Margit Sandemo - Wiatr Od Wschodu

Здесь есть возможность читать онлайн «Margit Sandemo - Wiatr Od Wschodu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wiatr Od Wschodu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wiatr Od Wschodu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Kiedy Karol XII postanowił podbić Rosję, nie przypuszczał nawet, jak wielkie nieszczęścia przyniesie jego wyprawa. Vendel Grip z Ludzi Lodu był jednym z wielu nieszczęśników, którzy znaleźli się w rosyjskim obozie jenieckim w głębi Syberii. W końcu Vendel zdołał uciec starą rybacką łódką. Ogromne rzeki niosły go na północ ku tundrze u wybrzeży Morza Karskiego i, co wprost niewiarygodne, do jego dalekich krewniaków z nieznanej gałęzi Ludzi Lodu.

Wiatr Od Wschodu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wiatr Od Wschodu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Złodziej – wyrzucił z siebie Vendel swym marnym rosyjskim.

Strażnik odpowiedział na to coś, czego żaden ze Szwedów nie zrozumiał. Był to wielki Kozak, w jego na pozór łagodnym głosie dały się wyczuć niebezpieczne tony.

– Może masz coś dla mnie? – uśmiechnął się groźnie.

W tej chwili odezwało się poczucie humoru Vendela.

– Da, wosz – odparł. (Tak, wesz.)

– Co? – wrzasnął strażnik, najwyraźniej dotknięty. – Ja nie wosz!

– Niet, niet – Vendel pospiesznie starał się wyjaśnić nieporozumienie. – U mienia tolko wszy. Pożałsta. (Mam tylko wszy. Proszę.) – I przegarnął dłonią włosy.

Cokolwiek mówić o Kozakach, taki rubaszny dowcip wysoko sobie cenili. Strażnik wybuchnął gromkim śmiechem i poklepał Vendela po ramieniu.

– No, a twoja koszula? Sprzedasz mi ją?

– A ty mi sprzedasz swoją? – odpalił Vendel, natychmiast pokazując podarty na strzępy rękaw, dziury na przedzie i przetarte ramiona.

Kozak znów się roześmiał i pozwolił mu odejść.

Corfitz, ukryty w mroku i dzięki temu nie zauważony, odetchnął z ulgą.

– Uff! To mogło źle się skończyć! Twój rosyjski może nie jest doskonały, ale na szczęście nauczyłeś się najważniejszych słów.

Pospiesznie szli między chałupami, kierując się do „swojej” zagrody.

Żołnierzy leżących przed domem obudziło zamieszanie i teraz gorąco podziękowali Vendelowi i kapitanowi.

Potem ponownie się ułożyli, by choć trochę odpocząć mimo dokuczliwego zimna.

Corfitz westchnął ciężko, kiedy szedł obudzić jednego ze współtowarzyszy, który miał go zmienić. Pobudka okazała się zbędna, gdyż wszystkich postawiła na nogi pogoń za złodziejem.

– Dziękuję ci za pomoc, Vendelu – powiedział kapitan, gdy już znaleźli sobie miejsca do spania.

Chłopak zwinął się w kłębek w swoim kącie.

– Nie ma za co – mruknął, na wpół śpiąc. – To ja powinienem dziękować.

Kapitan Beck na moment pogrążył się w smutnej zadumie.

– Gdybyśmy tak mogli przesłać wiadomość do domu – powiedział cicho. – Dać znać naszym rodzinom, że żyjemy! Myślisz, że oni o tym wiedzą?

– Nie mam pojęcia – wymamrotał Vendel niewyraźnie. – Ale zawsze przecież można mieć nadzieję. Ktoś chyba musiał opowiedzieć o kapitulacji, o jeńcach. A może ludzi interesują wyłącznie losy króla?

– Tak chyba na ogół bywa – odparł Corfitz Beck z niezwykłym jak na niego krytycyzmem.

Następnego ranka nie musieli się trudzić poszukiwaniem gotowanego mleka z wódką dla kaprala Warji. Jego droga dobiegła kresu. Żołnierze wyskrobali wspólnie jeszcze parę groszy na opłacenie ludzi z zagrody, by pochowali starego. Czy podczas pogrzebu odprawiono mszę w obrządku greckokatolickim, czy też po prostu zakopano trumnę w odpowiednim miejscu – dla starego karolińczyka w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia.

Vendel, który w pewien sposób czuł się odpowiedzialny za to, czy staruszek przeżyje, starał się uspokoić wyrzuty sumienia, tłumacząc sobie, że kapral Warja uniknął przynajmniej okrutnego traktowania ze strony strażników, na co przez cały czas byli narażeni.

Najcięższe chwile przeżyli Szwedzi podczas wejścia do Moskwy. Car Piotr rozkazał wznieść siedem łuków triumfalnych, by uświetnić powrót swej armii do stolicy. Żołnierze Karola XII, znani z odwagi i znajomości wojennego rzemiosła, musieli defilować pod nimi na oczach zebranych tłumów, wykorzystujących okazję, by drwić z nich i szydzić. Każdą bramę udekorowano prześmiewczymi wizerunkami króla Karola i jego żołnierzy. Nad miastem rozległy się wystrzały armatnie, biły wszystkie cerkiewne dzwony i nigdy jeszcze serca karolińczyków nie ciążyły im tak jak ołów z żalu, wstydu i gniewu.

