Olga Gromyko - Zawód - Wiedźma. Część I

Здесь есть возможность читать онлайн «Olga Gromyko - Zawód - Wiedźma. Część I» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zawód: Wiedźma. Część I: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zawód: Wiedźma. Część I»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Dlaczego mistrz wrzuca młodziutką magiczkę na głęboką wodę zagadki, która przed nią pochłonęła 13 ofiar, w tym… kilku magów z doświadczeniem? Bo ma talent. Bo jest wystarczająco wścibska i ciekawska, a dwutomowa podróż w jej towarzystwie przekonuje, że to świetny kompan i – wbrew pozorom – nielichy przeciwnik. Taka jest rudowłosa Wolha Redna, jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Postrach strzyg, gwiazda magii praktycznej, autorka rewolucyjnych tez obalających wiekowe mity o wampirach (w tym bzdury o czosnku), niestrudzona badaczka obyczajów i życia codziennego krwiopijczej społeczności. Gdy przekracza granicę lasu osik oddzielających inne krainy od Dogewy, ojczyzny wampirów, przez myśl nam nie przejdzie, że wysłano ją z poselstwem niemalże dyplomatycznym…

Zawód: Wiedźma. Część I — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zawód: Wiedźma. Część I», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Zadałam Krynie trochę pytań odnośnie tabunu. Okazało się, że konie pasły się poza granicami miasta i opiekował się nimi starszy koniuszy z pomocnikami. Jeżeli ktoś pilnie potrzebował konia, to właśnie tam się udawał. Co prawda mieszkańcy miasta praktycznie z nich nie korzystali. Ot, pojechać na wieś do rodziny, przewieźć coś ciężkiego i tak dalej. W granicach miasta wampiry przemieszczały się pieszo.

– A tak sobie, dla własnej przyjemności nikt nie hoduje koni?

– Oczywiście, że hodują i dla przyjemności, i dla ćwiczeń, ale to też do koniuszego. Prawdziwą hodowlą koni zajmują się na wsiach, bliżej granicy. I stamtąd też końmi dowożą produkty.

Podziękowałam, osiodłałam Stokrotkę i potrząsnęłam wodzami, demonstracyjnie ignorując półtrollkę, która szybkim krokiem zmierzała ku fontannie z parą wiader na fikuśnym nosidle.

Rozdział 8

Najpierw zauważyłam stado, a potem Stokrotka prawie rozdeptała jajko na twardo leżące na serwetce obok pęczka szczypiorku, chleba i szmatki z solą. To wszystko miało właśnie stać się posiłkiem koniuszego, który ulokował się na obiad w gąszczu wysokiej pierzastej ostnicy. Zlazłam z kobyły i uprzejmie spytałam, czy jajo przypadkiem nie ucierpiało nieodwracalnie, na co koniuszy roześmiał się i dobrodusznym basem ogłosił, że jego jaja mają się doskonale i są do mojej całkowitej dyspozycji. Zaczerwieniłam się, na co on ucieszył się jeszcze bardziej. Znałam ten typ starzejących się mężczyzn, dla których największą przyjemnością było wpędzenie w rumieńce młodziutkiej dziewczyny. Koniuszy, podobnie jak wszystkie wampiry, był oburzająco wręcz młody i jego słowa można by nawet uznać za propozycję. Ale ja już przyzwyczaiłam się określać wiek mieszkańców Dogewy, patrząc im w oczy. On miał bardzo mądre oczy. Przysiadłam, złapałam jajko i uderzyłam tępym końcem o sterczący z trawy kamień.

– Wolha, zgadza się? – spokojnie zapytał koniuszy, pakując do soli ćwiartkę cebuli.

– Mhm… – Ostrożnie ugryzłam jajko. Ku mojej uldze było bez “glutów", ugotowane na twardo. – A pan?

– Ren. Po postu Ren. Kobyłkę przyprowadziłaś? Zlustrowałam Stokrotkę spojrzeniem od dołu do góry.

