na którą spadła, i jakaś nieduża sosna.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zemsta»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zemsta» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zemsta» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.