Działo się to 22 grudnia 1709 roku. Kapitan Corfitz Beck był wtedy tak poważnie chory, że musiał wspierać się na ramieniu Vendela. Kapitan co prawda wyszedł z czerwonki, ale wówczas inna choroba zaatakowała mu płuca. Vendel poważnie niepokoił się o swego pana. Wiele wspólnie przeżyli i naprawdę się zaprzyjaźnili, choć nadal utrzymywali dystans jak między oficerem i podwładnym. Nikt już nie nazywał Vendela pucybutem. Chociaż wcale nim nie był, mówiono o nim „adiutant Becka” albo po prostu „nieśmiertelny chłopak Grip”.

Po upokarzającym przemarszu zaprowadzono jeńców do kwater rozrzuconych po Moskwie. Zimowy chłód stał się teraz naprawdę dokuczliwy i wszyscy niepokoili się, czy znajdzie się dla nich dach nad głową, czy też pozostaną na bruku. Corfitzowi Beckowi przydzielono mały domek, w którym miał zamieszkać z blisko czterdziestoma innymi oficerami. Tym razem nikt nie wyganiał Vendela do sieni.

Zmienił się stosunek do niego, a poza tym jego kapitan był chory. Któż mógł pielęgnować go lepiej niż Vendel?

Warunki, jakie zapewniono im w stolicy, nie były lepsze od dotychczasowych. Po kwaterach wałęsali się ludzie różnego pokroju, których celem było dokuczenie „szwedzkim diabłom”, zarówno słowem, jak i pięścią, a często przy użyciu broni. Znów konieczne okazało się wystawianie wart nocą i spanie na zmianę, po parę godzin, i w ciągu dnia. W długie noce, kiedy zewsząd groziło im niebezpieczeństwo, prowadzili niekończące się rozmowy, przeważnie o domu i rodzinie lub o chorobach. Te ostatnie zwłaszcza stanowiły niewyczerpany temat: omawiano kłopoty żołądkowe, skarżono się na odciski i bóle mięśni, długo rozwodzono się nad każdym szczegółem, nad najdrobniejszą dolegliwością. Nigdy jednak nie dzielili się nadzieją, że kiedyś jeszcze powrócą do domu. Takie myśli należało zachować dla siebie, ukryć w głębi serca schować za drżącym strachem o przyszłość.

Vendel pielęgnował swego pana z prawdziwym oddaniem. Nie odziedziczył po Ludziach Lodu umiejętności leczenia, a jednak coś w nim tkwiło – jakby pewność, że wie, co należy robić. Z czasem więc Corfitz Beck znów stanął na nogi; słaby i wycieńczony, ale zdrowy. Łącząca ich więź jeszcze bardziej się umocniła.

I nagle… pewnego dnia… Jeden z oficerów wrócił na kwaterę z twarzą poszarzałą od zgryzoty. Usiadł przy jedynym stole znajdującym się w izbie, zasłaniając twarz dłońmi.

– Co się stało? – zapytał ktoś zlękniony. – Czy król nie żyje?

Oficer podniósł wzrok.

– Król? Niech go… Przepraszam – zreflektował się. – Mają nas stąd przenieść. Rozdzielić.

– Dokąd? – padło pytanie zadane głuchym głosem.

– W każdym razie nie na zachód. Przygotujcie się do rozłąki, chłopcy, mają nas porozsyłać po wsiach i miasteczkach na wschodzie i północnym wschodzie. Tak, byśmy wespół nie wymyślili żadnego podstępu. A czy my tu ogóle możemy wywołać bunt?! My, którzy nie mamy już nawet koszuli na grzbiecie? Spójrzcie na siebie! Wychudzeni, zawszeni, skończeni! I to my mielibyśmy stanowić zagrożenie dla cara i jego pachołków!

Vendel odruchowo zbliżył się o krok do Corfitza Becka. Kapitan nie wiedział, jak należy to rozumieć – czy chciał chronić jego, czy sam szukał ochrony. Najprawdopodobniej wyraził w ten sposób pragnienie, by ich nie rozdzielono, nic innego.

Udało im się razem dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Przybyli do jednego z większych miast, do Kazania, dawnego grodu tatarskiego daleko na wschód od Moskwy. We wszystkich miejscach, do których kierowani byli Szwedzi, pozostawiano im pewną swobodę: mogli poruszać się wolno w obrębie „swoich” miast i wsi, zabroniono im jednak przekraczać ich granice.

I kłamstwem byłoby twierdzenie, że w nowych miejscach spotykali się z większą niż poprzednio sympatią. Przeciw sobie mieli przede wszystkim swoją religię. Traktowano ich z pogardą, nazywano niewiernymi psami, opluwano.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wiatr Od Wschodu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wiatr Od Wschodu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Margit Sandemo - Gdzie Jest Turbinella?
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Przeklęty Skarb
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Kobieta Na Brzegu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Miasto Strachu
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Magiczne księgi
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Zbłąkane Serca
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Lód I Ogień
Margit Sandemo
libcat.ru: книга без обложки
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Milczące Kolosy
Margit Sandemo
Margit Sandemo - Skarga Wiatru
Margit Sandemo
Отзывы о книге «Wiatr Od Wschodu»

Обсуждение, отзывы о книге «Wiatr Od Wschodu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x