– Wbrew pozorom to faktycznie kobyłka. Chociaż mnie się z jakiegoś powodu wydawało, że oślica.

Stokrotka parsknęła z niezadowoleniem i sięgnęła ku rozłożonym na serwetce pajdom chleba. Zerwałam długie źdźbło z ciężkim kłosem na końcu i strzeliłam ją w środek nosa. Kobyła kichnęła i odsunęła się.

– Czy mogłabym zostawić ją pod pańską opieką? Jest straszną oszustką. Nigdy nie wiadomo, co jej wpadnie do głowy. Dziś rano zżarła już fartuch…

– Ma charakterek, po właścicielce – niezłośliwie zażartował koniuszy. – Zdejmuj siodło, co tam. Niech się pasie z tabunem.

– A jeśli będę jej potrzebować? Bo ona jest wredna, jak będzie chciała, to się da złapać, a jak nie, to machnie ogonem i tyle ją widzieli.

– Złapiemy – uspokoił mnie Ren. – Nasze koniki są spokojne, może będą miały na twoją kapryśnicę dobry wpływ.

Stado właśnie zauważyło nową przybyszkę. Kobyły parskały demonstracyjnie, ogiery z zaciekawieniem ryły ziemię kopytami. Wszystkiego było ich około pięćdziesięciu sztuk – duże, zadbane, o kształtnych sylwetkach, nieznanej mi rasy: długonogie, delikatne, pod błyszczącą skórą poruszały się węzły mięśni. Większość była ciemnokasztanowa, jednolitej maści, ani jednego srokacza, ale parę karych i kilka jaśniejszych.

Stokrotka wyprężyła się, uniosła ogon i cieniutko, smętnie zarżała.

Od stada odłączył się śnieżnobiały masywny ogier o szerokiej piersi. Podejrzliwie rozejrzał się na boki i ruszył stępa w naszym kierunku, wysoko unosząc nogi. Szybko rozsiodłałam Stokrotkę i zdjęłam ogłowie. Po grzbiecie kobyłki przetoczyła się fala drżenia. Rumak zatrzymał się jakieś czterdzieści łokci od nas, nieufnie rozdymając różowe plamiaste nozdrza.

– No idź, czego się krygujesz? – Klepnęłam Stokrotkę w kark.

Z niezadowoleniem machnąwszy ogonem, przestąpiła z nogi na nogę i zastygła, trzepocząc rzęsami jak panna na wydaniu. On zarżał przyzywająco. Ona opuściła łeb i kilka razy skubnęła kępkę białej koniczyny. Kawaler zebrał się w sobie, zbliżył do Stokrotki, wyciągnął szyję i dotknął jej ucha aksamitną mordą. W tym momencie dźwięczne i rozdrażnione rżenie poruszyło wypełnione zapachami traw powietrze. Tabun rozpierzchł się, tworząc wąski korytarz, którym przemknął ogromny i wkurzony kary ogier, który, nie zwalniając galopu, uderzył siwego w bok. Panowie stanęli dęba i starli się w bardzo poważnym pojedynku, gryząc, kopiąc i wściekle kwicząc. Stokrotka obserwowała rozwój wydarzeń z zachwytem, od czasu do czasu dopingując walczących melodyjnym rżeniem.

Turniej rycerski przebiegał ze zmiennym powodzeniem, ale nieoczekiwanie siwy przestraszył się i rzucił do ucieczki, zostawiając w zębach karego kłak grzywy.

Zwycięzca ruszył za nim stępa, ale dezerter pędził jak zając i po chwili kary zwolnił kroku. Postał chwilę w zamyśleniu, pogardliwie zarżał w kierunku tchórza i wrócił do stada, demonstracyjnie ignorując czarującą przyczynę konfliktu. Zerwawszy jeszcze jeden pęczek koniczyny moja kobyłka-kokietka powoli ruszyła jego śladem. On zwolnił kroku i po chwili pasły się bok przy boku, popatrując na siebie jak spiskowcy.

– Szkoda – powiedziałam z westchnieniem. – czemu jej się nie spodobał siwy? Taka piękna para by wyszła…

– Widać nie o maść chodzi. – Koniuszy wzruszył ramionami.

– A czyj to ogier?

– Kary? Władcy.

Na błękitnym niebie nad nami szybowała kania. O krótkim ogonie, przepełniona pewnością siebie, ślizgała się na rozłożonych skrzydłach po wznoszącym potoku powietrza. Po trawie biegł szary rozmyty cień. Pastuch, osłoniwszy oczy ręką, śledził lot ptaka z umiarkowanym zainteresowaniem.

– A umie pan… latać? – zadałam pytanie, które męczyło mnie już od dawna.

Bogowie nie poskąpili mu poczucia humoru.

– Zależy, skąd skoczę. Złapałam haczyk.

– No to weźmy o tamtą osikę.

– Ze dwa tuziny stóp przelecę.

– Z wiatrem, czy pod wiatr?

– W poprzek.

– Znaczy, jednak pan nie umie? – nie rezygnowałam.

– Malutka, pomyśl sama, daleko bym poleciał na czymś takim? – Ren otworzył skrzydła, rzucając na mnie cień. Formą i rozmiarem przypominały dwa trójkątne prześcieradła doczepione do masztów. Nieśmiało pomacałam konstrukcję. Fakt, na czymś takim sobie nie polatasz. Kości wyciągnięte, spłaszczone, delikatne. Główna, ramienna – grubości palca, końcówki cieniutkich, rozchodzących się wachlarzem kosteczek w ogóle były chrząstkowe i uginały się pod najlżejszym wiaterkiem. Skóra cieniutka, czarno zabarwiona. No to miałam kolejną zagadkę – po co wampirowi skrzydła, delikatne i niepewne twory, na których nie można nawet szybować – zerwą się jak papierowa parasolka.

Gdy napatrzyłam się na skrzydła, pastuch złożył je w dwa nieduże wałki na plecach. Większość wampirów trzymała skrzydła na pół rozłożone i nawet nie wiedziałam, że w razie potrzeby można je tak dokładnie zwinąć. Narzucić kurtkę albo płaszcz – i nikt się nie domyśli, że stoi przed nim wampir.

Więc to stąd ta nieprzemijająca moda na płaszcze…

Podziękowałam i wstałam, strząsając okruszki ze spodni.

Droga do tabunu zajęła mojej kobyłce około piętnastu minut. Niby biegła kłusem, ale niezbyt szybkim. Stokrotka będąca nie w humorze potrafiła galopować… w miejscu, przebierając nogami jak cyrkowa wiewiórka. Nie mam zielonego pojęcia, jak jej się takie coś udawało. Zdarzało się, że przeganiali mnie zdziwieni żebracy o kulach, podczas gdy ja byłam szczerze przekonana, że kobyłka porusza się szybkim galopem. Z upływem czasu nauczyłam się oceniać tempo jazdy na podstawie przesuwania się poboczy i oszukanie mnie zrobiło się dużo trudniejsze. Tak czy inaczej droga powrotna pieszo nie powinna zająć więcej jak pół godziny. Jadąc tutaj, uczciwie trzymałam się ścieżki, bojąc się zabłądzić. Ale dróżka okazała się pełna zakrętów, jak gdyby w niepamiętnych czasach wytyczyła ją para pijanych wampirów (od czasu do czasu rozwidlała się). Szybująca na niebie kania na pewno widziała ją jako jeden wielki zygzak.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zawód: Wiedźma. Część I»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zawód: Wiedźma. Część I» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Zawód: Wiedźma. Część I»

Обсуждение, отзывы о книге «Zawód: Wiedźma. Część I» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x